W życiu artysty przychodzi prędzej czy później taki moment, kiedy zapada decyzja: czas wyjąć dzieła z szuflady i wyjść z nimi do ludzi. Czas wydać te dzieci na świat. Jest to moment niełatwy z różnych powodów. Nie bez znaczenia jest to, że takie dzieci zaczynają natychmiast żyć własnym życiem – poza kontrolą ich twórców, poza ich jakimkolwiek wpływem. Ale często tym, co najbardziej spędza sen z powiek autorom tych dzieł, jest obawa o to, że zostaną one – a przy okazji ich “rodzice” – poddane ocenie. Jak sobie z tym poradzić?

Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”

Wszak nie jest to obawa oderwana od rzeczywistości. Każdy, kto publikuje swoją twórczość, czy upublicznia ją w jakikolwiek inny sposób, na przykład wystawiając ją na scenie, nieuchronnie spotka się z oceną. Wspaniale, jeśli będzie ona pozytywna (chociaż umiejętność przyjmowania pochwał to temat na osobny artykuł). Ale co zrobić, jeśli zdarzą nam się komentarze krytyczne?

Po pierwsze: krytyka czy hejt?

Kiedy już zdarzy nam się negatywny komentarz dotyczący naszej twórczości, to warto się zastanowić, czy ma on charakter konstruktywnej krytyki, czy zwykłego, pospolitego hejtu. Możesz do tego użyć kilku pytań filtrujących:

  • Czy komentarz dotyczy dzieła, a nie uderza w Ciebie osobiście (na przykład nie jest próbą wyciągnięcia ogólnych wniosków na temat Twoich przekonań, Twojej osobowości, w skrajnych przypadkach Twojej rodziny)?
  • Czy komentarz wyrażony jest w kulturalny sposób?
  • Czy osoba komentująca traktuje Cię z szacunkiem?
  • Czy komentarz jest przyjazny (a nie obraźliwy lub wrogi)?
  • Czy komentarz jest odpowiednio uargumentowany (nagłówki z internetu, artykuły ze stron z plotkami oraz memy nie liczą się jako argumenty)?
  • Czy komentarz ma na celu wywołanie pozytywnej zmiany?
  • Czy komentarz jest konkretny, na niskim poziomie ogólności?
  • Czy komentarz dotyczy czegoś, na co realnie masz wpływ?
  • Czy osoba komentująca stara się być w miarę obiektywna? W miarę, bo oczywiście każda ocena jest subiektywna, ale chodzi o to, żeby wykluczyć komentarze w rodzaju: “Ja osobiście nie znoszę zielonego i uważam, że każdy, kto go używa, jest amatorem”.

Jeśli na większość z tych pytań odpowiesz “tak”, jest szansa, że masz do czynienia z konstruktywną krytyką. Może z niej płynąć dużo dobrego. Jeśli nauczysz się z niej czerpać, to możesz dzięki niej spojrzeć na swoją twórczość z innej perspektywy, rozwinąć swoją wiedzę i umiejętności, doprecyzować lub rozszerzyć swój przekaz, albo wpaść na nowe, ciekawe pomysły.

Jeśli jednak na jedno lub więcej pytań odpowiesz “nie”, istnieje ryzyko, że przytrafił Ci się hejt, albo co najmniej krytyka destruktywna, czyli taka, której nie da się przekuć w nic pozytywnego, której celem jest tylko dokuczenie. W tym ostatnim przypadku czasem pomaga rozmowa, w której autorka czy autor komentarza będzie mieć szansę jaśniej przedstawić swoje intencje. Czasem jest tak, że są one dobre, ale zostały nieprecyzyjnie czy nieumiejętnie wyrażone (ułomność komunikacji online niestety nie ułatwia sprawy). Warto więc poświęcić chwilę na to, żeby spróbować przyjrzeć się prawdziwym intencjom krytykującej nas osoby. Kiedyś pod jednym z moich teledysków pojawił się komentarz, że “beznadzieja”. Poprosiłam o doprecyzowanie, co dokładnie jest beznadziejne. Autorka opinii po wymianie kilku życzliwie dopytujących komentarzy napisała w końcu, że piosenka jej się w sumie podoba, ciekawa aranżacja i fajny przekaz, tylko ona osobiście nie lubi, jak polscy artyści śpiewają po angielsku. I to już jest konkretna informacja, do której można się jakoś wewnętrznie (albo i zewnętrznie) odnieść. Do informacji “beznadzieja” odnieść się nie można. A co lepsze – nie trzeba.

Jeśli jednak jest to hejt, należy go po prostu zostawić, względnie, jeżeli przybiera formę gróźb lub nękania, zgłosić odpowiednim organom. Zapamiętaj, proszę: hejt nie jest krytyką. Jest agresją. To jest tak, jakby podczas spotkania z publicznością na Twoje “dzień dobry” ktoś odpowiedział uderzając Cię w twarz, albo rzucając w Ciebie zepsutym jajem. Nie musisz na to odpowiadać. Warto również uświadomić sobie, że hejt nie świadczy w żaden sposób o osobie, do której jest kierowany – świadczy raczej o jego autorze. Autorzy hejtu używają go do zaspokojenia własnych dążeń, a nie po to, żeby wnieść w czyjeś życie coś wartościowego. Dlatego nie ma sensu się hejtem interesować. Niech się nim martwią sami hejterzy, bo on należy do nich.

Po drugie: jak przyjąć krytykę konstruktywną?

Co zrobić, jeśli komentarz zda powyższy test i okaże się konstruktywny? Przede wszystkim postaraj się nie reagować defensywnie. Innymi słowy – nie wytaczaj od razu ciężkich dział, żeby obronić się przed otrzymanym komentarzem. A już na pewno nie przez atak, bo to prowadzi do – zwykle niepotrzebnej – eskalacji. Wsłuchaj się w otrzymaną opinię ze spokojem i zastanów się, czy gdyby tak odłożyć na bok poczucie krzywdy, zaatakowania czy nawet wstydu, to nie okaże się, że ta krytyczna opinia jednak coś wartościowego wnosi. Może pomoże Ci spojrzeć na sprawy inaczej niż dotychczas? Może pokaże Ci coś, na co zwykle nie zwracasz uwagi? Może skłoni Cię do zadania sobie istotnych pytań? Warto zastanowić się, czy z takiego krytycznego komentarza jesteś w stanie wyciągnąć coś pozytywnego. A jeśli tak, spróbuj to przyjąć z wdzięcznością.

Postaraj się też nie brać krytycznych komentarzy osobiście. Spróbuj odnieść je wyłącznie do kwestii, której dotyczą. Początkowo jest to trudne, szczególnie w odniesieniu do naszej twórczości, która przecież bardzo mocno wypływa z nas samych, z naszej wrażliwości, z tego, co skrywamy najgłębiej w środku. Ostatecznie jednak konstruktywna krytyka na temat Twojej piosenki, Twojego rysunku czy Twojego projektu butów jest dokładnie na temat tej rzeczy. Nie na Twój. Nie sprawia, że nagle nic nie umiesz i do niczego się nie nadajesz. Pozwala Ci natomiast spojrzeć na Twoje dzieło zewnętrznym okiem, czy usłyszeć je zewnętrznym uchem. I sprawdzić, czy ten obraz lub brzmienie Ci odpowiada, czy odpowiada Ci sposób, w jaki publiczność odbiera Twoją twórczość. W końcu decydując się na publikację swoich dzieł, robisz to również dla odbiorców, więc warto upewnić się, czy nie zamienia się to w zabawę w głuchy telefon, w której nadany przez Ciebie komunikat na końcu jest zniekształcony, czy wręcz nieczytelny.

Możesz sobie dać czas do namysłu. Nie musisz na krytykę odpowiadać od razu, kiedy targają Tobą emocje. Prawdę mówiąc, nie musisz na nią odpowiadać w ogóle. Nawet jeśli ją przyjmiesz, albo chociaż wyciągniesz z niej dla siebie jakiś mały kawałek, to nie obliguje Cię automatycznie do zdania na ten temat sprawozdania osobie krytykującej, koniecznie z wytknięciem w tym sprawozdaniu wszystkich swoich wcześniejszych błędów. To nie tak. Rozmawiaj wtedy, kiedy poczujesz gotowość – żeby dopytać, żeby poddać otrzymaną krytykę pod dyskusję, żeby ją zakwestionować czy też żeby wyrazić za nią wdzięczność.

Nie namawiam Cię jednak do unikania rozmowy, a do szczerości. Do jasnego postawienia sprawy, na przykład za pomocą magicznej formułki: “Dziękuję, że się ze mną tym dzielisz. Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć, żeby z tym trochę pobyć”. W tym czasie możesz myśleć, analizować, konfrontować tę opinię z własną intuicją, a nawet z innymi zaufanymi osobami. Odpowiedź przyjdzie we właściwym momencie, nie da się jej ponaglić.

Po trzecie: czy trzeba przyjmować krytykę?

No dobrze, ale czy to wszystko oznacza, że musisz słuchać za wszelką cenę opinii innych osób i koniecznie za tą opinią podążać? Otóż nie. Czasem konstruktywna krytyka skłoni Cię, żeby coś zmienić czy poprawić. Czasem jednak najlepsze, co może Ci dać, to pomóc Ci utwierdzić się w przekonaniu, że to, co tworzysz, jest dokładnie takie, jak chcesz, nawet jeśli nie spełnia to oczekiwań niektórych osób, nie wpisuje się w ich gust czy też nie wszyscy to akceptują. Ostatecznie to Ty decydujesz, jaka ma być Twoja sztuka i co chcesz nią powiedzieć.

Będą się w Twoim życiu zdarzać nieproszone opinie i komentarze. Że Twoje obrazy są na zły temat, a pociągnięcia pędzla można by dopracować. Że Twoja muzyka jest za smutna i w ogóle źle, bo po angielsku. Że Twoje spektakle to za długie i właściwie nie wiadomo o czym są. Będzie się zdarzało, że zaprezentujesz swoje dzieło czy to na scenie, czy w dedykowanej grupie w mediach społecznościowych i po prezentacji ustawi się do Ciebie kolejka odbiorców z rękami pełnymi sugestii – czasem przynoszonymi w najlepszej wierze – co można by lepiej. Czasem będziesz tych opinii pragnąć i na nie czekać, ale częściej przyjdą do Ciebie bez zaproszenia. Jak pisałam, zachowując zdrowy dystans, możesz z tego wyciągnąć mnóstwo dobrych rzeczy (po wstępnym odfiltrowaniu hejtu i krytyki destruktywnej oczywiście). I możesz z nimi coś zrobić, ale możesz też nie robić zupełnie nic.

Jeśli chcesz śpiewać smutne piosenki, śpiewaj je. Jeśli masz coś ważnego do powiedzenia poprzez swoje obrazy, które ktoś mógłby uznać za zbyt odważne, maluj je. Z wdzięcznością wobec siebie. A jeśli poczujesz, że otrzymana krytyka jest dla Ciebie wartością, weź sobie z niej dokładnie tyle, ile uznasz za stosowne. Z wdzięcznością wobec osób, które Ci ją zaoferowały. Wdzięczność ma magiczną moc ściągania złych czarów i przerabiania nieszczęść w szczęścia. Polecam w tym temacie wystąpienie, które wygłosił na TED Louie Schwartzberg:

Pamiętam ten koncert, po którym podeszła do mnie zapłakana kobieta i powiedziała, dość zdenerwowana, że fajnie, ale jej zdaniem za smutno. Ale potem przyszła kolejny raz. I kolejny. Okazało się, że potrzebuje się z tym smutkiem zmierzyć, choć to dziś takie niepopularne. Po którymś kolejnym koncercie podeszła, żeby za to podziękować. I myślę sobie, że jeśli sto osób odrzuci to, co robisz, ale do jednej trafi to naprawdę głęboko, to prawie zawsze znaczy, że warto było iść za swoją intuicją.