Postępująca automatyzacja może budzić niepokój. Zachłysnęliśmy się możliwościami, które stawiają przed nami nowe technologie, ale czy powinniśmy dążyć do włączania robotów w każdą dziedzinę naszego życia? Czy kiedyś ludzie zostaną zastąpieni przez maszyny? O tym rozmawiamy z naukowcami z Politechniki Wrocławskiej.

Przyzwyczailiśmy się już do kas samoobsługowych w marketach, automatów na napoje, linii produkcyjnych w fabrykach, gdzie ciąg technologiczny odbywa się w zasadzie bez udziału ludzi. Stosowanie urządzeń technicznych ma uczynić nasze życie prostszym i, wedle wizjonerów, sprawić, że nie będziemy musieli podejmować pracy przy najbardziej nudnych i monotonnych czynnościach. Idziemy jednak o krok dalej i miejsce automatów zajmują roboty. Jaka jest różnica? Tłumaczy dr Jarosław Szrek, adiunkt w Katedrze Podstaw Konstrukcji Maszyn i Układów Mechatronicznych, który zajmuje się w pracy naukowej tworzeniem robotów, zwłaszcza autonomicznych pojazdów.

Automat na ślepo wykonuje działanie – włączamy go i automat realizuje jeden stały proces. Od robota oczekuje się interakcji, ma pozyskać informację z otoczenia i dostosować się swoim działaniem do panujących warunków. Posiada układy percepcji, na podstawie których wykonuje analizę i dostosowuje zachowanie do aktualnych potrzeb. Jeżeli nie ma wnioskowania, pozyskiwania informacji, to nie powinniśmy mówić o robocie, tylko o urządzeniu automatycznym – podkreśla dr Szrek.

Jak wyjaśnia naukowiec, dobrym przykładem może być bezobsługowy odkurzacz. 

Taki, który odbija się od ściany, nie jest robotem. Ale kiedy ma moduł skanowania przestrzeni, wykonywania mapy, a potem, poruszając się zgodnie z mapą, potrafi omijać przeszkody, to spełnia kryteria bycia robotem. Często te pojęcia są mylone – jeśli maszyna nie posiada układów percepcji, to jest automatem lub manipulatorem. Nazwa „robot” jednak bardziej się przyjęła, jest bardziej medialna. W terminologii jest delikatne nieuporządkowanie. Jeszcze inaczej jest podczas rozmów z postronnymi osobami, dla których robot zwykle kojarzy się z humanoidalną maszyną przypominającą człowieka – dodaje.

fot. Jarosław Szrek

Zastąpić człowieka w monotonnych zadaniach

Do czego można wykorzystać roboty? Opowiada dr Monika Małek-Orłowska, która zajmuje się w pracy zawodowej etyką i filozofią, a do jej szczególnych zainteresowań należy etyka nowych technologii.

Pierwsze skojarzenie, które przychodzi do głowy, to jakaś praca, którą wykonują ludzie. Trudne, brudne, nieprzyjemne zadania – dirty&dangerous – do tego bardzo chętnie wykorzystujemy roboty. Na przykład inspekcje w rurach kanalizacyjnych lub usuwanie skutków katastrof, jak było to zrobione na przykład podczas wybuchu elektrowni Fukushima

Zgadza się z nią dr Jarosław Szrek:

Do czego jest robot? To potrzeba jest matką wynalazków i każdy musi sam sobie zadać to pytanie. Jakie procesy muszą być wykonywane, ale człowiek nie chce ich wykonywać? To tam powinniśmy lokować urządzenia, które będą to robić. Przykładem może być spawanie w fabrykach, które jest dla człowieka szkodliwe i niebezpieczne. W tej chwili jest to proces wykonywany przez maszyny

Z wypowiedzi naukowców można wnioskować, że roboty mają nie tyle zastępować człowieka, co go wyręczać. Ale czy nie szkoda tak ogromnej, potężnej i kosztownej technologii, aby wykonywać czynności, z którymi sami sobie możemy poradzić?

A czy nie szkoda tak doskonałego tworu, jakim jest ludzki mózg, do wykonywania rutynowych czynności? – polemizuje dr Jarosław Szrek. – Powinniśmy robić roboty, które będą dla człowieka przydatne i będą go wyręczać. Taka jest idea robotyki. Jest wiele prac, które nie rozwijają nas mentalnie czy duchowo – są powtarzalne, nudne. Mamy coraz więcej pieniędzy, więc możemy je delegować, a działalność człowieka przerzucać tam, gdzie wymagana jest twórczość i kreatywność.

Dr Monika Małek-Orłowska dodaje:

Są zajęcia mało relaksujące i nie ma z nich żadnych korzyści. Byłam kiedyś na wystawie Ars Electronica. Był tam taki eksponat – ktoś, kto zawodowo zajmuje się robieniem niczego. Koncepcją autora było to, że kiedyś skala robotyzacji będzie tak duża, zastępowanie przez maszyny człowieka tak powszechne, że nie będziemy mieli nic do roboty. Nie wiem, czy powinniśmy do tego dążyć. Z drugiej strony, ta przestrzeń, pustka, może nas zmotywować do aktywności na polu sztuki, kreatywności, rozwijania własnego hobby.

Roboty pomogą w nauce i opiece?

Bardzo dużo emocji wzbudzają w ludziach roboty społeczne, czyli takie, które mają możliwość komunikowania się z użytkownikiem. Najprostsze mają funkcje usługowe (jak na przykład asystenci w sklepach internetowych, chat-boty), ale coraz więcej uwagi poświęca się robotom towarzyszącym ludziom. Do czego można je wykorzystać? Czy takie roboty faktycznie mogą zastąpić człowieka?

Widzę zastosowanie w rehabilitacji. Roboty społeczne, humanoidalne, takie jak Kaspar, który jest wykorzystywany do terapii dzieci z autyzmem. Ma świetne wyniki, co potwierdziły badania na Uniwersytecie Bedfordshire. Dzieci autystyczne mają problemy z relacjami społecznymi i taki robot-lalka może w pewnym zakresie je z tym oswajać. Widziałabym także roboty, zakładając nieograniczone zasoby pieniężne, w sektorze edukacyjnym, jako narzędzia uatrakcyjniające naukę. Zastosowanie ich pozwoli na realizację rzeczy, których nie zrobi komputer – bo mamy to ucieleśnienie. Robot ma także nieskończoną cierpliwość i potrafi dawać konstruktywną informację zwrotną, nie irytuje się – mówi dr Monika Małek-Orłowska.

Jak zauważa, ciekawe zastosowanie mogłyby mieć roboty uczące się. 

Można byłoby je wykorzystać w procesie edukacyjnym – człowiek najłatwiej opanowuje jakąś czynność, kiedy musi ją komuś przekazać. Próba nauczenia czegoś robota sprawia, że kompetencja uczącego wzrasta – dodaje.

Polem do zastosowań robotów społecznych jest także szeroko rozumiana opieka. Dużo kontrowersji budzi opieka nad dziećmi, dla których podstawowym warunkiem prawidłowego rozwoju jest zbudowana relacja z jednym dorosłym opiekunem. Życzliwiej przyjmuje się roboty w opiece nad osobami starszymi, niedołężnymi. Niektórzy seniorzy mówią, że taki robot-towarzysz dawałby pewną wolność. Byliby bardziej samodzielni, mogliby uniezależnić się od innych ludzi i nie być dla nich ciężarem. Z drugiej strony, obcowanie z maszyną może dawać poczucie uprzedmiotowienia.

Przyszłość robotyzacji zależy od naszej otwartości

Wydaje się, że wykorzystanie robotów daje nam więcej szans niż korzyści. Dr Jarosław Szrek i dr Monika Małek-Ostrowska, mimo zupełnie innych dyscyplin, którymi się zajmują, zgodnie twierdzą, że nie ma takiej dziedziny życia, w której nie może nam pomóc automatyzacja i robotyzacja. Być może nadejdą czasy, gdy wybór zadań, które ludzie będą wykonywać, będzie jedynie kwestią ich marzeń i pragnień. A wszelkie rutynowe, proste czynności wykonają za nas maszyny.

Wydaje się, że jesteśmy coraz bardziej przychylni nowym technologiom. Szczególnie młodsze pokolenie – telefon komórkowy to dziś podstawowy interfejs, z którym się stykamy, a na jego podstawie tworzone jest oprogramowanie do robotów. Przyszłość robotyki zależy od naszej otwartości jako społeczeństwa – kończy dr Jarosław Szrek.