Każdy wie, że co dwie głowy, to nie jedna. Omerek jest aż siedem, ale swoją energią, optymizmem i ambicją mogłyby obdzielić całą klasę. Odwiedziliśmy je w ZSP nr 16 na Krzykach, gdzie dziewczyny chodzą do szkoły podstawowej. Dlaczego 11-latki nie mogą liczyć na pomoc rodziców, a ich trenerka nie mówi im, co mają robić?

Poznajcie przebojowe dziewczyny, które już za kilka tygodni – z Waszą pomocą – polecą na finały światowego konkursu Odyseja Umysłu. Jesteśmy tego pewni – ten świat kiedyś o nich jeszcze usłyszy.

Odyseja Umysłu Wrocław

Trenerka Małgosia Łabentowicz z podopiecznymi. Od lewej Julia Kawalec, Basia Kawalec, Lena Michałków i Olga Prokopska. W drużynie są jeszcze Amelia Grądziel, Tosia Kałuża i Maja Cichocka oraz trenerka Joasia Stajniak.

Jeżeli uda Wam się zebrać pieniądze na wyjazd, za trzy tygodnie polecicie do Stanów Zjednoczonych, aby wziąć udział w Finałach Światowych Odysei Umysłu. To konkurs, o którym ja i większość naszych czytelników usłyszało po raz pierwszy. Na czym polega i kto może wziąć w nim udział?

Trenerka Małgosia Łabentowicz: Odyseja Umysłu zachęca uczniów do twórczego i samodzielnego rozwiązywania problemów. W tym roku odbywa się w Polsce już 26 edycja. Nasze dziewczyny są w najmłodszej grupy wiekowej, czyli do piątej klasy szkoły podstawowej. Kolejne obejmują coraz starszych uczniów aż do najstarszej kategorii, w której rywalizują uczniowie z ostatniego roku liceum oraz studenci. Łącznie mamy cztery grupy wiekowe i pięć problemów do wyboru. Polskę będzie reprezentować w finałach światowych w sumie 29 drużyn.

W najmłodszej grupie wiekowej jesteście jedyną drużyną z Wrocławia. Jak udało Wam dostać do Stanów Zjednoczonych?

Olga Prokopska: Na początku byłyśmy na eliminacjach regionalnych we Wrocławiu. Wygrałyśmy je, dlatego pojechałyśmy na finał ogólnopolski do Gdyni, od 1 do 2 kwietnia.

Z iloma drużynami rywalizowałyście? Zgaduję, że łatwo nie było.

Trenerka Małgosia: W grupie wiekowej dziewczyn było ponad 21 zespołów.

Olga: Ogólnie ponad 200 ze wszystkich grup i problemów.

Lena Michałków: …a w USA będzie ponad 800.

Trenerka Małgosia: Dziewczyny zajęły w Gdyni ex aequo pierwsze miejsce i jako jedna z trzech drużyn polecą na Finały Światowe. Zawsze odbywają się w Stanach Zjednoczonych, w tym roku na Uniwersytecie w Michigan. 8 maja pojawi się grafik i wtedy poznamy liczbę drużyn w naszej grupie wiekowej. To zależy od tego, ile drużyn zakwalifikuje się z innych krajów.

Julia Kawalec: I czy będą w stanie pojechać.

Trenerka Małgosia: Tak, bo na wyjazd musimy sami zebrać pieniądze. Najwięcej kosztują bilety lotnicze, przejazdy,  zakwaterowanie i wyżywienie na miejscu. Z tego co wiem, to na dzień dzisiejszy (rozmawiamy w środę 26 kwietnia – przyp. red.) z polskich zespołów, które otrzymały możliwość wyjazdu do USA jeszcze nikt oficjalnie zrezygnował. My do Stanów pojedziemy w 11 osób – siedem dziewczyn, dwie trenerki, dwie opiekunki. Potrzebujemy około 70 tys. zł, a udało nam się zebrać ponad 30 tys. zł, więc wciąż sporo brakuje.

Jesteśmy pewni, że Wam się uda, tym bardziej, że dziewczyny specjalizują się w rozwiązywaniu problemów. Z jakim mierzyłyście się podczas konkursu?

Julia: Przygotowałyśmy przedstawienie, w którym pokazałyśmy, jak Omer – maskotka Odysei Umysłu – inspiruje trzech artystów do stworzenia dzieł. Podróżnicy przenoszą się w czasie i się tego dowiadują.

Olga: Wybrałyśmy z listy dwie postaci i ich dzieła. Jedną musiałyśmy wymyślić samemu.

Lena: Leonardo da Vinci, Cheng Hon Szu i Żelatynka.

Zdjęcie z profilu na Facebooku: Omerki ZSP 16 Wrocław Odyseja Umysłu

Przedstawienie to nie wszystko, ponieważ potem musiałyście sobie poradzić ze spontanem. Na czym on polega?

Basia Kawalec: Są trzy rodzaje: słowny, manualny i słowno-manualny.

Lena: Wchodzimy do pokoju. Tam czeka na nas sędzia i mówi nam, jaki mamy problem do rozwiązania. W tym roku poszło nam bardzo dobrze – dostałyśmy 100 procent.

Trenerka Małgosia: Drużyny do ostatniej chwili nie wiedzą, co to dokładnie będzie. Treść problemu to zresztą tajemnica, której dziewczyny nie mogą zdradzić aż do zakończenia konkursu.

Co jeszcze ocenia jury?

Julia: Jest jeszcze styl.

Olga: To są cztery rzeczy oraz ogólne wrażenia z wykonania.

Trenerka Małgosia: Każdy problem jest podzielony na części, więc wiemy, na co trzeba zwrócić szczególną uwagę. Jeżeli dziewczyny chcą zdobyć dodatkowe punkty, mogą dać do oceny coś jeszcze spoza tej listy. Dwa odgórne elementy stylu to znak członkowski i materiały użyte do wykonania stroju Omera. Dwa kolejne wybrały już same dziewczęta. I jak się okazało – bez tego nie pojechałyby do Stanów.

Co to było?

Lena (po cichu z uśmiechem): Miał być aparat fotograficzny. Ale nie zdążył dojechać przed konkursem.

Trenerka: W wirze przygotowań gdzieś się zapodział przed samym występem. Załamałam się, miałam prawie łzy w oczach, za to dziewczyny w ciągu dosłownie kilku minut podmieniły tę rzecz w dokumentach i w ostatniej chwili zmieniły rekwizyt na pozytywkę.

To był dopiero problem spontaniczny!

Trenerka: Gdyby zamiast aparatu dziewczyny nie dały nic w zamian, miałyby po prostu zero punktów na dziesięć. Różnice między pierwszymi miejscami były minimalne – jeden, dwa punkty. A tak dziewczyny rzutem na taśmę otrzymały 5,5 punktu. Bez tej pozytywki na pewno nie znalazłyby się w czołowej trójce i nie szykowałybyśmy się do wyjazdu do Stanów.

Mimo braku pogody dziewczyny kipią energią. Spotkaj się z nimi w majówkę na Wyspie Słodowej. Zdjęcie z profilu na Facebooku: Omerki ZSP 16 Wrocław Odyseja Umysłu

Rodzicie i trenerki? Nie pomagają, ale i tak bez nich by się nie udało

Czy w Odysei Umysłu startujecie po raz pierwszy?

Julia: Tylko Olga i Basia są w drużynie pierwszy raz. Ja z Leną i innymi dziewczynami byłyśmy już w poprzednim roku.

Jak Wam wtedy poszło?

Julia: Dostałyśmy się do Gdyni, ale do Stanów niestety już nie.

Trenerka Małgosia: Dziewczyny były rozczarowane, troszeczkę się popłakały, że się nie udało, ale to był tylko moment.

Olga: W tym roku też się popłakałyśmy, ale z radości.

Słyszałem, że same opracowujecie całe przedstawienie i szykujecie stroje i rekwizyty do konkursu. Czy to prawda?

Wszystkie chórem: tak.

Olga: Jedną z rzeczy, którą dałyśmy do oceny jako element stylu, była spódnica Julii – z tiulu, nawijana na gumkę. Ozdabiałyśmy ją foremkami do babeczek.

Czy rodzice lub trenerki mogą Wam w jakiś sposób pomagać?

Trenerka Małgosia: Zasady konkursu są takie, że pomoc z zewnątrz dyskwalifikuje grupę. Dlatego nie możemy w niczym zastąpić dziewczyn ani ich wyręczać. Dzieci wszystko robią na zajęciach, mają tutaj materiały i nie wożą ich do domów. Ponieważ zaliczają się jeszcze do najmłodszej grupy wiekowej, jedyne co możemy zrobić, to uzupełnić dokumenty na konkurs. Szóstoklasiści wypełniają je już samodzielnie.

Jak często trenujecie?

Olga: Mamy dodatkowe zajęcia raz w tygodniu, ale spotykamy się częściej. Odwiedzamy nawzajem w domach albo zostajemy dłużej w szkole np. od 17 do 20.

Trenerka Małgosia: Im bliżej konkursu, tym bardziej się mobilizujemy. Pracujemy także w inne dni: czwartek, piątek. Jednocześnie dziewczyny są bardzo dobrymi uczennicami, nie ma mowy o tym, żeby zaniedbywały naukę w szkole. Mają dużo obowiązków, ale to powoduje, że muszą umieć wszystko pogodzić i są fajnie zorganizowane.

Basiu, ty jesteś najmłodsza, jak czujesz się w drużynie Omerek? Kumplujecie się poza zajęciami?

Basia: Tak.

Olga: Lubimy się.

Trenerka Małgosia: Bez tego chyba by nam nie wyszło. Jeżeli dzieciaki dogadują się tylko na potrzeby konkursu, ta współpraca prędzej czy później się rozpadnie. Dziewczyny trzymają się razem, tworzą drużynę i mają jeszcze czas, żeby budować relacje. Teraz możemy się skupić nad przedstawieniem, ale jak widać dziewczyny znajdują też czas na wygłupy.

Od finałów w Stanach dzieli Was mniej niż miesiąc. Pewnie odliczać już tygodnie do wylotu.

Trenerka Małgosia: Konkurs zaczyna się 23 maja. Podróż trwa całą dobę, więc wylatujemy 22 maja.

Olga: Z Berlina albo z Londynu.

Trenerka Małgosia: Tego jeszcze nie wiemy, ponieważ nie mamy zarezerwowanych biletów. Staramy się, aby były o połowę tańsze. Wciąż zbieramy pieniądze na wyjazd. Razem z rodzicami piszemy listy do sponsorów, wysyłamy maile do małych i dużych firm, drukujemy ulotki i plakaty, sprzedajemy ciasta, organizujemy kiermasze.

Olga: Bez rodziców by się nie udało.

Trenerka Małgosia: Odyseja Odyseją, ale musimy też wywiązywać się ze wszystkich obowiązków nauczycieli, prowadzić lekcje. Tak jak dziewczyny dużo pracują i świetnie się dogadują w grupie, tak samo działają rodzice. Już w drodze na finały ogólnopolskie do Gdyni zobowiązali się, że jeżeli dziewczyny wygrają, uczynią wszystko, aby mogły polecieć do Stanów. Słowa dotrzymują, ich pomoc jest nieoceniona.

Kup pyszne ciasto – pomóż dziewczynom. Od 1 do 3 maja w godz. 13-18 Omerki i ich rodzice czekają na Was na Wyspie Słodowej .

Co Was najbardziej cieszy na myśl o wyjeździe?

Basia: Że spełnimy nasze marzenie i polecimy do Stanów.

Nie byłaś tam nigdy?

Basia: Ja już byłam. Ale nie wiedziałam, że taki sukces możemy osiągnąć.

A Ty Lena?

Lena: Jeszcze tak daleko nie leciałam.

Julia?

Julia: Od kiedy zaczęłyśmy startować w Odysei Umysłu, wylot do USA był naszym marzeniem. Cieszymy się, że je spełnimy i że udało nam się już za drugim podejściem.

Basia: A mi za pierwszym.

Lena: Będzie fajnie.

Olga: Ja jeszcze w Stanach nie byłam. Wyobrażam sobie, że lot będzie długi, ale najważniejsze, że będę tam z moimi przyjaciółkami. Chcemy dobrze wypaść, ale też dobrze się bawić.

Pani nie mówi nam, co mamy robić

Czy do wzięcia udziału w Odysei Umysłu można dziecko zachęcić albo… zmusić?

Trenerka Małgosia: W konkursie jest tyle rodzajów zadań i zajęć, że nie to jest chyba możliwe. Drużyny tworzę od 4-5 lat. Na pierwszych zajęciach na początku roku szkolnego jest zazwyczaj bardzo dużo chętnych, ale potem okazuje się, że jest też bardzo dużo pracy, i w dodatku pracy samodzielnej. Odyseusze sami muszą wszystko zrobić: ułożyć dialogi, podjąć decyzję, który wybrać problem i potem konsekwentnie spotykać się dodatkowo, poza lekcjami.

Olga: To są zajęcia inne niż inne.

Trenerka Małgosia: Nie ukrywajmy – jedna godzina więcej w tygodniu to za mało. Ktoś, kto przychodzi z musu, nie da sobie rady. Odpadają dzieci, które chciały być w Odysei, ale myślą w ten sposób: niech Pani mi powie, co ja mam teraz zrobić. A tutaj Pani może niewiele pomóc. Osoby, które zrobią coś dobrze, ale pod warunkiem, że ktoś im powie dokładnie ,,jak?”, nie odnajdą się w zadaniach konkursowych.

Jak dziewczyny poznały Odyseję Umysłu? Czy na ćwiczenia do konkursu można znaleźć czas w ramach lekcji?

Trenerka Małgosia: Uczyłam dziewczyny od pierwszej do trzeciej klasy. Na lekcjach staraliśmy się powoli przemycać treści i techniki zaczerpnięte z Odysei.

Olga: W trzeciej klasie robiłyśmy różne zadania na rozgrzewkę.

Na przykład?

Basia: Jedna z nas trzyma piłeczkę i zadaje pytanie: co może być niebieskie i puchate?

Julia: I potem rzuca piłeczkę do osoby, która ma odpowiedzieć.

Lena: Albo na przykład ustawialiśmy się w kolejce według daty urodzenia, od najmłodszej do najstarszej, bez używania słów.

Basia: To nie jest tak, że to są tylko zajęcia, ale mamy też z nich przyjemność.

Trenerka Małgosia: Dziewczyny oswajały się z tym, czym jest Odyseja, przez kilka lat.

Olga: Kiedy Pani powiedziała nam w drugiej klasie o Odysei, od razu chciałyśmy w niej wziąć udział.

Trenerka Małgosia: W trzeciej klasie stworzyłyśmy drużynę. Dziewczyny szukały każdej wolnej chwili, żeby do mnie przyjść, nawet po lekcjach przyjeżdżałam do szkoły popołudniu. Kiedy miałam zajęcia dodatkowe z inną grupą, to dziewczyny przychodziły i po cichutku pracowały w kąciku nad dekoracjami. Widać, że to nie tylko mi zależy jako trenerowi, ale to one chodzą za mną.

Jak powstała drużyna Omerek?

Trenerka: Na pierwsze zajęcia przyszło ponad 20 dzieci, które miały przygotować próbne przedstawienie. Robiły to po raz pierwszy i bacznie obserwowały, kto jest w czym dobry i jak wywiązuje się z zadań. Na tej podstawie same dobierały sobie członków do drużyny. Dzieci, który trzeba na siłę zachęcać i ciągle powtarzać: pójdź, zrób, nie zostaną wciągnięte przez grupę. Kto weźmie kogoś, kto nie jest zaangażowany?

Olga: Takie dzieci będą tylko siedzieć i słuchać. Teraz już wiemy, która z nas jakie zadanie ma zrobić, która maluje i tworzy…

Trenerka Małgosia: …która lubi pisać teksty…

Julia: i … która najlepiej radzi sobie z problemami spontanicznymi.

Olga: Do spontanu trzeba wybrać tylko pięć osób, a nas jest siedem.

Trenerka Małgosia: Muszą szybko podjąć decyzję, która z nich weźmie udział. Dziewczyny znają się na tyle dobrze i przećwiczyły tak wiele różnych zadań, że od razu, gdy jest problem słowny to wiadomo, że wchodzi ta, ta i ta, a jeśli manualny to ta, ta i ta. Ja nawet nimi nie kieruję. Same rozpoznają swoje zdolności.

Olga: Każda jest lepsza w czymś innym. Ostatnio podczas problemu spontanicznego zauważyłyśmy, że Basia jest naprawdę dobra w tworzeniu!

Trenerka Małgosia: Do tej pory na zajęciach aż tak nie zaistniała, za to w konkursie pokazała się z świetnej strony. Podoba mi się też, że dziewczyny szybko wyciągają wnioski. Po konkursach omawiamy naszą punktację.

Julia: Zastanawiamy się, co poszło dobrze, a co źle i jak to możemy zmienić.

Trenerka Małgosia: W zeszłym roku dziewczyny wiedziały, że słabiej zostały ocenione stroje, więc w tym roku je dopracowały.

Olga: W przedstawieniu grałam postać Omera. Rok temu we Wrocławiu miałam 3 punkty, teraz dostałam 9, bo poprawiłam strój, wiedziałam co muszę ulepszyć.

Dziewczyny, jak wspierają Was trenerki, skoro oficjalnie nie mogą Wam pomagać? 

Julia: Kiedy nie wiemy, jak coś zrobić, stara nam się to rozwinąć. Tłumaczy, ale nie podaje dokładnej odpowiedzi, co mamy zrobić.

Trenerka Małgosia: Chodzi o to, aby dziewczyny same wpadły na rozwiązanie. Wtedy zadam dodatkowe pytanie, wykreuję jakąś sytuację. Mogę pokazać jak szyć, ale nie mogę uszyć. Mogę pokazać, jak posługiwać się klejem na gorąco, ale nie mogę kleić.

Olga: Pani przynosi nam również różne rzeczy do spontanów.

Trenerka Małgosia: Kupuję przedmioty do ćwiczeń. Dopuszczalną pomocą jest także tłumaczenie tekstów do występu. Dzisiaj dziewczyny przygotowały go dla tłumacza, ale próbowały też na bieżąco wyjaśniać najprostsze słowa i zwroty.

Julia: W Stanach pokażemy to samo przedstawienie, ale musimy się go nauczyć po angielsku. Ale i z tym sobie poradzimy.

Omerki wygrywają na finale w Gdyni. Zdjęcie z profilu na Facebooku: Omerki ZSP 16 Wrocław Odyseja Umysłu

Nie ma rzeczy nie do zrobienia

Większość Omerek chodzi razem do czwartej klasy. Zanim została Pani trenerką Omerek, uczyła je Pani przez trzy lata. Jak zmieniły się dziewczyny przez ten czas i jak wpłynął na nie udział w Odysei Umysłu?

Trenerka Małgosia: Dziewczyny stały się bardzo samodzielne, nabrały śmiałości także poza szkołą. Widzą to też rodzice. Ostatnio rozmawiałam z mamą Mai. Przyznała, że jej córka jeszcze niedawno wstydziła się, a nawet bała wyjść na środek sceny, gdy miała powiedzieć wiersz. Dzisiaj wychodzi bez tremy, mówi głośno, wyraźnie, jak po szkole aktorskiej.

Julia: Te zajęcia i wyjazdy dużo nam dały, przede wszystkim pewności siebie.

Trenerka Małgosia: Tak, ale ta pewność jest połączona z jakością. Nie jest tak, że dziewczyny myślą: my jesteśmy boskie i najlepsze. Rok temu nie udało się im awansować do Stanów nie załamały się i nie mówiły, że nie chcą więcej brać udziału. Zamiast tego usłyszałam: bierzemy się do roboty i wiemy, co trzeba zrobić. Chodziły na występy innych zespołów, zobaczyły, która drużyna była lepsza i jak wyglądała. W tym roku włożyły chyba pięć razy więcej pracy niż w poprzednim.

Olga: Na dzień przed konkursem zobaczyłyśmy, że coś nie gra, więc poprawiałyśmy.

Julia: Poszłyśmy spać o drugiej w nocy.

Trenerka Małgosia: Ćwiczyły też jeszcze w busie, którym jechałyśmy do Gdyni. Trenują w wolnej chwili, powtarzają dialogi. Podczas przedstawienia jedna z dziewczyn weszła w nie swoją rolę. Dziewczyny zagrały przedstawienie do samego końca tak, że nikt z widowni nawet tego nie zauważył… poza rodzicem jednej z dziewczynek.

Co o Omerkach mówią ich nauczyciele?

Trenerka Małgosia: Dzięki startom w Odysei Umysłu stały się bardziej odważne, nie boją się rzucać różnych pomysłów, tego, co im przyjdzie do głowy. Wiedzą, że nie ma złych pomysłów.

Olga: Nie ma też rzeczy niemożliwych.

Trenerka Małgosia: Mają niesamowity zapał, udoskonalają to, co już zrobiły.

Julia: Staramy się dążyć do celu.

Trenerka Małgosia: Szukają, kombinują i zawsze coś wymyślą. Nie ma dla nich zadania nie do zrobienia. Od innych nauczycieli słyszę, że potrafią pracować w grupie, umieją się dogadać, pójść na kompromis. Nie ma przepychania: moje-twoje.

Olga: Każda z nas może mieć inny pomysł. Wtedy staramy się łączyć je w jeden.

Basia: Albo wybieramy najlepszy.

Trenerka Małgosia: Nie tracą czasu na niepotrzebną kłótnię, czyj pomysł jest lepszy, tylko zastanawiają się, jak wybrać to, co najlepsze z każdego pomysłu. Myślę, że to się przekłada na jakość pracy na każdym innym przedmiocie.

Olga: To taka burza mózgów.

Trenerka Małgosia: Są kreatywne. Dzięki temu niewiele im trzeba.

Julia: Lubimy zrobić coś z niczego.

(dziewczyny odeszły od stolika przy którym rozmawiamy i właśnie robią baranka)

Trenerka Małgosia: Czasem wystarczy kawałek kartki, kredki, taśmy klejącej i już coś tworzą . Nie wiem, czy ktoś na świecie ma tyle optymizmu co one (śmiech). I wiary w siebie, w swoje możliwości i w to, że jeżeli będą chciały i włożą dużo pracy, to się uda. To nie jest tak, że one siedzą, wierzą i efekty same przyjdą.

Dziewczyny, czy chcecie coś na koniec jeszcze powiedzieć?

Julia: Prosimy, żebyście nam dawali pieniądze.
Trenerka: Julia, nie mów ,,dawali”.
Lena (po chwili zastanowienia): Żebyście wpłacali.
Basia: … i nas wspierali!

Dziewczyny, dziękuję Wam za rozmowę i trzymam za Was kciuki!

Jak najprościej możecie pomóc dziewczynom?

Wejdźcie na stronę zbiórki na Polak Potrafi lub Zrzutka.pl i wybierzcie kwotę, którą chcecie przekazać Omerkom. Możecie wpłacić nawet złotówkę albo pięć, a za każdą pomoc dziewczyny odwdzięczą Wam się w konkretny sposób. Pomożecie? Nie może się nie udać.

Odyseja Umysłu Wrocław