W dawnych czasach zdobił malowniczy Nowy Targ. Był bohaterem licznych opowiadań, wierszy, anegdot i tematem dla niezliczonych grafik oraz pocztówek. Stanowił też niekwestionowany symbol Wrocławia. Mowa o Neptunie, który spoglądał ze szczytu znajdującej się na środku placu imponującej barokowej fontanny. Zniszczenie rzeźby w 1945 r. przyniosło Wrocławiowi niebagatelną stratę. Ostatnio pojawił się jednak cień szansy na jej odbudowę.

Najbardziej znaną fontanną Neptuna w Polsce jest oczywiście ta stojąca na Długim Targu w Gdańsku. Powstała o wiele wcześniej, bo prawie sto lat przed wrocławską – w 1633 r. W wieku XVIII również na Śląsku pojawiły się wodotryski z Neptunem. Tak było nie tylko we Wrocławiu, ale i Świdnicy, Jeleniej Górze, Legnicy czy Gliwicach. Gdy udamy się w podróż po Czechach, również tam znajdziemy podobne fontanny – np. w Ołomuńcu (Olomouc), Igławie (Jihlava) czy znajdującym się na Śląsku Opawskim Karniowie (Krnov). Był zatem Posejdon bardzo charakterystycznym motywem dla barokowego wystroju miast Korony Czeskiej – a wszak Śląsk był jej częścią – podobnie jak postać św. Jana Nepomucena, zdobiąca wiele pomników (w samym Wrocławiu mamy ich kilka).

Skąd jednak pomysł, aby antyczne morskie bóstwo uhonorować kilkaset kilometrów wgłębi lądu? Posejdon, jako że kojarzył się z wodą, stanowił bardzo wdzięczny temat właśnie dla fontann. We Wrocławiu miał on jeszcze głębszy sens. Był symbolem potęgi miasta opartej na handlu – również tym morskim. Mógł stanowić też upamiętnienie dawnego członkostwa śląskiej metropolii w związku hanzeatyckim, choć był to raczej epizod w dziejach nadodrzańskiego miasta. Zresztą Wrocław zdawał się mało dbać o swoją rolę w Hanzie, podobnie jak Kraków. Oba miasta były wielokrotnie napominane o uregulowanie składek oraz przysłanie zbrojnych, aż w końcu trafiły na listę karną. Wrocław sam zrezygnował z członkostwa w Hanzie, do której po prawdzie mało pasował – był to związek miast nadmorskich, o całkiem innej tradycji. Część badaczy skłania się do bardziej przyziemnych powodów – na Nowym Targu, wokół fontanny na straganach można było kupić ryby i inne produkty znad morza.

Jaka jest zatem historia wrocławskiego Neptuna? 

W 1512 r. Barthel Stein (Bartholomaeus Stenus) wspominał, że na środku Nowego Targu znajdowała się szopa do przechowania wapna. W 1592 r. zorganizowano w tym miejscu studnię w postaci okrągłego drewnianego zbiornika, do którego wodę doprowadzano z tzw. Kunsztu św. Macieja, czyli budowli posadowionej u wylotu obecnej ul. Szewskiej przy wyspie Tamce, która dzięki kilku kołom wodnym czerpała wodę z Odry, zasilając północną część miasta. 

Z czasem jednak studnia była coraz mniej funkcjonalna. W związku z tym Rada Miejska postanowiła w jej miejscu zorganizować fontannę ujętą w bogatą oprawę rzeźbiarską. Wybór padł na postać Neptuna. Wodotrysk stanął na Nowym Targu w 1732 r. Było to największe na Śląsku – oraz w tej części Europy – przedstawienie morskiego bóstwa. Dzieło z piaskowca wykonali: znany wrocławski kamieniarz Johann Adam Karinger, rzeźbiarz Johann Jakob Bauer oraz kamieniarz Johann Baptista Lemberger. Warsztat kamieniarski Karingera wykonał takie dzieła, jak nieistniejąca fontanna przed klasztorem norbertanów (na przeciwko dzisiejszej Hali Targowej) oraz stojący do dziś przed kościołem Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim monumentalny pomnik św. Jana Nepomucena. Za autora samej rzeźby Neptuna uchodzi Bauer. Warto dodać, że twórcy wrocławskiego Neptuna czynni byli również na terenie Rzeczypospolitej. Dziełem ich rąk są zachowane do czasów obecnych brama Lubomirskich prowadząca do klasztoru na Jasnej Górze, a także sam ołtarz główny w jasnogórskiej bazylice.

Wodotrysk z Neptunem na wrocławskim Nowym Targu prezentował się bardzo imponująco. Była to jedyna monumentalna fontanna doby baroku we Wrocławiu – jak ją opisywano w prasie – która przetrwała kolejne wieki. Pośrodku ośmiobocznego basenu cztery postacie legendarnych morskich stworzeń – dwie syreny oraz dwóch trytonów – dźwigały cztery muszle. Ponad nimi wznosiła się kolumna, na której szczycie na czterech delfinach stał Neptun w zwiewnej szacie tylko częściowo zasłaniającej ciało. Jak podaje Gustav Roland, fontanna została pomalowana i otoczona ogrodzeniem. Całość prac wyniosła Radę Miejską 2086 talarów Rzeszy, 5 srebrnych groszy oraz 7 i 1/5 denara. Warto zwrócić uwagę na fakt, że fontanna Neptuna była jedną z ostatnich inwestycji samorządu wrocławskiego przed jego likwidacją, co nastąpiło po aneksji Śląska przez Fryderyka Wielkiego. Wówczas Wrocław został pozbawiony samorządności na wiele dziesięcioleci – władze lokalne stały się jedynie niższą instancją władzy państwowej w Królestwie Prus. Śmiało należy zatem stwierdzić, że Neptun był ostatnim świadectwem autonomii i potęgi „republiki miejskiej”, jaką w dawnych wiekach stanowił Wrocław.

Czy Neptun wróci na Nowy Targ?
fot. fotopolska.eu

Burzliwe dzieje wodotrysku

Bogato zdobiona fontanna miała upiększyć jeden z głównych placów miasta, tymczasem… wywołała powszechne zgorszenie. W tamtym czasie leżący w arcykatolickim, grającym pierwsze skrzypce w kontrreformacji, imperium habsburskim Wrocław – miasto, które od niedawna posiadało uniwersytet założony przez jezuitów – musiał być bardzo pobożny, skoro półnaga postać bóstwa doprowadziła do histerii. Kamiennego Neptuna utożsamiano z diabłem – określano go jako bezbożnego i grzesznego. Bóg mórz wcale nie był zupełnie nagi, częściowo ciało zakrywała szata, ale widocznie w porównaniu z pomnikiem św. Jana Nepomucena, który dokładnie w tym samym czasie został ustawiony na Ostrowie Tumskim, było to dla wrocławian zbyt śmiałe wyobrażenie. Pomimo instalacji ogrodzenia, nocami dochodziło do aktów wandalizmu, co skłoniło władze miejskie do zatrudnienia strażnika, pilnującego fontanny.

Przez następne dziesięciolecia wodotrysk popadał w ruinę i kilkakrotnie przechodził renowację – pierwszy raz jeszcze w tym samym stuleciu. Okazją stał się hołd lenny Księstwa Śląskiego i Hrabstwa Kłodzkiego królowi pruskiemu Fryderykowi Wilhelmowi II w październiku 1786 r. Wówczas Wrocław został odświętnie udekorowany i podświetlony. Widocznie wrocławianie musieli się wstydzić zepsutego wodotrysku, skoro zdecydowano się na jego naprawę. 

Również i ta instalacja długo nie służyła miastu, bo w 1809 r. ze względu na zły stan techniczny została wyłączona. Musiało minąć prawie 30 lat, by znów pomyślano o reaktywacji coraz słynniejszej wśród wrocławian fontanny. Część pieniędzy na remont pochodziła zresztą od samych mieszkańców. Naczelne kierownictwo nad projektem objął miejski radca budowlany Karl Heinrich Studt, natomiast szczegółowe prace powierzono mistrzowi Heiberowi. W 1838 r. po raz pierwszy od trzech dekad słynna fontanna Neptuna ponownie zadziałała. „Nasz Neptun zachowuje się bardzo nieprzyjacielsko względem okolicznych handlarek włoszczyzną. Swoimi strumieniami [wody] nie ogranicza się do basenu i wygląda, jakby z Nowego Targu chciał uczynić małą Wenecję” – pisała gazeta Breslauer Blättern jesienią 1838 r. Podczas prac wymieniono atrybut Neptuna. Wcześniejszy określono jako całkowicie niefunkcjonalny, bez gustu, przypominający widły do przerzucania gnoju, a nie trójząb. W dłoni Neptuna znalazł się nowy, pozłacany i stylizowany na antyczny. Być może właśnie kwestia tego niewielkiego, ale istotnego szczegółu, znalazła odbicie w ludowym przezwisku Neptuna: Jurek z Widłami (niem. Gabeljürge). Podczas prac wymieniono również basen na granitowy i dwunastoboczny. Reszta modyfikacji dotyczyła instalacji wodnych. Sama barokowa rzeźba została pomalowana farbą olejną o piaskowym, żółtawym kolorze.

Dla niektórych wrocławian fontanna była punktem honoru. Jedna z ówczesnych gazet opisywała wydarzenie, jakoby krótko po ponownym otwarciu Neptuna w jednej z pobliskich piwiarń pewien nazbyt przemądrzały przybysz nieomal został pobity na śmierć za to, że śmiał stwierdzić, iż „fontanna na Wilhelmshöhe pod Kassel jest nawet jeszcze piękniejsza od Jurka z Widłami”.

I znów Neptun popadł w ruinę. W latach 70. XIX w. był w tak złym stanie, że magistrat w 1872 r. zlecił rzeźbiarzowi Albertowi Rachnerowi całkowitą renowację fontanny. Ponownie została uruchomiona w 1874 r. Kolejną okazją do renowacji był nadarzający się w 1894 r. VIII Niemiecki Turniej Gimnastyczny. Wówczas, jak donosiła prasa, dziury w chodnikach zalano cementem, aby wyglądały na równe, ratusz odmalowano i w ogóle postarano się, aby miasto dobrze wypadło w oczach przybyszów. Słynna fontanna Neptuna na Nowym Targu również doczekała się konserwacji. Prace objęły uzupełnienie brakujących fragmentów figur, wymianę rury doprowadzającej wodę wewnątrz pomnika, miedzianych języków delfinów wypluwających wodę, a także remont piwnicy pod wodotryskiem. Niewykluczone, że jednym z brakujących elementów był trójząb oraz ręka boga mórz – padały one bowiem nader często ofiarami chuligańskich wybryków.

Czy Neptun wróci na Nowy Targ?
fot. ze zbiorów Janusza Arsłanowa

Sylwester z Neptunem

Fontanna Neptuna wrosła nie tylko w krajobraz wrocławskiej ulicy, ale trafiła również do miejskiej tradycji i kultury, stając jednym z największych symboli nadodrzańskiej metropolii. Jurek z Widłami spoglądał na prowadzony na Nowym Targu handel. Był także nieodłącznym elementem świętowania sylwestra i witania Nowego Roku. W pierwszej połowie XIX w. jednym z bardziej charakterystycznych, a zarazem niezbyt eleganckich zwyczajów żegnania starego roku, były marsze sylwestrowe. Organizowano je właśnie na Nowym Targu, a słynna fontanna Neptuna zajmowała w nich centralny punkt. Marsze te polegały w zasadzie na dwóch czynnościach: spożywaniu (zbyt dużej ilości) alkoholu oraz hałasowaniu. Ostatnim takim sylwestrem był ten w 1850 r. Dekretem policyjnym z 1851 r. marsze sylwestrowe zostały zakazane.

Wrocławski Jurek z Widłami był bodaj najchętniej wybieraną ofiarą studenckich dowcipów. Szermierzowi sprzed Uniwersytetu kradziono szpadę – Neptunowi zaś – słynny trójząb. Od lat 20. XX w. – antyczny bóg mórz patronował jarmarkowi bożonarodzeniowemu, który przeniesiony został właśnie na Nowy Targ (wcześniej organizowano go na Rynku).

Niestety w trakcie oblężenia Festung Breslau w pierwszych miesiącach 1945 r. większość malowniczych kamieniczek placu została zamieniona w stertę gruzu. Ich los podzieliła słynna fontanna, której resztki po wojnie usunięto. W przeciwieństwie do Rynku czy placu Solnego Nowy Targ nie miał takiego szczęścia. Zniszczonej podczas oblężenia zabudowy nie odtworzono – na miejscu dawnych zabudowań powstały bloki mieszkalne. Co ciekawe, sami twórcy zabudowy placu zakładali odbudowę barokowej fontanny. Ostatecznie do tego nie doszło, a słynny wodotrysk poszedł w niepamięć. W trakcie badań archeologicznych w 2010 r., które poprzedziły budowę podziemnego parkingu pod placem, udało się jednak odnaleźć kilkanaście fragmentów monumentu, m.in. kawałek ręki, brody lub włosów czy tors Neptuna. Ta ostatnia część została wyeksponowana w parku Staromiejskim.

Czy Neptun wróci na Nowy Targ?
fot. Agnieszka Wolska

Jurek z Widłami wróci na Nowy Targ?

W ostatnim czasie władze miejskie ogłosiły, że na Nowym Targu powstanie fontanna. To dobra okazja, aby zastanowić się, czy nie przywrócić w tym miejscu znanego z setek pocztówek poczciwego Jurka z Widłami. Z taką propozycją wyszło kilka organizacji troszczących się o historię Wrocławia, m.in. Towarzystwo Miłośników Wrocławia, Wrocławskie Towarzystwo Miłośników Historii, Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia, a także stowarzyszenie przewodników miejskich Tu i Tam. Ideę odbudowy monumentu poparła także Rada Osiedla Stare Miasto, a ponad półtora tysiąca wrocławian podpisało elektroniczną petycję w tej sprawie.

Inicjatorzy pomysłu uważają, że tak istotny w dziejach i kulturze miasta obiekt powinien być odtworzony w formie znanej z przekazów oraz przy wykorzystaniu tradycyjnych materiałów. Liczne pozostałości fontanny dodatkowo ułatwiają proces odbudowy tego dzieła. Chociaż obecna zabudowa Nowego Targu znacznie odbiega od tej, którą znamy z pocztówek, to jednak Neptun byłby atrakcją samą w sobie. Podobne zdanie ma wielu przewodników wrocławskich, którzy tłumaczą, że wędrując z Ostrowa Tumskiego do Rynku natrafiają na betonową pustynię, jaką jest Nowy Targ. Odbudowana według historycznych wzorców fontanną z pewnością przyciągnęłaby turystów. W ten sposób trzeci wrocławski rynek – Nowy Targ –przynajmniej częściowo odzyskałby swój dawny urok. 

Aby uatrakcyjnić przestrzeń placu i nadać fontannie właściwego kontekstu, warto rozważyć, czy wokół legendarnego Neptuna nie zorganizować całorocznego mini-kiermaszu wrocławskich i dolnośląskich produktów lokalnych: piw rzemieślniczych z kilkunastu miejscowych browarów, ceramiki bolesławieckiej, wrocławskich pierników i legnickich bomb, kminkówki wrocławskiej, pieczywa, miodu albo cydru tradycyjnego z Trzebnicy. Byłoby to zarazem doskonałe uzupełnienie oferty turystycznej nadodrzańskiej metropolii, a równocześnie nawiązanie do targowych tradycji tego miejsca. W ten sposób odtworzony Neptun byłby symbolem odbudowanego Wrocławia, a także świadectwem kontynuacji dziejów naszego miasta i szacunku dla jego wielowiekowej i wielokulturowej tradycji, którą podtrzymują dzisiejsi wrocławianie.

foto główne: fotopolska.eu