„Tu nic nie będzie! Nic nie będzie!”Agata Bulicz i Grzegorz Stadnik nadal wspominają, że były to pierwsze słowa, które usłyszeli od sąsiadów, kiedy zaczynali pracę w Centrum na Przedmieściu. Ale coś jest. I to coś wyjątkowego na skalę miasta. Centrum to nie tylko jeden z najważniejszych wrocławskich ośrodków wspierających NGO ale także bliskie, „swojskie” miejsce, które na zawsze zmieniło życie mieszkańców części Przedmieścia Oławskiego.

Budynek Centrum, położony w podwórku między ulicą Prądzyńskiego a Kościuszki, znajduje się w dziewiętnastowiecznym budynku, pełniącym kiedyś rolę… stajni. Jeszcze dwa lata temu była to ruina.

Historia Centrum na Przedmieściu, i innych, lokalnych Centrów Aktywności Lokalnej, bo jest ich tutaj trzy, jest raczej mało romantyczna. – mówi Agata Bulicz z Dolnośląskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. – W 2014 roku wyszła ustawa o rewitalizacji, zaczęła ona być definiowana nie tylko jako remonty budynków, ale przede wszystkim jako zmiana mentalności ludzi. Dzięki temu, jak widać to bardzo dobrze na Nadodrzu, wiele kamienic, dużych obiektów zostało przekazane w ręce organizacji pozarządowych. Tak po prostu musiało być. Tak się stało z budynkiem, w którym się znajdujemy.

Dzięki, miedzy innymi, środkom unijnym oficyna została wyremontowana. Powstała tutaj ogromna przestrzeń kulturalna – społeczna. Jest to 1200m2 przestrzeni, które są do dyspozycji organizacji pozarządowych oraz mieszkańców. Otwarcie nastąpiło 6 marca. Było na nim 300 osób, wstęgę przecinał prezydent Jacek Sutryk.

Utrzymane w jasnych barwach wnętrza centrum są harmonijne, choć niezbyt przytulne. fot. Marta Muraszkowska

Dwa tygodnie później Centrum zostało zamknięte

Startowaliśmy w trudnym czasie ale mam poczucie, że to był moment dobrej inwestycji. Sprawdziliśmy się w warunkach kryzysowych. – opowiada Grzegorz Stadnik, pracownik Centrum. – Bardzo szybko zabraliśmy się za organizację pomocy humanitarnej. Wspieraliśmy osoby, które miały problem z wyjściem z domu. Współpracowaliśmy z firmami, które dostarczały nam gotowe obiady. Dostarczano tutaj 40 zestawów co dwa dni, pojawili się wolontariusze z osiedla, którzy roznosili je do osób starszych, samotnych matek czy rodzin wielodzietnych. W zasadzie po całym Przedmieściu. Tak zaczęliśmy naszą lokalną przygodę, dzięki temu udało się zdobyć zaufanie i popracować trochę w terenie. Zaczęliśmy być widoczni. Bardzo szybko zbudowaliśmy zespół.

Po otwarciu i dość głośnym zamknięciu udało się w maju i czerwcu zorganizować pierwsze animacje. Przez całe wakacje działał program wsparcia dla dzieci i młodzieży. Był tutaj też Brave Festival „Pod wrocławskim niebem” – w tym roku nie przyjechali goście z zagranicy. Uczestnikami były dzieci z Przedmieścia Oławskiego, przygotowali w dwóch grupach wiekowych programy artystyczne.

– Zaczęliśmy się spotykać z sąsiadami, robiliśmy festyny, koncerty. Była na przykład operetka na tarasie. – mówi Grzegorz Stadnik. – Jesteśmy naprawdę blisko sąsiadów, mogli obejrzeć występ z domu. Był taki moment, że w każdym oknie ktoś stał. Na dzień sąsiada przygotowaliśmy skrzynki z kwiatkami, z całym systemem mocującym. Rozdaliśmy je mieszkańcom na parapety, na najbardziej obskurną, odrapaną kamienicę. W lecie była tutaj zatem ściana kolorowych, pachnących surfini. I tak powoli, powoli sąsiedzi zaczęli do nas wychodzić. Jak tutaj zaczynaliśmy przychodzić w styczniu czy w lutym to sąsiad, Andrzej, stał w oknie, palił papierosa i mówił „Tu nic, nie będzie! Nic nie będzie!”. A dziś jego żona, Ala, przyniosła nam ceramiczne aniołki. Przygotowała ogródeczek pod blokiem. A potem drugi sąsiad zrobił drugi oródeczek. I tak powoli, powoli…

Zmiany w “Klubie Dżentelmena”

Centrum zostało zaprojektowane także jako przestrzeń sąsiedzka. Bardzo bliska, niezwykle wręcz bliska, bo miedzy nami a kamienicami jest może pięć metrów. – opowiada Agata Bulicz. – Stojąc na tarasie ma się wrażenie, że można dotknąć ściany. Dzięki temu, wychodząc z Centrum, wpadamy na sąsiadów i mamy z nimi całkiem dobre relacje. Mam wrażenie, że nawet lepsze, niż oni mają ze sobą nawzajem. Od naszego pojawienia się mamy mniej psich odchodów na chodnikach. Sąsiedzi sami z siebie zagospodarowali ogródeczki. Pytają o Gregora i Darię, „bo jest sprawa” – jak ich nie ma to i nie ma sprawy, ze mną nie chcą rozmawiać. Zaraz obok Centrum spotyka się lokalny „Klub dżentelmena”, kilku panów pijących tam alkohol. Właściwie to jedyna grupa, która w miarę regularne wychodzi z domów i prowadzi jakieś życie towarzyskie. Zanim tutaj przyszliśmy, rozchodzili się po tych komórkach, śmiecili, a teraz…? Wszystko zostało pomalowane, powiesili sobie flagę Śląska, niedawno wołali mnie, żebym zobaczyła malunki na ścianach. Żeby było śmieszniej ma to też wymiar ekologiczny, „zero waste” bo wszystko, co tam się znajduje, zostało znalezione na śmietnikach. Płotki, dosadzanie roślin, beczka na deszczówkę. Całe zagospodarowanie terenu dookoła – to nie my zrobiliśmy, to mieszkańcy. Zaczęli to odnawiać jak się tutaj wprowadziliśmy.

Postaranie Centrum stało się inspiracją do zadbania o przestrzeń podwórka. fot. Marta Muraszkowska

Ludzie czują, że to dla nich szansa

– Moim zdaniem jest to miejsce, które powstało w idealnej lokalizacji. – mówi Kornelia Kalajew, sąsiadka. – Mimo, że zostało otwarte całkiem niedawno, to odniosło już wiele sukcesów wśród lokalnej społeczności. Większość rodziców dzieci w wieku szkolnym miało problem ze znalezieniem miejsca w bliskiej okolicy, które prowadzi rozmaite zajęcia dla maluchów. W Centrum odbywają się różnego rodzaju prezentacje, warsztaty czy konsultacje o każdej tematyce, każdy znajdzie coś dla siebie. Już nie wspomnę o czymś co jest dla mnie największym “hitem”! Centrum udostępnia niezbędne akcesoria, sprzęt i pozostałe wyposażenie do organizacji np. lokalnych festynów lub innych wydarzeń rozrywkowych, zupełnie za darmo.

Ludzie czują, ze dla nich to jest szansa. Nie jesteśmy ani konkurencją, ani przeciwnikiem, jesteśmy dla nich. – opowiada Grzegorz Stadnik. A Kornelia Kalajew dodaje:

Początkowo nie wzbudzało to mojej szczególnej uwagi czy entuzjazmu, ale obserwując działania i efekty ich pracy dosłownie zza płotu, wydaje mi się, że dzięki pozyskaniu motywacji lokalnej społeczności do zmian, rozwoju i dbania o nasze otoczenie, Przedmieście Oławskie z czasem zacznie stawać się coraz bardziej atrakcyjne i przyjazne dla mieszkańców.