Wejść, zrobić zdjęcia, zostawić po sobie jak najmniej śladów. Tak wygląda miejska eksploracja – urbex (z ang. urban exploration). Z członkami wrocławskiej grupy fotografów i eksploratorów Aviator Urbex udało mi się zamienić kilka zdań na temat tego niecodziennego zajęcia.

Bartosz Adamiak: Czym dokładnie jest urbex? Czy jest to bardziej forma sportu ekstremalnego, czy jest to bardziej związane z archeologią, poszukiwaniem skarbów, dokumentowaniem historii?

Martyna: Urbex z definicji jest eksploracją opuszczonych i niedostępnych miejsc. Moim zdaniem nie można jednak jednoznacznie określić, czym kierują się osoby, które zajmują się urban exploration. Na pewno znajdzie się mnóstwo osób, które traktują to jako sport ekstremalny, wspinając się na najwyższe kondygnacje budynków. Grono osób widzi urbex jako dokumentację historii. Z mojej perspektywy urbex to przede wszystkim adrenalina połączona z możliwością zrobienia zdjęć miejscom, które mają swoją magię i niesamowity klimat. Zawsze chciałam być fotografem, ale nie mogłam znaleźć swojej dziedziny. Przeszłam od marko, przez śluby, eventy aż do urbexu. I tutaj się zatrzymałam. Bo to sprawia mi przyjemność i nie wyobrażam sobie innej możliwości. I o to właśnie chodzi, by każdy znalazł w opuszczonych miejscach to, co będzie sprawiało, że będzie chciał zwiedzać ich jeszcze więcej.

Marek: Urbex jest niczym innym jak odwiedzaniem miejsc opuszczonych, niedostępnych dla większości osób. Duża część eksploratorów dokumentuje te miejsca w formie zdjęć bądź filmów. Archeologią nie można tego nazwać. Trochę jest to sport ekstremalny, ponieważ niekiedy dostanie się do opuszczonego miejsca wymaga nie lada wysiłku i odpowiedniego przygotowania. Uprawianie tego hobby niesie za sobą trochę ryzyka. Dla mnie urbex jest przede wszystkim odkrywaniem i dokumentowaniem w formie zdjęć miejsc, które lada chwila mogą zniknąć.

Fot. Aviator Urbex

B.A.: Czy w każde miejsce da się wejść? Zarówno opuszczone, jak i posiadające właściciela? Czy właściciele wyrażają zgodę na wejście na obiekt? Jakich argumentów trzeba używać?

Martyna: Nie w każde miejsce da się wejść. Mieliśmy okazję przekonać się o tym ostatnio w trakcie naszej wycieczki do Niemiec. Kiedyś uważałam, że jeżeli ubrex, to tylko nielegalnie. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że może być inaczej. Jak się jednak okazało, większość osób wchodzi do opuszczonych miejsc za pozwoleniem. Nie mówię oczywiście, że wszędzie i wszyscy, nie można tego generalizować. Jednak nie do końca jest tak, że urbex jest w stu procentach nielegalny. Nikt oczywiście nie powie tego wprost. To bardzo hermetyczne środowisko, które niezbyt chętnie dzieli się miejscówkami, a co dopiero informacją o możliwości wejścia. Jeżeli chodzi o argumenty, to tylko Marek jest w stanie pomóc.

Marek: Niestety, fajnie by było, ale nie jest tak pięknie. Bardzo dużo budynków z roku na rok jest coraz lepiej zabezpieczanych, i to nie przed eksploratorami, lecz przed wandalami i złodziejami. Tak jak wspomniała koleżanka Martyna, mieliśmy okazję przekonać się o tym w Niemczech. Niekiedy eksplorator jedzie parę tysięcy kilometrów, by odwiedzić fajne, opuszczone miejsce i jak już dojedzie, odbija się od ściany, gdyż okazuje się, że obiekt został zabezpieczony bądź jest tak pilnowany, iż nie da się do niego wejść. Takie są uroki tej branży. Właściciele prywatni bądź firmy (szczególnie deweloperzy) niechętnie wyrażają zgodę na wejście do tego typu miejsc. Łatwiej uzyskuje się zgody od instytucji publicznych typu urzędy miast, starostwa itp. My zazwyczaj używamy argumentu chęci udokumentowania w formie zdjęć danego miejsc,a i to działa.

B.A.: Czy urbex to dla Was wyłącznie pasja, czy także praca?

Martyna: Dla mnie to wyłącznie pasja. Nie myślę o urbexie jako o sposobie na zarobienie dodatkowej gotówki. Mam obawy, że wtedy nie sprawiałoby mi to tyle radości i czułabym pewnego rodzaju presję. Nie byłam jednak w takiej sytuacji, więc to czysto hipotetyczne podejście. Może gdyby pojawiła się taka okazja, to zmieniłabym zdanie.

Marek: Traktuje urbex jako pasję, możliwość spędzenia wspólnie wolnego czasu, ,,cofnięcia się wstecz”. Nie zarabiamy na tym. Czasami zdarza się, że odzywają się do nas sklepy internetowe, które chcą, byśmy zarekomendowali ich produkty. Jeżeli odpowiadają naszemu zajęciu, to zgadzamy się na barter, ale są to nieliczne przypadki. Oczywiście są w Polsce ludzie, którzy zarabiają na urbexie. Są to szczególnie youtuberzy (nie wszyscy), którzy zauważyli możliwość zarobienia pieniędzy na swojej pasji. Kręcą filmy związane z urbexem, niestety, dodając przy tym motywy grozy typu „nawiedzony budynek” czy „ucieczka przed ochroną”, które mają na celu zwiększenie klikalności i oglądalności. Zauważamy, że przychodzi do Polski trend z Zachodu, gdzie miejscami na co dzień niedostępnymi zaczynają interesować się biura podróży, które organizują tam płatne wycieczki. Obecnie są to biura zagraniczne, ale jeszcze chwila, i w Polsce także zaczną powstawać.

B.A.: Urbex wydaje się bardzo niszowym hobby. Czy istnieją sposoby na to, żeby doświadczyć takiej prawdziwej miejskiej eksploracji w sposób bezpieczny i legalny, będąc osobą spoza tego świata?

Martyna: Oczywiście, że istnieją sposoby na legalną eksplorację. Czy bezpieczną? Chyba nigdy nie jest bezpiecznie, zawsze istnieje ryzyko, że coś pójdzie nie tak. Nawet jeżeli dostajesz kask i informację o niebezpieczeństwie, to niewiele to pomoże w sytuacji, gdy spadnie na Ciebie kawałek sufitu albo pod nogami zawali się podłoga. Nigdy nie można być do końca pewnym i czuć się bezpiecznie.

Marek: Urbex był kiedyś niszowym hobby. Teraz coraz więcej ludzi zaczyna interesować się tym tematem. Szczególnie w mediach społecznościowych pojawia się on bardzo często. Nielegalne wejścia na obiekty opuszczone bądź niedostępne są wpisane w to hobby. Oczywiście, że osoba spoza naszego środowiska może doświadczyć prawdziwej eksploracji, jednak na początku proponowałbym skontaktować się z właścicielem danego obiektu i poprosić o możliwość wejścia i sfotografowania bądź obejrzenia go. Często takie działania są skuteczne. Od tego radziłbym stawiać pierwsze kroki w urbexie.

Fot. Aviator Urbex

B.A.: Wrocław jest miastem z bardzo bogatą historią. Jak wygląda ono w oczach urban eksploratorów? Czy mamy jakieś szczególnie ciekawe miejsca? Miejsca, które warto by również odrestaurować czy udostępnić dla zwiedzających.

Martyna: Moim ulubionym miejscem we Wrocławiu od zawsze był niedokończony parking koło dworca PKP. Jeżeli miałabym teraz wskazać jakieś miejsce, które warto odwiedzić we Wrocławiu, a wręcz udostępnić je dla zwiedzających, to jest to Port Miejski. Niestety, większość opuszczonych miejsc jest szybko wykupywanych przez deweloperów i zanim się nie obejrzysz, stoją tam kolejne bloki mieszkalne. Najbardziej żałuję, że nie udało mi się wejść do szpitala przy placu Jana Pawła II. Próbowałam, ale bezskutecznie. Teraz budynek jest odremontowany i lada chwila wprowadzą się tam nowi mieszkańcy. Czekam na moment, kiedy właściciele opuszczonych miejsc zaczną monetyzować ten interes, tak jak to się dzieje za granicą.

Marek: Tak. Wrocław ma piękną historię. W naszych oczach przez te lata bardzo dużo się zmieniło. Miasto rozwija się niesamowicie, a co za tym idzie miejsca, które były niegdyś opuszczone, przez ostatnie lata są sprzedawane prywatnym inwestorom – głównie deweloperom. Powstają tam osiedla mieszkaniowe, lofty i biura. Tak stało się na przykład z dawnymi szpitalami przy ulicach Poniatowskiego i Jana Pawła. Dwa inne szpitale – Kolejowy przy Wiśniowej i Marciniaka przy Traugutta – również niedawno zostały kupione przez osoby prywatne. Dawna katedra i zakład chemii leków (Tamka) została sprzedana. Udało nam się w ostatniej chwili uwiecznić ją w kadrze.

B.A.: Miewacie takie odczucie, że biurowce i kolejne osiedla „zabierają” te stare i opuszczone miejsca, że tracimy coś bezpowrotnie?
Martyna: Jest coraz mniej ciekawych miejsc do eksploracji, bo nasze wymagania się zwiększyły. Jak zaczynałam przygodę z urbexem, to cieszyłam się z wejścia do ruiny, w której oprócz zdewastowanych i zniszczonych ścian nic nie było. Teraz chcę, żeby na miejscu były meble, dokumenty i inne przedmioty, które świadczą o namacalnej historii miejsca. Problem nie polega więc na tym, że miejsc jest mniej, tylko że urbex z „kiedyś” nie jest już tym samym urbexem. Panuje pewnego rodzaju niepisana rywalizacja: kto zrobi lepsze zdjęcie, które pokaże nie ruiny i puste ściany, a coś więcej. Drugim problemem, z którym od zawsze boryka się świat urbexu, to ciągłe dewastacje opuszczonych miejsc. Dlatego te lepsze szybko znikają z mapy opuszczonych miejsc, bo są dewastowane, podpalane i całkowicie niszczone. Wystarczy kilka miesięcy, żeby piękne miejsce zmieniło się w jedną wielką ruinę. Z drugiej strony, właściciele nie chcą udostępniać nieczynnych miejsc, głównie dlatego, że boją się o bezpieczeństwo. W końcu jeżeli w trakcie legalnej eksploracji dojdzie do jakiegokolwiek wypadku, odpowiedzialność spadnie na właściciela obiektu

Marek: Niestety, tak. Nasz kraj coraz szybciej rozwija się, i to szczególnie w dużych miastach. To, co upadło w latach 90., po transformacji przez dłuższy czas stało opuszczone; teraz jest zazwyczaj rozbierane, a na tym miejscu powstają osiedla mieszkaniowe. To, co było kiedyś, nie wróci już nigdy. Resztę problemów opisała koleżanka wyżej.

Więcej zdjęć można zobaczyć na stronie: http://aviatorurbex.pl/