Ratownicy Żywności – tak mówią o sobie. Czym się zajmują? Jak do nich dołączyć? Czy wrocławianie marnują jedzenie? Rozmawiamy z Ewą Pakułą – Chmiel, wolontariuszką grupy Foodsharing Wrocław.

Marta Muraszkowska: Życie zgodnie z ideą zero – waste staje się coraz bardziej popularne. Są działania skupione na przekazywaniu niepotrzebnych ubrań, zabawek czy przedmiotów codziennego użytku Czym wy się zajmujecie?

Ewa Pakuła – Chmiel: Jesteśmy nieformalną grupą ludzi skupionych wokół wspólnego celu – ratowania jedzenia. Stawiamy w przestrzeni miejskiej jadłodzielnie: lodówki, w których każdy może pozostawić nadającą się do spożycia żywność, każdy również może się poczęstować produktami pozostawionymi przez innych. W tej chwili opiekujemy się we Wrocławiu siedmioma punktami. Przejmujemy także żywność od naszych stałych lub okazjonalnych partnerów i zawozimy ją do jadłodzielni.

– Kto przekazuje wam żywność?

– Odbieramy jedzenie z imprez okolicznościowych,  spotkań firmowych, targowisk. Mamy też kilku stałych partnerów, którym leży na sercu niemarnowanie żywności, a specyfika ich działalności nie pozwala na idealne zaplanowanie ilości towaru. Czasami jakaś część ich produktów pod koniec dnia zostaje niesprzedana. Umawiamy się wtedy po prostu na kontakt telefoniczny, gdy zachodzi taka potrzeba. Zawsze staramy się wstępnie ustalić ilość oraz rodzaj żywności, którą będziemy odbierać, by lepiej przygotować się logistycznie- chodzi o odpowiednie opakowania czy ilość wolontariuszy potrzebnych do przewiezienia żywności.

– Pamiętasz jeszcze swój pierwszy odbiór?

– Tak, zaprosiła nas firma cateringowa. W przypadku większych imprez firmowych zdarza się, że jedzenia jest zamawiane więcej, niż goście ostatecznie zjadają. Gdy dojechałam na miejsce – do dziś pamiętam ten widok: stoły zastawione mięsem, potrawami z grilla, bemary zup. Część produktów nie była w ogóle przetworzona – jak ryby, przygotowane do grillowania. To wydarzenie było dla mnie trudne emocjonalnie, bo unaoczniło mi, jaka jest skala problemu. Wiedziałam, że marnujemy jako społeczeństwo dużo jedzenia, ale liczba kilku milionów ton zmarnowanej rocznie w Polsce żywności to nadal tylko sucha liczba. Na mnie widok tych niezjedzonych potraw wywarł ogromne wrażenie i pokazał, jak ważne i potrzebne jest to, co robimy. Działam w Foodsharing Wrocław już drugi rok i bardzo mnie to wciągnęło.

Fot. Foodsharing Wrocław

– Masz jakieś inne, ciekawe wspomnienia?

– Po pewnym wydarzeniu miejskim odebraliśmy kawałki gigantycznego, trzypiętrowego tortu. W zeszłym roku pojechaliśmy po jedzenie z wigilii firmowej. Było bardzo dużo barszczu, pierogów, bigosu i innych tradycyjnych dań. Przełożyliśmy jedzenie do pudełek, opisaliśmy zawartość i datę przygotowania i przewieźliśmy je do jednej z jadłodzielni. Krótko po naszym dotarciu na miejsce zjawiło się wiele osób chętnych, by się czymś poczęstować. Pewna pani rzuciła się na szyję mojemu mężowi, zaczęła go ściskać i dziękować za przywiezienie tego jedzenia i za to, co robimy jako inicjatywa. Dzięki tej sytuacji poczuł się bardzo doceniony. Do dziś działa razem ze mną.

– Odbieracie jedzenie i zawozicie je do swoich punktów, dobrze rozumiem?

– Jedzenie do jadłodzielni trafia nie tylko poprzez ratowników żywności. Jest przestrzenią dostępną dla wszystkich i coraz częściej zdarza się, że pokarm wkładają tam osoby indywidualne. Informacje o produktach, które my jako wolontariusze Foodsharing Wrocław zawozimy do lodówek, można znaleźć na Facebooku, na grupie Dziel się i częstuj jedzeniem! Foodsharing Wrocław. Podajemy tam informację o jedzeniu pozostawionym w konkretnej lokalizacji . Żywność odbierając głównie okoliczni mieszkańcy. Czasami widzimy, że ktoś wygląda przez okno, ktoś wstaje z ławki i podchodzi do lodówki się poczęstować. Ale zdarza się, że ktoś jedzie z innej części miasta np. do lodówki przy ul. Gajowickiej czy Mińskiej, bo jest tam obfita dostawa warzyw. Nie ma rejonizacji, można odebrać wracając z pracy, zatrzymując się gdzieś po drodze. Działa zasada „kto pierwszy, ten lepszy” – nie rezerwujemy żywności ani nie robimy żadnych paczek z dostawą w konkretne miejsce. Zwykle pozostawione produkty znikają w ciągu godziny. Bardzo nas to cieszy, bo taki jest sens naszego działania – aby ktoś je zjadł zanim się zepsują .

– Żywność, którą przekazujecie, jest przeznaczona dla osób potrzebujących?

– Nie. Nam chodzi o jedzenie, a nie o osoby, które je zabierają. Z jadłodzielni może skorzystać każdy – niezależnie od statusu społecznego czy majątkowego. Nie dociekamy czy odbiorcą produktów jest  osoba w kryzysie bezdomności czy prezes, osoba uzależniona czy matka z dziećmi.

– Wyobrażam sobie, że musi to budzić pewien opór społeczny.

– Tak! Na początku bardzo dużo czasu zajęło nam tłumaczenie, że to nie jest jedzenie dla osób ubogich czy bezdomnych, tylko dla wszystkich. Zresztą nadal często prowadzimy internetowe dyskusje na ten temat – czytamy, że  jedzenie zabrał ktoś, kto nie wyglądał  na „potrzebującego”. Odpowiadamy wtedy, że każdy może żywność przynieść oraz zabrać i zjeść, niezależnie od nieokreślonych kryteriów bycia osobą potrzebującą. Nie zachęcamy także nikogo, aby kupował jedzenie specjalnie do lodówek z myślą o ich zaopatrzeniu. Natomiast, jeśli upiekliśmy na święta trzy blachy makowca, którego nikt nie zje, to warto już wcześniej pomyśleć, że można część zanieść do jadłodzielni, zanim będziemy musieli to wyrzucić. Skupiamy się na tym, żeby jedzenia nie marnować, szanować je i dzielić się, jeśli mamy jakieś nadwyżki.

fot. Foodsharing Wrocław

– Chciałabym, aby w mojej okolicy działała lodówka jadłodzielni – co muszę zrobić?

– Należy przede wszystkim znaleźć punkt, w którym mogłaby stać. Warto skontaktować się ze swoją radą osiedla, centrum aktywności lokalnej lub inną instytucją, która mogłaby wspierać taką inicjatywę. Ktoś musi użyczyć prądu. Najlepiej aby miejsce było bezpieczne i dostępne całą dobę bo często dostawy robimy późnym wieczorem. Kiedy lokalizacja jest ustalona, najlepiej skontaktować się z nami. Sami szukamy lodówki, transportujemy ją, często na barkach wybłaganych o pomoc mężów czy rosłych przyjaciół. Podłączamy, robimy huczne otwarcie a potem dbamy jak o własne, domowe – myjemy je, uzupełniamy zepsute czy brakujące części, naprawiamy obudowy.. Stawiamy je w zasadzie z własnych funduszy, czasami udaje się znaleźć sponsora, zdarza się, że finansują je rady osiedli. Szukamy lodówek używanych, w dobrym stanie, naklejamy na nie swoje logo oraz zasady korzystania z jadłodzielni. Serdecznie zapraszamy wszystkich do odpowiedzialnego korzystania z nich.

– Wspomniałaś o tablicach informacyjnych. Jakie są te zasady korzystania z jadłodzielni?

Regulamin korzystania z naszych punktów był konsultowany z Sanepidem. Nie powinno się w nich pozostawiać surowego mięsa, ryb czy produktów zawierających surowe jaja ani produktów o przekroczonym terminie przydatności do spożycia. Czyli produkty z datą oznaczoną jako „najlepiej spożyć przed” są jak najbardziej w porządku, ale produkty z przekroczoną datą „należy spożyć przed” nie powinny trafić do lodówki. Jeśli do jadłodzielni trafiają dania przygotowywane samodzielnie to na opakowaniu powinien się znaleźć opis zawartości oraz data przygotowania. Super byłoby zawarcie informacji o tym czy potrawa jest wegańska. Niedawno zadzwonił do nas pan, który chciał uratować przed zmarnowaniem 16 kilogramów surowej wołowiny w formie burgerów. Nawet  przywiózł ją osobiście, tak bardzo mu zależało, żeby została wykorzystana. Nie mogła jednak być przekazana w takiej formie, więc jedna z naszych wolontariuszek, Agnieszka, wysmażyła z tego gotowe burgery, które popakowane trafiły ostatecznie do jadłodzielni.

– Ilu jest we Wrocławiu Ratowników Żywności? Jak można do was dołączyć?

– Jest nas ta naprawdę niewielu. Częściowo jest to spowodowane pandemią – studenci, którzy nas wspierali jako wolontariusze, powyjeżdżali do rodzinnych domów. Aby do nas dołączyć wystarczy właściwie motywacja. Posiadanie samochodu jest ogromnym wsparciem, bo łatwiej logistycznie ogarnąć spory odbiór jedzenia, ale można robić odbiory  pieszo lub rowerem. Do umycia i sprawdzenia stanu technicznego jadłodzielni wystarczy bystre oko. Przyszłych ratowników pytamy o możliwości czasowe i okolice, w których ktoś bywa w danym przedziale czasowym. Często zdarzają się szybkie akcje – trzeba gdzieś być w ciągu godziny. Wtedy szukamy osoby, która ma tam najbliżej. Dołączyć może każdy, najlepiej jest skontaktować się przez naszą stronę na Facebooku- Foodsharing Wrocław.

– Masz jakieś foodsharingowe marzenia?

– Powtórzę je za niemiecką grupą  – chciałabym, aby nasze lodówki stały puste. Byłby to znak, że oduczyliśmy się nadprodukcji żywności, nadmiernego kupowania i marnowania. Do tego czasu – zapraszamy wszystkich do dzielenia się i częstowania jedzeniem z jadłodzielni.