Nie lubię numerów na jeden raz
Nasz codzienny świat: złożony ze stałych relacji z ludźmi, wymarzonego własnego kąta, psa, drzewa, dzieci i wszystkiego tego, co wprowadza odrobinę życiowej stabilizacji. Bezpieczna, trwała przystań. W tej przestrzeni, w której pieczołowicie dbamy o relacje zarówno z ludźmi, jak i z otaczającymi nas przedmiotami, przemykają niezauważone jednorazówki.
Nie jest moją intencją wytykanie komukolwiek szybkich związków. Chyba że mowa o relacji z talerzykiem, łyżeczką czy kubeczkiem. 3 lipca 2021 roku Unia Europejska wykonuje mały krok w stronę normalności – w życie wchodzi całkowity zakaz sprzedaży produktów jednorazowego użytku wykonanych z tworzywa sztucznego. Do tej grupy zalicza się wszelkiego rodzaju sztućce, talerzyki i inne naczynia, słomki do napojów, patyczki do uszu, uchwyty do balonów oraz jednorazowe pojemniki na żywność – również te styropianowe. Kiedy pomyślimy, jak długo korzystaliśmy ostatnio ze słomki oraz ile takich słomek używanych jest dziennie na naszej planecie, dociera do nas, że z naszym światem jest coś nie tak. Nie wspominając już o plastikowych łyżeczkach, których sens istnienia ogranicza się do jednorazowego zamieszania płynu w kubeczku.
Ofensywa jednorazowych opakowań
Opakowania, szczególnie te plastikowe, zalały nasz świat. Jednodniowa kanapka, którą można kupić na stacji benzynowej, jest zawinięta w plastik, którego realna trwałość to około 100 lat. Czy wobec tego faktu producent kanapek nie jest tak naprawdę głównie producentem śmieci, a kanapka jest jedynie produktem ubocznym? Tymczasem około 80% śmieci morskich to właśnie plastik.
Spowiedź ekoidioty
Pewnie zdążyło Ci już przemknąć przez głowę, że oto kolejny nawiedzony ekolog robi wykład na temat foliowych torebek. Inspiracją do napisania tego tekstu było jednak otrzeźwienie z mojej antyekologicznej codzienności. Pewnego niedzielnego poranka, z nudów i dla zabawy wybraliśmy się z żoną średnio oszczędnym dieslem do Konina na pączki – jedyne czterysta kilometrów w obie strony. Bynajmniej nie dlatego, że tamtejsze wyroby cukiernicze są wybitne, a raczej wyłącznie z powodu odległości. Taka fanaberia.
Brzmi ekologicznie? Żeby nie skompromitować się całkowicie, nie wspomnę, że w Świnoujściu są dobre bajgle...
Jak to czasem w życiu bywa, głupie rzeczy prowadzą do mądrych wniosków. Tamtego dnia, oprócz pączków, do naszego jadłospisu wdarł się jeszcze serniczek z kajmakiem, co przynajmniej częściowo uzasadniło posiadanie SUV-a (przy takiej diecie można bowiem już po kilku latach nie zmieścić się do mniejszego auta).
Zgodnie z obowiązującym trendem sernik był przygotowany w wariancie na wynos, czyli został zapakowany w uroczo zdobiony słoiczek. Tylko jak go spożyć w samochodzie? A jakieś plastikowe łyżeczki panie do tego mają? – pytanie wyskoczyło jak diabeł z pudełeczka. Taki automatyzm naszych czasów. Sprzedawczyni z dumą zripostowała, że łyżeczki owszem są, ale drewniane. Świetnie! W końcu zrobimy coś mądrego dla środowiska – wysiłek przy ratowaniu Ziemi godny co najmniej sernika. Można żyć spokojnie, planeta jest bezpieczna.
Sernik kontra szczur
Czy wiesz, że istnieje bardzo precyzyjny mechanizm dbający o to, by wszystkożerny szczur nie zajadł się na śmierć? Jego celem jest zachowanie równowagi między „jedz wszystko, co się nawinie” a „nie daj się zabić jedzeniem”.
Naukowcy z The Scripps Research Institute postanowili pewnego razu sprawdzić, jak gryzonie poradzą sobie z sernikiem. Okazało się, że matka natura nie przewidziała tak przemyślnej przyjemności – szczury nie dość, że zaczęły się wyraźnie objadać, to nawet z pełną świadomością kary w postaci porażenia prądem (ludzie to bardzo miłe stworzenia) nie mogły się powstrzymać od obżarstwa. Jednocześnie zaczęły odmawiać przyjmowania standardowej karmy, głodząc się nawet przez dwa tygodnie w imię zasady: sernik albo śmierć.
Mój mózg, uśpiony sernikiem...
...nie dawał oznak swojego istnienia przez dłuższy czas. Otrząsnął się z letargu w dość nieoczekiwanych okolicznościach, wiele tygodni później. Rozmawialiśmy tego poranka w redakcji o papierowym wydaniu Wroclife (dokładnie tym, które właśnie czytasz) i o tym, że zapewne w wielu przypadkach staje się ono produktem jednorazowym. Zacząłem się wtedy zastanawiać, jak spowodować, by kilkadziesiąt kartek papieru wraz z odrobiną farby i szczyptą pracy redakcyjnej nie wylądowały szybko w śmietniku (oby przynajmniej zgodnie z zasadami segregacji). Zdałem sobie sprawę, że także wokół mnie jest zapewne wiele rzeczy jednorazowych. A zanim zacznę namawiać czytelników do „odjednorazowienia” gazety, muszę zacząć od siebie. I tu przed oczami stanął mi koniński serniczek.
Tamto ciacho było przecież jednym wielkim zlepkiem jednorazówek! Niecałe 200 gramów wypieku, zapakowane w szklany słoik z metalową nakrętką, gustowną wstążeczką oraz zwodniczą, drewnianą łyżeczką, która w tandemie z sernikiem odłączyła mi mózg. W sumie niewielka przyjemność z jedzenia plus proporcjonalnie do niej bardzo wiele śmieci. Wprawdzie nie plastikowych, ale przerażająco jednorazowych. Nie potrafiłbym szybko oszacować, ile wody wymagała produkcja kompletu wymienionych elementów, ale mam niejasne wrażenie, że – szczególnie dla tego sernika – nie było warto.
Nieświadome i niezamierzone
Często spotykam się z poglądem, że nadmierna produkcja jednorazówek wszelkiej maści jest napędzana nie tyle przez potrzebę konsumenta, ale wręcz przez jego presję. Bardzo wygodne wytłumaczenie producentów śmieci – biedactwa, są zupełnie bezbronni wobec rzeszy żądnych plastiku klientów... Tymczasem jednorazówki często pojawiają się w naszym życiu zupełnie bez potrzeby. Zwróćmy uwagę choćby na to, co jest pakowane do toreb z jedzeniem na wynos. Kompletnie bez pytania większość sieci fast food, na co dzień opowiadających o tym, jak wiele dobrego robią dla środowiska, dorzuca nam do posiłku kilka serwetek, często także sztućce. Nie ma znaczenia, że elementy te nie są z plastiku. Nawet jeśli tylko 10 procent klientów ich nie potrzebuje, w skali globalnej sieci jest to już bardzo dużo bezsensownie zmarnowanych zasobów. Takie marnotrawstwo jest wyraźnie i bezpośrednio zapisane w procedurach wielu firm.
Co zatem robić? Omijać posiłki zapakowane w przesadną ilość jednorazówek? Dawać opakowaniom drugie życie? Może odrobinę większy sens będzie miało nasze marnotrawstwo, jeżeli uda się z większości jednorazówek zrobić choćby „dwurazówki”? Nie namawiam do bojkotu serników, lecz jeżeli od czasu do czasu da się deserem nie zmasakrować środowiska, to jest to krok w dobrą stronę. A i chusteczkę, podstępem wciśniętą do torby z burgerem, zamiast umieścić od razu w śmietniku, możemy odłożyć na bok, aż okaże się potrzebna.
Na koniec – parę słów o nas
Na okładce Wroclife widnieje logo FSC – ten certyfikat oznacza, że zarówno pozyskanie papieru, jak i cały proces druku podlegają ścisłym zasadom i standardom, których podstawą jest wykorzystywanie surowców pochodzących z odpowiedzialnych źródeł – biorąc pod uwagę aspekty społeczne, ekologiczne i ekonomiczne. Nie jest to ani proste, ani tanie, aby dostarczać Wam produkt, którego wytworzenie nie przyczynia się do pustoszenia Ziemi. Tej Ziemi, na której będą żyły nasze dzieci i wnuki.
Nie lubię numerów na jeden raz. A dzięki Tobie papierowe wydanie Wroclife ma szansę nie być jednorazowe. Wkładamy wiele pracy, aby treści zawarte w każdym numerze dostarczały rozrywki lub wiedzy (najlepiej obu jednocześnie). W Twoich rękach pozostaje dalszy los tego egzemplarza. Jeżeli nie chcesz, by stał się on jednorazówką, przekaż go kolejnej osobie! Może uda nam się dać mu wiele nowych żyć, zanim przykładnie trafi do kontenera na odpady papierowe. A może to Ty jesteś osobą, która otrzymała ten numer od kogoś po przeczytaniu?
Najpopularniejsze teraz
-
Do 20 tys. zł na wydanie płyty lub singla. Wrocław uruchamia program dla lokalnych muzyków
-
Rowery Kross dla nastolatka: co warto sprawdzić?
-
Wrocław: 16 kamer znów poluje na piratów drogowych. System RedLight wrócił!
-
Zabytkowym pociągiem z Wrocławia w Góry Sowie
-
Oto najlepsze licea we Wrocławiu. Jedna szkoła w krajowej dziesiątce [RANKING 2026]
-
24 nowe instytucje w programie Nasz Wrocław. Do 2 wejdziemy za darmo!
-
Europejski turniej baseballu we Wrocławiu. Droga na Olimpiadę Los Angeles 2028
-
Wrocław: Kompletnie pijani nastolatkowie zdewastowali przystanek przy Zwycięskiej [ZDJĘCIA]
-
We Wrocławiu powstało Centrum Druku 3D. Sprawdziliśmy, co tam się drukuje [ZDJĘCIA, WIDEO]
-
Amazon otwiera centrum logistyczne w Dobromierzu koło Świdnicy. 1000 nowych miejsc pracy i stawki od 31,50 zł brutto za godzinę
-
Jagodno i Wojszyce wreszcie doczekają się parku! Wrocław przejął teren pod Zielony Klin Południa
-
Wrocław: Od lipca o 19,5% wzrosną ceny za wodę i ścieki [NOWE STAWKI]
-
Wrocław: Koniec darmowego MPK dla Ukraińców
-
Dwa nowe sklepy we Wroclavii. 400 m² dla miłośników mody [ZDJĘCIA]
-
Sylwetka Śląska Wrocław - analiza sezonu 2024/25 PKO Ekstraklasy
Najpopularniejsze
Rowery Kross dla nastolatka: co warto sprawdzić?
Czy wiesz, że zestawienie parametrów modeli młodzieżowych z 2024 r. pokazuje, że różnica między rowerem ważącym 11-12 kg a modelem 16-17 kg jest dla nastolatka odczuwalna podobnie jak kilka dodatkowych kilogramów plecaka? Wpływa na rozpędzanie, podjazdy, wnoszenie po schodach i manewrowanie przy małej prędkości.
Wrocław: 16 kamer znów poluje na piratów drogowych. System RedLight wrócił!
Generalny Inspektorat Transportu Drogowego w poniedziałek, w samo południe uruchomił na skrzyżowaniu ul. Na Ostatnim Groszu i Bystrzyckiej system RedLight. To system kamer, który ma być batem na kierowców.

