Wrocław wciąż boryka się z ogromnym problemem, który dotyka w szczególności mocno zurbanizowane ośrodki miejskie. Smog nie jest już tylko uciążliwym utrudnieniem codziennego życia, ale także realnym zagrożeniem dla zdrowia.

Nowy rok nie przyniósł stolicy Dolnego Śląska dobrych wieści. Według portalu AirVisual.com, kontrolującego jakość powietrza, w piątek 9 oraz w sobotę 10 lutego odnotowano fatalne wyniki: ilość pyłu PM2,5 oraz PM10 ponad 8-krotnie przekroczyła dopuszczalne średnie dobowe stężenie. Rezultaty te potwierdziły niechlubną dominację Wrocławia nad Kalkutą, Hanoi czy Krakowem w rankingu najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Skalę problemu potwierdza również fakt, że mimo upływu tylko dwóch miesięcy można już mówić o najbardziej zanieczyszczonym dniu 2018 roku.

Z czym mamy do czynienia?
Smog to poważny problem, który nie pojawia się z dnia na dzień. Jest on zjawiskiem nienaturalnym, powstałym wskutek działań człowieka. Stan, w jakim aktualnie znajduje się Wrocław, to efekt kilkuletniego spalania niskiej jakości węgla, nieodpowiedniego drewna czy biomasy. W procesie palenia tych materiałów powstają szkodliwe drobiny, związki chemiczne oraz pyły, które unoszą się w powietrzu. W okresie od października/listopada do zakończenia sezonu zimowego pojawia się tzw. smog klasyczny. Jest to bezpośrednio związane z niskimi temperaturami, gdy zapotrzebowanie na ciepło w gospodarstwach domowych jest największe. Według danych Urzędu Miejskiego Wrocławia piece, z których korzystają wrocławianie, generują ponad 62% zanieczyszczeń powietrza. Dla porównania, przemysł wytwarza tylko 12% (czyli 50% mniej niż domy). Do tego dochodzi trzeci sprawca, de facto również będący wpływem działalności mieszkańców – za pozostałe 25% obwinia się samochody wytwarzające trujące spaliny.

Koniec sezonu grzewczego to nie koniec problemu
W okresie letnim sytuacja zmienia się, choć wcale się nie poprawia. – Problem smogu jest całoroczny. To nie tylko wynik palenia w piecach, ale też m.in. nadmiernej liczby samochodów – mówi dr hab. Tomasz Zatoński, zastępca kierownika kliniki otolaryngologii wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dlatego wiele miast decyduje się zwiększanie transportu miejskiego zasilanego energią elektryczną, zmniejszając potrzebę używania aut i promując jazdę w kilka osób do pracy. W okresie letnim w produkcji zanieczyszczeń na pierwsze miejsce wysuwają się pojazdy i pojawia się smog tzw. komunikacyjny. Spaliny samochodowe zawierają szkodliwe związki, takie jak tlenki węgla, azotu czy siarki (pierwiastek ten przeważa w polskich miastach, co przyczyniło się do powstania smogu siarkowego), metale ciężkie, ozon czy pył. W godzinach szczytu komunikacyjnego, gdzie na ulicach samochodów jest najwięcej, produkty spalania paliwa w dużych ilościach w obecności światła wchodzą w reakcję chemiczną, w wyniku której wytwarzane są niebezpieczne przeciwutleniacze oraz ozon. Do tego dochodzi również gęsta zabudowa Wrocławia, która nie sprzyja tworzeniu się wiatrów.

Mieszkańcy winnymi zanieczyszczeń
Niestety, to sami mieszkańcy przyczyniają się w głównej mierze do powstawania szkodliwych oparów. Aby zminimalizować koszty ogrzewania, spalają w piecach praktycznie wszystko: pocięte ubrania, lakierowane drewniane meble, plastikowe butelki, kolorowe czasopisma i wiele innych śmieci. W styczniu tego roku ekopatrol Straży Miejskiej Wrocławia przeprowadził 788 kontroli: nałożono 14 mandatów na sumę 3100 złotych, a w dwóch przypadkach sprawy zostały skierowane do sądu. W dniach od 12 do 18 lutego strażnicy sprawdzili 267 posesji: w ciągu tygodnia wystawiono 7 mandatów (w sumie na 800 złotych), w jednym przypadku sprawę skierowano do sądu. Dziennie, szczególnie gdy temperatura spada, 30 pracujących w lutym strażników otrzymuje nawet do 100 zgłoszeń o spalaniu śmieci. Niektóre przypadki rozpatrywane są dzień później, ponieważ jest ich zbyt wiele. Po kilku dniach od kontroli strażnicy sprawdzają, czy mieszkańcy zastosowali się do zakazu i zaprzestali spalania śmieci. Za palenie śmieci grozi mandat nawet do 500 złotych.

Jak smog wpływa na zdrowie?
Nawet krótkotrwały kontakt ze smogiem może mieć bardzo negatywne skutki. U osób zdrowych wywołać może stany zapalne, podrażnienia dróg oddechowych i spojówek, zmęczenie czy zapalenie płuc. W przypadku osób cierpiących na choroby przewlekłe, np. astmę, zanieczyszczenia mogą być nawet przyczyną śmierci. Według Europejskiej Agencji Środowiska z powodu smogu rocznie dochodzi do ponad 45 tysięcy przedwczesnych zgonów – to 15 razy więcej niż śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych.

Według Krzysztofa Smolnickiego, działacza Dolnośląskiego Alarmu Smogowego, w naszym regionie z powodu zanieczyszczeń powietrza rocznie umiera około 3000 osób, z czego 1000 w samym Wrocławiu. Statystycznie obywatel Polski żyje o 9 miesięcy krócej, bo oddycha zanieczyszczonym powietrzem.

Miasto kontra czarny olbrzym
Na szczęście Wrocław rozpoczął walkę z trującymi czarnymi chmurami. 29 listopada sejmik województwa dolnośląskiego przyjął aż trzy uchwały antysmogowe. Pierwsza dotyczy stricte Wrocławia (pozostałe to uchwały dla uzdrowisk oraz pozostałych gmin regionu). W jej myśl od 1 lipca 2018 roku w mieście ma obowiązywać bezwzględny zakaz stosowania najgorszej jakości paliw oraz używania instalacji korzystających z nich.
Mimo to nie zabrakło głosów krytyki. Błędy działań wytykają wrocławscy ekolodzy: – Cieszymy się, że prezydent Dutkiewicz wyraził swoje poparcie dla uchwały i zapowiedział przeznaczenie 300 milionów złotych na wymianę pieców. Ale nie możemy czekać z realizacją tego ambitnego programu do 2028 roku. Nie stać nas na tysiąc zgonów rocznie – w ten sposób do uchwały odniósł się Krzysztof Smolnicki. Ekolog negatywnie ocenia długi okres realizacji najważniejszej części uchwały, czyli wymiany pieców – tzw. kopciuchy (piece poniżej 3. klasy) planowo mają zostać całkowicie zastąpione do 2024 roku, pozostałe (czyli piece 3., 4. oraz 5. klasy) do roku 2028.

Inwestycje w sieć ciepłowniczą
Jednym z dobrych sposobów na walkę z zanieczyszczeniami jest rozbudowywanie sieci ciepłowniczej we Wrocławiu. Aktualnie jej długość to prawie 520 kilometrów. Pokrywa obecnie aż 62% zapotrzebowania na ciepło – 10 lat temu było to zaledwie 45%. W 2006 roku przejęta została przez firmę Fortum, która od tamtej pory przeznacza rocznie kilka milionów złotych na podłączanie do sieci nowych obiektów. W 2016 r. koszty wyniosły ponad 30 mln złotych, a Fortum dostarczyło wrocławianom ponad 6,1 mln GJ ciepła. Od stycznia do końca września minionego roku do sieci podłączono 50 budynków.

Program KAWKA
W walce ze smogiem Wrocław zobowiązał się do pokrycia 70% kosztów związanych z likwidacją pieców węglowych. Jest to tzw. program KAWKA. W ten sposób miasto zamierza pomóc mieszkańcom, których nie stać na pokrycie w całości opłat za nowe, nieszkodliwe paleniska. Dotacja obejmuje trwałą likwidację systemu grzewczego opartego na paliwie węglowym, a w zamian zagwarantować ma podłączenie do miejskiej sieci ciepłowniczej, wymianę na ogrzewanie gazowe, elektryczne czy dostęp do odnawialnych źródeł energii. Modernizacja starych pieców jest rozwiązaniem problemu niskiej emisji.

W programie udział wziąć mogą zarówno osoby prywatne, jak i przedsiębiorstwa. Wnioski o dotacje z programu składać można do 27 kwietnia 2018 r. w sekretariacie Wydziału Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miejskiego Wrocławia lub przesłać na adres: Wydział Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.
Program wymiany pieców to w teorii świetna idea, ale w praktyce już niekoniecznie. – Co z tego, że zaproponujemy biedniejszym mieszkańcom wymianę pieców, jeśli nie będzie ich stać na opłacenie rachunków za gaz czy prąd. W mojej opinii trzeba przygotować jakiś kompleksowy program dopłat do ogrzewania dla najbiedniejszych. Musi się to odbyć we współpracy z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej, który już w tej chwili wspomaga mieszkańców, których nie stać na ogrzewanie, głównie przez dopłaty do zakupu węgla. Z jednej strony miasto chce walczyć z problemem, z drugiej kupuje mieszkańcom węgiel… – mówi Bartosz Jungiewicz, działacz społeczny, lider projektów Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego.

Kreatywna eko-edukacja najmłodszych
Ważne, aby o problemach środowiska uświadamiać również najmłodszych. Dobrym sposobem na spopularyzowanie tematyki zanieczyszczeń wśród dzieci jest konkurs „Bądźmy eko dla Wrocławia”. Jego organizatorem jest fbserwis, a patronat nad nim objęli prezydent Wrocławia oraz Ekosystem. Celem konkursu jest edukacja uczniów szkół podstawowych, dotycząca segregacji śmieci. Dzieci, które w młodym wieku przyswoją właściwą wiedzę na temat odpowiedniego podziału odpadków, w przyszłości będą mogły uniknąć sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się Wrocław.

Komentuje Bartosz Jungiewicz, działacz społeczny, lider projektów Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego:
W mojej ocenie bardzo ważne jest informowanie mieszkańców o tym, jakie jest zanieczyszczenie w ich bezpośredniej okolicy. To motywuje ludzi do działania i np. wywarcia presji na sąsiadów, którzy palą paliwami niskiej jakości. W WBO 2016 i 2017, wraz z Moniką Glińską i Patrykiem Hałaczkiewiczem, próbowaliśmy składać projekty na montaż dodatkowych stacji monitoringu powietrza. Za każdym razem miasto nie dopuszczało możliwości poddania tego typu projektów pod głosowanie, uzasadniając to tym, że pokrywają się one z realizowanymi działaniami miasta. Zapewniano nas np., że gmina planuje rozmieszczenie w kilku punktach miasta dodatkowych tablic informacyjnych, podających aktualne stężenia zanieczyszczeń. Po dziś dzień się to nie stało. Jakiś czas na tablicach ITS pokazywane były informacje o stanie jakości powietrza, ale ostatnio znowu zniknęły.

 

HANNA GALIK