W dwóch poprzednich artykułach cyklu „Pieniądze w czasach niepewności” pisaliśmy o tym, dlaczego nasze pieniądze nie są bezpieczne oraz jak zaplanować budżet domowy. Dziś rzecz nie mniej ważna – optymalizacja budżetu domowego. 

Problem pobieżnie zarysowany został w poprzednim artykule, który ogólnie traktował o planowaniu budżetu domowego. Jednak samo zaplanowanie budżetu nie oznacza jeszcze sukcesu. Jeżeli ktoś już wcześniej starał się okiełznać swoje finanse, z pewnością wie, że nie da się raz na zawsze ustalić, ile i na co wydajemy, a potem już tylko zarabiać, wydawać i oszczędzać. Zarządzanie finansami to ciągły proces, który wymaga od nas w miarę stałego nadzorowania i regulowania. 

Przeczytaj poprzednie artykuły cyklu “Pieniądze w czasach niepewności”

Czym jest optymalizacja budżetu?

Najprościej rzecz ujmując, jest to poszukiwanie uciekających pieniędzy. Więc tak naprawdę jest to ta przyjemna część, dzięki której jesteśmy w stanie (od)zyskać mniejsze lub większe kwoty, celem przeznaczenia ich np. na oszczędności lub inwestycje. 

Jednym z najczęstszych problemów dotyczących pieniędzy jest ich brak, tzn. zbyt mało pieniędzy na koniec miesiąca lub zbyt dużo miesiąca na koniec pieniędzy. Może on wynikać z dwóch rzeczy: zbyt dużych wydatków lub zbyt małych wpływów. I w tym momencie powinniśmy przyjrzeć się albo wpływom, albo wydatkom. Najczęściej jednak problem leży po obu stronach tego równania: zbyt małe wpływy, zbyt duże wydatki. 

Trudno jednoznacznie i obiektywnie ocenić, co oznaczają zbyt niskie zarobki albo zbyt duże wydatki. Można przecież zarabiać 10 tys. złotych netto i mieć problemy finansowe, a można zarabiać najniższą krajową i dawać sobie radę. Zatem każdy we własnym zakresie, uczciwie, powinien odpowiedzieć sobie na pytanie: czy zarabiam za mało, czy wydaję za dużo?

Co, jeśli zarabiamy za mało?

To dosyć częsty problem (przynajmniej subiektywnie). Jeżeli nasze zarobki nie pozwalają nam na wygenerowanie jakichkolwiek oszczędności, przy zachowaniu satysfakcjonującej konsumpcji, prawdopodobnie powinniśmy rozważyć jedno z trzech rozwiązań: poprosić o podwyżkę (albo raczej zaproponować, wyjść z ofertą), zastanowić się nad dodatkowym źródłem dochodu lub (w ostateczności) zmienić pracę.

Przed koronawirusem mieliśmy tzw. rynek pracownika. Obecnie sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie i lada moment nie będzie już tak różowo. Dotyczy to zresztą również podwyżki – istnieje ryzyko, że w ramach walki ze skutkami koronawirusa, pensje będą mogły być obniżane. Obecny czas nie sprzyja zatem poprawie naszej sytuacji zawodowej, ale wyciągnijmy z tego wnioski na przyszłość: w okresie prosperity należy zacząć martwić się tym, co będzie, gdy trend się obróci. 

W obecnej chwili pozostaje nam jedynie zastanowienie się nad tym, z jakiego jeszcze źródła dochodu moglibyśmy czerpać zyski. Jeżeli nic nie przychodzi nam do głowy, może warto wykorzystać czas izolacji na zdobycie nowych umiejętności, które w przyszłości umożliwią nam wykonywanie zleceń. W internecie dostępna jest cała masa różnego rodzaju kursów – jedne darmowe, inne płatne. Trudno znaleźć lepszą inwestycję niż ta we własne kompetencje.

Jeśli wydajemy za dużo

To również kwestia czysto subiektywna, podobnie jak i satysfakcjonująca konsumpcja. Jedni ludzie są skłonni do tego, by żyć skromniej, inni mają większe potrzeby. I jest to sprawa naturalna. Jeżeli jednak budżet się „nie spina”, a my nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie dodatkowych środków, nie pozostaje nic innego, jak zrezygnować z pewnych wydatków. 

I tutaj zaczyna się najbardziej pracochłonny etap, ale mogący przynieść także dużą satysfakcję – jeżeli uda nam się znaleźć oszczędności. Powinniśmy przyjrzeć się naszym wszystkim wydatkom, spisać je i podkreślić wszystkie te, które są wątpliwe. Przykład: płacimy za jakąś usługę, której nie potrzebujemy, ponieważ aby ją wypowiedzieć, należy udać się do fizycznej placówki i wypełnić jakiś formularz. Część z Was zapewne pomyśli „co za absurd, nikt tak nie robi”. Ale część pomyśli „o kurde… faktycznie!”. 

Podobnie ma się sprawa z wszystkimi czynnościami, które tradycyjnie kojarzą nam się z oszczędnością np. wyborem produktów. Dobrym przykładem są tabletki do zmywarki. Na rynku dostępna jest cała gama różnego rodzaju tabletek do zmywarki, w różnych przedziałach cenowych. I wcale nie oznacza, że najdroższe, najbardziej kolorowe i o najbardziej finezyjnych kształtach i formie są najlepsze. Często zaś bywa tak, że kupujemy jakiś produkt wyłącznie z przyzwyczajenia. 

Efekt kuli śnieżnej

Czy zaoszczędzenie symbolicznych pięciu złotych jest w stanie coś zmienić? Cóż… Jeżeli znajdziemy oszczędności w pięciu, dziesięciu miejscach, uzbierać się może suma nieco większa, która w pomnożeniu przez 12, w skali roku będzie jeszcze większa.

A gdybyśmy byli w stanie w taki właśnie sposób odłożyć pieniądze np. na opłatę OC? Wówczas raz do roku nie musielibyśmy wydawać na OC z pensji, ale właśnie z tych zaoszczędzonych złotówek. To tylko przykład. Nie wiemy, jaka będzie skala oszczędności, dopóki nie sprawdzimy.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Goldenmark

Foto: Kelly Sikkema on Unsplash