Postanowiliśmy sprawdzić, jak często i w jakim kontekście nasze miasto pojawia się w krajowych mediach internetowych. W październiku Wrocław dwukrotnie trafił na łamy ogólnopolskich portali. I o ile pierwsza sprawa faktycznie mogła zainteresować szersze grono czytelników, o tyle druga nie budzi nic więcej, prócz śmiechu. Może trochę szyderczego, ale jednak śmiechu.

wroclaw_pazdziernik

Eksperyment z bombą

W połowie maja Wrocław zelektryzowała informacja o bombie podłożonej w autobusie linii 145. Dzięki szybkiej reakcji kierowcy ranna została tylko jedna osoba. Wtedy o sprawie głośno było we wszystkich ogólnopolskich mediach. Przypomnijmy, że bombę podłożył Paweł R., dwudziestodwuletni student chemii, którego ujęto już po 5 dniach. Dlaczego o bombie z Wrocławia znów zrobiło się głośno? Otóż prokuratura postanowiła przeprowadzić eksperyment procesowy. W tym celu biegli sądowi przygotowali dwie bomby. Jedną, taką jak ta, która wybuchła na przystanku. Była ona skonstruowana z błędem i miała mniejszą siłę rażenia. Drugą wykonano dokładnie zgodnie z planami Pawła R. Do eksperymentu wykorzystano też autobus, który miał zostać zezłomowany. Był on identyczny z tym, w którym znalazł się oryginalny ładunek. Już pierwsza eksplozja okazała się bardzo niebezpieczna. Na określenie skali zniszczeń drugiej – prokuraturze zabrakło słów.
O wrocławskim eksperymencie procesowym wspominały prawie wszystkie ogólnopolskie serwisy informacyjne. Co ważne, nie odnosiło się wrażenia, że sprawa była nagłaśniana wyłącznie jako ciekawostka. Większość portali rzeczywiście dostrzegła pracę prokuratury i nie potraktowała wybuchu jako taniej sensacji.

Bohaterski kurier

Pod koniec miesiąca internet obiegła historia bohaterskiego kuriera. Bynajmniej nie uratował on nikogo ani nie zapobiegł żadnym okropnym wydarzeniom. Za to, w czasach koniunkturalizmu i oportunizmu, bohaterski kurier postanowił kierować się wartościami.
A było to tak. Pewnego razu fotoreporterka zamówiła obiektyw do aparatu. Dowiózł go na miejsce bohaterski kurier, postanowił jednak nie wchodzić do redakcji fotoreporterki. Z powodów ideologicznych. Tak, proszę Państwa – mówimy o redakcji “Gazety Wyborczej”.
Reakcja “Gazety” była natychmiastowa. Jeszcze tego samego dnia pojawił się artykuł o kurierze – i wtedy się zaczęło. W internecie rozgorzała dyskusja o tym, kto ma rację. Tego, że wszyscy zaangażowani w konflikt mogą oczekiwać nie poparcia, ale co najwyżej śmiechu, nikt raczej nie brał pod uwagę.
O tym, że w Polsce mamy ideologiczną wojnę domową, wiadomo od dawna. Zazwyczaj przybiera ona formy skrajnie niesmaczne. Tym razem okazało się, że może być mniej “straszno”, a bardziej “śmieszno”. “Gazeta Wyborcza” prawdopodobnie tego nie planowała, ale dla środowisk, które są jej mniej przychylne, stworzyła bohatera – męczennika. Skończyło się na rozmowie dyscyplinarnej, więc to raczej męczennik drugiego sortu. Ale zawsze.