Wiele osób nie może wychodzić z domu ze względu na kwarantannę. Ograniczenia dotykają nas wszystkich. W trosce o zdrowie i aby powstrzymać rozprzestrzenianie się epidemii, trwa akcja #zostańwdomu. Jak radzić sobie z zamknięciem w czterech ścianach? Jak poradzić sobie z nudą, jak nie poddawać się lękom? Na te pytania odpowiada dr Beata Rajba, psycholog z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. 

Część z nas zmuszona jest pozostawać w domu, bez możliwości wychodzenia. Jak przetrwać kwarantannę?

Osoby przechodzące kwarantannę w warunkach domowych mogą odczuwać cały wachlarz negatywnych uczuć, od lęku i złości aż po poczucie osamotnienia i najzwyczajniejszą nudę. Na szczęście nie jesteśmy osamotnieni całkowicie – mamy internet, telefon. Włosi organizują wspólne śpiewanie na balkonach, co jest przepięknym wyrazem solidarności i daje osobom zamkniętym we własnych czterech ścianach odczuć, ze nie są same, i że nie są jedynymi w tej sytuacji.

Szukanie wsparcia otoczenia jest jednym ze zdrowszych sposobów radzenia sobie i z lękiem, i z nudą, pod warunkiem, że przy okazji nie „nakręcamy” się i nie przysparzamy sobie niepotrzebnego cierpienia, dzieląc się spiskowymi teoriami czy czarnymi scenariuszami, jakie dyktuje nam fantazja. Równie dobrym, a nawet lepszym sposobem na radzenie sobie z trudnymi emocjami jest dawanie wsparcia emocjonalnego innym osobom znajdującym się w podobnej sytuacji – przekonując innych, że nie są pozostawieni sami sobie, przekonujemy też siebie.

Czy zatem nie warto się zamartwiać?

Stanowczo nie. Część z nas ma tendencję do katastrofizacji, bo np. żyją w nie do końca uświadomionym przeświadczeniu, że jak przemyślą każdy ewentualny scenariusz, będą w stanie wszystko kontrolować. To niemożliwe, szczególnie w przypadku kwarantanny, która oznacza, że już się z wirusem zetknęliśmy i niewielki mamy wpływ na to, czy zachorujemy, czy nie.

Warto więc uświadomić sobie, że nadmierne zamartwianie się, obwinianie czy złoszczenie działa na naszą niekorzyść, i to nie tylko dlatego, że przynosi niepotrzebne cierpienie, ale też dlatego, że wysoki poziom kortykosterydów, hormonów stresu, obniża odporność.

Co w takim razie możemy robić, żeby się nie zamartwiać?

Warto sobie narzucić pewną dyscyplinę – np. czytać wyłącznie informacje z oficjalnych źródeł takich jak GIS czy WHO albo nawet ograniczać się do przeglądania doniesień raz dziennie. Alarmujące nagłówki w prasie czy rozpowszechniane w mediach społecznościowych łańcuszki stanowią dla osób z nerwicą, depresją czy ogólną tendencja do zamartwiania się bodźce spustowe, wyzwalające zachowania, które przynoszą niepotrzebne cierpienie.

Warto także zająć czymś umysł – jeśli nie rozmową z przyjaciółmi czy rodziną, to dobrym filmem, książką czy grą komputerową, choć nie zalecałabym tu wyboru tytułów opowiadających o epidemii. Badania pokazują, że odwracanie uwagi od problemu w sytuacji, gdy nie ma się nań wielkiego wpływu, bardzo skutecznie redukuje lęk i poziom stresu.

Bardzo ważny w sytuacji, gdy przez dwa tygodnie nie wychodzimy z domu, jest też ruch. Nie tylko utrzymuje on nasze ciało w dobrej formie i obniża poziom stresu, ale też stanowi przyjemny sposób spędzania czasu, rozładowania negatywnych emocji i poprawy nastroju. Uprawianie sportu i wysiłek fizyczny uwalniają w naszym mózgu endorfiny, potocznie zwane hormonem szczęścia. Sport ma działanie antydepresyjne i długofalowo jest równie skuteczny, jak leki.

Wreszcie, szczególnie jeśli spędzamy kwarantannę z rodziną, warto uświadomić sobie jej dobre strony – to czas, aby naładować akumulatory na wypadek zachorowania. Możemy się wtedy wyspać,  odpocząć, spędzić czas z bliskimi, zagrać z nimi w karty czy wspólnie ugotować coś dobrego, a jednocześnie, jeśli pracujemy zdalnie, nie musimy rezygnować z pracy.

Materiał prasowy

Fot. Kelly Sikkema on Unsplash