„Niepozorny park, w którym się znajdujemy, w II połowie XIX wieku i w pierwszych dekadach XX wieku był częścią jednego z najmodniejszych i najbardziej eleganckich założeń rozrywkowo – rekreacyjnych: Etablissement Frieberg (pol. Górka Fibiego)”. Obecnie – niezbyt wzniośle, ale za to ku ogromnej wdzięczności mieszkańców osiedla Powstańców Śląskich – w tym miejscu znajduje się park z placem zabaw dla… psów. Zapraszamy na krótką opowieść o wojnie, odbudowie i ludzkiej determinacji.

Wszystko skończyło się, i zaczęło na nowo, w roku 1945. „Wrocław od zawsze poddaje się ostatni” – napisał kiedyś Kazik Staszewski. W różnych częściach miasta, mniej lub bardziej świadomie, widoczne są konsekwencje obrony Festung Breslau i ogromnych zniszczeń, które związane były z obroną miasta. W czasie działań wojennych plac Powstańców śląskich, gdzie będzie rozgrywać się dzisiejsza opowieść, został w zasadzie zrównany z ziemią. Zniszczone zostały posiadłości znakomitych wrocławian, renesansowe wille a w 1945 został rozebrany budynek etablissementu. Była to ogromna hala restauracyjna z wielką salą gastronomiczno – koncertową i punktem widokowym. Przylegał do niej pięciohektarowy ogród, z elektrycznym oświetleniem, stało tam pięć tysięcy krzeseł dla gości a „pięćdziesięciu kelnerów w dzień otwarcia nie mogło sobie dać rady, o krzesła bój staczano”. Kompleks postawił August Friebeg, właściciel między innymi, Piwnicy Świdnickiej. W 1894 odbyło się tam VII Ogólnoniemieckie Święto Gimnastyki, 1896 – Międzynarodowa Wystawa Wyrobów Cukierniczych. I to wszystko skończyło się w 1945. Ostatnie pozostałości hali rozrywkowej zostały usunięte pod koniec lat dziewięćdziesiątych, przy okazji budowy kompleksu mieszkalnego. Ale jest jeden, szczególny obiekt, który przypomina o czasach dawnej świetności.

/tablica informacyjna przy wejściu do parku, fot. Rada Osiedla Powstańców Śląskich

Dziarskie kobiety, galeriowce, mieszkania w miejscu restauracji

W latach pięćdziesiątych, kiedy miasto zaczęło podnosić się z ruin, część przedwojennej zabudowy placu została odbudowana. Najszybciej te budynki, które nie wymagały wielkich nakładów finansowych. Rozległe, puste tereny stały się polem dla wyobraźni dla twórców modernistycznego budownictwa wielorodzinnego. Jednych cechowała prostota – jak na przykład projektantów modelowych, wielkopłytowych osiedli, których nazwy wzięły się od popularnych imion żeńskich. Innych twórców być może trapiły skomplikowane niepokoje wewnętrzne, którym dali upust tworząc w latach 70-tych „galeriowce”, imponujące, pogmatwane, pełne zakamarków i niecodziennych rozwiązań konstrukcje, trochę nie z tego świata. A na górce Fiebego nadal rosły przedwojenne drzewa. Dawny teren restauracji stał się typowym parkiem miejskim. Mieszkańcy mogli z niego korzystać końca lat dziewięćdziesiątych, kiedy większość tego terenu została sprzedana pod budowę budynku Rondo Verona. „Kompleks został wybudowany w miejscu historycznego budynku zniszczonego podczas II Wojny Światowej. W nawiązaniu do tej spuścizny Rondo Verona ma monumentalny charakter i doskonale harmonizuje z istniejącą tkanką miejską” – czytamy na stronie inwestora.

Mieszkańcom nie spodobała się decyzja miasta. Atmosferę tamtych czasów wspomina Michał Kwiatkowski, obecny Przewodniczący Zarządu Osiedla Powstańców Śląskich:

– Były bardzo duże protesty – ludzie bali się, że zabrany zostanie cały park. Był taki ekolog, Radosław Gawlik, wiceminister środowiska w rządzie Jerzego Buzka – pierwszy ekolog w historii Polski, taki w nowoczesnym wydaniu. Człowiek, który między innymi, zablokował budowę elektrowni w Żarnowcu. Za swoje własne pieniądze postawił ambonę przy ogrodzeniu, żeby mieszkańcy mogli przychodzić i pilnować, czy nikt nie wycina nielegalnie drzew. Powstała straż sąsiedzka.

Jesienny psi park, fot. Rada Osiedla Powstańców Śląskich

Wychodek dla psów zgłoszony do konkursu

Budynek rósł, ale pozostała część parku zaczęła podupadać i popadać w zapomnienie.

– Stał się typowym wychodkiem dla psów i miejscem spotkań lokalnej żulerni – opowiada Michał Kwiatkowski. – Zawsze było dużo zgłoszeń na policję o niepokojach w tamtej okolicy. Przez park prowadzi najkrótsza droga z okolicy szkoły do ronda, ale mieszkańcy, zwłaszcza po zmroku, bali się tam chodzić. Psy biegały luzem, teren nie był oświetlony.

Park niszczał aż do roku 2016. Przełomem był pamiętny konkurs Gazety Wyborczej i Zarządu Zieleni Miejskiej. Przedmiotem plebiscytu było wytypowanie miejsca, gdzie mógłby powstać plac zabaw dla psów a nagrodą – realizacja tego projektu w lokalizacji o największej liczbie głosów.

– Zgłosiłem nasz park. Niezależnie zrobili to także inny mieszkańcy. Zrobiliśmy bardzo dużą akcję plakatową. „My” – pakowałem dziecko w wózek, żonę zabrałem ze sobą i jechaliśmy wieszać plakaty w najbardziej uczęszczanych przez „psiarzy” miejscach. I udało się! Budowa poszła bardzo szybko. Dobrze wspominam współpracę z panią projektant – chcieliśmy, aby wybieg był przyjazny dla mieszkańców ale jednocześnie zaprojektowany z szacunkiem do miejsca i jego historii. Powstał największy psi park w mieście, dodatkowo położony w bardzo wdzięcznym miejscu. Moim zdaniem to najlepszy wybieg we Wrocławiu.

Plan rewitalizacji parku z Funduszu Osiedlowego, fot. Rada Osiedla Powstańców Śląskich

Z wizji buduje się miasto

Zrobiono coś dla zwierząt a potem przyszedł czas, aby zrobić coś dla ludzi.

– Wystosowaliśmy petycję o zamontowanie oświetlenia, zebraliśmy mnóstwo podpisów. Mimo początkowych trudności z finansowaniem, udaje nam się etapami montować latarnie. Niezwykłą pomocą i zaangażowaniem wsparli nas tutaj pracownicy Zarządu Zieleni Miejskiej. Z Programu Inicjatyw Rad Osiedli postawiliśmy ławki w zacienionych miejscach. Bardzo nas o to prosili psiarze, bo latem na istniejących ławkach było bardzo gorąco. A teraz planujemy coś naprawdę dużego – Fundusz Osiedlowy. Kiedy powstał wiedziałem, że park będzie jednym z pewniaków. I tak się stało. Będzie więcej infrastruktury parkowej ale też coś, co mnie bardzo cieszy – zrewitalizujemy starą, oryginalną płytę taneczną, która ma ponad 150 lat i pamięta jeszcze czasy etablissement Friebeberg.

Czy jest jakaś recepta na sukces takich lokalnych inicjatyw?

–  Receptą jest słuchanie i uważność. Gdy spotka się magia miejsca, zainteresowanie mieszkańców, ale też pasjonaci historii, którzy się chcą nią dzielić – wszystko się udaje. Trzeba oczywiście być też trochę skutecznym w urzędzie i umieć korzystać z narzędzi, które mamy jako samorząd osiedlowy. Ale najważniejsza jest pasja i to, żeby umieć nią zarazić ludzi. Ktoś mówił, że miejsce dla ludzi z wizjami jest w szpitalach psychiatrycznych. Ale mi się wydaje, że z wizji buduje się miasto –  a zwłaszcza te małe, lokalne, pochowane „smaczki”, dzięki którym nasze otoczenie jest pełniejsze.

Czekamy, aby marzenia mieszkańców się spełniły.

Czekamy na tańce pod świetlnymi girlandami na ponadstupięćdziesięcioletnim parkiecie. Na wspólne wspomnienia bankietów, które miały tutaj miejsce przed wojną, ale także jeszcze w latach 60. Ale też na nowe, świeże historie. Nasze historie, które dopiero się wydarzą.

Festyn osiedlowy zorganizowany w 2019 roku, fot. Rada Osiedla Powstańców Śląskich