Już w sobotę 5 września odbędzie się finał 10. charytatywnej sztafety Poland Business Run, nad którą Wroclife objął patronat medialny. Wydarzenie co roku gromadzi tysiące biegaczy, którzy pomagają zebrać środki na wsparcie osób z dysfunkcjami narządów ruchu. W tegorocznej edycji 1,7 tys. wrocławian wesprze siedmiu dolnośląskich beneficjentów. 

Wśród nich znalazł się Tomasz Łyko, reprezentant Polski w koszykówce na wózku. W wyniku nieszczęśliwego wypadku, Tomasz doznał urazu kręgosłupa. Od tego czasu porusza się na wózku inwalidzkim. Mimo to, nie porzucił swojej pasji do uprawiania sportu. Ciężka praca i determinacja doprowadziły go do licznych sukcesów na arenie międzynarodowej. 

Kiedy i od jakiej dyscypliny zaczęła się Pańska przygoda ze sportem?

Tomasz Łyko: Już od wieku dziecięcego, ruch był ważnym elementem mojej codzienności. Jeździłem na rowerze, biegałem, trenowałem na siłowni. Przez pewien czas grałem także w drużynie piłkarskiej. Dzięki pasji i regularnym treningom wypracowałem dobre nawyki. 

Wypadek pokrzyżował Pana plany. Co było największym wyzwaniem dla młodej, 18-letniej osoby?

: Mój świat wywrócił się do góry nogami. Byłem zdrowym i wysportowanym chłopakiem, przed którym świat stał otworem. W ułamku sekundy trafiłem na wózek. Byłem zależny od innych osób i ich pomocy. Musiałem zaadaptować się do nieznanej dotąd sytuacji i pogodzić się ze stratą. 

Kiedy podjął Pan decyzję o powrocie do sportu i aktywnego życia?

: Tak się składa, że wracam z obozu Aktywnej Rehabilitacji, podczas którego prowadziłem zajęcia usprawniające dla osób poruszających się na wózku. To właśnie obóz był bodźcem do podjęcia zmian w życiu. Wiadomo, że nic nie dzieje się z dnia na dzień. Powrót do aktywnego życia był procesem. Dwa lata po wypadku, trafiłem na obóz w charakterze uczestnika. Poznałem środowisko osób z dysfunkcjami narządów ruchu i zobaczyłem, że niepełnosprawność nie skreśla sportu. Za wszelką cenę chciałem wrócić do społeczeństwa i swojej pasji. Po powrocie do domu zacząłem szukać dla siebie alternatywy. Dotarłem do drużyny koszykówki na wózkach i tak kontynuuję tę przygodę do dziś.

Od 2011 roku regularnie trenuje Pan koszykówkę na wózku. Co się Panu podoba w tej dyscyplinie sportowej?

TŁ: Przed wypadkiem stroniłem od koszykówki, wolałem piłkę nożną. Szukałem dla siebie możliwości, podjąłem próbę zaprzyjaźnienia się z tą dyscypliną. Kiedy po raz pierwszy usiadłem na wózku do koszykówki, od razu poczułem że to jest to. Spodobała mi się sama aktywność, jej dynamika i sposób poruszania się na wózku, który znacznie różni się od tego używanego na co dzień. Czuję, że gdy jestem na boisku, moja niepełnosprawność przestaje istnieć. Dzięki treningom czuję się silniejszy. Oprócz rehabilitacji medycznej w pierwszych latach po wypadku, usprawniałem się właśnie poprzez sport. 

Czym różni się koszykówka na wózkach od bieganej wersji?

: Schemat jest podobny, występują drobne różnice. Największą z nich jest sposób poruszania się graczy. Boisko jest tych samych wymiarów, tak samo jak wysokość koszy. Podobnie wyglądają treningi. Podczas ćwiczeń motorycznych staramy się być coraz szybsi. Pracujemy nad wydolnością, siłą ramion i tułowia, a także doskonalimy techniki rzutu. 

Tomasz Łyko

Co znaczyła dla Pana nominacja do kadry narodowej?

TŁ: Po pięciu latach treningów zostałem powołany do reprezentacji Polski. Nominacja była dla mnie ogromnym wyróżnieniem, ale też motywacją do dalszej pracy. Wymagało to sporo poświęcenia, ale przede wszystkim regularnych i ciężkich treningów. Początki nie należały do najprostszych. Musiałem nauczyć się ogólnych zasad gry, techniki i panowania nad wózkiem. 

Czy zanim w pańskim życiu pojawiła się koszykówka, był Pan zaangażowany w inne aktywności sportowe?

TŁ: Przez 3 lata regularnie trenowałem para-kolarstwo. Jednak to koszykówka daje mi najwięcej przyjemności i satysfakcji. Aktualnie większość swojego czasu poświęcam na treningi – czy to treningi w drużynie, w której gram na co dzień, w lidze czy przygotowania z kadrą. Chcę być coraz lepszy w tym co robię. Nawet kiedy czuję zmęczenie, zawsze wracam do gry, bo czuję że mi jej brakuje. 

Jakie są Pana cele sportowe na najbliższy czas?

: Teraz przygotowujemy się do Mistrzostw Europy, które odbędą się w grudniu tego roku. Chciałabym się utrzymać w ścisłej kadrze i powalczyć razem z moim kolegami podczas zawodów. Moim marzeniem jest zdobycie medalu i kwalifikacja do przyszłorocznych  Mistrzostw Świata.

Co Pan czuł gdy dowiedział się, że został Pan wybrany na beneficjenta tegorocznej edycji Poland Business Run?

: To było bardzo miłe zaskoczenie. Nie spodziewałem się tego. Wiele to dla mnie znaczy, ponieważ sport osób z niepełnosprawnościami jest w cieniu sportu osób pełnosprawnych. Nie ma takiego zainteresowania sponsorów. Pracujemy i trenujemy równie ciężko co osoby pełnosprawne. Ćwiczenia łączę z pracą zawodową. Chwilami ciężko pogodzić obie aktywności, a w związku z wysokimi kosztami sprzętu, rehabilitacji, suplementacji, stale muszę pamiętać o aspekcie finansowym. Liczy się dla mnie każde wsparcie. 

Fundacja dofinansuje zakup trójkołowego roweru rehabilitacyjnego. Co umożliwi Panu zakup tego sprzętu?

TŁ: Dzięki temu będę mógł poprawić swoją wydolność i dynamikę, a także urozmaicić codzienne treningi. Wierzę, że pozwoli mi to na osiągnięcie lepszych wyników na boisku. Rower umożliwi mi także samodzielne przemieszczanie się po miejscu, w którym mieszkam.