EMYS umie mówić, rozpoznawać twarze, wyrażać emocje i skutecznie uczyć języków obcych. EMYS jest robotem. Jak pomysł ,,malutkiego start-upu” trafił do Chin? Co ma wspólnego robot z Ulicą Sezamkową i pluszowym misiem? Kiedy i w jakiej cenie EMYS może trafić na sklepowe półki?

Rozmawiamy z dr. inż. Janem Kędzierskim, współtwórcą robota i współzałożycielem firmy FLASH Robotics z Wrocławskiego Parku Technologicznego, który właśnie znalazł się wśród 10 finalistów polskiej edycji konkursu ,,Innovators Under 35″.

Dr inż. Jan Kedzierski. Fot. FLASH Robotcis

Maciej Leśnik: Spędziliście kilka miesiący w Shenzen w Chinach, określanym jako tamtejsza Dolina Krzemowa. Jak to się stało, że w odległej Azji dowiedzieli się o projekcie małego zespołu z Wrocławia?

Dr inż. Jan Kędzierski: Przez kilka lat prowadziliśmy badania na Politechnice Wrocławskiej. Kilka robotów sprzedaliśmy do Portugalii, Anglii czy Stanów Zjednoczonych. Nasze roboty działały w pełni autonomicznie, ale miały jeden mankament – kosztowały po 10 tys. euro. Pomyśleliśmy: mamy ciekawe pomysły, teraz spróbujmy je wprowadzić na rynek. Postanowiliśmy spróbować stworzyć pierwszą spółkę typu spin off na uczelni, która skomercjalizuje wyniki naszych badań.

Kroczyliśmy podobną drogą, co inne start-upy. Założyliśmy firmę FLASH Robotics i zaczęliśmy szukać dofinansowania. Złożyliśmy wnioski do kilkunastu, może 20 miejsc. Dostaliśmy się do Hax, który uchodzi za największy hardware`owy akcelerator na świecie. Kiedy przyjechaliśmy tam i zobaczyliśmy, na czym to wszystko polega, byliśmy w szoku. Przygotowanie prototypu w Chinach było dla nas jak plac zabaw i rollercoaster w jednym. W naszą firmę zdecydował się zainwestować amerykański fundusz inwestycyjny SOSV.

Robot EMYS będzie uczył dzieci na całym świecie języków obcych. Ile osób nad nim pracowało?

FLASH Robotics założyliśmy razem z Michałem Dziergwą na początku 2016 roku. Obaj jesteśmy robotykami. W stworzeniu robota EMYS i jego wyglądzie ogromny wkład miał Krzysztof Kubasek z Akademii Sztuk Pięknych, który jest designerem. Współpracujemy z nim od momentu, kiedy zaczęliśmy projektować pierwsze nasze roboty. Razem tworzymy stały zespół. Nie możemy jednak powiedzieć, że EMYS to projekt jednej, dwóch czy trzech osób. Przez ostatnie lata wspierało nas grono osób: nauczycieli, naukowców, doradców i mentorów  biznesowych, dzięki którym nasz pomysł będzie mógł żyć własnym życiem.

Często słychać twierdzenie, że w świecie, o którego obliczu coraz bardziej decyduje technologia i automatyzm, zapotrzebowanie na znajomość języków obcych będzie tylko maleć.

Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, żebym zaczął uczyć się chińskiego, też pewnie parsknąłbym śmiechem. Dziś zapłaciłbym za tę umiejętność każde pieniądze. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że większość młodych ludzi na etapie szkoły średniej zna już język angielski bardzo dobrze, a nawet perfekcyjnie. Po pobycie w Chinach wiemy, że ta wiedza nie jest taka oczywista. Tam nauczyciele języka są na wagę złota. Nauka angielskiego kosztuje majątek. Rodzice muszą zapłacić nawet po 25 000 dolarów za to, aby ich dziecko będzie mogło uczęszczać do przedszkola z językiem obcym. Zapotrzebowanie jest ogromne. Wystarczy, że mówi Pan po angielsku, aby z miejsca awansować na menedżera lub kierownika. Stąd świadomość konieczności nauki jest bardzo wysoka. Zmienia się to bardzo szybko. Proszę sobie wyobrazić, że łatwiej było nam się dogadać po angielsku z 5-latkiem niż z 15 latkiem.

Fot. FLASH Robotics

Chcecie sprawić, aby dzieci polubiły naukę języka obcego z robotem. Dlaczego nie poprzez zajęcia z nauczycielem, naukę z rodzicem czy na tablecie?

Idealnie byłoby, gdyby dzieci mogły się uczyć od rodziców, a rodzice byli nauczycielami. To jednak mało prawdopodobne. Większość rodziców odpowie, że od nauczenia języka obcego jest szkoła. Niektórzy wysyłają je na prywatne lekcje, ale mało którzy zaczynają dbać o edukację dziecko w tak wczesnym wieku, od 3 do 7 lat. Coraz większą popularnością cieszą się wprawdzie przedszkola dwujęzyczne…

…ale to wciąż spory wydatek. Nie każdego z rodziców stać, by zapłacić za nie ponad 1000 zł.

Najlepiej by było, gdyby po lekcjach dzieci mogły używać na co dzień języka obcego. W krajach takich jak Szwajcaria czy Stany Zjednoczone wielojęzyczność jest naturalna. Tam dziecko wie, że można mówić w innym języku, słyszy go na podwórku.

Robot EMYS jest dedykowany dzieciom między 3 a 7 rokiem życia. Waszym zdaniem to najlepszy wiek do rozpoczęcia nauki?

Dobrym przykładem są rodziny, w których rodzice pochodzą z dwóch różnych krajów. Posługują się często oboma językami jednocześnie. Dzieci słuchają tych rozmów i w wieku 5 lat swobodnie przełączają się między jednym językiem a drugim. Im młodsze dzieci, tym chłonniejsze umysły. One nawet nie czują, że się uczą. Polskie dzieci po zabawie z robotem nazywały przedmioty w języku obcym. Mówiły: zgubił mi się black, a miały na myśli to, że zgubiło im się coś czarnego.

Na tym najmłodszym etapie edukacji dzieci są przyzwyczajone na nauki przez zabawę. Zazwyczaj przybiera to postać śpiewania piosenek, powtarzania wierszyków, klaskania. To wszystko dość schematyczne. W dodatku nauczyciel musi jak najdłużej utrzymać uwagę dziecka. To trudne zadanie w przypadku jednego podopiecznego, a co dopiero większej grupy.

Na Waszej stronie można przeczytać opinię, że do swobodnej komunikacji w obcym języku człowiek potrzebuje około 1000 słów. Czy robot będzie uczył jakiegoś określonego gotowego z góry zestawu słów?

Jesteśmy robotykami, a nie nauczycielami, dlatego od wiosny rozpoczęliśmy współpracę ze szkołą w Szwajcarii. Założyła ją Polka, które wyjechała do tego kraju 7 lat temu, dzisiaj w ich placówce uczy się już 250 podopiecznych. Dzięki kreatywnym metodom nauczania dzieciaki robią szybkie postępy. Aby nasz robot dostarczał odpowiednio dobrane słowa, przy pomocy algorytmu będzie wybierał pewne wypowiedzi. Robot nastawiony jest na regularne, krótkie interakcje. Naszym celem jest, aby robot nauczył dziecko jedno słowo dziennie, czyli siedem w tygodniu. Są one tematycznie powiązane. Dziecko uczy się np. 7 nazw pojazdów albo kolorów.

Jak zamierzaliście sprawić, aby robot nie był kolejną zabawką, którą dziecko się znudzi i odłoży po kilku dniach w kąt?

Kluczem było takie rozwiązanie, przy którym dziecko bawi się z robotem, a nie tylko przyjmuje losowe treści, które widzi na ekranie. EMYS opowiada dziecku o przedmiotach, które już zna. Powiedzmy, że dziecko uczy się właśnie kolorów. Wtedy EMYS powie do niego: Chciałbym zjeść ogórka. Proszę przynieś mi ogórek. Ogórek jest zielony. W ten sposób nawiązuje interakcję z dzieckiem, stając się dla niego ulubionym towarzyszem zabaw. Dobrze byłoby też, gdyby robot doceniał starania dzieci. Jak wiadomo, niemal wszystkie mają słabość do bajek, dlatego zakończoną naukę robot nagradza kilkuminutową kreskówką. Sam jestem rodzicem, dlatego wiem, że aby obejrzeć kolejny odcinek dzieci są w stanie naprawdę długo wysiedzieć!

Skąd robot wie, że dziecko przyniosło właściwy przedmiot?

Istnieją takie rozwiązanie jak np. Amazon Echo czy Google Home, które rozpoznają ludzką mowę. Problem w tym, że wszystkie dotychczasowe urządzenia działają do głosu dorosłego człowieka, ale zawodzą, kiedy mają rozpoznać głos dziecięcy. Nie jesteśmy w stanie rozpoznać, co dzieci mówią do robota, stąd pomysł na plastikowe kolorowe tagi, które dziecko będzie mogło mu pokazać. EMYS rozpoznaje obiekty za pomocą technologii RFID. Każdy przedmiot ma chip, który zidentyfikuje robot. Nauka jest efektywna, kiedy oddziałuje na wszystkie zmysły dziecka. Może ono dotknąć tag z ciuchcią i kiedy przyłoży je do ekranu na robocie, usłyszeć dźwięk lokomotywy.

Fot. FLASH Robotics

Czy robot pozwala wykorzystać zabawki i inne dowolne przedmioty, które towarzyszą im na co dzień?

My dostarczamy tagi np. owoce, kolory, ale dajemy też opcję rodzicom, którzy najlepiej znają swoje dzieci. Za pomocą specjalnych naklejek będą mieli możliwości oznaczyć dowolne przedmioty, którymi dziecko na co dzień się bawi, wprowadzić ich fotografie do robota i ustalić, że długopis na zdjęciu to pen. Dzięki tym stickerom robot rozpozna nowe przedmioty i przeniknie w świat dziecka.

Konieczność ciągłego powtarzania słówek może być dla dzieci męcząca. Co może jeszcze sprzyjać nauce?

Pamięta Pan Ulicę Sezamkową? Postaci z tej bajki prosiły dzieci, żeby podskoczyły czy powiedziały jakieś słowo i one je z radością wykrzykiwały. Robot jest w stanie nakłonić dziecko do określonego działania, ruchu. Nazywa się to metodą TPR (Total Physical Response), która utrwala zapamiętywanie poprzez angażowanie całego ciała

Pojawia się oczywiście pytanie, jak wykryjemy, czy dziecko rzeczywiście skacze? Naukowcy pracują nad takimi technologiami. Jest taka bajka Dora Podróżniczka – o dziewczynce, która podróżuje po różnych zakątkach świata i nazywa przedmioty w języku angielskim. Mimo że jest to tylko przekaz z telewizora, dzieci skaczą razem z bohaterką i robią to, o co ona prosi. Kreskówka nie sprawdza tego i nie to jest najważniejsze, ale zachęcanie do nauki.

Fot. FLASH Robotics

EMYS potrafi ponoć rozpoznawać osoby i wyrażać emocje – być radosny, zły, smutny, zaskoczony.

Stosujemy algorytmy, dzięki którym robot może spośród kilku domowników rozpoznać daną konkretną osobę. Na podstawie wyrazu jej twarzy może też stwierdzić, czy się uśmiechamy, a jeśli nie, zasmucić, kiedy ,,wydaje mu się”, że jest coś nie tak. Dziecko ma kogoś, z kim łączy naturalny kontakt, co nie jest przecież osiągalne przy tablecie. Chcemy, aby traktowało EMYS jak inne pluszowe zabawki. Robot śledzi ruchy dziecka, ma też czujniki ruchu, dzięki którym odpowiada na dotyk czy przytulenie.

Fot. FLASH Robotics

Mówił Pan już o tym, że rodzice mogą wprowadzać nowe fotografie i słowa do robota lub ulubione bajki. Czy będą w stanie sprawdzić postępy dziecka w nauce?

Nie każde dziecko bawi się tym samym, dlatego rodzice będą mogli moderować tematy wokół których odbywają się lekcje. Zobaczą też, które słowa sprawiają dziecku najmniej problemu. Testowaliśmy różne grupy słów w różnych tygodniach. Jeżeli powtarzały się one przez dłuższy czas, dzieci po pierwszych dźwiękach wiedzą o które chodzi. Robot ograniczy powtarzanie się słów, które dzieci już dobrze zapamiętały.

Czy z robotem próbowały się już uczyć dzieci w Polsce?

Tak, testujemy prototyp na dzieciach z naszego otoczenia, m.in. w przedszkolach. Pewnym problemem na początku było to, że EMYS mówi do dzieci tylko w języku angielskim. Po kilku tygodniach przyzwyczajają się i zaczynają bardzo szybko rozumieć nowe słowa. Orientują się, że robot powiedział właśnie do nich to czy tamto. Na prototypami pracujemy od 2008 roku i sporo pracujemy w domu, dlatego można powiedzieć, że z EMYS dorastały również nasze dzieci.

Czy jest szansa, że EMYS pojawi się w wersji polsko-angielskiej?

Jak już mówiłem, robot nie ma z góry przygotowanych wypowiedzi, ale tworzy je online. Każdy język ma inne reguły, dlatego przygotowanie kontentu jest kosztowne i kosztuje masę czasu i pracy z ekspertami.. Jeżeli chcemy przygotować polską wersję, musimy wiedzieć, że będziemy w stanie zainteresować nią polski rynek.

Jest jeszcze pytanie, czy dwujęzyczna nauka jest skuteczniejsza. Część ekspertów twierdzi, że nie powinno się mieszać dwóch języków. Zwróćmy uwagę, że często np. w przypadku gier nie korzystamy ze spolszczeń. Łatwiej jest nam wymieniać się opiniami na forach czy znaleźć pomoc w sieci w języku angielskim. Podobnie postępują dzieci, które szybko chłoną nowe słowa. Mamy nadzieję, że roboty trafią nie pozostaną tylko w laboratoriach, ale trafią też do domów.

Fot. FLASH Robotics

Kiedy będziemy mogli zobaczyć pierwsze roboty EMYS na sklepowych półkach?

Chcielibyśmy dostarczyć 200-300 sztuk za półtora roku. Pierwsze egzemplarze nie trafią jednak do Media Marktu, tylko najpierw do szkół. Chcemy pokazać im, że to działa i mogą przy pomocy EMYS przygotować proste lekcje dla uczniów. Odwiedzaliśmy już fabryki, gdzie moglibyśmy produkować roboty, wiemy, jakich komponentów elektronicznych użyjemy, znamy koszt poszczególnych detali. To było dla nas najtrudniejsze przy programowaniu – ciągle z tyłu głowy mieliśmy myśl, że musimy zmieścić się w cenie, która będzie w zasięgu rodziny. Braliśmy na warsztat każdy detal, dlatego robot musiał zostać zaprojektowany od zera. Na podstawie tego, co wynegocjowaliśmy, jesteśmy przekonani, że możemy osiągnąć cenę na pułapie 800 dolarów. Zamiast laptopa rodzice mogą kupić dziecku na komunię EMYS.

Pracujecie nad nim od kilku lat. Czy wciąż jest coś co, chcielibyście poprawić? Jaki jest Wasz cel?

Początkowo planowaliśmy, aby robot towarzyszył dzieciom na każdym etapie nauczania, że będzie można zgrać na niego dowolny kontent, np. do nauki matematyki. Teraz wiemy, że nie możemy mieć wszystkiego od razu. Chcemy, aby EMYS jak najszybciej mógł trafić do pokojów dzieci. Nawet jeśli będzie to tylko robot, który póki co pomoże zapamiętywać słówka i wypowiedzi. Jesteśmy malutkim start-upem. Nie porywamy się z motyką na słońce. Wierzymy, że otworzymy albo chociaż uchylimy kolejne drzwi w edukacji.

Dziękuję za rozmowę.

Od lewej: Krzysztof Kubasek, Jan Kędzierski i Michał Dziergwa. Fot. FLASH Robotics