Kryminalna zagadka lat 50. Kto ukradł dzieła sztuki z wrocławskiego muzeum?
5 marca 1957 roku, po otwarciu jednej z sal na drugim piętrze Muzeum Śląskiego okazało się, że ze ścian zniknęły między innymi dzieła Matejki i Kossaka. Na podłodze odnaleziono jedynie połamane ramy…
Według różnych źródeł, straty oszacowano na kwotę od 500 tysięcy do nawet miliona starych złotych. Skradziono wiele cennych prac: Sejm w Gąsowie, Głowę starca, Konrada Wallenroda, Wyjazd Henryka Walezego Jana Matejki, Polowanie na Poturzycy Juliusza Kossaka oraz Hamleta Aleksandra Gierymskiego.
Nie była to pierwsza kradzież w miejscu znanym dziś jako Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Niecały rok wcześniej, z sali rzemiosł artystycznych, zniknęło trzydzieści sześć srebrnych przedmiotów. Wartość tych eksponatów, pochodzących z okresu od XV do XVII wieku, oszacowano na ponad trzysta tysięcy złotych. Sprawców nie odnaleziono. Czy coś łączyło obie sprawy? Miała to ustalić specjalna grupa milicji, powołana w celu schwytania sprawców kradzieży, a także odzyskania skradzionych dzieł wybitnych polskich malarzy.
Przez drzwi czy oknem?
Do kradzieży doszło w nocy z 3 na 4 marca (z niedzieli na poniedziałek). Dochodzenie rozpoczęto nad ranem, gdy spacerujący nieopodal muzeum przechodzień odnalazł połamane ramy obrazów. Wykryte na elewacji ślady początkowo wskazywały na to, że złodzieje mogli dostać się do środka oknem, wspinając się po piorunochronie i rusztowaniu. Ostatecznie uznano jednak, że była to próba zmylenia śledczych, ponieważ znaleziono ślady majstrowania przy zamkach drzwi. Tę drogę milicjanci przyjęli za bardziej prawdopodobną.
Trzy dni później, siódmeego marca w Szczecinie, znaleziono obrazy, które zostały skradzione w styczniu 1956 roku z tamtejszego muzeum. Złodziej zwrócił je, najprawdopodobniej z obawy, że obie kradzieże zostaną ze sobą skojarzone, a on, w razie pojmania, będzie pociągnięty za nie do odpowiedzialności. List podpisany został: „Lat 19”. Wrocławscy milicjanci mieli nadzieję, że w podobny sposób „odnajdą się” dzieła skradzione z Muzeum Śląskiego. Tak się, niestety, nie stało.
Oddam za 50 tysięcy lub… za dwa miliony!
Po ponad roku, 7 kwietnia 1957, o 10:45, do dyrektora wrocławskiego muzeum zadzwonił mężczyzna. Wyraził chęć zwrotu obrazów, jednak nie za darmo – zażądał 50 tysięcy ówczesnych złotych. Miejscem spotkania i przekazania dzieł miało być mieszkanie w kamienicy przy placu Staszica. Szantażysta przestrzegł, że o sprawie nie może dowiedzieć się milicja. Dyrektor muzeum nie spełnił tego warunku i finalnie do umówionego spotkania nie doszło. Pod wskazanym adresem mieszkał, niemający nic wspólnego ze sprawą, wrocławski kolejarz z rodziną. Dwa dni później telefon dyrektora zadzwonił ponownie. Domniemany złodziej poinformował, że nie pojawił się na spotkaniu, ponieważ budynek obserwowany był przez milicję.
12 kwietnia 1957 roku do Rady Państwowej trafił list z żądaniem dwóch milionów złotych okupu, którego autor podpisał się jako „K-44”. Szantażyści oczekiwali odpowiedzi w warszawskim Expressie Wieczornym. Propozycja została przyjęta, jednak równocześnie milicja rozpoczęła przygotowania do zasadzki i przechwycenia skradzionych dzieł. Kilka dni później przyszedł kolejny list, zawierający kwit bagażowy nr 78935 z przechowalni poznańskiego dworca PKP. Jak się później okazało, w skrytce znajdował się jedynie namalowany przez Stanisława Dębickiego portret Jana Matejki.
Trop szczeciński
W międzyczasie, przebywający w więzieniu za drobne wykroczenia złodziejaszek w zamian za złagodzenie wyroku, zaoferował przekazanie informacji na temat osób, które dokonały kradzieży w Szczecinie. Milicja przystała na tę propozycję, zwłaszcza że w tle pojawiło się nazwisko wrocławskiego artysty-malarza, który miał podsunąć włamywaczom pomysł rabunku. Niestety, przestępców z Pomorza Zachodniego nie udało się w żaden sposób powiązać z włamaniem do Muzeum Śląskiego. Kolejny trop okazał się ślepy i sprawę umorzono.
Kto ukradł srebra?
Kilkanaście miesięcy później, 14 stycznia 1959 roku do jednego z wrocławskich komisariatów przyszła kobieta, która twierdziła, że to jej teść i mąż ukradli srebra z Muzeum Śląskiego w 1956 roku. Teść był intendentem w muzeum i bardzo dobrze znał obiekt. Wykonywał też drobne prace ślusarskie, dzięki czemu, jak się okazało, dorobił sobie nielegalnie komplet kluczy. Kradzieży dokonał sam, jednak jego syn stał na czatach.
Skradzione eksponaty roztłukli w domu młotkiem, aby uniemożliwić ich identyfikację, a następnie sprzedali jako złom srebra u kilku wrocławskich jubilerów. Część przedmiotów zakopali w ogródku. W 1960 roku ojca skazano na osiem lat więzienia, a syna na lat cztery. Nie doszukano się jednak żadnego związku obu mężczyzn z kradzieżą z 1957 roku.
Decyduje nagroda!
Kolejny trop pojawił się w 1959 roku, kiedy to milicja dostała informację o złodzieju znanym jako Canonik. Podobno wyszedł właśnie z więzienia i poszukiwał kupca na sztukę. Do jego środowiska wprowadzono wywiadowcę, który miał zdobyć zaufanie złodziejaszka. Agent dowiedział się, że obiekt jego obserwacji poszukuje sposobu na przerzucenie obrazów za granicę. Wkrótce okazało się jednak, że Canonik to człowiek przebywający w trudnej sytuacji materialnej, a historia o obrazach miała służyć jedynie budowaniu jego reputacji w światku przestępczym. Milicja straciła nim zainteresowanie, przynajmniej na chwilę.
W sierpniu 1959 roku ogłoszono nagrodę w wysokości stu tysięcy złotych za udzielenie informacji na temat sprawców przestępstwa. Krótko potem w Komitecie Wojewódzkim PZPR we Wrocławiu pojawiła się kobieta, która obciążyła Canonika swoimi zeznaniami. Pomimo braku dowodów, złodzieja tymczasowo aresztowano, a po długich przesłuchaniach wyznał on nazwiska swoich współpracowników. Ostatecznie doprowadził także milicję do miejsca ukrycia obrazów – przez dwa lata były one schowane w suficie drewnianego kościółka w Parku Szczytnickim. Szczęśliwie, odnalezione płótna nie zostały uszkodzone.
Jak wyglądała kradzież?
Wbrew założeniom milicji, że ślady na elewacji miały na celu jedynie zmylenie śledczych, to właśnie tą drogą złodzieje dostali się do wnętrza budynku. Wcześniej odwiedzili muzeum i pozostawili jedno z okien ledwo zamknięte w taki sposób, by można je było z łatwością otworzyć od zewnątrz.
Pomimo iż niecały rok wcześniej w Muzeum doszło do dużej kradzieży, obiekt nie był przesadnie pilnowany. Dlatego złodzieje bez większych problemów wyciągnęli z ram trzynaście płócien, które następnie przewieźli taksówką w bezpieczne miejsce. Wspomniany złodziejaszek skazany został na siedem lat więzienia i pięć lat pozbawienia praw obywatelskich. Pozostali sprawcy nie mogli zostać ukarani: jeden z nich, pseudonim „Hiszpan”, nie żył już od roku, drugi przebywał za granicą. Co ciekawe, „Hiszpan” tuż przed śmiercią przebywał w szpitalu w związku z zapaleniem wyrostka robaczkowego. Zmarł po tym, jak odwiedziło go trzech mężczyzn, których tożsamość pozostała nieznana.
Epilog
W grudniu 1966 roku milicja otrzymała informację, że w kradzieży brały udział jeszcze inne osoby. Śledztwo zostało wznowione, a w jego efekcie doszło do czterech aresztowań. Wszyscy podejrzani zostali skazani. Jednym z nich był wrocławski literat, autor dwóch książek, który jako przewyższający pozostałych poziomem intelektualnym został uznany za mózg całej operacji.
Więcej podobnych artykułów znajdziesz na goldenmark.com/blog.
Najpopularniejsze teraz
-
Nowe zasady parkowania przy Magnolii. Jak zmienił się parking? [ZOBACZ ZDJĘCIA]
-
Śląsk Wrocław planuje wzmocnić kadrę przynajmniej trzema zawodnikami. Znamy pierwsze nazwisko, które jest wiązane z klubem. To środkowy pomocnik
-
Woda jako źródło życia: MPWiK i Strażacy razem na rzecz mieszkańców!
-
Citroën C5 Aircross – komfortowy SUV już od 999 zł netto miesięcznie z ochroną Citroën We Care do 8 lat – sprawdź aktualne promocje w salonie Citroen MM Cars, Wrocław al. Karkonoska 50
-
Błaszczykowski, Boruc, Piszczek i Mila kontra Del Piero, Rivaldo, Quaresma i Szewczenko. Już jutro wielki mecz legend na Tarczyński Arena [Jak dojechać]
-
Polska - Reszta Świata na Tarczyński Arena. Błaszczykowski, Mila, Piszczek Boruc vs. Del Piero, Rivaldo. Zobacz zdjęcia, Polacy nie dali szans rywalom.
-
Płatny Facebook, Instagram i WhatsApp? Meta zaczyna gotowanie żaby
-
Poznaj najpiękniejsze trasy kolejowe regionu. Wraca Dolnośląski Bilet Weekendowy
-
Ponad 650 mieszkań na wynajem. SIM Wrocław szykuje inwestycję na Wojszycach
-
Najlepsze technika we Wrocławiu. Które technikum wybrać? [LISTA, RANKING 2022]
-
Sprawdź, dokąd polecą Wrocławianie na długi weekend czerwcowy
-
Miasto wyremontuje ulicę Zaporoską
-
Płatne parkowanie pod Magnolią. Znamy nowe zasady!
-
Niedziela handlowa przed Wielkanocą. Jak w tą niedzielę otwarte są centra handlowe we Wrocławiu? [27.04.2025]
-
Rusza nabór wniosków na lokalne inicjatywy mieszkańców Dolnego Śląska
найбільш популярний
Цікаві місця поблизу Вроцлава, які необхідно відвідати
Географічне розташування Вроцлава відкриває багато переваг, зокрема і можливість відвідати історичні місця, пам’ятки культури, архітектури та природні дива.
Особливості оформлення закордонного паспорту для українців, які знаходяться в Польщі
У зв’язку з воєнними діями на території України багато громадян виїхали на територію Польщі по закордонних паспортах. Але є ті, які перетнули кордон з українським паспортом, свідоцтвом про народження або іншими документами. І для них є актуальним питання оформлення закордонного паспорту, як для дорослих, так і для дітей.

