Na lutowej sesji uchwalono już jedenastą edycję programu, dzięki któremu wypięknieją kolejne wrocławskie kamienice. Poznaliśmy także datę wyborów do rad osiedli. To jednak nie te sprawy przyciągnęły uwagę mediów i nie one podzieliły radnych. Najpierw burzliwą dyskusję rozpętała wojna w Syrii i to jak Wrocław powinien pomóc ofiarom konfliktu. Druga debata rozgorzała na temat finansowania metody in vitro z budżetu Wrocławia. Swoje zdanie za i przeciw wypowiedziało ponad 20 radnych.

 Rada Miejska Wrocławia luty 2017

Jak pomóc Syrii?

Wojna domowa między reżimem Baszara al Asada a radykalnymi islamistami trwa od 2011 roku. Konflikt obrócił kraj w ruinę i pochłonęła kilkaset tysięcy ofiar. Troje radnych Renata Granowska, Agnieszka Rybczak i Sebastian Lorenc zaproponowali, aby Wrocław, na znak solidarności z Syrią przyjął 10 rodzin z Aleppo i udzielił im niezbędnej pomocy – ,,schronienia, żywności, opieki psychologicznej i warunków do godnego życia w pokoju”. Przeciwko przyjęciu takiego stanowiska opowiedzieli się radni PiS. Ich zdaniem byłby to tylko symboliczny gest, a nie realna pomoc, i zaproponowali inne rozwiązanie.

– Trudno przejść do porządku dziennego nad dramatem, który dzieje się w Syrii. Skupmy się na rozwiązaniu, jak wrocławianie mogliby skutecznie włączyć się w odbudowę Aleppo i misję pomocy dla dzieci, sierot i innych cierpiących. Skierowaliśmy do Prezydenta Wrocławia interpelację o przeznaczenie miliona złotych na rezerwę budżetu na 2017 rok. Ta kwota byłaby spożytkowana przez organizację, które niosą pomoc tam na miejscu: Polską Akcję Humanitarną, Caritas, Polską Misję Medyczną czy Polskie Centrum Pomocy Medycznej – proponował Marcin Krzyżanowski.

Radni opozycji powoływali się także na opinię Janiny Ochojskiej, założycielki PAH, której zdaniem sprowadzanie dzieci z Syrii do Polski, bez przygotowania, nie jest dobrym rozwiązaniem. – Może to potrwać nawet kilka lat, a Aleppo teraz potrzebuje szpitali, szkół i przedszkoli – mówił Jerzy Sznerch. Czy odbudowa szkół, wyposażenie klas, kupienie tornistrów i przyborów to nie jest realna na pomoc? – pytał Krystian Mieszkała.

Propozycja opozycji wznieciła burzę, której daleko było do merytorycznej dyskusji.

– To jest projekt ludzi, a nie PiS, PO, Nowoczesnej czy radnych Dutkiewicza. Urodziłem się we Wrocławiu. To, że prowadzimy w ogóle na ten temat dyskusję, jest wstydem dla naszego miasta. Walczycie z dziesięciorgiem dzieci – mówił Sebastian Lorenc.

– Pokażmy, że jesteśmy otwartym miastem i przyjmijmy te rodziny. Nie powinniśmy natomiast obarczać budżetu miasta milionem złotych. To nie jest zadanie samorządu, tylko państwa – argumentował w bardziej wyważony sposób Dominik Kłosowski.

Ostatecznie większość radnych przyjęła stanowisko, aby Wrocław przyjął rodziny, które ucierpiały w Syrii. Warto przypomnieć, że w grudniu Rafał Dutkiewicz zadeklarował przekazać 100 tys. złotych na pomoc temu kraju. Wiceprezydent Wrocławia Adam Grehl prosił, aby nie traktować tamtego gestu jako paliwa do sporu politycznego i podkreślił, że pomoc finansowa może zostać co do zasady przekazana wyłącznie przez rząd i za pośrednictwem organizacji pozarządowych. Polska wspiera pomoc rozwojową w tym i innych rejonach świata poprzez Ministerstw Spraw Zagranicznych oraz inicjatywy podejmowane z innymi państwa (głównie Niemcami) oraz Komisją Europejską. Wysokość wsparcia z budżetu państwa wzrosła z 12 do 45 milionów złotych.

Za albo przeciw finansowaniu in vitro

Najwięcej emocji w porządku obrad wzbudziła uchwała, którą zaproponował klub radnych Nowoczesna: ,,Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego – in vitro dla mieszkańców Wrocławia w latach 2017 – 2019”. W ramach Narodowego Programu Leczenia Niepłodności do końca 2015 roku wykonano 17 tys. zabiegów tej metody, urodziło się 3,7 tys. dzieci. W czerwcu zeszłego roku rząd wycofał się z tego programu.

– Niepłodność jest dramatem par, które bezskutecznie starają się o dziecko dłużej niż 12 miesięcy. Chcemy umożliwić leczenie efektywne, czyli takie, które doprowadzi do narodzin zdrowego dziecka, w jak najkrótszym czasie, przy jak najmniejszych kosztach i jak najmniej inwazyjnie. In vitro byłoby ostatecznością dla 2% par, którym żadne inne rozwiązanie nie może pomóc. Każda para, która kwalifikowałaby się do tej metody otrzymałaby dofinansowanie ok. 5 tys. złotych, co w skali 420 par rocznie oznaczałoby 3 mln złotych wydatków z budżetu miasta – referowała projekt Magdalena Razik-Trziszka, radna Nowoczesnej.

Wrocław nie będzie jednak finansował zabiegów in vitro ze środków publicznych. Uchwała podzieliła radnych, także tych, którzy na co dzień należą do tego samego klubu politycznego. Za przyjęciem programu głosowało 14 radnych, 2 wstrzymało się od głosu, 20 było przeciwnych – w tym wszyscy radni PiS oraz połowa członków klubu radnych Rafała Dutkiewicza. Negatywne stanowisko wyraziła Komisja Rodziny i Zdrowia. Wątpliwości mieli też członkowie Komisji Budżetów i Finansów (3 osoby za, 2 przeciw, 4 wstrzymały się od głosu).

Trudno pominąć, że taka dyskusja miała miejsce. Jakie pytania stawiali radni? Oddajmy im głos.

1. Czy samorząd powinien finansować in vitro?

Dominik Kłosowski

Pokażmy, że jesteśmy otwarci. Możemy uszczęśliwić kilkaset par. Finansowanie in vitro było zadaniem rządu – dzięki programowi urodziło się 5 tys. dzieci. PiS go zlikwidowało.

Piotr Uhle

W Łodzi program działa raptem kilka miesięcy, a już 43 kobiet jest w ciąży. Czemu podobnie nie miałoby być we Wrocławiu?

Marcin Krzyżanowski

Miesiąc temu podobny program był głosowany w Krakowie. Został odrzucony, ponieważ radni doszli do wniosku, że finansowanie in vitro nie jest zadaniem samorządu. Powinniśmy skupić się na programach już realizowanych W zeszłym roku zagrożony był program profilaktyki raka piersi, nie wszyscy mogli skorzystać też ze szczepień przeciwko grypie dla osób powyżej 65. roku życia.

Urszula Wanat

Dlaczego nie leczymy z samorządu innych chorób np. białaczki? Bo to jest zadanie rządu. Samorządy nie otrzymują rekompensaty wystarczających środków. Np. subwencja na edukację pokrywa 48% wydatków, a 52 % musi dołożyć miasto.

Michał Piechel
Czy musimy podążać tropem innych miast? W Warszawie radni byli przeciw.

Damian Mrozek

Lista miast, których rady powiedziały ,,nie” jest dłuższa: Koszalin, Rzeszów, Konin, Tychy, Dąbrowa Górnicza i wiele innych.

2. Czy in vitro jest właściwą metodą i leczy niepłodność?

Agnieszka Kędzierska

We Wrocławiu mamy kilkaset par, które nie mogą mieć dzieci. Czemu nie możemy pomóc tym nieuleczalnie chorym osobom?

Jan Chmielewski

Powtórzę za prof. Cebratem – nie można nazwać in vitro metodą leczenia niepłodności. Żadna para nie została wyleczona. W Wielkiej Brytanii przeprowadzono w latach 1992-2006 3 miliony zabiegów in vitro, urodziło się 120 tys. dzieci, co daje 3% skuteczności.

Robert Pieńkowski

Termin 12 miesięcy starań o dziecko jest za krótki, żeby stwierdzić przyczyny niepłodności. Naprotechnologia wymaga przynajmniej 2 lat na zdiagnozowanie i usunięcie przyczyny. Nie budzi żadnych kontrowersji.

Krystian Mieszkała

Zadaniem samorządu jest profilaktyka i przeciwdziałanie chorobom. Zabieg in vitro nie ma takiego charakteru. Czemu chcemy finansować leczenie skutków, a nie przyczyn?

3. Czy pary mają prawo do dzieci?

Agnieszka Rybczak

Żyjemy w środowisku, które jest coraz bardziej zanieczyszczone i naraża nas na coraz większy stres. Liczba par, które mają problem z zajściem w ciążę, będzie wzrastać. Reprezentujemy także tych wrocławian.

Tomasz Małek

Zgodnie z Konstytucją każdy człowiek ma przyrodzoną i niezbywalną godność. Obowiązkiem władz publicznych jest ochrona życia, a nie jej naruszanie.

Jerzy Sznerch

Sprawami samorządowymi zajmuję się od 28 lat. 3 razy w tygodniu mam dyżury. Nikt się do mnie nie zgłosił. Nikt dzisiaj ani jednym zdaniem nie powiedział o adopcji. To jest dla nas prawdziwy problem. Byłem w Sadkowie czy Piławie, gdzie słyszałem od dzieci, że zostały okłamane – miał po nie przyjechać tatuś z mamusią, a nikt nie przyjechał.

4. Czy i jakie zagrożenia niesie metoda in vitro dla ludzkiego zdrowia?

Jan Chmielewski

Metoda in vitro wiąże się nierozerwalnie z unicestwieniem albo zamrożeniem embrionów. Żadne racje naukowe, żadne ludzkie trudności czy nawet szlachetne pragnienia nie uprawniają do łamania natury i niszczenia ludzkiego życia. Jako fizyk że nie każdy sukces techniczny służy człowiekowi i postępowi ludzkości.

Tomasz Małek

Nie ma ani jednej osoby na sali, która nie chciałaby pomóc parom, które nie mogą mieć potomstwa. Są różne rozwiązania, ale in vitro jest metodą złą. Stanowi zagrożenie życia i zdrowia dzieci. Procedura, która może, ale nie musi doprowadzić do urodzenia 1 dziecka, związana jest ze śmiercią 10 innych zarodków jego rodzeństwa.

Grażyna Kordel

Naprotechnologia ma skuteczność na poziomie 80%, in vitro – 30% i pociąga za sobą ryzyko ciąży mnogiej.

5. Czy na finansowanie in vitro pozwala nam nasza wiara?

Agnieszka Rybczak

Za finansowaniem in vitro przemawiają argumenty rodzinne, medyczne, nawet ekonomiczne. Nie wszyscy są katolikami w tym kraju. Mamy państwo świeckie. Nikt nikogo nie zmusza do in vitro i nie zachęca. Skorzystajmy z tego co oferuje nauka.

Sebastian Lorenc

Szanuję osoby, które z przyczyn religijnych nie popierają finansowania metody in vitro. Uważam jednak, że każdy ma prawo do dokonania wolnego wyboru i warto taką możliwość stworzyć, by wrocławian było więcej.

Marcin Krzyżanowski

Kraków pokazał, że bez względu na poglądy trzeba ten program odrzucić. In vitro nie budzi wątpliwości tylko wśród niewierzących. Ateista, lekarz z licznymi odznaczeniami państwowymi i prekursor metody we Francji lekarz Jacques Testart po 14 latach pracy stwierdził, że budzi ona wiele kontrowersji związanych z wyborem i zamrażaniem zarodków. Nie można tego sprowadzać do tego, czy ktoś jest katolikiem czy nie.

Damian Mrozek

Z perspektywy katolików ten zabieg jest po prostu grzechem. Dlaczego podatnicy, którzy są wierzący, mają poprzez płacenie podatków współfinansować in vitro ze środków publicznych i przyczyniać się do grzechu?

Wrocławskie kamienice pięknieją

W tej sprawie nie było już podziałów. Kolejne odnowione kamienice odzyskują blask i cieszą oko mieszkańców i turystów. Od 2006 roku właściciele lokali mogą starać się o dofinansowanie prac konserwatorskich, restauratorskich i budowlanych na terenie swoich nieruchomości. Są to budynki wpisane do rejestru zabytków Wrocławia, które pełnią funkcję mieszkalną. Do tej pory udało się odnowić 119 kamienic.

Zakres możliwych prac jest szeroki. Remonty obejmują elewacje, dachy, klatki schodowe i stolarkę wewnątrz budynków. Nabór wniosków odbywa się co roku. W zeszłorocznej edycji wygląd z czasów świetności odzyskały kamienice m.in. przy Kościuszki, Krasińskiego, na placu Piłsudskiego oraz w Rynku (nr 44 i 52).

W 2017 roku, na podstawie uchwały Rady Miejskiej, Wrocław wyda łącznie na ten cel ponad 2,1 miliona złotych. Dofinansowanie pokrywa nawet 70-85% koniecznych nakładów, mimo to dotacje otrzyma zaledwie 9 kamienic. Podczas posiedzenia jeden z radnych zapytał, dlaczego do programu nie włączono większej liczby zabytkowych budynków.

– Program dotyczy tych budynków, które nie należą do zasobu komunalnego. Wnioski o dotację składają wspólnoty mieszkaniowe. Z tej możliwości skorzystało tylko 9. Mieliśmy przewidzianą wyższą kwotę niż 2 miliony złotych – wyjaśniała Urszula Wanat, przewodnicząca Komisji Budżetu i Finansów.

– Te pieniądze nie przepadną, ale zostaną wykorzystane na inne programy związane z zabytkami, które realizują organizacje pozarządowe – dodał Adam Grehl, wiceprezydent Wrocławia Program uzupełnia inne działania miasta w zakresie rewitalizacji zabytkowych budynków. Remonty są współfinansowane ze środków unijnych (Lokalny Program Rewitalizacji na lata 2016-2018) oraz budżetu miasta – jako inwestycje w mieszkania komunalne, w ramach programu KAWKA, a także ochrony dóbr kultury. Zmiany są widoczne gołym okiem zwłaszcza na Nadodrzu oraz Przedmieściu Oławskim, gdzie nowe życie otrzymają kamienice przy Mierniczej i Kniaziewicza.

Wiemy, kiedy zagłosujemy w wyborach do Rad Osiedli

Osiedla są jednostką pomocniczą gminy i najmniejszą wspólnotą, która reprezentuje interesy mieszkańców. Frekwencja w poprzednich wyborach do Rad Osiedli była jednak marna. Na 25 mieszkańców tylko jeden poszedł zagłosować, a 24 pozostało w domu. Niewielu było też chętnych na radnych – z powodu zbyt niskiej liczby kandydatów aż 12 osiedli nie było w stanie wyłonić swojej rady. W tym roku miasto planuje przeznaczyć 550 tys. złotych na kampanię zachęcająca do wzięcia udziału w wyborach. Jak mantrę powtarza się, że brak chętnych do głosowania i kandydowania wynika przede wszystkim ze szczątkowych uprawnień Rad Osiedli. Budżet Wrocławia na 2017 rok jest pierwszym, w którym zapisano odrębną kwotę na drobne inwestycje, które wskazywałyby same osiedla. Czy przełoży się to na frekwencję? Wybory zostały zaplanowane na niedzielę 23 kwietnia 2017 roku. Kandydatów można zgłaszać do 24 marca.

Miejsca w publicznych przedszkolach – kto ma największe szanse?

Radni uchwalili także zasady naboru do publicznych przedszkoli oraz oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych prowadzonych przez miasto Wrocław. Kryteria wraz z liczbą punktów dotyczą drugiego etapu rekrutacji. Największe szanse na miejsce w publicznej placówce ma dziecko, którego oboje rodzice pracują, studiują w trybie dziennym, prowadzą działalność gospodarczą lub gospodarstwo rolne (50 punktów). Tak samo traktowany jest rodzic samotnie wychowujący dziecko, który podejmuje jedną z tych aktywności. Jeżeli tylko jeden z rodziców pracuje, studiuje w trybie dziennym lub prowadzi działalność liczba punktów wynosi 40. Nie bez znaczenia pozostaje to, czy rodzice złożyli we Wrocławiu swoje zeznanie podatkowe (30 punktów).

Inne kryteria, choć mają mniejszą wagę, mogą zwiększyć szanse w rekrutacji. Dodatkowe punkty otrzymujemy, gdy zgłaszamy do tej samej placówki dwójkę lub więcej dzieci, kiedy staramy się o miejsce w przedszkolu lub oddziale przedszkolnym położonym najbliżej naszego miejsca zamieszkania oraz w sytuacji, gdy dziecko uczęszcza aktualnie do żłobka, klubu dziecięcego lub jest objęte opieką dziennego opiekuna.

Rada Miejska Wrocławia luty 2017 r.