Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie o rolę krytyka, byłaby to otwartość na możliwość relacji z kulturą i sztuką, na skonfrontowanie się z własnymi spostrzeżeniami. Gotowość do dialogu, którego fundamentem jest ciekawość innego – mówi Andrzej Mazur, kurator, pomysłodawca wystaw i krytyk w rozmowie z Izą Jóźwik o książce “Syntezy”.

„Syntezy” to zbiór 17 esejów opisujących twórczość artystów związanych z Akademią Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Jaki był klucz doboru twórców ujętych w tym wydawnictwie?

W najbardziej ogólnym ujęciu tym kluczem jest rzeczywiście wrocławska Akademia Sztuk Pięknych: wszyscy artyści to absolwenci tej uczelni, związani w jakiś sposób z Wrocławiem. Przede wszystkim jednak chciałem przez ten wybór ukazać wszechstronność artystów tworzących sztukę w naszym mieście. Zależało mi na tym, żeby pokazać unikalność sztuki twórców naszego regionu, która pozostaje w ścisłej, tożsamej relacji z niejednorodnością.

Na czym polega ta unikalność?

Unikalność wrocławskiej sztuki wynika z wielokodowości i różnorodnych inspiracji, którym podlegali artyści prezentowani na łamach tej książki. Nie ma więc w „Syntezach” jednej dominanty, która określałaby konkretne nawiązania stylistyczne. Wrocław jest, według mnie, wyjątkowym środowiskiem naturalnym dla artystów, gdyż cechuje go wszechstronność uwarunkowana i związana z wielokulturowością. Z jednej strony mamy bardzo mocne tradycje nawiązujące do konceptualizmu z lat 60-tych, równolegle możemy mówić o przedstawicielach nowej ekspresji, mamy także tradycje związane ze strukturalizmem. To wszystko oddziałuje na nowe pokolenia artystów, którzy jednocześnie muszą odnaleźć swoją tożsamość artystyczną, łącząc te wpływy, związane z nurtami uwarunkowanymi historycznie, z indywidualizmem i własnymi przeżyciami, często przecież ściśle skorelowanymi ze współczesnością. Dlatego „Syntezy” to nie jest książka na temat jednego konkretnego nurtu, to raczej próba uchwycenia w specyfice wrocławskich twórców tego przenikania się odmiennych sposobów myślenia.

Artyści zebrani w „Syntezach” reprezentują różne pokolenia.

Chciałem uniknąć tego, żeby ograniczeniem był wiek czy klasa związana z osiągnięciami artystycznymi. Dlatego w książce pojawiają się zarówno młodzi artyści, jak i ci z istotnym dorobkiem artystycznym, aktywnie działający i funkcjonujący w przestrzeni artystycznej. Elementem wspólnym były tytułowe syntezy, które dotykają współistnienia, ale i autonomii, rodzajów uzupełnień, rodzajów istnienia, ontologii. Synteza jest tu rozumiana jako współzależność pewnych elementów pojawiających się w ramach indywidualnej wypowiedzi artysty, której interpretację podejmuję w tekście. I tak, jeżeli pisałem na temat rzeźb Grażyny Jaskierskiej-Albrzykowskiej, to była mowa o współzależności natury i stworzonego. Jeśli na temat dzieł Krzysztofa Skarbka, to były to relacje międzyludzkie, pewna oś, która jest ich spoiwem, z kolei jeśli chodzi o Lecha Twardowskiego, sprawa dotyczyła relatywów, czyli wewnętrzności i zewnętrzności.

Jest Pan absolwentem filozofii i zajmuje się krytyką artystyczną. W Pana tekstach wyczuwa się te filozoficzne podstawy. Jaką rolę filozofia odgrywa w Pana pisaniu?

Jeśli miałbym powiedzieć pokrótce i najprościej, z osobistego punktu widzenia, to, co filozofia jest w stanie dać człowiekowi, to w jakiś sposób poukładać pewne rzeczy w głowie, przygotować go do takiego rodzaju dyskursu, który odsłania szerszy zakres pojęciowy. W tekście można odwoływać się do rozmaitych tradycji filozoficznych, przywoływać Schellinga, Husslera czy Hegla. Istotne jest natomiast to, że każda relacja z artystą opisanym na łamach „Syntez”, podobnie jak relacja z filozofem, który wywarł na mnie wpływ, jest formą dialogu. Żeby to zobrazować, mógłbym powiedzieć, że zapraszam do dyskusji ludzi, którzy wywarli na mnie pewien wpływ, stali się inspiracją dla refleksji. A filozofia stanowi źródło dla struktury pojęciowej, która pozwala ten tok myślenia usystematyzować: oczywistym jest, że nie daje ogólnej recepty na to, jak powinno się podejść do opisu dzieł artystycznych, ponieważ tutaj pierwsze skrzypce grają tak naprawdę odczucia i doświadczenie.

Rozumiem, że to właśnie od doświadczenia i odczuć rozpoczyna się Pana relacja z dziełem.

Najpierw doświadczam, potem odczuwam. Często też poddaję dzieło, obraz czy rzeźbę, powolnej i długiej kontemplacji i wtedy pojawia się coś, co jest już myślą, ale nie w pełni skonceptualizowaną, moim osobistym i jednostkowym doświadczeniem. Gdybym miał nauczyć kogoś odczuwania sztuki, to on by wtedy tej sztuki nie odczuwał. Można nauczyć kogoś mówienia o relacji pomiędzy formą, strukturą, nauczyć konstytucji formalnej czy metodologii pisania o sztuce itd., ale doświadczenie będzie zawsze czymś indywidualnym. Staram się jak najbardziej oczyścić umysł, otworzyć się na doświadczenie tego, co widzę. Oczywiście też mam swoje subiektywne preferencje, które na pewno odgrywają istotną rolę. W zdecydowanej większości przypadków moje przeżywanie sztuki jest ściśle skorelowane z tym, że ja tego artystę poznałem. Bardzo często zdarzało się tak, że na temat problemów, które poruszał dany tekst zamieszczony w „Syntezach”, rozmawiałem z konkretnym artystą, którego sztuki dotyczył, była to bardzo osobista rozmowa, często wzajemnie weryfikowaliśmy pewne spostrzeżenia.

Jaką rolę pełni krytyk/kurator sztuki w dzisiejszych czasach?

W moim przypadku, w kontekście „Syntez”, jest to suma osobistych spostrzeżeń włączona w dialog, który prowadzi do otwartości, jest inkluzywny i gotowy na ewolucję. Sama sztuka przecież uwrażliwia i jest zjawiskiem, na temat którego warto dyskutować, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy umiejętność prowadzenia dyskusji zaczyna zamierać. Natomiast, jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie o rolę krytyka, to może właśnie byłaby to otwartość na możliwość relacji z kulturą i sztuką, na skonfrontowanie się z własnymi spostrzeżeniami. Gotowość do dialogu, którego fundamentem jest ciekawość innego. 

Książkę „Syntezy” można zamówić pisząc na adres: wydawnictwa@okis.pl. Więcej w zakładce WYDAWNICTWA na www.okis.pl