Z Moniką Glińską, liderką projektów WBO 2014-2016, członkiem stowarzyszenia „Zmieniaj Zakrzów”, rozmawia Małgorzata Burnecka.

Monika Glińska

Małgorzata Burnecka: Zacznijmy od Twojego wkładu w ostatnią edycję WBO.

Monika Glińska: W 2016 roku byłam zaangażowana w 4 projekty, które składaliśmy razem z grupą Zmieniaj Zakrzów, dodatkowo złożyłam projekt antysmogowy, zakładający postawienie we Wrocławiu tablic, wyświetlaczy, które pokazywałyby mieszkańcom, jaki jest stan powietrza. Proponowałam też dokupienie 1 stacji monitorującej powietrze. Później połączyłam swoje siły z autorami drugiego projektu o podobnym zakresie i temacie. Nieco go zmodyfikowaliśmy, jednak i tak nie udało nam się przekonać urzędników, że to powinno trafić pod głosowanie mieszkańców, ponieważ odrzucili nasz projekt. (O wspomnianym projekcie antysmogowym pisaliśmy na łamach Wroclife w numerze 3/2016 – przyp. red.)

A pozostałe cztery projekty?

Dwa zostały odrzucone przez magistrat, gdyż w międzyczasie okazało się, że  będą realizowane na terenie szkoły z innej puli, chcieliśmy je przełożyć na inny teren, ale też się nie udało. Z 4 projektów zrobiły się 2 i musieliśmy zmienić plany – nawiązaliśmy współpracę z inną grupą i mieliśmy komplet –  projekt rejonowy duży, rejonowy mały i ogólnomiejskie. Dotyczyły one Parku Jedności, zdobywania kolejnych funduszy na boisko do baseballa na starym Zakrzowie i stacji roweru miejskiego Psie Pole – Zakrzów.

Jakie wyniki osiągnęły Twoje inicjatywy?
Przeszedł tylko ten, który był wspierany przez nas i baseballistów. Nic nie przeszło jeśli chodzi o Park Jedności. Stacje rowerowe nie przeszły, mimo że zdobyły dużo głosów, ponieważ było to zgłoszone jako projekt ogólnomiejski. Staramy się wykorzystać te wyniki jako sondaż, badanie potrzeb mieszkańców i wykorzystywac w dalszej działalności. Ostatnio zwróciliśmy się do oficera rowerowego Wrocławia, żeby przeanalizował wyniki WBO 2016 i wziął pod uwagę ilość oddanych głosów w naszym rejonie miasta przy planach rozbudowy systemu roweru miejskiego.

Czy to pierwszy rok startowania w WBO?

Nie, w zasadzie jestem zaangażowana od początku, czyli od pilotażowej edycji w 2013 roku, tylko w różnym stopniu. Wtedy jeszcze nie byłam liderką żadnego projektu, tylko pomagałam mojej mamie przebić się z informacją do mieszkańców, że powstał pewien pomysł zgłoszony do budżetu obywatelskiego. Rok później już utworzyła się cała grupa mieszkańców, właśnie grupa Zmieniaj Zakrzów. Wtedy bardziej aktywnie zaangażowałam się w WBO. W zasadzie jednym z dużych plusów powstania Budżetu Obywatelskiego jest fakt, że utworzyła się na moim osiedlu grupa osób, którym zależy na zmianach. Dzięki WBO zorganizowaliśmy się.

Przed WBO także prowadziłaś jakąś własną, niezależną działalność na rzecz lokalnej społeczności?

Jeszcze zanim zamieszkaliśmy tu na stałe, powstał projekt „Program Zakrzów. Peryferie Lokomotywą dla Wrocławia” finansowany z EFS. W ramach projektu zaczęto wydawać gazetę osiedlową „Zawidawieści”. Pisałam do niej jako jeden z dziennikarzy i wtedy zaczęłam bardziej interesować się lokalnym działaniem.

Co Cię skłoniło do zaangażowania?

W 2013 roku przede wszystkim to, że moja mama zgłosiła projekt utworzenia Parku Jedności na Zakrzowie i bolało mnie, że mało osób o tym wiedziało. Chciałam, żeby akcja informacyjna miała większy rozmach. Rok później było już inaczej. Mocno zaangażowała się Rada Osiedla, klub seniora, szkoła i to później potoczyło się siłą rozpędu. Cieszyłam się, że znalazły się osoby, które też chcą coś robić na Zakrzowie. Przy okazji następnych edycji mieliśmy coraz więcej przemyśleń i coraz lepiej się organizowaliśmy.

Czy projekt Twojej mamy osiągnął sukces?

W 2014 i 2015 roku mieszkańcy Zakrzowa zagłosowali za utworzeniem Parku Jedności. Miał powstać wiosną 2016 roku, ale wciąż jest placem budowy.

Realizacja projektów WBO idzie wolniej niż byśmy chcieli…

W tej pilotażowej edycji w 2013 roku nie przeszedł, zabrakło nam ok. 70 głosów, przegraliśmy o włos. Natomiast w 2014 roku projekt parkowy (nr 91) odniósł ogromny sukces, zdobył ponad 5 tys. głosów i zajął we Wrocławiu 5. miejsce wśród dużych projektów (nasz był na prawie 1,5 mln zł). Trochę się też zmienił, bo kilku innych mieszkańców złożyło podobne inicjatywy, doszło do spotkania i udało się pogodzić różne wizje. Najśmieszniejsze jest to, że wtedy nie mieliśmy żadnych obaw, że nam się nie uda, że to duży projekt, więc konkurujemy też z naprawdę dużymi społecznościami. Po prostu poszliśmy na całość. Nie składaliśmy wtedy żadnych innych projektów, ten był jedyny. W 2015 roku już złożyliśmy dwa projekty, bo okazało się, że to, co udało się wygrać w 2014 roku, nie wystarczy nawet na połowę parku. Wcześniej nie mieliśmy tej świadomości. Problemy pojawiły się dopiero po wygranej. Wtedy odbyło się spotkanie z p. Bartkiem Świerczewskim, który stwierdził, że na zagospodarowanie 1 ha terenu potrzeba 1 mln zł, a my mamy 4 ha do zagospodarowania…

Wszystko też zależy od tego, w jakim standardzie mieszkańcy chcą zagospodarować przestrzeń. Ale ponieważ przedstawialiśmy im pomysł całego parku, z placami zabaw, siłownią terenową, wybiegami dla psów, to nie można było z tego zrezygnować, mówiąc, że zrobimy całość, ale tylko na zasadzie wytyczenia alejek, postawienia kilku ławek i latarni. Zapadła decyzja, że ten projekt będzie etapowany. To jest trudna rzecz. Po tych kilku edycjach widzimy, że przekonywanie rok do roku mieszkańców, żeby głosowali na kolejne etapy tego samego projektu jest bardzo trudne. Jeśli jeszcze realizacja projektu idzie dobrze, to ok – np. Przyjazny Tarnogaj ma taką sytuację. Na początku zdobyli niewiele środków, z tego nie udało się zbyt wiele zrobić, ale projekt idzie do przodu, jest realizowany.

Natomiast Zakrzów ma cały czas pod górkę. Nie dość, że wszystkie procedury trwały niemiłosiernie długo, to jeszcze gdy doszło do przetargu i został wyłoniony wykonawca, okazało się, że jest on niesolidny, nie wykonuje prac zgodnie z projektem i ZZM musiał rozwiązać z nim umowę. Jak już rozwiązał, to wykonawca nie chciał opuścić terenu budowy. To był precedens – takiej sytuacji nie było nigdy wcześniej we Wrocławiu. I dopiero niedawno udało się miastu znowu przejąć teren, teraz trwają jeszcze analizy dokumentacji, wszystko trwa. Każdy etap to kilka miesięcy czekania i pewnie na wiosnę dopiero zostanie ogłoszony nowy przetarg. Liczę na to, że być może w wakacje część parku będzie gotowa. Pamiętajmy, że wygraliśmy w październiku 2014 roku, a dopiero teraz, w 2017 roku, będzie realizacja tego etapu. W 2015 roku składaliśmy projekt uzupełniający na 500 tys., który wygrał, zdobyliśmy ok. 3 tys. głosów. Te środki pozwoliły nam uzupełnić I etap jeszcze o pewne elementy placu zabaw.

Jeśli ktoś zagłosował w 2014 roku i poszedłby dzisiaj zobaczyć, co powstało, to…?

To widzi ogrodzony plac budowy. Nie powstało nic, z czego mieszkaniec mógłby korzystać.

Jak organizowaliście promocję swoich projektów?

Założyliśmy fanpage Zmieniaj Zakrzów, na którym umieszczaliśmy informacje nt. projektów. Teraz jest on bardzo rozbudowany, gdyż publikujemy tam wszelkie informacje dotyczące życia na Zakrzowie. Oprócz tego plakaty i ulotki na osiedlu. Nawiązaliśmy także współpracę ze szkołą i księdzem proboszczem z parafii św. Jana Apostoła, dzięki czemu mieszkańcy mogli się z ambony dowiedzieć, że ci ludzie stojący pod kościołem zbierają głosy na WBO i żeby się nie bać, bo próbujemy coś zmienić w naszej społeczności. Prawda jest taka, że na peryferia pieniądze z miasta idą rzadko. Mimo wielu wad budżet obywatelski jest najskuteczniejszym sposobem pozyskania środków. Mówi się, że można próbować zrobić to na inne sposoby, poprzez karty zadań inwestycyjnych w radzie osiedla, poprzez radnych miejskich, ale to już nie jest ani tak pewne, ani tak łatwe. Próbujemy w różnych kwestiach i na razie, mimo wszystko, to WBO okazuje się najlepszym sposobem.

Podsumowaliśmy WBO 2016. Zobacz najważniejsze liczby na naszych infografikach.

Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o WBO 2016 w jednym miejscu

Co sądzisz o zasadach i przebiegu głosowania w kolejnych edycjach? Ten temat budzi sporo kontrowersji.

Największe wahania są między edycją 2015 a 2016. W roku 2016 wprowadzono głosowanie przez internet, które trzeba potwierdzić sms-em. Jest to dobry krok, bo wyeliminował nieuczciwe praktyki, natomiast spadła frekwencja. Zastanawiam się, czy ona spadła tylko z tego powodu. Głosowanie też było krótsze. W 2017 roku ma być wydłużone. Powinno również odbywać się wcześniej, bo już było zimno, pogoda nie sprzyjała, trudno było rozmawiać z mieszkańcami na temat projektów.

Razem z innymi liderami zwracaliśmy uwagę na słabości WBO: będziemy mieć już piątą edycję, a tak naprawdę, mimo wprowadzenia rejonizacji, to mam wrażenie, że wygrywają projekty z tych samych miejsc. Rejonizacja miała spowodować bardziej równomierne rozmieszczenie projektów na terenie miasta. Ale kiedy się popatrzy na wyniki, to np. Grabiszyn-Grabiszynek zawsze dużo zgarnia, natomiast mniejsze społeczności, typu Pracze Odrzańskie, Bieńkowice, Żerniki, Pawłowice, Kłokoczyce nie zdobywają nic i mało osób tam głosuje. Pytanie, czy ta edycja nie powinna być już tą, w której te tereny się wzmocnią. Wiadomo, że jeśli ktoś 3-4 lata z rzędu zgłaszał jakieś projekty i nie było odzewu, skuteczności, to coraz mniej mieszkańców obchodzi uczestnictwo w takim plebiscycie, bo to tak naprawdę jest plebiscyt, a nie konsultacje społeczne. Natomiast magistrat uznał, że ten podział się sprawdza i w 2017 roku nie będzie większych zmian co do struktury, spróbuje wzmocnić te społeczności poprzez organizację laboratoriów obywatelskich. Nie spowoduje to jednak przewagi w samym głosowaniu. Byłabym za tym, aby formalnie w zasadach zmienić proporcje, dodać punkty, wspomóc projekty z mniejszych osiedli. Budżet musi dążyć do wyrównania szans.

Jak oceniasz zaangażowanie i wsparcie ze strony instytucji i struktur miasta?

Co Waszym zdaniem należy zmienić we Wrocławskim Budżecie Obywatelskim?

Liderzy WBO proponowali miastu następujące zmiany

Wiem, że Biuro Partycypacji Społecznej się stara, mimo małej kadry, bo to jest tylko kilka osób. Natomiast zdecydowanie za mało środków idzie na promocję WBO. I nie przekonują mnie zdania, że „tyle mamy”. Skoro prezydent chce, żeby to był jeden z flagowych projektów Wrocławia, to powinien przeznaczyć więcej tych środków. Oczywiście, można mieć wątpliwości, czy nie przeznaczyć tych pieniędzy na same projekty, ale jeśli chcemy, by jak najwięcej mieszkańców decydowało o swoim mieście, a taki miał być cel, żeby mieszkańcy mogli współdecydować, to muszą wiedzieć, że takie coś się odbywa. Muszą być wielkoformatowe plakaty, na przykład na Rondzie Reagana, muszą być bardziej zaangażowane rady osiedli. Tak naprawdę w zeszłym roku i w poprzednich latach, że jest WBO, to tutaj (na Psim Polu) nigdzie nie było widać. Media mocno wspierają WBO, ale nie wszyscy czytają gazety czy słuchają Radia Wrocław, nie wszyscy mają też konto na FB. Potrzebne jest większe wyjście do mieszkańców. Widzimy, że to się zmienia in plus, ale zbyt wolno. W tamtym roku było wydarzenie na ul. Świdnickiej, podczas którego liderzy mogli promować swoje projekty, były przy okazji rozdawane sadzonki drzew, no i fajnie, oby więcej takich pomysłów. Natomiast na pewno potrzebne są środki na to, by dotrzeć do mieszkańców na osiedlach, a nie tylko w centrum miasta.

Na pewno też są potrzebne środki na to, by komórki, które realizują WBO, mogły się wyrobić z realizacją tych projektów, bo cały czas to się dzieje zbyt wolno. W edycji 2017 będą pewnie takie projekty, które są uzupełnieniem projektów z 2016 czy 2015 roku, które jeszcze nie zostały zrealizowane. Czas realizacji powinien się skrócić. Wiadomo, że są projekty, które są bardziej skomplikowane, ale to tylko jakaś cząstka. 2-3 projekty mogą się opóźniać, ale nie większa ich liczba. Wynika to też z tego, że jest za mało osób, które specjalnie są do tych projektów wyznaczane przez miasto – czy w Zieleni Miejskiej, czy w Wydziale Inwestycji Miejskich. Te osoby mają swoje obowiązki, a dodatkowo dorzuca im się realizowanie projektów WBO. Wiadomo, że każdy z nas ma jakiś pułap możliwości, a jeśli dochodzą do tego wszystkie przepisy i procedury miejskie, to później współpraca zamienia się w czekanie miesiącami.

Co mogłabyś powiedzieć osobom, które jeszcze się nie zdecydowały na własny projekt lub wahają się, czy zaangażować się w WBO?

Muszą przemyśleć swój projekt, to jasne. Nie podoba mi się idea maratonu pisania projektów, bo powinny one wypływać z potrzeb mieszkańców, ze zdiagnozowanych problemów na osiedlach, a nie, że wpadnie mi coś do głowy, to zgłoszę to do WBO. Porozmawiać ze znajomymi, z sąsiadami, jeśli to projekt lokalny, bo każda rozmowa może wprowadzić coś nowego, ulepszyć projekt. Może się też okazać, że coś innego jest ważniejsze do zrobienia. Ważna jest też współpraca na osiedlu.

Podczas WBO magistrat stara się promować współpracę na osiedlach. Przy tych zasadach i progach kwotowych, które mamy, jest to prawie niemożliwe. To byłaby sytuacja idealna, że spotykamy się w radzie osiedla, z mieszkańcami i mówimy: dobra, w tym roku zgłosimy nasze projekty, a w przyszłym zgłosimy wasze. Jeśli interes społeczny jest zbieżny, to jest ok, ale widzimy, że osiedla są tak duże, że nikt nie przystanie na to, żeby tak zrobić. Osiedla są bardzo różne i mają różne potrzeby. Zmieniaj Zakrzów jest bardzo otwarte na współpracę, ale trudno współpracować, gdy projekty ze sobą po prostu konkurują. Chyba że tworzy się projekt ogólnomiejski, wtedy można zaangażować różne grupy. Ale przy lokalnych, rejonowych projektach, to jest bardzo trudne. WBO jest grą o wysoką stawkę i jak to w życiu bywa, jej reguły nie zawsze są sprawiedliwe dla wszystkich uczestników.

Mieszkańcu, czy zgłosiłeś już swój projekt w ramach WBO 2017? Wnioski można składać – elektronicznie lub w formie papierowej – do 17 lutego.

WBO 2017