Tegoroczne lato we Wrocławiu jest gorące, ale nie tylko za sprawą temperatur. Wrocławian rozgrzały emocje związane z zapowiedzianymi podwyżkami usług komunalnych. Już niedługo więcej zapłacimy za bilety MPK, parkowanie i wywóz śmieci.

Lipcowa sesja wrocławskiej Rady Miejskiej, choć ze względu na pandemię COVID-19 przeprowadzona zdalnie i w trybie korespondencyjnym, wywołała w stolicy Dolnego Śląska ponadnormatywne zainteresowanie mieszkańców. Wszystko za sprawą trzech projektów uchwał, których przyjęcie wrocławianie odczują bezpośrednio we własnych portfelach. 

Droższe bilety MPK i jazda na gapę

Najszerzej, zarówno przed sesją, jak i już po przegłosowaniu uchwały przez rajców, dyskutowano o zmianie cen za usługi przewozowe świadczone przez wrocławskie MPK, a najwięcej kontrowersji wzbudziła zapowiedź znacznej, bo przekraczającej 30% podwyżki cen biletów jednorazowych. Nowe stawki zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2021 roku.

Ceny biletów po ostatnich korektach będą zbliżone do cen biletów w innych miastach. Nie wycofujemy się jednak z ulg, jak w niektórych miastach – podkreśla Anna Bytońska z biura prasowego wrocławskiego magistratu.

Za bilety jednorazowe po podwyżkach zapłacimy 4,60 zł, czyli tyle, ile obecnie płacą mieszkańcy Krakowa, a cena za przejazd 15-minutowy wzrośnie z 2,40 do 3,20 zł (będzie to najtańszy bilet w ofercie wrocławskiej). 

Za bilet 90-minutowy we Wrocławiu, podobnie jak w Warszawie i Poznaniu, zapłacimy 7 zł, a za bilet dobowy 15 złotych. Im dłuższe bilety czasowe, tym Wrocław wygląda lepiej na tle innych miast. 72-godzinna przejazdówka po podwyżce to 32 zł, natomiast w Krakowie musimy zapłacić za nią 42 zł, a w Warszawie 57 zł. Bilet 30-dniowy na dwie linie dla uczestnika programu „Nasz Wrocław” kosztować będzie 60 zł, podczas gdy w Krakowie bilet 30-dniowy kosztuje 89 złotych (z Kartą Mieszkańca – 58 zł). Bilet miesięczny bez ograniczeń na linie we Wrocławiu kosztować będzie 110 zł, w Gdańsku kosztuje 99 zł, w stolicy tak zwany „Bilet Warszawiaka” to 98 złotych, w Krakowie 106 złotych, a w Poznaniu 119 zł i obowiązuje tylko w strefie A – wylicza Anna Bytońska.

Wzrośnie także opłata za jazdę bez biletu. Złapany przez kontrolera gapowicz będzie musiał zapłacić nie 120 zł kary, jak obecnie, tylko 240 złotych. A jeśli z opłatą będzie ociągał się dłużej niż tydzień, wzrośnie ona do 280 złotych (aktualnie to 150 zł). 

Wirus wymusił podwyżki

Jak tłumaczą urzędnicy, podstawową przyczyną korekty cen biletów są skutki pandemii COVID-19, w wyniku której szczególnie mocno ucierpiał sektor transportu publicznego. 

Tylko od początku pandemii miasto straciło około 32 mln zł, a do końca roku wpływy te spadną o ponad 60 mln złotych. Dlatego nieuniknione są korekty cen biletów komunikacji miejskiej, które jednak nie dotkną wszystkich mieszkańców. Dla mieszkańców, którzy płacą podatki we Wrocławiu i korzystają z programu „Nasz Wrocław” ceny za bilety okresowe nie wzrosną. Po Wrocławiu mogą i nadal będą mogli podróżować bezpłatnie seniorzy i uczniowie – zaznacza Anna Bytońska.

W magistracie przypominają, że ceny części biletów nie zmieniały się od 2012 roku, a ostatnia korekta cen biletów jednorazowych miała miejsce 2 lata temu. W 2019 roku natomiast wprowadzono obniżkę cen części biletów w związku z likwidacją droższych biletów na linie pospieszne.

Wspomniany program „Nasz Wrocław”, do którego dołączyć może każdy, kto rozlicza podatki w stolicy Dolnego Śląska, niedawno obchodził swoje pierwsze urodziny.

Jak dotąd z programu skorzystało już ponad 53 tysiące mieszkańców. Tylko od czerwca konto założyło około 7 tysięcy wrocławian. Z danych wynika jednak, że we Wrocławiu rozlicza się ponad 400 tysięcy osób. Każdy z nich już teraz może korzystać z darmowych wejść oraz zniżek w punktach partnerskich – mówi Marcin Urban, skarbnik miasta.

Po pobraniu aplikacji na swojego smartfona, każdy mieszkaniec otrzymuje jednorazowe, darmowe wejścia do Aquaparku, Hydropolis, ZOO czy na mecz piłkarskiego Śląska. Za darmo można również wziąć udział w przejażdżce konnej na Wrocławskim Torze Wyścigów Konnych Partynice. 

Pieniądze z biletów na zakup nowego taboru

Urzędnicy szacują, że po zmianach w tabeli opłat za korzystanie z MPK, dochód z biletów wzrośnie o blisko 36 mln zł rocznie (do 184 mln).

Pieniądze te są przeznaczone na rozwój komunikacji miejskiej. Od początku kadencji zakontraktowano 200 nowych autobusów niskopodłogowych i klimatyzowanych (znaczna część z nich już jeździ) oraz 40 niskopodłogowych tramwajów. To w sumie wydatek 564 mln zł. Rozstrzygnęliśmy właśnie przetarg na 25 tramwajów z opcją zakupu kolejnych 21, których koszt wynosi w sumie 200 mln złotych. Modernizujemy także 42 użytkowane już tramwaje – to koszt 135 mln zł. Do tego tylko w tym roku na remont torowisk przeznaczyliśmy 80 mln złotych – wylicza Anna Bytońska.

Prezes MPK, tuż po przegłosowaniu uchwały, nie krył radości z decyzji podjętej przez rajców. 

Nigdy nie ma dobrego czasu na podwyżki, tym bardziej dziękuję za wzięcie współodpowiedzialności za dalszy rozwój wrocławskiego MPK. Wszystkich pragnę zapewnić, że każda złotówka uzyskana dzięki podwyżce opłat za przejazdy zostanie zainwestowana w tabor i torowiska. Jestem pewien, że już niedługo, faktami, przekonamy tych, którzy dziś głosowali „przeciw”, że pieniądze na rzecz komunikacji miejskiej to bardzo dobra inwestycja dla Wrocławia i jego mieszkańców – podkreślał Krzysztof Balawejder.

Zabrakło rozmowy z mieszkańcami

Dużo mniej entuzjastycznie do podwyżek podchodzą wrocławscy aktywiści, którzy jeszcze przed głosowaniem zaapelowali do radnych, by ci zagłosowali przeciwko planowanym zmianom

Podwyżki cen biletów są dla nas wielkim rozczarowaniem, bo jest to krok do tyłu w realizacji polityki transportowej. Prezydent i urzędnicy deklarują, że aut na ulicach ma być mniej. Droższe bilety jednorazowe i czasowe z pewnością nie zachęcą kierowców do spróbowania podróży MPK – komentuje Jakub Nowotarski, prezes Stowarzyszenia Akcja Miasto.

Aktywista podkreśla, że w trakcie dyskusji społecznicy pokazali twarde dane. 

Miasto sprzedało w 2019 roku aż 21,1 mln normalnych biletów jednorazowych i czasowych. To średnio 60 tys. podróży MPK dziennie. Część tych osób zapewne od stycznia wybierze samochody, dlatego podwyżka dotknie nas wszystkich, nie tylko pasażerów transportu zbiorowego. Urzędnicy argumentowali, że chodzi o aspekt finansowy. Gdy jednak wskazaliśmy alternatywne źródło dochodów – z mandatów za nielegalne parkowanie (dziś Straż Miejska jest w tym obszarze niemal niewidoczna), to odpowiedzi ze strony urzędu nie było – wyjaśnia Nowotarski.

I tłumaczy, że cała ta zmiana została wprowadzona w taki sposób, jakby prezydent, urzędnicy i radni bali się dyskusji. 

Nie było otwartej rozmowy z mieszkańcami, informacja o planowanych podwyżkach pojawiła się raptem na tydzień przed głosowaniem, a sesja Rady Miejskiej odbyła się bez żadnej dyskusji, bo takie reguły ustalił jej przewodniczący. Dla porównania: krakowski magistrat, który też planuje podwyżki cen biletów, informuje o tym na miesiąc przed, a w Warszawie na sesjach rady radni dyskutują nad propozycjami uchwał online – dodaje szef Akcji Miasto.

Parkowanie w centrum płatne także w weekendy

Po kieszeni dostaną jednak nie tylko pasażerowie MPK, ale także kierowcy. Od przyszłego roku podrożeją bowiem opłaty za postój w Strefie Płatnego Parkowania. W jej ramach wydzielona zostanie nowa, Śródmiejska Strefa Płatnego Parkowania, w której za godzinę postoju trzeba będzie zapłacić nawet 7 zł (w obszarze A, obejmującym najbliższe okolice Rynku). Obszar B to wydatek rzędu 5 złotych za godzinę, a w pozostałej strefie – 3 złote. Co ważne, opłaty w strefie A i B będą obowiązywały przez cały tydzień, od godziny 9 do 20. Innymi słowy, koniec z darmowym parkowaniem w weekendy.

Zwiększenie rotacji samochodów na miejscach postojowych to podstawowy cel funkcjonowania Śródmiejskiej Strefy Płatnego Parkowania. Przy obecnych stawkach jest ona trudna do uzyskania. Wydatek od 2 do około 3 zł za godzinę parkowania nie zachęca do wybrania innego środka transportu ani szybkiego załatwienia sprawy i zwolnienia miejsca – wyjaśnia Anna Bytońska.

Urzędnicy podkreślają, że same stawki nie zmieniły się od kilkunastu lat. 

Dlatego dostosowanie stawek do obecnych cen jest konieczne. Podobnie, jak wydłużenie godzin obowiązywania oraz objęcie opłatami również dni wolnych (soboty, niedziele i święta), bowiem obserwujemy stale rosnące zainteresowanie miejscami postojowymi w centrum miasta w weekendy – tłumaczy Bytońska.

Wrocławscy aktywiści tej decyzji radnych nie krytykują, ale podkreślają, że jeszcze ważniejsza niż dotychczas będzie rola Straży Miejskiej. 

Na większości ulic w centrum można spotkać nielegalnie zaparkowane samochody. Skala tego zjawiska może być jeszcze większa, jeśli mundurowi pozostaną bierni. Po co płacić 7 zł za godzinę, skoro można 0 zł, parkując nielegalnie? – pyta retorycznie Jakub Nowotarski.

Mieszkańcy domagali się powiększenia strefy

Z kolei jak przypomina magistrat, to na wniosek mieszkańców radni miejscy w zeszłym roku uchwalili rozszerzenie granicy Strefy Płatnego Parkowania. 

Mieszkańcy osiedli zlokalizowanych poza ścisłym centrum miasta, mając trudności ze znalezieniem miejsc postojowych z powodu blokowania ich przez osoby spoza osiedli wnioskowali o wdrożenie takich zmian od dłuższego czasu. Dotyczy to m.in. obszaru Szczepina, Powstańców Śląskich, Grabiszyńskiej czy placu Grunwaldzkiego – wylicza Anna Bytońska.

Bez zmian pozostanie wysokość opłaty za abonamenty dla mieszkańców i identyfikatory dla niepełnosprawnych. 

Urzędnicy wyliczają, że Wrocław na tle innych miast porównywalnych wielkością, ma najmniejszą liczbę miejsc postojowych w strefie płatnego parkowania – ponad 4 tysiące. Kraków ma 16,5 tysiąca miejsc (4 razy większa strefa), Poznań – ponad 9 tysięcy, a Szczecin – około 8 tysięcy.

Na terenie Wrocławia funkcjonuje także sieć parkingów Park&Ride, która jest sukcesywnie rozbudowywana o kolejne lokalizacje. System ma zachęcać do ograniczenia podróży własnym pojazdem do niezbędnego minimum i kontynuowania podróży komunikacją miejską. W tej chwili kierowcy mają do dyspozycji 14 takich parkingów na ponad 800 miejsc – wyjaśnia Anna Bytońska.

I dodaje, że od 1 czerwca kierowcy, którzy muszą wybrać się do centrum swoim samochodem, mogą skorzystać z godziny darmowego postoju na parkingu zlokalizowanym pod placem Wolności i Narodowym Forum Muzyki.

Droższy wywóz śmieci

Trzecia podwyżka przegłosowana na lipcowej sesji Rady Miejskiej, która dotknie już wszystkich mieszkańców, nie tylko tych zmotoryzowanych lub korzystających z usług MPK, to zmiana opłat za zagospodarowanie odpadami.

Podwyżki to nie decyzja miasta. Wzrost cen za gospodarowanie odpadami komunalnymi to wynik nowelizacji ustawy śmieciowej z 2019 roku. Nowelizacja zmieniła system, wprowadzając m.in. kolejną frakcję, jaką są bioodpady, oraz maksymalne stawki dla nieruchomości niezamieszkałych (np. sklepów). Jednocześnie obserwujemy we Wrocławiu systematyczny wzrost ilości wytwarzanych, a więc także odbieranych i zagospodarowanych odpadów komunalnych – wyjaśnia Anna Bytońska. 

I tłumaczy, że Wrocław ani żadna gmina w Polsce nie zarabia na odpadach. 

Z ustawy śmieciowej wynika, że system gospodarowania odpadami komunalnymi musi się bilansować, co oznacza, że wpływy z opłat wnoszonych przez właścicieli nieruchomości powinny pokrywać koszty funkcjonowania systemu, a miasto nie może na systemie ani zarabiać, ani też nie może do niego dopłacać – podkreśla.

Nowe stawki za wywóz śmieci zaczną obowiązywać od 1 września 2020 roku. W przypadku zabudowy wielorodzinnej (w takiej mieszka większość wrocławian) będzie to 1,20 zł za każdy metr kwadratowy, jeśli na jednego lokatora przypada do 27 mkw. (obecnie to 0,85 zł za każdy mkw.) lub 25,50 zł od osoby, jeżeli na 1 lokatora przypada więcej niż 27 mkw. (obecnie 19 zł). Przykładowo: czteroosobowa rodzina w 50-metrowym mieszkaniu płaciła do tej pory (segregując odpady) 10,60 złotych za osobę. Po ustawowej korekcie rodzina zapłaci 15 złotych od osoby.

Po zmianie cen Wrocław jest wśród miast, w których te podwyżki są najmniejsze. 32% miast powiatowych podniosło ceny o 100%, a 61% miast powiatowych i 86% miast Unii Metropolii Polskich podniosło ceny o 50-100%. Tymczasem we Wrocławiu ceny wzrosną o 36% – wylicza Anna Bytońska.

Urzędnicy dodają, że zmiana cen nie ma związku z kosztami ponoszonymi w wyniku pandemii koronawirusa, a sam system naliczania opłat pozostanie bez zmian.