W pierwszej części artykułu pisałam o praktycznych, codziennych ćwiczeniach, które pomogą Ci wzbudzić się twórczo. Tym razem mam dla Ciebie kilka wskazówek dotyczących tego, jak tchnąć nowe życie w swoją kreatywność i co zrobić, żeby w pełni czerpać z tego zasobu.

Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”

Jednym z częstych błędów, jakie popełniają osoby, które stawiają swoje pierwsze kroki twórcze, jest bierne oczekiwanie na tak zwaną „wenę”. Wyobrażamy sobie to mniej więcej tak, że pewnego wieczoru (choć może być i poranek), prawdopodobnie w najmniej odpowiednim momencie poczujemy to magiczne COŚ. Rozstąpią się chmury, rozbrzmią chóry anielskie i na promieniu kosmicznego światła spłynie wprost do naszej głowy jakiś fenomenalny pomysł. Obojętnie na co – może to być piosenka, książka, obraz czy nowy rodzaj kremu do ciasta. W oczekiwaniu na to niezwykłe wydarzenie pozostajemy bierni, bo przecież wydaje nam się, że i tak nie można go ani przyspieszyć, ani przewidzieć, ani tym bardziej zaplanować. Dla zabicia czasu oglądamy kolejny program w telewizji czy w nieskończoność przeglądamy najnowsze posty w mediach społecznościowych. I tak siedzimy, czekamy, a weny jak nie było, tak nie ma. Może w takim razie to nie jest najlepsza droga?

Twoja kreatywność chce jeść

Jeśli chcesz tworzyć czy działać kreatywnie na jakimkolwiek polu, to skazywanie się na coś tak przypadkowego, jak opisane wyżej przypływy weny, nie jest najlepszym, co możesz dla siebie zrobić. Będziesz mieć niepomiernie więcej mocy twórczej, jeśli nauczysz się ten magiczny stan wywoływać w sobie dokładnie wtedy, kiedy chcesz. Wtedy, kiedy Ty tego potrzebujesz.

Od czego w takim razie zacząć? Najpierw warto sobie uświadomić, że kreatywność to taka bestia, która bardzo, ale to bardzo chce jeść. Kiedy jest syta, zrobi dla Ciebie wszystko – podsunie pomysł na tekst, podpowie, jaki prezent kupić tacie na święta (bo ileż można kupować skarpetki) czy rozwiąże problem tego, jak ciekawie spędzić kolejne pandemiczne popołudnie w domowych pieleszach. Kiedy jednak jest głodna, zwinie się w kłębek w ciemnym kącie i nie kiwnie nawet koniuszkiem ogona.

Co zatem jada ta bestia? I tu dobra wiadomość: kreatywność jest wszystkożerna. Nie wybrzydza, nie kręci nosem – wręcz przeciwnie, pochłonie to, co jej akurat zaserwujesz i ceni sobie w diecie różnorodność. Mam dla Ciebie 5 wskazówek, jak możesz jej tę różnorodność zapewnić.

1. Obserwuj, doświadczaj, czuj.

Cokolwiek robisz, wyostrz wszystkie zmysły. Przyglądaj się detalom otoczenia, zwróć uwagę na barwy i światło. Słuchaj dobiegających Twoich uszu dźwięków – zarówno w hałasie ruchliwej ulicy, jak i w ciszy na środku uśpionej na jesień łąki wiele może Cię zaskoczyć. Dotykając różnych rzeczy, zwróć uwagę na ich fakturę – może są miękkie i ciepłe, a może sztywne i zimne; może są chropowate, a może zupełnie „flafuśne”. Smakując, postaraj się poczuć każdy składnik potrawy. Odnotuj też zapachy, których zwykle nie dostrzegasz. Każdego dnia poświęć chwilę jakiemuś kawałkowi zmysłowej rzeczywistości, który na co dzień Ci umyka. Może się to okazać niezwykle inspirujące.

2. Postaraj się każdego dnia zrobić coś inaczej niż zazwyczaj.

Większość z nas ma swoje przyzwyczajenia, w jakimś stopniu poddajemy się rutynie. Jest to dla nas pod wieloma względami korzystne, bo oszczędza nam sporo czasu. Z drugiej jednak strony, usypia to naszą kreatywność. Dlatego wyjdź ze swojej strefy komfortu. Jeśli zwykle jeździsz do pracy autobusem, spróbuj pojechać rowerem. Wypij do śniadania herbatę zamiast kawy. Zrób sobie wolne w środku tygodnia. Przespaceruj się ścieżką, którą zwykle nie wpada Ci do głowy pójść. Zadzwoń do kogoś, z kim rzadko rozmawiasz. Zamiast zanurzać się w media społecznościowe, licząc, że może akurat trafi się coś interesującego, świadomie wyszukaj w internecie treści, które ciekawią Cię lub inspirują. Każde z tych działań może sprawić, że inaczej spojrzysz na pewne sprawy, że przyjdą do Ciebie tematy, które na co dzień nie przychodzą, że pojawią się nowe pomysły. Zmiana nie zawsze jest komfortowa, ale zazwyczaj działa na nas stymulująco i mobilizująco, nawet jeśli jest to zmiana niewielka. Jeśli siedzisz przed pustą kartką (dosłownie lub w przenośni) i nie możesz z siebie wycisnąć ani słowa, wstań i wyjdź z domu. Jest duża szansa, że wrócisz z jakimś pomysłem.

3. Pozostawaj w ruchu.

Wyobraź sobie, że chcesz przepchnąć z jednego miejsca w drugie wielkie, ciężkie pudło. Niewątpliwie najtrudniej będzie Ci je ruszyć z miejsca. Kiedy już Ci się to uda, dalej będzie znacznie łatwiej. To samo tyczy się działania twórczego. Najtrudniej jest zacząć – napisać pierwsze zdanie, narysować pierwszą kreskę, wbić pierwszy gwóźdź. Często ta trudność powoduje frustrację i zniechęcenie. Jeśli chcesz tego uniknąć, nie przestawaj działać. Nie rób sobie przerw od kreatywności. Tu z pomocą przyjdzie Ci codzienny trening, o którym pisałam w pierwszej części tego tekstu.

4. Zakwestionuj własne opinie, przekonania, własny gust.

Obejrzyj film, który bardzo lubisz i zastanów się, co można by w nim poprawić. Znajdź w internecie piosenkę, która Ci się nie podoba, i poczytaj zamieszczone pod nią komentarze, skupiając się na tych pozytywnych. Przeczytaj artykuł ze strony, na którą zwykle nie zaglądasz, bo nie zgadzasz się z reprezentowanymi przez nią poglądami – spróbuj znaleźć w tym artykule coś, z czym się zgodzisz. Może to przynieść Ci wiele ciekawych przemyśleń.

5. Zastanów się, czego Ci brakuje w szeroko rozumianej sztuce czy kulturze.

Wyobraź sobie, że masz niezbędne środki – budżet, doświadczenie, zespół ludzi – żeby stworzyć dzieło, jakiego jeszcze nikt nie stworzył. Może nikt nigdy nie nagrał piosenki na pewien temat, który Tobie wydaje się ciekawy? Może jakaś książka, którą znasz, mogłaby być dużo lepsza, gdyby tylko miała inne zakończenie? Może nie zdarzyło Ci się jeszcze trafić na serial, w którym bohaterowie mieliby jakieś określone cechy? Może nikt jeszcze nie zaprojektował takiej futurystycznej marynarki o geometrycznej formie, jaka marzy Ci się od lat? Znalezienie tego brakującego artystycznego puzzla, który by Cię uszczęśliwił, może być źródłem ciekawych inspiracji do Twoich własnych działań twórczych.

Kilka rad na koniec

Kreatywność to co prawda żarłoczna bestia, ale nie jest jedną z tych, które (jak mój półroczny kot Antek) rzucają się na miskę i pochłaniają wszystko jednym haustem. Ta akurat bestia lubi powolutku, po kawałeczku przeżuwać, delektować się w spokoju każdym kęsem. Dlatego daj sobie czas. Nie oczekuj natychmiastowych efektów. Pozwól sobie nasiąknąć bodźcami i treściami, zanim zaczną one powoli wypromieniowywać na zewnątrz pod postacią pomysłów. 

Daj sobie również przestrzeń –na eksperymenty, na popełnianie błędów, na zmienianie zdania, na poszukiwanie. Nie oczekuj od siebie od razu spektakularnych efektów. W poprzedniej części artykułu przywołałam metaforę nauki jazdy na rowerze i tu do niej wrócę. Kiedy wsiadasz na rower po raz pierwszy, prawdopodobnie nie wyruszysz od razu na Tour de France. I to jest w porządku.

I tu najważniejsza rada, czy właściwie „przypominajka”. Najważniejsze jest to, żeby działania kreatywne sprawiały Ci przyjemność. Bo ta bestia, o której tu piszę, niespecjalnie lubi działać pod przymusem. Ona działa wtedy, kiedy jest jej fajnie z tym działaniem. Dlatego naucz się doceniać każdy etap na drodze swojego rozwoju twórczego – niezależnie od tego, czy są to Twoje pierwsze kroki, czy jubileusz 25-lecia działań scenicznych. Czerp z tego dla siebie jak najwięcej. Twoja kreatywność to lubi.