Z Piotrem Fokczyńskim, Architektem Miasta, rozmawiamy o nowym budynku na Wyspie Słodowej, najpiękniejszych obiektach we Wrocławiu, osiedlu Nowe Żerniki, programie Mieszkanie Plus, a także o przyszłości Kępy Mieszczańskiej, fontannie na placu Nowy Targ i planach wyburzenia Solpolu.

Podoba się Panu nowy budynek na Wyspie Słodowej?

Piotr Fokczyński: On mi się od początku podobał. To bardzo mocny, konkretny, dobrze osadzony przestrzennie projekt. Jego gabaryty zostały precyzyjnie opisane w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. 

Największy zarzut wobec tego obiektu, który pojawia się w dyskusjach, dotyczy właśnie jego wielkości. Nie brakuje głosów, że to przytłaczająca bryła. 

To jest właśnie kwestia dokładnie określonych już wcześniej gabarytów. Były też inne głosy obserwatorów architektury, którzy zarzucali budynkowi surowość w wyrazie architektonicznym. Ja to akurat postrzegam jako zaletę, ponieważ dzięki temu bardzo wyraźnie i ciekawie jest zarysowana różnica między starą kamienicą a nowym budynkiem. Fajny jest też taras na dachu.

Pierwotnie tego tarasu miało nie być. 

Po pierwszych głosach niezadowolenia projekt przeszedł korektę i – trzeba to powiedzieć – zdecydowanie na korzyść. Budynek w części dachowej zrobił się lżejszy, a inwestor zrezygnował z części powierzchni użytkowej.

Abstrahując od architektury. Czy funkcje, które powstały w obiekcie, są zgodne z tym, co zakładało miasto kilka lat temu sprzedając kamienicę w prywatne ręce?

Dokładnie tak. Nie ma zbyt wielu inwestorów w Polsce, którzy komercyjnie realizują tego typu obiekty o niestandardowym programie. To nie jest ani standardowy biurowiec, ani standardowy dom kultury. To jest miks różnych funkcji, który porównałbym do nowoczesnego domu kultury. Oczywiście będą tam także działania komercyjne, jak restauracje. Jestem jednak przekonany, że ten obiekt będzie bardzo pozytywnie promieniował przede wszystkim na Wyspę Słodową, która dzięki niemu nabierze pewnej szlachetności.

Były obawy też o to, że budynek doprowadzi do komercjalizacji wyspy, obecnie będącej enklawą wolności we Wrocławiu. 

Tak się oczywiście nie dzieje, przestrzeń dla ludzi pozostała, będzie to wszystko tylko troszeczkę inaczej działało.

Ta okolica mocno się zmienia, tuż obok rewitalizowany jest Młyn Maria.

Tak jest. Ze względu na wyjątkowe usytuowanie to bardzo trudna realizacja i nie mogę doczekać się efektu finalnego. Te dwa obiekty, czyli Concordia i Młyn Maria, w synergii to będzie taki adres w mieście, że aż strach (śmiech). Przy Młynie trzeba zwrócić też uwagę na bardzo smakowicie rozwiązane elementy w parterze i przyziemiu, w łącznikach na wodzie, gdzie powstaną m.in. restauracje.

Piotr Fokczyński fot. UMW

Skoro jesteśmy przy nowych budynkach w naszym mieście. W tym roku przypada trzydziesta, jubileuszowa edycja konkursu Piękny Wrocław. Ma Pan swoich faworytów?

Mam, ale nie zdradzę (śmiech). Ale powiem ogólnie: ubolewam, że epidemia pokrzyżowała nam trochę plany, bo to miał być super jubileusz. Nie zrezygnujemy jednak z niego, on się musi odbyć i na pewno zrobimy go przy pierwszej, możliwej okazji. Nie możemy tego przeoczyć. 

A jeśli chodzi o nominatów, mamy bardzo silną konkurencję. Po stronie budynków użyteczności publicznej są dwa giganty, a nawet trzy. Myślę o biurowcu na placu Wróblewskiego – to bardzo znaczący obiekt, bo stanowi pierwszą flankę placu Społecznego, który próbujemy „ugryźć”. To bardzo dobry biurowiec, bez fajerwerków, ale konkretnie zrobiony i mocno oddziałujący w tym rejonie. Dwa pozostałe to biurowiec Nowy Targ – laureat głosowania internautów w ramach Nagrody Architektonicznej Polityki i hotel The Bridge na Ostrowie Tumskim, czyli też rewelacyjna realizacja, świetnie wykończona i znakomicie pasująca tam pod względem skali. Wśród nominacji są też znacznie skromniejsze, ale również wykonane z wielką klasą obiekty użyteczności publicznej, jak choćby Centrum Aktywności Lokalnej przy ulicy Prądzyńskiego. Ciężko porównywać obiekty o zupełnie różnych skalach, ale to nasze zadanie. 

Podobnie zresztą jest w grupie obiektów mieszkaniowych – tam też są znakomite realizacje, jak bliski mojemu sercu budynek TBS na Nowych Żernikach, który może być jednym ze znaków charakterystycznych tego osiedla.

Rzeczywiście, na razie najbardziej wyróżnia się spośród postawionych tam budynków. 

On zwraca uwagę nie tylko architektonicznie, ale i pod kątem funkcji, bo jest tam – oprócz mieszkań na wynajem – także przedszkole i mieszkania dla seniorów. To nasz funkcjonalny manifest. Wśród nominacji mamy też m.in. pierwszy budynek osiedla Port Popowice czy kolejne obiekty na Olimpii Port. Jest w czym wybierać.

fot. Fotopolska.eu

Wspomniał Pan także o Nowych Żernikach. Na jakim etapie jest całe przedsięwzięcie?

Kończy się pierwszy etap – został nam jeden, bardzo duży obiekt, który ma powstać na narożnej działce od ulicy Kosmonautów. Dopinamy też realizacje od strony ulicy Konińskiej – tam też tylko jedna działka została do sprzedaży. 

Osiedle spełniło oczekiwania, które mieliście dobrych kilka lat temu, zaczynając prace? To, co powstało jest zgodne z tym, co kiedyś Pan sobie wymarzył?

Urbanistycznie oczywiście tak, co do joty. Metodologicznie to doświadczenie, którego nie ma żadne inne miasto. To ogromny kapitał, którym chętnie się dzielimy z innymi i podajemy jako dobry przykład planowania. Tak się powinno projektować miasto, zaczynając od urbanistyki. To także dowód na to, że nie zawsze konkurs architektoniczny jest najlepszym rozwiązaniem. Architekci, z którymi współpracowaliśmy, do dziś wspominają tamte warsztaty jako bardzo pozytywne doświadczenie.

W planach były też budynki użyteczności publicznej, jak dom kultury, szkoła czy bazarek. Ale one nie powstały, a to już zadanie miasta.

Na to czekam, bo to będzie zwieńczenie przysłowiowa „wisienka na torcie”. To nie jest tak, że to nie wyszło, mieliśmy przesunięcia budżetowe, ale te obiekty ostatecznie powstaną.

Będą kolejne etapy tego osiedla?

Będą. Robimy korektę planu miejscowego i przygotowujemy drugi etap, który będzie kontynuacją pierwszego, ale chcemy oddać już pole projektowe deweloperom. Niewykluczone, że w projekt włączy się rządowy program Mieszkanie Plus, kolejny budynek chce postawić także TBS. 

fot. Fotopolska.eu

Innym gorącym miejscem inwestycyjnym jest Kępa Mieszczańska, która przechodzi ogromne zmiany. Co z planami bulwaru nad Odrą od mostu Sikorskiego do mostów Pomorskich? Na razie powstanie on tylko wzdłuż nowych inwestycji mieszkaniowych przy ulicy Księcia Witolda.

W pierwszym etapie udało się posadzić deweloperów i architektów przy jednym stole i zaprojektowaliśmy cały bulwar spójnie. Rzeczywiście, sam sobie zadaję pytanie, jak to pociągnąć dalej, bo nie mogę pogodzić się z myślą, że powstanie fragment kapitalnego bulwaru, który będzie kończył się płotem. Jakieś rozwiązanie, nawet tymczasowe, musimy wymyślić. Potrzebujemy do tego jednak inwestora. 

Z kolei w drugiej części Kępy Mieszczańskiej są tereny zielone, które miasto przejmie od wojska. Powstanie tam park, zgodnie z tym, czego oczekiwali mieszkańcy.

Tak, opracowaliśmy koncepcję i gdy uda nam się dokończyć procedurę pozyskiwania terenu, powstanie tam park. Do tematu, planistycznego chcemy podejść bardzo kompleksowo. Kępę Mieszczańską docelowo chcielibyśmy połączyć kładką w stronę ul. Michalczyka, w tamtej części też powstanie zabudowa mieszkaniowa.

Były obawy, że ten zielony teren Agencja Mienia Wojskowego, korzystając z tzw. lex deweloper, przeznaczy na zabudowę. 

Tak, lex deweloper ciągle się kładzie cieniem, bo ustawa obowiązuje. 

We Wrocławiu były próby, by z niej skorzystać?

Były, ale radni podjęli uchwałę kierunkową o odrzucaniu tego typu wniosków. Żadne inne miasto tego nie zrobiło, a teraz patrzą na nas z zazdrością. Wyszliśmy z założenia, że nam się lepiej pracuje na planach miejscowych. 

fot. B2 Studio

Skoro już jesteśmy przy tym temacie, chciałbym zapytać o program Mieszkanie Plus, który obejmuje m.in. tereny należące niegdyś do kolei czy poczty. Tego typu inwestycje są potrzebne we Wrocławiu?

Wszędzie są potrzebne. Z tym, że tego rządowego programu nie można niestety zaliczyć do udanych, bo miał strasznie długi poślizg, a w tej chwili – w przededniu bardzo dużych zmian w gospodarce i w budownictwie – stanął pod znakiem zapytania. A trzeba przyznać, że projekty są imponujące – niedawno rozstrzygnęliśmy kapitalny konkurs na osiedle przy ulicy Zatorskiej

Projekt osiedla przy ulicy Kolejowej też się Panu podoba?

Tak, to świetny, kwartałowy projekt, który, mówiąc kolokwialnie, „pociągnie” cały rejon ulicy Grabiszyńskiej i Tęczowej. To pierwszy projekt, który w zasadzie jest gotowy do „odpalenia” we Wrocławiu. Podsumowując, program kuleje, ale nasza współpraca z PFR-em jest bardzo dobra. I myślę, że generalnie mieszkania na wynajem długoterminowy to projekt, który trzeba w Polsce rozwijać. Źle by się stało, gdyby ten program został zarzucony. Ale wydaje się, że on potrzebuje dodatkowego wspomagania.

Tempo budowy nowych mieszkań we Wrocławiu jest wciąż bardzo wysokie. Pojawiają się jednak głosy, że – patrząc na Maślice czy Jagodno – mamy do czynienia z niekontrolowanym rozlewaniem się miasta. 

Eee tam, to hasło-wytrych. To nie jest rozlewanie, to dyslokacja zgodna ze Studium Wrocławia, które podaje miejsca, które mogą się urbanizować. My musimy tworzyć warunki dla deweloperów do budowania w różnych miejscach, nie tylko w centrum. Ja bym tego nie nazywał rozlewaniem, bo my mamy wszystko pod kontrolą. Owszem, nowe osiedla obciążają infrastrukturę, ale nie da się ich skoncentrować tak, jak niektórzy by sobie życzyli. 

W których kierunkach Wrocław, pod kątem mieszkaniowym, będzie się dalej rozwijał?

Moim zdaniem głównie zachód, czyli wspomniane już Nowe Żerniki, okolice szpitala przy Fieldorfa, rejon Żar i Leśnicy.

Czy Neptun wróci na Nowy Targ?
fot. Agnieszka Wolska

Wróćmy jeszcze na chwilę do centrum. Rozmawiamy w gmachu przy placu Nowy Targ, obok stoi piękny, nowy biurowiec. A co z samym placem, co z fontanną?

Trzeba pozbierać złotówka do złotówki i to zrobić. 

To będzie Neptun, tak jak domagali się aktywiści?

Jestem zwolennikiem otwartości, nie mam konserwatywnego, historycznego podejścia do budowania miasta, ale trzeba godzić się z takimi głosami. 

Już jeden konkurs na projekt fontanny był.

To był bardzo otwarty, trudny konkurs. Ktoś, kto chciał zainspirować się Neptunem, mógł to wtedy zrobić, ale jedyny projekt Neptunowy to była barokowa rekonstrukcja, która nam nie odpowiadała. I skończyło się, jak się skończyło, do realizacji zwycięskiego projektu nie doszło. A teraz dążymy do tego, by postawić rzeźbę wyraźnie inspirowaną Neptunem.

Ale niekoniecznie to musi być rekonstrukcja?

Niekoniecznie rekonstrukcja barokowa, bo mamy tu kawałek modernistycznego miasta. To zupełnie inna architektura, zupełnie inna estetyka. Inspiracja da na pewno bardzo dobry efekt, tylko musimy już podchodzić do tego realizacyjnie. Czyli potrzebne są pieniądze na infrastrukturę, na nieckę i na samą rzeźbę.

Był też kiedyś pomysł na pawilon na placu.

Ten pomysł jest cały czas. To byłby hit. Proszę sobie wyobrazić lounge bar z leżakami, obok fontanna, a Pan sobie siedzi z kawką. To byłby adres taki, że aż głowa boli. Tylko trzeba mieć środki na to, żeby to zrobić. A w obecnej sytuacji o pieniądze na tego typu rzeczy może być jeszcze trudniej.

fot. Fotopolska.eu

Na koniec krótkie pytanie: co zrobić z Solpolem? Wyburzyć czy wpisać do rejestru zabytków?

Pyta Pan o moje subiektywne zdanie?

Tak.

Wpisać do rejestru. Solpol jest notowany w historii polskiej architektury jako jeden z lepszych postmodernistycznych przykładów. A poza tym, ten obiekt został zaprojektowany tak, że świetnie „siedzi” w tej stylistyce i jest symbolem rodzącej się wówczas nowej rzeczywistości w Polsce. To naprawdę budynek dobrej klasy i pokazuje, że miasto ma swoje różne momenty, a jego stylistyka nie jest jednolita. Gdyby doszło do zburzenia Solpolu, będę płakał. Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.