Manhattan na placu Grunwaldzkim to jedna z wizytówek Wrocławia. Życie w “sedesowcach” ma jednak sporo minusów – jedną z przyczyn jest sława tego miejsca, ale większą – obawa o własne bezpieczeństwo.

W marcu bieżącego roku pod bloki przy placu Grunwaldzkim przyjechały wozy straży pożarnej. Jak twierdzą mieszkańcy Komitetu Społecznego boku numer 4, były to pierwsze ćwiczenia przeciwpożarowe, które odbyły się tutaj od 50 lat. Straż przyjechała na wniosek mieszkańców, którzy od kilku miesięcy walczą o poprawę bezpieczeństwa, jakości życia w blokach i lepszą komunikację ze spółdzielnią.

W przypadku pożaru utkną w pułapce

O Komitecie Społecznym bloku numer 4 zaczęło być głośno na początku tego roku, kiedy miasto obiegła informacja, że odbywa się wyburzenie esplanady łączącej wysokościowce wrocławskiego Manhattanu. Sprawa była o tyle delikatna, że jest to fragment unikatowego w skali miasta i kraju zespołu mieszkalnego, będącego jedną z wizytówek Wrocławia. Niepokój wyraziło, między innymi, Muzeum Architektury, a aktywny sprzeciw wyrazili mieszkańcy – przy okazji zwracając uwagę opinii publicznej na inne niedogodności mieszkania w kultowych blokach, takie jak na przykład brak bezpieczeństwa przeciwpożarowego i lekceważeniu głosu mieszkańców przy podejmowaniu decyzji o przestrzeniach wspólnych.

Budynek powstał w latach siedemdziesiątych, kiedy podejście do norm bezpieczeństwa było zupełnie inne. Według oryginalnego projektu połowa pięter miała mieć okna wychodzące z korytarza na zewnątrz. Jadwiga Grabowska – Hawrylak zmieniła jednak projekt, aby zwiększyć powierzchnię mieszkań. Obecnie przekrój budynku jest zamknięty – z korytarza nie ma dostępu do świeżego powietrza. Oś bloku stanowią szyby wind i klatka schodowa, otacza ją korytarz, a naokoło – mieszkania. W przypadku pożaru klatka schodowa staje się kominem, który rozprowadza dym po wszystkich piętrach. Mieszkańcy mieli już okazję zaobserwować to w styczniu tego roku, podczas zupełnie niegroźnego pożaru na parterze, z którego jednak dym rozszedł się po bloku.

W listopadzie 2020 roku wybuchł pożar w bloku na 6 piętrze, podczas którego dym ogarnął cały budynek. Mieszkańcy nie mieli możliwości ucieczki klatką schodową – mówi Kamila Wojtyńska.

Chcielibyśmy elementarnego poczucia bezpieczeństwa

We wnękach na klatce schodowej znajdują się hydranty, ale, jak mówi Małgorzata Giełda, członkini Komitetu, węże poginęły jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i nikt nie uzupełnił braków. Klatka schodowa, którą mogliby wydostać się mieszkańcy w przypadku pożaru, jest wąska, stroma i ciemna – brak jest oznaczeń dróg ewakuacyjnych. Dodatkowo drzwi do klatki nie były wymieniane od czasów powstania budynków – są drewnienie i pokryte łatwopalnym lakierem. Korytarze wyłożone są linoleum, mieszkańcy obawiają się, że w przypadku wysokiej temperatury chodnik ulegnie stopieniu i jeszcze bardziej utrudni ewakuację.

Budynki nie są dostosowane do współczesnych norm przeciwpożarowych. W bloku numer 4 zamontowany został przycisk bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że umieszczony jest… na wysokości ponad dwóch metrów od podłogi.

Domagamy się fundamentalnego poczucia bezpieczeństwa mówi Małgorzata Giełda. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to budownictwo z lat siedemdziesiątych, dlatego nie oczekujemy cudów, ale tego, co jest w podstawowych standardach przeciwpożarowych – czujników dymu, drzwi, które się nie będą palić, pionów, które są mokre, a nie suche, usunięcia palnej posadzki pcv.

Mieszkańcy twierdzą, że problem mógłby być częściowo rozwiązany przez otwarcie drzwi na dach. Ciąg powietrza między drzwiami wejściowymi, a drzwiami na taras, które mogą służyć jako klapy oddymiające, usunąłby dym z wnętrza budynku. Ponadto mieszkańcy wyższych pięter mogliby uciec na dach. Otwarcie drzwi na taras jest jednak niemożliwe – są zamknięte, a klucze znajdują się w spółdzielni, która, mimo próśb, nie chce udostępnić ich mieszkańcom. W pierwotnym zamierzeniu na dachach budynków miały być zielone tarasy, a w nadbudówkach – świetlice. W chwili obecnej dostęp do tych przestrzeni jest ograniczony, co więcej, dwie nadbudówki zostały sprzedane – w jednej mieści się prywatne mieszkanie, a w drugiej hostel.

Małgorzata Porębska mieszka zaraz przy wyjściu z windy, na ostatnim piętrze w bloku, gdzie mieści się hostel – w sezonie turystycznym jej zmorą byli hałasujący goście, nierzadko nietrzeźwi i mający lekceważący stosunek do czystości we wspólnej przestrzeni. W budynkach można było także spotkać ekipy filmowe i fotografów – z wysokości rozciągają się wspaniałe widoki.

To jest wspólna przestrzeń mieszkańców, powinniśmy mieć do tego swobodny dostęp – mówi Małgorzata Giełda.
– Zapłaciliśmy za to kupując tutaj mieszkania.

Spółdzielnia: dostosujemy budynki, wzrośnie opłata za fundusz remontowy

W styczniu mieszkańcy wysłali pismo do straży pożarnej – prosząc o opinię na temat dostosowania kompleksu do wymogów bezpieczeństwa. Straż pożarna wystosowała szereg zaleceń do SM Piast, a w marcu odbyły się ćwiczenia przeciwpożarowe. Okazuje się, że drabiny sięgają maksymalnie do ósmego piętra.

Po kontroli przez straż pożarną spółdzielnia poinformowała mieszkańców, że “niezbędne będzie wykonanie, między innymi, następujących zaleceń: wymiana wszystkich drzwi do klatek schodowych na drzwi o odpowiedniej klasy odporności ogniowej, wykonanie instalacji z zaworami hydrantowymi na każdej kondygnacji, wykonanie awaryjnego oświetlenia na klatkach schodowych“. Jednocześnie zapowiada, że fundusz remontowy “wstępnie musi wzrosnąć do wysokości 4,75zł za metr kwadratowy”.  Pismo zostało przygotowane 28 stycznia 2021 roku. Do tej pory jednak nic się nie zmieniło w kwestii dostosowania budynków do wymogów bezpieczeństwa przeciwpożarowego.

Foto główne: Daniel Giełda