Kiedy rozmawiam z ludźmi o pisaniu piosenek – czy to podczas warsztatów piosenkopisarskich, czy towarzyskiej pogawędki – często słyszę pytanie, skąd one właściwie się biorą. Jak to jest, że takiej piosenki nie było, a nagle jest? Skąd się bierze pomysły? Jak to się dzieje, że w którymś momencie myślisz sobie: moja następna piosenka będzie właśnie o tym? Myślę, że to samo pytanie można by zadać każdemu artyście, niezależnie od tego, co tworzy. A odpowiedzią jest: inspiracja. 

Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”

Twórczość (szczególnie w dzisiejszych czasach, w których wydaje się, że wszystko już było), nie polega na tym, że jest próżnia, bezkresna otchłań z niczym w środku i nagle wchodzi w nią artystka czy artysta, wypowiada jakieś zaklęcie i rzeczy się stają. Z niczego podobno można zrobić zupę, ale sztukę z niczego zrobić byłoby bardzo trudno. Twórczość polega raczej na tym, że taki artysta czy taka artystka wchodzi na strych pełen klamotów, wnosi tam też trochę własnych, a potem je jakoś pomysłowo ustawia. Część wyrzuca, część odkłada na później, niektórym nadaje nowe zastosowanie, a inne zestawia ze sobą tak, jak jeszcze nikt ich nie zestawił. Jeśli więc masz wielką ochotę coś stworzyć, ale nie bardzo masz pomysł, co by to mogło być, zacznij zbierać klamoty.

Gdzie szukać klamotów?

Zdarza się, że inspiracją na przykład do napisania tekstu piosenki staje się jedno konkretne słowo. Czasem ze względu na jego znaczenie, czasem brzmienie, a czasem jedno i drugie. Może są jakieś słowa, które szczególnie lubisz? To one właśnie mogą być Twoimi klamotami. Poprzyglądaj im się i zobacz, czy nie da się ich na coś przerobić – na przykład na jakiś tekst, film czy obraz. Słowa, oprócz znaczeń, mają własną melodię, charakter i rytm, które pozwolą ci nie tylko wyrazić tekstem myśl chodzącą ci po głowie, ale i zdecydować o formie, w jakiej tę myśl podasz.

Moja fascynacja pojedynczymi słowami dała początek niejednej piosence. Mój ulubiony przykład to angielskie słowo murmuration. Po pierwsze w moim odczuciu przepięknie, muzycznie wręcz brzmi. Po drugie ma ciekawe i bardzo odległe od siebie znaczenia, bo z jednej strony oznacza szmery, pomruki, a z drugiej… ławicę szpaków. I jak tak sobie nad tym słowem rozmyślałam, to te znaczenia ułożyły mi się we frazę, którą postanowiłam wykorzystać w piosence: murmurations of starling-winged thoughts, czyli szmery szpakoskrzydłych myśli. Ta fraza z kolei dała mi wyobrażenie klimatu, jaki chciałabym, żeby miał cały utwór. Te szpacze skrzydła skojarzyły mi się z czymś lejącym, onirycznym, magicznym i ciepłym, więc w takich brzmieniach szukałam swojej piosenki. Szukając, znalazłam jasny obój, lekko chrapiącą wiolonczelę i leniwą, półsenną melodię. I tak powstała piosenka “On a different string”.

Zapisuj piękne słowa, zaznaczaj gwiazdkami, dodawaj do ulubionych, delektuj się nimi. A potem je odkładaj, zapominaj i znów wracaj do nich raz na jakiś czas – może za którymś razem wpadnie Ci do głowy pomysł na to, jak je ciekawie poustawiać i czym udekorować.

Fascynującą kopalnią klamotów są też rozmowy z ludźmi – czy to z bliskimi przyjaciółmi, czy z obcymi w autobusie albo w sklepie. Czasem padają w tych rozmowach zdania, których wyobraźnia by nam za skarby świata nie podpowiedziała. Piękne i poetyckie albo zadziorne i zabawne. Miej zawsze uszy szeroko otwarte – wychwytuj te zdania, zapisuj, przerabiaj, dopisuj do nich całe sceny i postacie. Karm nimi swoją kreatywność.

Jeden z moich ulubionych klamotów znalazłam na lekcji hiszpańskiego. Radośnie uczyłam się tego języka kilka lat temu. Niezbyt dobrze wychodziło mi opowiadanie o tym, jak umeblowany jest mój pokój, bo też mnie to szczególnie nie pasjonowało, ale z ogromnym entuzjazmem (i ambicją przekraczającą niejednokroć moje umiejętności) budowałam okrągłe, złożone literackie zdania, koniecznie z wartą lepszej sprawy głębią. Mówię tu na przykład o filozoficznych stwierdzeniach w rodzaju: “Taka jest naturalna kolej rzeczy” (es un ciclo natural de las cosas), prawdopodobnie w odpowiedzi na pytanie, dlaczego Juan kupił pomidory.

Jedno z moich zdań brzmiało: “W tym barze była zawsze druga w nocy”. Nie pamiętam już, dlaczego je powiedziałam, ale zaraz po tym, jak to zrobiłam, zdanie wylądowało na moim strychu z klamotami. Niedługo później przekułam je w piosenkę “Empty glass”, która zaczyna się od słów: “There is a bar in this city, where it’s always two a.m.”, czyli “Jest w tym mieście taki bar, w którym zawsze jest druga w nocy”. To zdanie stworzyło mi podstawę narracyjną – wymyśliłam bar, w którym czas stoi w miejscu, świece nigdy nie gasną, wino nigdy się nie kończy, a rozmowy trwają wieczność. Z tego miejsca mogłam zacząć snuć opowieść.

Kiedy pisałam tę piosenkę, brałam też udział w projekcie Cloud Writing. Jego założenie było takie, że wraz z innymi autorami (Felis Nana, Tomasz Łukasz Nowak i pomysłodawca projektu, Teo Dumski) spotykaliśmy się na regularne sesje pisarskie. Nasze spotkania zawsze odbywały się w miejscach publicznych – kawiarniach czy restauracjach, ale nie miały celu konsumpcyjnego (a przynajmniej nie był to główny ich cel), tylko twórczy. Przychodziliśmy na miejsce, siadaliśmy, chwilę rozmawialiśmy, a później otwieraliśmy laptopy i zaczynaliśmy pisać. Czasem narzucaliśmy sobie jakiś temat, a czasem pisaliśmy zupełnie swobodnie.

Pod koniec sesji czytaliśmy sobie wzajemnie nasze opowiadania i często byliśmy zdumieni ich efektami, bo zadziewał się między nami przedziwny przepływ energii. Czasem, nawet podczas sesji improwizowanych, bez ustalonego tematu, okazywało się, że opisaliśmy tę samą historię tylko z innych perspektyw. A czasem wszystkie opowiadania miały wspólny motyw przewodni albo nastrój. Tak jakbyśmy na te kilkadziesiąt minut na jakimś poziomie stawali się jednym piszącym organizmem. I właśnie o tym barze, w którym zawsze jest druga w nocy, powstały podczas tych sesji jeszcze dwa opowiadania: “Czekając, można coś przeoczyć”, które napisała Felis Nana i “Drugie” Tomasza Łukasza Nowaka.

Klamoty z cudzych strychów

Jedno z moich ulubionych ćwiczeń pisarskich to zanurzenie się w dzieła innych twórczyń i twórców (powieści, opowiadania, wiersze, piosenki i utwory instrumentalne, filmy, spektakle, obrazy, zdjęcia, rzeźby, gobeliny – co tylko) i potraktowanie ich jako punktu wyjścia do poszukiwania pomysłów na własną twórczość. Polecam Ci tę technikę, bo otwiera w głowie niesamowite przestrzenie. 

Nie musisz zaczynać z próżni. Poszukaj klamotów w swoim ulubionym muzeum – czy wręcz przeciwnie, w takim, do którego zwykle nie chodzisz. Albo zaczytując się fascynującą książką. Albo w otoczeniu pięknej natury. Albo słuchając jakiejś piosenki – nawet jeśli i Ty szukasz teraz pomysłu właśnie na piosenkę, to możesz słuchać bezpiecznie, bo nie napiszesz przecież takiej samej. A nawet jeśli napiszesz o tym samym, to na pewno inaczej. Dlatego, że tamtą piosenkę napisał ktoś. A tę napiszesz Ty. A to już czyni ją wyjątkową.

Im więcej klamotów będzie na Twoim strychu, tym większa szansa, że któryś z nich podsunie Ci jakiś pomysł i nagle coś, co do tej pory nie istniało, zaistnieje. I tylko jedna uwaga na koniec – jeśli w swojej twórczości wykorzystasz cudze klamoty, nie zapomnij wspomnieć o tym, prezentując światu swoje dzieło.

Foto główne: Green Chameleon on Unsplash