Korki to jedna z największych zmor mieszkania we Wrocławiu. Gdziekolwiek chcesz się wybrać, tam towarzyszą ci korki. Z wyjątkiem godzin między pierwszą a czwartą w nocy, ale wtedy nie zabierzesz dzieci np. do zoo. No chyba że zamierzacie razem ukraść żyrafę.

My wszyscy – zwłaszcza kierowcy – mamy taką cechę, że lubimy szukać winy u innych. Korki tworzą się, „bo od lat nie wyremontowali tej ulicy”, „bo są za krótkie cykle świateł”, „za długie cykle świateł”, „bo gdzieś jest podporządkowana, a powinno być pierwszeństwo”, ale przede wszystkim dlatego, że „inni jeżdżą źle”. Tymczasem jeśli chodzi o przyczyny powstawania korków, to odkryli je już dawno tzw. amerykańscy naukowcy. Ja zaś postaram się usystematyzować je w pięciu punktach. Korki powstają z sumy ich wszystkich, pomnożonych przez liczbę ulic w mieście.

1. Płynność jazdy

Ostatnio jechał przede mną facet. Oczywiście na szybie zainstalowana kamera samochodowa (tzw. dashcam), żeby były dowody na tych wszystkich idiotów, którzy ośmielą się wymusić mu pierwszeństwo. I widzę, że gdy samochód przed nim rusza, on spokojnie jeszcze sobie stoi i kontempluje życie. Dopiero po kilkunastu sekundach podejmuje dalszą jazdę.

Otóż korki biorą się właśnie z takich postaw – kilka czy kilkanaście sekund na każdym kierowcy, któremu się nie spieszy. I mamy czerwone. W efekcie trzy auta, które jeszcze zdążyłyby przejechać skrzyżowanie, zostają na światłach. Dziesięć cykli i mamy trzydzieści pojazdów plus te, które chcą się włączyć z podporządkowanych, a nie mogą. A świateł w mieście są przecież setki.

Kluczem jest płynność jazdy. Rozumiem, że stanie w korku jest nudne i niektórzy lubią sobie w drodze do pracy obejrzeć ulubiony serial na smartfonie, ale auto to nie miejsce na relaks. Trzeba działać, reagować, obserwować. Szyby są przezroczyste po to, żebyśmy mogli patrzeć dwa samochody dalej! Gaśnie światło stopu – jedziemy, zmienia się światło na skrzyżowaniu – jedziemy. Akcja i reakcja!

Obraz Emilia_Baczynska z Pixabay

2. Prawo drugiego pasa

Z pewnością staliście w kolejce do kas w supermarkecie i wiecie, że ta druga kolejka zawsze jest szybsza. Chyba że przejdziemy do niej – wówczas szybsza okaże się pierwsza, w której już nie stoimy. Jest to „prawo tej drugiej kolejki”, które działa zawsze.

Dokładnie tak samo działają pasy ruchu! Wielu kierowców sądzi, że dokonując ciągłych zmian pasa ruchu, dotrze na miejsce szybciej. Problem w tym, że zmiana pasa ruchu, o ile nie jest zrobiona płynnie (znów – płynność!), generuje mikrosekundowe opóźnienia w całej arterii.

Oczywiście pasy są po to, by je zmieniać. Czasem trzeba skręcić z lewego pasa, czasem z prawego. Jednak wiara w to, że można poruszać się w korku szybciej dzięki częstym zmianom pasa, jest porównywalna z wiarą, że można szybciej dojść do kasy z zakupami, często zmieniając kolejkę. Tu potrzebny jest zdrowy rozsądek i skupienie.

3. Zaduma nad kolizją

Nie da się wyeliminować drobnych kolizji. Jest to naturalny element życia w dużym mieście. I ogólnie można by pokusić się o takie życzenia, żebyśmy tylko z takimi zdarzeniami drogowymi mieli do czynienia. Natomiast ekstremalnie istotne dla zachowania płynności drogowego życia miasta jest to, by po takiej zwyczajnej, lekkiej kolizji w miarę możliwości szybko i bezpiecznie usunąć oba pojazdy na pobocze i tam kontynuować kłótnię o to, kto zawinił – przy powtórkach z dashcamu.

Jeżeli nikomu nic się nie stało, mamy lekko zarysowany zderzak lub wgniecenie w błotniku, naprawdę nie ma powodów do tego, by ruch blokować, stwarzając przy tym zagrożenie przez wymuszanie konieczności wymijania przez innych miejsca kolizji. Co ciekawe, niektórzy ludzie cierpią przez stanie w korku z powodu kolizji, o których nawet nie mają pojęcia, bo wydarzyły się kilka kilometrów dalej.

4. Jazda „na suwak”

Osobiście uwielbiam jazdę „na suwak”. Nic nie nastraja tak pozytywnie do życia, jak dobrze funkcjonujący suwak – te auta ustawiające się w równych odległościach, ci kierowcy porozumiewający się bez słów, ta synchronizacja. To prawdziwy uliczny balet stali i szkła, sztuka najwyższych lotów.

Ale, niestety, zdarzają się czarne owce – kierowcy, którzy nie cenią sobie piękna i za nic mają niepisane zasady. Mają dashcamy, żeby udowodnić innym ich niedoskonałość, ale sami nie powstrzymają się przed wciśnięciem pedału gazu do dechy, by wyskoczyć kilka metrów do przodu i zburzyć tę piękną harmonię. Taki „zepsuty ząbek suwaka” sprawia, że ruch na pasie, który płynnie łączył się z naszym pasem, na chwilę zamiera. Dalej działa tzw. efekt motyla: kilometr wcześniej ktoś próbuje włączyć się do ruchu z podporządkowanej, ale nie może. Za nim ustawiają się kolejne auta. Oczywiście wszyscy nieustannie zmieniają pasy i oglądają seriale na smartfonach.

fot. Maciej Leśnik

5. Ogólny brak kultury i emocje

Chamstwo, arogancja, patrzenie z wyższością na innych to zespół cech, których nie lubię u kierowców, a które występują nader często. Samochód tak jakoś działa na człowieka, że musi się odegrać na innych. Jeśli nie nakrzyczeć, to zwolnić i zatrąbić, albo chociaż „usiąść na zderzak” i prowokować.

Muszę się do czegoś przyznać: też tak kiedyś reagowałem. Moi znajomi wiedzą, że jestem chodzącą oazą spokoju, która rozsiewa wokół siebie atmosferę ciszy i odprężenia niczym kwiat lotosu na tafli jeziora. Ale za kierownicą nieraz czułem się jak Michael Douglas w filmie „Upadek”. Do czasu, aż dokonałem pewnego przełomowego odkrycia.

Zdarzyło się to właśnie w korku. Próbowałem włączyć się do głównej, stojąc na lekkiej górce, na gazie i sprzęgle (bardzo niedobrze dla sprzęgła). I chciałem się włączyć, bo było akurat miejsce, ale gość z dashcamem zobaczył mnie, dodał gazu i wyskoczył do przodu. Wściekłem się i siadłem mu na zderzak, żeby się zemścić. Niestety, staliśmy w korku i jedyne, o mogłem robić, to podjeżdżać do niego maksymalnie blisko. Tymczasem on – jakby złośliwie – pozwalał, by przed nim tworzyła się duża przerwa. I jeszcze sobie papieroska palił. Wojna totalna, rzec można.

Wtedy spłynęła na mnie kojąca myśl. Do dzisiaj, kiedy zdarzy mi się trafić na jakiegoś niekompetentnego kierowcę, wracam myślami do tej sytuacji i uspokajam się. Uświadomiłem sobie, że to zupełnie przypadkowe spotkanie. Za dziesięć, piętnaście, dwadzieścia minut nasze drogi rozjadą się definitywnie. Ja pojadę do domu, przywitam się z żoną i dziećmi, zjem pyszny obiad. A on? Pojedzie sobie tam, gdzie jego miejsce – do krainy niekompetentnych kierowców. I niech tam sobie jedzie. Niech znika jak najszybciej.

Obraz andreas N z Pixabay

Morał

Ruch uliczny to przestrzeń, którą musimy się wszyscy jakoś podzielić. Wszyscy mamy jeden interes: dojechać gdzieś w miarę sprawnie. Nieprzestrzeganie niepisanych zasad, jeżdżenie byle jak oraz brak kultury – to wszystko przekłada się na pogorszenie płynności ruchu, ale także i jakości naszego życia. Denerwujemy się, tracimy czas i pieniądze, a dodatkowo jeszcze dokładamy swoje pięć groszy do formowania toksycznej otuliny wokół naszego miasta – a zatem i naszych dzieci. Dlatego warto spojrzeć w pierwszej kolejności na siebie, na swoje umiejętności i zachowanie w ruchu. Nikt przecież rozmyślnie nie jeździ źle po to, by tworzyły się korki. To kwestia świadomości.

Fot. 1 Obraz Free-Photos z Pixabay