Trzecie miejsce w Polsce i 32. na świecie – to wyniki Wrocławia w najnowszej edycji rankingu najbardziej zatłoczonych miast świata, opracowanego przez firmę TomTom. W porównaniu z poprzednim rokiem, stolica Dolnego Śląska zanotowała awans zarówno w skali globalnej, jak i krajowej.

TomTom właśnie opublikował ranking TomTom Traffic Index 2020, czyli raport szczegółowo przedstawiający sytuację drogową w ubiegłym roku w ponad 400 miastach w 57 krajach.

Choć ranking najbardziej zatłoczonych miast świata zmienił się bardzo nieznacznie od 2019 roku, dużą zmianą jest mocny spadek poziomu zatorów w wyniku globalnej pandemii. Spośród 416 miast uwzględnionych w indeksie, 387 odnotowało znaczny spadek (średnio o 21%) zatłoczenia i zdumiewający, 28-procentowy średni spadek zatorów w godzinach szczytu, zmieniając tym samym trend, w którym zatłoczenie rosło średnio o 2-3% rok do roku – wyliczają autorzy zestawienia.

Jak przypomina Ralf-Peter Schäfer, wiceprezes TomTom ds. ruchu i podróży, w zeszłym roku jego firma ogłosiła, że poziom natężenia ruchu na świecie w 2019 roku wzrósł po raz dziewiąty z rzędu.

W 2020 roku widzieliśmy zupełnie inny obraz. Wskutek lockdownów i zamkniętych granic, ruch ludzi się zmienił – i to zmienił się bardzo szybko – podkreśla.

Jednak eksperci TomTom nie spodziewają się, że drogi pozostaną niezatłoczone w dłuższej perspektywie, chyba że – jak zaznaczają – nastąpi skoordynowana i celowa zmiana w zachowaniu kierowców, wspierana przez decydentów i, co ważne, pracodawców.

Choć pandemia stworzyła okazję do zmiany ruchu na zawsze, czy ludzie zaakceptują zmianę mobilności i wybiorą nową ścieżkę w kierunku czystszej, wolnej od zatorów przyszłości? Na przykład, pożegnanie godzin szczytu mogłoby być możliwe już dzięki elastycznym godzinom pracy, pracy z domu i inteligentnemu podejściu do wykorzystywania danych o ruchu drogowym w celu określenia najlepszego czasu na podróż – tłumaczą.

Ralf-Peter Schäfer zaznacza, że choć korki na drogach spadły w 2020 roku, nie stanie się to trendem, dopóki nie podejmiemy konkretnych działań.

O tym, jak poziom ruchu ponownie gwałtownie wzrośnie przekonamy się, gdy ludzie wrócą do pracy i powrócą do starych zwyczajów. Dlatego właśnie teraz nadszedł czas, aby urbaniści, decydenci, pracodawcy i kierowcy zdecydowali, co zrobią, aby w przyszłości drogi były mniej zatłoczone – dodaje Ralf-Peter Schäfer.

Najbardziej zatłoczone miasta na świecie

Pierwsze miejsce w rankingu najbardziej zatłoczonych miast świata zajmuje Moskwa, gdzie kierowcy spędzają w korkach średnio o 54% więcej czasu niż gdyby jechali tymi samymi trasami podczas niskiego natężenia ruchu (tzw. free flow). Kolejne pozycje w globalnym zestawieniu zajmują: Bombaj w Indiach (53%), kolumbijska Bogota (53%), stolica Filipin – Manila (53%), turecki Stambuł (51%), położone w południowych Indiach Bengaluru (51%) i Kijów (51%).

fot. TomTom

Najbardziej zatłoczone miasta w Polsce

Przypomnijmy, w ubiegłorocznej edycji rankingu TomTom, stolica Dolnego Śląska uplasowała się na piątej pozycji wśród polskich miast i 41. na świecie. W tym roku Wrocław awansował na krajowe podium najbardziej zatłoczonych miast. A w skali globalnej zajęliśmy 32. miejsce.

W Polsce najbardziej zakorkowanym miastem, wedle wskaźnika TomTom Traffic Index, jest Łódź, gdzie kierowcy średnio spędzają w samochodach o 42% więcej czasu niż gdyby po ulicach jeździło się płynnie.

fot. TomTom

Jak się jeździło po Wrocławiu?

W stolicy Dolnego Śląska poziom zatłoczenia w 2020 roku osiągnął 35%, co oznacza spadek o 4 punkty procentowe w porównaniu z rokiem 2019. Miesiącem z największymi korkami był wrzesień, a najpłynniej po Wrocławiu jeździło się kwietniu. Największe zatory w naszym mieście zaobserwowano 25 września, a niewielki ruch zanotowano przez łącznie 46 dni ubiegłego roku.

fot. TomTom

Lepiej unikać piątkowych popołudni

Podobnie jak w 2019 roku, w roku ubiegłym największe korki we Wrocławiu występowały w piątki między godziną 16 a 17. Jak wyliczają autorzy raportu, podróżowanie po godzinie 17 w piątki pozwoli zaoszczędzić nawet do 4 godzin w ciągu roku (w przypadku przejazdów trwających 30 minut).

Zgodnie z raportem, większe korki występują u nas w godzinach wieczornego szczytu (69%) niż porannego (48%). Rano tracimy średnio dodatkowych 14 minut (w przypadku przejazdu trwającego standardowo 30 minut), po południu – 21 minut. Rocznie, stojąc w korkach we Wrocławiu, można było w 2020 roku stracić nawet 140 godzin, czyli niespełna 6 dni.