Z przedstawicielami wrocławskiego magistratu – Katarzyną Szymczak-Pomianowską i Rafałem Guzowskim – rozmawiamy o likwidacji kopciuchów, nowym programie walki ze smogiem w stolicy Dolnego Śląska i zachęcaniu mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej.

Jakie są aktualnie największe wyzwania we Wrocławiu, jeśli chodzi o walkę ze smogiem? Co trzeba zrobić w pierwszej kolejności?

Katarzyna Szymczak-Pomianowska, dyrektor Departamentu Zrównoważonego Rozwoju: Najważniejszy jest dobry plan, który niedawno przedstawiliśmy. Do jego realizacji potrzebne są odpowiednie środki finansowe, a także programy i narzędzia, skierowane do mieszkańców. To wszystko nie zadziała jednak bez odpowiednio wysokiego poziomu świadomości wrocławian, jeśli chodzi o sam problem smogu, ale też tego, czym dysponują i z czego mogą skorzystać. Jesteśmy po dwóch badaniach: Politechniki Wrocławskiej, dzięki któremu mamy pełną diagnozę – wiemy, ile jest lokali opalanych węglem, gdzie się one znajdują, czy to mieszkania prywatne, czy komunalne, czy to zasób jednorodzinny, czy wielorodzinny. Drugie badanie, fokusowe, pozwoliło nam dowiedzieć się, co wrocławianie myślą na temat smogu, dotychczasowych działań i czego oczekują. To badanie bardzo nas zaskoczyło. Świadomość problemu smogu nie jest wystarczająca, dlatego będziemy bliżej mieszkańca – tak, by zechciał wejść z nami we współpracę i wymienić piec węglowy w swoim mieszkaniu na ekologiczne ogrzewanie.

Ta niewielka świadomość dotyczy tego, co jest głównym źródłem zanieczyszczeń powietrza?

Tak, mieszkańcy zupełnie inaczej identyfikują źródło smogu. Większość uważa, że głównym winowajcą są samochody.

A tak naprawdę emisja komunikacyjna odpowiada za niewielki ułamek zanieczyszczeń?

Przyjmujemy, że to około 15%. Za 60% smogu we Wrocławiu odpowiadają piece węglowe, a za około 20% – emisja napływowa. Wniosek jest więc prosty: powinniśmy przede wszystkim zająć się piecami węglowymi. Jest jednak spora grupa mieszkańców, która po prostu lubi ciepło z takiego pieca, uważa, że jest zdrowe i dobre. Musimy zmienić tę mentalność. Mieszkańcy obawiali się kosztów i samego wejścia w proces wymiany, który uważali za zbyt skomplikowany, bali się też zwiększonych rachunków po wymianie ogrzewania. Na te wszystkie potrzeby i wątpliwości odpowiada kompleksowy program zaproponowany przez prezydenta Sutryka. 

Co konkretnie znalazło się w tym programie?

Przede wszystkim zmodyfikowaliśmy narzędzia. W ramach nowej Kawki Plus mieszkańcy w 100% mogą sfinansować wymianę pieca węglowego ze środków gminnych. Do tej pory było to 70% – maksymalnie do 12 tys. złotych dopłaty. Teraz to 100% kosztów i nawet 15 tys. złotych. Ale tylko przez dwa lata – ten program jest ułożony tak, by premiować osoby, które zgłoszą się jako pierwsze. Od 2022 roku kwota dotacji już będzie malała. Ponadto zaproponowaliśmy dotację do wymiany stolarki okiennej – mówimy tu o drewnianych oknach starego typu, które powodują straty dużej ilości ciepła. Będzie można uzyskać na ten cel do 5 tys. zł dofinansowania – nie więcej niż 1 tys. zł na jedno okno. Kolejna propozycja to system ulg w czynszach dla najemców komunalnych, będzie można uzyskać nawet do dwóch lat zwolnienia z opłaty za czynsz. Będziemy świadczyć też, blisko mieszkańca, doradztwo energetyczne. Chcemy być na osiedlach, rozmawiać z poszczególnymi wspólnotami – po to, aby mieszkańcy mieli kompleksową wiedzę, jak poruszać się po tym zagadnieniu, jakie procedury trzeba przejść. Chcemy oswoić ten proces.

Ile jest łącznie pieców węglowych do wymiany we Wrocławiu?

Łącznie we Wrocławiu mamy ponad 20 tys. lokali opalanych węglem. Z tego lokali z piecami pozaklasowymi, czyli takimi, które musimy zlikwidować do 2024 roku, w zasobie komunalnym jest około 70%, a w zasobie prywatnym – 80%. Szacujemy, że do 2024 roku musimy wymienić piece węglowe w nieco ponad 10 tys. lokali komunalnych, a w około 8 tys. lokali prywatnych te piece powinny być zlikwidowane przez mieszkańców.

Plan jest ambitny, bo jak powiedział prezydent Sutryk, w 2024 zasób komunalny ma być w 100% bez kopciuchów.

Rafał Guzowski, Pełnomocnik Prezydenta Wrocławia ds. Wymiany Źródeł Ogrzewania: Takie jest założenie. Tu warto zaznaczyć, że zarówno program Kawka Plus, dotyczący wymiany pieców, jak i Termo Kawka na wymianę stolarki okiennej, jest adresowany do właścicieli prywatnych mieszkań i najemców komunalnych w zasobie o mieszanej własności, a nie do budynków 100% gminnych.

Bo w lokalach komunalnych, niezależnie od programu Kawka Plus, miasto piece wymieni na własną rękę?

Tak, w budynkach w 100% należących do miasta. Będzie dokumentacja projektowa, wejdzie wykonawca, wymieni we wszystkich mieszkaniach i wyjdzie z budynku. W ten sposób załatwimy temat „naszych” kamienic. Natomiast w pozostałych przypadkach – oferujemy programy Kawka Plus i Termo Kawka. Pieniądze czekają na każdego, kto się po nie zgłosi. 

Tylko warto się pośpieszyć.

Im szybciej, tym lepiej. 

Wspomniała pani wcześniej, że to nie tylko kwestia finansów, ale i mentalności ludzi, bo niektórzy lubią grzać węglem. Jak ich przekonać, by zmienili swoje upodobania?

Katarzyna Szymczak-Pomianowska: Przede wszystkim otrzymają wiedzę, jak smog wpływa na jakość życia i zdrowie. Ale główną barierą, jak wynikało z rozmów z mieszkańcami, był właśnie fakt, że najnormalniej w świecie nie stać ich było na dołożenie 30% środków własnych na wymianę pieca. Obawiali się także zwiększonych rachunków na ogrzewanie – na te obawy odpowiada Lokalny Program Osłonowy. Można się zgłosić do MOPS-u i otrzymać dopłatę do rachunków na ogrzewanie. 

Rafał Guzowski: Uchwała antysmogowa, która jest obowiązującym prawem miejscowym, mówi wyraźnie: już w tej chwili nie wolno palić mułem, węglem brunatnym, śmieciami. Za to grożą kary. A począwszy od połowy 2024 roku nie będzie można już używać pieców pozaklasowych. Trzeba uczciwie powiedzieć: będą kontrole.

Czyli jeśli ktoś nie wymieni pieca, zostanie ukarany?

Tak jest. To obowiązek, który spoczywa nie na prezydencie Wrocławia, tylko na użytkowniku pieca. To on za niego odpowiada i jeśli nie wymieni, zostanie ukarany. 

Kolejną datą graniczną jest rok 2028. Co się wtedy wydarzy?

W 2024 roku powinny zniknąć tzw. kopciuchy, czyli te najgorsze piece. Natomiast w 2028 – wszystkie piece na paliwo stałe. Jest tu jednak pewien wyjątek, bo są takie miejsca, gdzie nie może być inne ogrzewanie, niż piecem na paliwo stałe, bo nie ma ani sieci gazowej, ani sieci ciepłowniczej, jest też problem z zainstalowaniem odpowiedniej mocy instalacji elektrycznej. Tam piece będą dopuszczone, ale to dotyczy zupełnie peryferyjnych osiedli i pojedynczych domów. 

Wrocław Smog
Katarzyna Szymczak-Pomianowska i Rafał Guzowski

Wróćmy do drugiego źródła smogu, o którym wspomnieliśmy wcześniej. Jak Wrocław będzie sobie radzić z zanieczyszczeniami komunikacyjnymi?

Katarzyna Szymczak-Pomianowska: Od kilku lat wdrażamy politykę zrównoważonej mobilności. Długofalowym wyzwaniem jest zachęcenie mieszkańców, by ci, którzy mogą, przesiadali się do komunikacji zbiorowej, bo to transport bardziej ekologiczny, niskoemisyjny, który pozwala zredukować emisję komunikacyjną. W przyszłym roku, podczas panelu obywatelskiego, będziemy rozmawiać z mieszkańcami o strefie czystego transportu. Zapytamy, czy są gotowi na zmianę swoich nawyków tak, by uwolnić przestrzeń miejską od nieekologicznych samochodów.

Doprecyzujmy, czym taka strefa czystego transportu miałaby być?

W ustawie o elektromobilności strefa czystego transportu jest bardzo restrykcyjnie potraktowana i dopuszcza jedynie samochody z napędem wodorowym, gazowym lub elektrycznym. Ale ta sama ustawa daje samorządom możliwość kształtowania tych stref bardziej elastycznie, czyli wprowadzenia ograniczeń czasowych, terytorialnych, czy jeśli chodzi o normy emisji spalin. Czyli np. samochody o określonych parametrach Euro mogą mieć zakazany wjazd lub za taki wjazd mogą zostać nałożone opłaty. Podczas panelu obywatelskiego nie będziemy jednak z mieszkańcami rozmawiać o konkretnej lokalizacji i konkretnych rozwiązaniach. Chcemy ich zapytać, czy w ogóle są gotowi na taką zmianę. Bo to zmiana cywilizacyjna.

Taka strefa dotyczyłaby ścisłego centrum Wrocławia?

Niekoniecznie, strefą czystego transportu może być objęty szerszy obszar miasta. Takie strefy funkcjonują w blisko 100 europejskich miastach i bardzo różnie to wygląda. Kraków podjął się takiego wyzwania, wprowadził strefę czystego transportu na Kazimierzu i następnie wycofał się z tego rozwiązania. 

Dlaczego?

W moim odczuciu nie był to dobrze społecznie przygotowany proces, mieszkańcy w pewien sposób zostali zaskoczeni tą decyzją. Po drugie, była to najbardziej rygorystyczna wersja strefy czystego transportu – pod naciskami mieszkańców i restauratorów po prostu z tego rozwiązania się wycofano. My zdecydowaliśmy się podjąć ten temat w panelu obywatelskim, który jest pewnego rodzaju próbką statystyczną wszystkich mieszkańców Wrocławia. Sami jesteśmy ciekawi, jak ta dyskusja się rozwinie. Codziennie do Wrocławia wjeżdża około 240 tys. samochodów, które generują hałas i zanieczyszczenia, zabierają przestrzeń, która mogłaby być dostępna choćby dla zieleni przyulicznej, rowerzystów czy pieszych. Czyli komfort życia mógłby być większy, ale wszyscy musielibyśmy trochę inaczej zacząć żyć. Pytanie, czy jesteśmy na to gotowi.

Te auta wjeżdżają m.in. z miejscowości ościennych, więc to pewnie także kwestia choćby sprawnie działającej kolei aglomeracyjnej, nie tylko komunikacji miejskiej stricte we Wrocławiu.

Z całą pewnością, ale panel może dać właśnie takie rekomendacje, czyli aby mogła zostać ustanowiona, to musi najpierw zostać spełniony szereg innych warunków. 

A na ile te rekomendacje będą wiążące dla miasta? Jeżeli mieszkańcy stwierdzą, że nie chcą takiej strefy, miasto jej nie wprowadzi?

Zgodnie z zasadą panelu obywatelskiego, jeżeli rekomendacje osiągną wymagany procentowy poziom, na który w ramach panelu się umówimy, to prezydent przyjmie je do wdrożenia. 

Niektóre miasta, gdy poziom smogu jest bardzo wysoki, wprowadzają darmową komunikację miejską. Wrocław nie zdecydował się na takie rozwiązanie. Dlaczego?

Emisja komunikacyjna to zaledwie kilkanaście procent zanieczyszczeń, więc jeśli uczciwie rozmawiamy o tym problemie, to zajmujmy się przede wszystkim likwidacją pieców węglowych, a nie wprowadzaniem chwilowych rozwiązań. Parametry jakości powietrza zmieniają się bardzo dynamicznie, nawet w ciągu jednego dnia. W mojej ocenie to trochę markowane działanie.

Rafał Guzowski: Gdyby komunikacja emitowała 60% zanieczyszczeń, tak jak sądzą mieszkańcy, wówczas być może tego typu pomysł byłby zasadny. Ale skoro to jest 15%, to przede wszystkim trzeba walczyć z piecami. To będzie skuteczne i efektywne działanie.

Katarzyna Szymczak-Pomianowska: Mieszkańcy podają też takie argumenty, że gdy powietrze jest złej jakości, to nie będą stali z dzieckiem na przystanku. Wprowadziliśmy Wrocławski Indeks Powietrza, który dla konkretnych poziomów zanieczyszczeń rekomenduje określone zachowania, zwłaszcza dla grup zagrożonych: dzieci, osób starszych, kobiet w ciąży. Tam też rekomendujemy, czy przebywać na zewnątrz. Powinniśmy koncentrować się na działaniach, które przybliżą nas do celu – by w 2024 roku nie było we Wrocławiu kopciuchów.

Wrocławski Indeks Powietrza jest bardziej precyzyjny od Polskiego Indeksu Jakości Powietrza?

Nie jest bardziej precyzyjny, bo de facto poziomy zanieczyszczeń mamy takie same. My po prostu inaczej je definiujemy – nie ma poziomu „jakość bardzo dobra”, zaczynamy od dobrej, a kończymy na krytycznej. Po to, aby mieszkańcy wiedzieli na przykład, czy danego dnia wzmożona aktywność fizyczna na dworze im nie zaszkodzi… Zmieniliśmy nazewnictwo na takie, które bardziej oddaje faktyczny stan. 

Takiego rozwiązania domagali się aktywiści.

Tak, nazewnictwo i rekomendacje wypracowaliśmy wspólnie z Dolnośląskim Alarmem Smogowym.