Podczas grudniowej sesji Rady Miejskiej Wrocławia zostały przyjęte wszystkie uchwały przewidziane w porządku obrad. Nie oznacza to w żadnym razie, że na ostatnim posiedzeniu w 2016 roku wszyscy radni zaczęli nagle mówić zgodnym głosem.

Zanim usiedli przy jednym stole do tradycyjnego przedświątecznego spotkania, zdążyli poróżnić się o budżet i transport publiczny. Dużo emocji wywołała także sprawa odszkodowania miasta dla Mostostalu związanego z budową Narodowego Forum Muzyki oraz sens organizacji igrzysk The World Games we Wrocławiu. Politycy z obu stron komentowali także wydarzenia z Sejmu, gdzie w dramatycznych okolicznościach uchwalono zmiany w systemie oświaty.  – Przyszliśmy dyskutować o budżecie i Wrocławiu, a nie zajmować się sprawami całej Polski – przypominał jeden z radnych.

Deficyty a inwestycje

Na ostatniej sesji radni musieli najpierw przyjąć zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej za mijający rok. Autopoprawki omawiał Marcin Urban, skarbnik miasta.

– Deficyt wyniósł 60 milionów złotych, a więc mniej niż planowaliśmy na początku roku. W 2016 roku niższe były dochody miasta związane z przedsiębiorczością, co było efektem skromniejszych inwestycji w sektorze prywatnym. Mniej było także inwestycji publicznych. To dlatego, że czekamy na otrzymanie środków europejskich – podsumowywał skarbnik miasta.

Na ponad 19 milionów złotych opiewają inwestycje, które są już w trakcie realizacji, ale nie zostały ukończone do końca grudnia. Znalazły się one w uchwale o wydatkach niewygasających z końcem roku, dzięki czemu będzie można je sfinalizować do połowy 2017 roku.

Co zrozumiałe, najwięcej emocji wzbudziła dopiero dyskusja na temat budżetu Wrocławia w 2017 roku. Tym bardziej, że w przyszłym roku będzie najwyższy w historii i po stronie dochodów jak i wydatków przekroczy 4 miliardy złotych. Skarbnik miasta podkreślał, że budżet był planowany ostrożnie. Z czego wynika 165 milionów złotych zakładanego deficytu?

– Musimy brać pod uwagę wydatki wynikające z reformy oświatowej. Szacujemy, że może ona kosztować Wrocław od 60 do 100 milionów złotych. Ostateczną kwotę poznamy po przyjęciu rozporządzenia do ustawy. Po drugie, nie otrzymaliśmy jeszcze środków europejskich. 2015 i 2016 rok były etapem przejściowym między starym a nowym okresem zaplanowanym na lata 2014-2020. Fundusze z Unii Europejskiej jeszcze nie trafiły do samorządów, ale nie chcemy rezygnować z tego powodu z inwestycji – wyjaśniał Marcin Urban.

Za i przeciw budżetowi

Opiniując projekt budżetu, radni koalicji rządzącej podkreślali większe wpływy z podatku PIT, które mają świadczyć o tym, że Wrocław staje się coraz lepszym miejscem do życia. Po raz pierwszy w budżecie miasta została przewidziana odrębna kwota ponad 3 milionów złotych na inwestycje wskazane przez rady osiedli, np. w dziedzinie zieleni. W porównaniu do pierwszego czytania zwiększono wydatki m.in. na kulturę, sport (nowy kompleks na Brochowie) oraz wsparcie osób starszych.

Za przyjęciem budżetu głosowało 21 radnych, 14 było przeciw, 1 wstrzymał się od głosu. Przeciwko projektowi budżetu opowiedzieli się radni PiS, którzy wcześniej zaproponowali liczne zmiany w budżecie. Politycy opozycji podkreślali, że nie są to wnioski klubu radnych, ale samych mieszkańców. Sygnalizowali oni w rozmowach z radnymi konkretne zadania, które należałoby wykonać w miejscu ich zamieszkania, związane z bezpieczeństwem, drogami czy szkołami. Radny Jerzy Sznerch podawał jako przykład remont boiska, które obsługuje 31 tys. mieszkańców czy ogrodzenie jednej ze szkół, które nie było naprawiane od 53 lat.

Wnioski zgłoszone przez klub radnych PiS spełniały wymogi formalne, ale nie zostały uwzględnione w projekcie budżetu i dlatego były głosowane jako wnioski mniejszości. Wszystkie 30 poprawek zostało jednak odrzucone.

Oprócz klubu radnych PiS projekt budżetu negatywnie zaopiniował także radny niezrzeszony Sebastian Lorenc:

– Budżet pokazuje, że władze Wrocławia przykrywają trudne sytuacje. Trwa masowa wycinka drzew, a my ubiegamy się o tytuł Zielonej Stolicy Europy. Musimy znacznie podnieść jakość transportu publicznego, a jesteśmy dopiero na czwartym miejscu w Polsce pod względem nakładów na komunikację zbiorową.

Po co nam World Games?

W budżecie Wrocławia nie uwzględnia się bilansu spółek miejskich. Jak powiedział na sesji skarbnik miasta, ich zadłużenie wynosi obecnie 1 mld 800 mln złotych. Marcin Krzyżanowski podkreślał opory w ujawnianiu informacji na temat bieżącej sytuacji finansowej spółek. Przywołał też dyżurny przykład opozycji w tym kontekście, czyli organizację Światowych Igrzysk Sportowych. Do przygotowania The World Games została powołana odrębna spółka miejska, czyli Wrocławski Komitet Organizacyjny Światowych Igrzysk Sportowych.

– Miasto łoży na utrzymanie spółki, płaci co roku za korzystanie z loga i do tego wyda 20 milionów złotych za transmisję. Pieniądze nie idą tam, gdzie są potrzebne – komentował organizację igrzysk szef radnych PiS.

Renata Mauer-Różańska, mistrzyni olimpijska w strzelectwie i radna PO broniła idei imprezy.

– World Games kojarzy nam się z igrzyskami i wydatkami. Londyn przeznaczył na olimpiadę 9 miliardów funtów, Pekin – 4 miliardy dolarów, ale do tego jeszcze 40 miliardów na nowe obiekty. Wrocław wyda łącznie 300 milionów złotych. To dlatego, że w przeciwieństwie do igrzysk olimpijskich, World Games bazuje na istniejącej infrastrukturze. Połowa wszystkich kosztów to wydatki na budowę krytej pływalni na Wejherowskiej i modernizacji Stadionu Olimpijskiego, ale te obiekty zostaną w mieście i będą służyć mieszkańcom. Nie musieliśmy budować niczego, co potem byłoby niewykorzystane.

Jej zdaniem organizacja World Games we Wrocławiu przyczyni się do wzrostu zainteresowania sportem. Dzięki organizacji igrzysk zyskają też zawodnicy uprawiający dyscypliny nieolimpijskie. W budżecie na 2016 rok znalazło się ponadto dodatkowe 600 tys. złotych na aktywność sportową dzieci i młodzieży.

Ile będzie kosztować NFM?

Gorącym tematem w czasie sesji była także sprawa odszkodowania, jakie Wrocław może zapłacić pierwszemu wykonawcy Narodowego Forum Muzyki, czyli firmie Mostostal. Jesienią 2012 roku warszawska spółka zerwała umowę z miastem z powodu zmian w projekcie. Gdy miasto nie chciało zapłacić dodatkowych pieniędzy za dokończenie inwestycji, wycofała się z budowy. W listopadzie Mostostal wygrał spór z miastem przed sądem arbitrażowym, w którym domaga się 82 mln złotych. Firma walczy też o pieniądze za straty poniesione w czasie budowy. Wartość sporu w tej sprawie to kolejne 56 mln złotych.

– Roszczenia razem z odsetkami mogą sięgnąć nawet 200 milionów złotych. Dlaczego w rezerwie przewidziano tylko 15 milionów złotych na ten cel? – pytała Karolina Obara-Kowalska, radna niezrzeszona.

– Czy są zabezpieczone środki na te odszkodowania? Chciałbym wiedzieć, ile pieniędzy przeznaczamy na utrzymanie takich instytucji jak NFM czy Centrum Historii Zajezdnia – dopytywał Sebastian Lorenc.

– Póki co Mostostal skutecznie odstąpił od umowy z miastem i wygrał arbitraż. Nie rozstrzyga on jednak o wysokości odszkodowania. Spór w sprawie aquaparku też miał kosztować Wrocław 120 milionów, a nie zapłaciliśmy ani złotówki – tonował emocje Marcin Urban.

W zakresie utrzymania instytucji kultury, skarbnik miasta podkreślił, że nie są one finansowane bezpośrednio z budżetu. Mają osobowość prawną i prowadzą samodzielną gospodarkę finansową. Oznacza to, że w przypadku NFM-u miasto nie płaci za budynek czy koszty utrzymania.

Plan transportowy Wrocławia pod dalszym ostrzałem

Stan zanieczyszczenia miasta i plaga korków sprawiają, że magistrat chce przekonać mieszkańców, aby przesiadali się z samochodów do komunikacji zbiorowej. Zwiększanie atrakcyjności transportu publicznego kosztem indywidualnego jest fundamentalnym założeniem Wrocławskiego Planu Transportowego. Radni opozycji zgadzają się z tym dążeniem, ale krytykują dokument za ,,dwa fundamentalne braki”: nieaktualne analizy i podtrzymywanie zbyt małych wydatków.

– Po pierwsze, analizy i szacunki finansowe opierają się na starych danych. Niektóre pochodzą sprzed 6 lat, a przecież w tym okresie układ komunikacyjny Wrocławia się zmienił: powstały nowe drogi, Autostradowa Obwodnica Wrocławia, fragmenty wschodniej obwodnicy. Po drugie, plan nie gwarantuje rozwoju transportu zbiorowego w przyszłych latach, ponieważ wpisuje się w realia finansowe, które już są. Jeżeli go przyjmiemy, tym samym uznajemy, że dotychczasowe środki są wystarczające. Tak nie jest – mówił Marcin Krzyżanowski.

W trakcie dyskusji pojawiały się argumenty, że Wrocław przeznacza na transport zbiorowy znacznie mniej niż Poznań i Kraków. – Kraków obsługuje transport nie tylko miasta, ale całej aglomeracji. Porównujmy rzeczy porównywalne – komentował Piotr Uhle (Nowoczesna). Błażej Trzcinowicz z Urzędu Miejskiego odpierał zarzuty o niskich wydatkach, tłumacząc, że w Poznaniu koszt tzw. wozokilometra jest prawie dwukrotnie wyższy niż we Wrocławiu.

Tłumaczenie mniejszych nakładów mniejszymi kosztami można by przyjąć, gdyby nie twarde fakty. W 2016 roku przejazd 1 kilometra przez 1 tramwaj kosztował 11,82 zł netto. Plan transportowy założył, że w 2017 roku będzie wynosił 8,40 zł, czyli 40% taniej. (piszemy o tym tutaj).

Dokument strategiczny i kilkuletni powinien dawać perspektywę znaczącej poprawy jakości transportu i taboru, zwłaszcza z punktu widzenia osób starszych i niepełnosprawnych. Gorset niskich wydatków powoduje, że miasto nie planuje jednak inwestować w niskopodłogowe Pesy, tylko znacznie tańsze Moderusy. Tak czy inaczej, z planu transportowego wynika, że do 2020 roku mają być wymienione 132 tramwaje.

Czy nawet takie inwestycje są realne, skoro wydatki wynikające z wieloletniej prognozy finansowej przewidują mikroskopijny wzrost wydatków na transport, a z bilansu wrocławskiego MPK z czerwca wynika, że spółka notuje straty i nie ma płynności finansowej? Komisja Budżetu i Finansów nie miała takich zastrzeżeń i wyraziła pozytywną opinię o Wrocławskim Planie Transportowym.

Wobec licznych znaków zapytania problemy komunikacyjne Wrocławia mogłaby rozwiązać kolej aglomeracyjna.

– Integrujmy infrastrukturę, która już jest, z autobusami i tramwajami – apelował Piotr Maryński. Radny PiS zauważył, że plan w ogóle nie wspomina o o integracji z komunikacją miejską Dworca Świebodzkiego, tymczasem w innych miastach np. Łodzi podobne rozwiązania przyniosły pozytywne rezultaty.

– Odwołujemy się w planie do kolei, zaznaczyliśmy na mapie miejsca przystanków. Przewidujemy 10 parkingów Park & Ride, które będą powstawać przy dworcach i węzłach przesiadkowych do komunikacji miejskiej – odpowiedział Błażej Trzcinowicz.