Święto amerykańskiego kina we Wrocławiu rozpoczęte. Przez najbliższych kilka dni w Nowych Horyzontach – w ramach American Film Festival – obejrzymy ponad 100 filmów twórców zza oceanu. Podpowiadamy, które z nich szczególnie warto zobaczyć.

We wtorkowy wieczór – uroczystą galą otwarcia, w trakcie której nagrodę Indie Star Award odebrał reżyser John Waters, jeden z najoryginalniejszych przedstawicieli kontrkultury z USA – rozpoczęła się kolejna edycja święta amerykańskiego kina we Wrocławiu, czyli American Film Festival w kinie Nowe Horyzonty, które niedawno znalazło się w gronie laureatów nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Na start 12. AFF mogliśmy obejrzeć dwa znakomite filmy: Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun Wesa Andersona oraz C’mon C’mon Mike’a Millsa. Dobra wiadomość jest taka, że zarówno najnowsze dzieło autora Grand Budapest Hotel, jak i nową propozycję autora Debiutantów, będzie można jeszcze zobaczyć w kolejnych dniach festiwalu. Zdecydowanie warto!

Top 10 dyrektorki festiwalu

Po szczegóły programu tegorocznej odsłony AFF zapraszamy do naszego poprzedniego tekstu na ten temat. Swój festiwalowy top 10 przygotowała także Ulka Śniegowska. Sprawdźcie, które pozycje szczególnie poleca dyrektorka American Film Festival i jak argumentuje swój wybór.

Dżokej, reż. Clint Bentley (Highlights)

Jak wiele filmów w tegorocznej edycji, to opowieść o rodzicielstwie i kameralna opowieść osadzona w środowisku koniarzy, ze świetnymi rolami Cliftona Collinsa Jr i Moisesa Ariasa.

Italian Studies, reż. Adam Leon (Festival Favorites)

Mój faworyt (a właściwie faworytka) z Festiwalu Tribeca. Vanessa Kirby (Świat, który nadejdzieCząstki kobiety) jest autorką tytułowej książki. Teraz zbiera materiał do kolejnej, a my, jako widzowie, nie wiemy, czy faktycznie straciła pamięć i nie wie, kim właściwie jest? A może po prostu chce połazić po Nowym Jorku, poznawać nowych ludzi, pozostawiając za sobą wszelkie przyzwyczajenia, uprzedzenia, a nawet psa? Zwróćcie uwagę na fantastyczne, frenetyczne zdjęcia Bretta Jutkiewicza – operatora polskiego pochodzenia.

Cryptozoo, reż. Dash Shaw (Festival Favorites)

W pełni autorska pełnometrażowa animacja (czyżby ta forma przeżywała mini-revival?) kreski Jane Samborski i Dasha Shawa. Zamiast Mechagodzilli i Hedory walczą tu Meduza i Jednorożec. A wszystko – jak to w filmach bywa – dzieje się jednocześnie w naszej głowie. 

Działa wśród drzew, reż. Jonas Mekas (zapowiedź retrospektywy Jonasa Mekasa) 

Pierwsze dzieło mistrza awangardy. Utrzymane w stylu wczesnego Johna Cassavetesa egzystencjonalne rozważania na temat samobójstwa i wykrzyczany przez Allena Ginsberga manifest pacyfistyczny. 

Julia, reż. Julie Cohen, Betsy West (Portrety) 

Antidotum na wypełnione testosteronem opowiadanie o Anthonym Bourdainie (W drodze). Historia kariery Julii Child, chef-owej, która wprowadziła kuchnię francuską pod amerykańskie strzechy. Świetne materiały archiwalne.

Zniewaga, reż. Ida Lupino (Retrospektywa twórczości Idy Lupino) 

Najbardziej drastyczny film w dorobku Lupino po drugiej stronie kamery. Słowo „gwałt” zostało wyrugowane z filmu przez cenzurę, a samego aktu nie można było pokazać na ekranie, ale dzięki ekspresjonistycznemu stylowi opowiadania, mocno przeżywamy traumę młodej bohaterki. 

Zaginieni synowie, reż. Ursula Macfarlane (Special Docs) 

Niesamowita, uniwersalna historia, dzięki której należy poddać w wątpliwość nasze dotychczasowe przeświadczenia na temat kultury i natury w kształtowaniu tożsamości człowieka.

Memory Box: echa 11 września, reż. David Belton, Bjørn Johnson (Special Docs) 

Zapis nagrań z projektu artystycznego dokumentującego przeżycia i wspomnienia świadków ataku na WTC i Pentagon. Widzimy relacje ratowników, przygodnych przechodniów oraz rodzin zaginionych i zmarłych zaraz po wydarzeniu, a także teraz, 20 lat później. Świadectwo tego, jak graniczne wydarzenie zmienia nasze postrzeganie świata. 

Nieustające wakacje, reż. Jim Jarmusch (7x Jim Jarmusch) 

Snuj z prawdziwego zdarzenia, w którym bohater nie robi nic i jakoś daje radę. Szczerze mówiąc, nie pamiętam tego filmu zbyt dobrze, muszę go sobie przypomnieć, oglądając znów na dużym ekranie, i porównać dzisiejszą reakcję z fascynacją z roku 1990, kiedy wraz z koleżeństwem z klasy w liceum oglądaliśmy tego losera i marzyliśmy o Ameryce

Spadkobierca, reż. Ephraim Asili (Perspektywy) 

Chinka Godarda przeniesiona do dzisiejszej Filadelfii i śledząca kolektyw młodych Afroamerykanów, którzy odkrywają swoje kulturowe korzenie. Film wyznaczający nową falę lub tendencję w kinie czarnych Amerykanów, reprezentowaną głównie przez Spike’a Lee, ale wyznaczoną także przez Wendella Harrisa Juniora w Kameleon Street (też w programie), czy Śpiącym Murzynie Skinnera Myersa. Autotematyczne i autoironiczne kino o tożsamości i jej poszukiwaniu. Do tego hybryda formalna, zawierająca zdjęcia dokumentalne z ataku na siedzibę grupy rewolucyjnej MOVE, które wstrząsnęły opinią publiczną w 1985 roku, gdy policja w brutalnym ataku zabiła 11 osób. 

Zdjęcie główne: Kaja Marchewka/mat. AFF