“Maszyna Czasu” to monumentalna konstrukcja z metalu, lodu i kamienia, w której na oczach widzów dokonuje się przemiana żywiołów. Instalację, która powstała w ramach cyklu “Pomniki Czasu” kontynuowanego przez Tomasza Domańskiego konsekwentnie od ponad 20 lat, można oglądać na placu przy Muzeum Współczesnym Wrocław od 14 stycznia do osiągnięcia przeciwwagi.

Trwałość bywa bardziej honorowana niż przemijanie. Bez względu jednak na sposób rozumienia i oceniania czas zasługuje na hołd, jako niepokonany bohater abstrakcyjny. Maszyna Czasu postawiona jest ku czci, a jednocześnie na żer czasu. Jej intencją nie jest trwanie, istnieje tylko jako przezroczysty, chwilowy artefakt uświadamiający nam władzę czasu. Ta znikająca instalacja zawiera w sobie także paradoksalne pragnienie stawiania oporu jego niszczącym właściwościom. Poprzez krótkotrwałe zdarzenie artystyczne inicjowane jest wrażenie, zapisujące się w pamięci, której naturą jest zachowanie  przemijającego. 

Już na początku lat dziewięćdziesiątych Tomasz Domański podjął heroiczną próbę wizualizacji czasu i przedstawienia go w formie plastycznego komunikatu, uruchamiając na wrocławskim Rynku Lodowe zegary, w ramach cyklu Pomniki Czasu, które odmierzały czas mieszkańców miasta. Z lodu, granitu, stali i ognia konstruował metaforyczne maszyny (Topnienie 1993, 1 m wody = 1 m ognia 1994, Ciepło topnienia 1995). Lód idealnie reprezentuje naturę przemijania, a jego kondycja w metaforycznym ujęciu jest niezmiernie bliska naszej ludzkiej kondycji. 

Granit w Maszynie Czasu wisi nad nami jak miecz Damoklesa symbolizujący zagrożenie ekologiczne, integralnie wpisane w przesłanie Pomników Czasu, oparte tylko na intuicji, antycypowały tragicznie skutki topnienia lodowców. Dzisiaj to już nie intuicja artysty, lecz realne niebezpieczeństwo dla świata i wielkie wyzwanie dla ludzkości.

Obserwacja procesu działania “Maszyny Czasu” jest możliwa pod warunkiem zachowania ścisłego reżimu sanitarnego COVID i przestrzegania zaleceń Państwowej Inspekcji Sanitarnej dotyczących zgromadzeń.

Przeczytaj także: Czas jako eksperyment – wywiad z Tomaszem Domańskim

Tomasz Domański o “Maszynie Czasu”

Sposób działania natury, bezlitośnie konsekwentny i nieodwracalny, wydaje się nam okrutny. Obserwujemy zmiany podyktowane przez czas, z którymi godzimy się nie bez bólu. Łatwiej jest zrozumieć i zaakceptować zależność od czasu, kiedy przyglądamy się kondycji natury w ogóle, niż gdy patrzymy na to, co dotyczy nas bezpośrednio, i na porządek świata ustalony przez nas. Naturalny rytm czasu w naszej kulturze jest odbierany przede wszystkim jako monotonny odgłos przemijania. Świadomość „naszego czasu” dotyczy raczej jego wymiernego aspektu, a nie doświadczania go we względnej, efemerycznej postaci. Dostrzegamy „materialność” czasu poprzez widoczne zmiany, ale ruchomy proces ich powstawania często umyka niezauważony.

Trwałość wydaje się bardziej honorowana niż przemijanie. Bez względu jednak na sposób rozumienia i oceniania czasu zasługuje on na hołd, jako niepokonany bohater abstrakcyjny. Dlatego postawiłem na linii biegnącego czasu „pomnik” ku jego czci. Wychodząc poza utartą tradycję zachowywania pamięci po wielkich wydarzeniach i ich autorach, skonstruowałem maszynę z kamienia i lodu, w której na naszych oczach dokonuje się przemiana żywiołów. Maszyna Czasu postawiona jest ku czci, a jednocześnie na żer czasu, jej intencją nie jest trwanie, istnieje ona tylko jako przezroczysty, chwilowy artefakt uświadamiający nam władzę czasu. Ta znikająca konstrukcja zawiera w sobie także paradoksalne pragnienie stawiania oporu jego niszczącym właściwościom. Poprzez krótkotrwałe zdarzenie artystyczne chciałbym zainicjować wrażenie zapisujące się w pamięci, której naturą jest wieczna walka z czasem.

Na wrocławskim Rynku na początku lat dziewięćdziesiątych uruchomiłem Lodowe zegary, które odmierzały czas mieszkańców miasta. Z lodu, granitu, stali i ognia konstruowałem metaforyczne maszyny (Topnienie 1993, 1 m wody = 1 m ognia 1994, Ciepło topnienia 1995), wyrażając wciąż żywą tęsknotę człowieka do zbudowania urządzenia do obserwacji czasu, jego natury i charakteru. Były to dla mnie szczególnie ważne działania, jej industrialna spektakularność i skala dodały mi koniecznej wiary w samego siebie i co najważniejsze w to, że jestem w stanie tą energią pozytywnie zainfekować innych. W późniejszej mojej działalności widać, jak bardzo ważny i niezbędny był to dar – wykrzesania energii z innych ludzi w celu realizacji abstrakcyjnych idei. Zawsze to podkreślam, Pomniki Czasu mogły zaistnieć dzięki zaangażowaniu i pasji wielu ludzi, ja jestem tylko siłą sprawczą.

Ponad ćwierć wieku temu, podjąłem heroiczną próbę wizualizacji czasu i przedstawienia go w formie plastycznego komunikatu. Lód idealnie reprezentuje naturę przemijania, a jego kondycja w metaforycznym ujęciu jest niezmiernie bliska naszej, ludzkiej kondycji. W przypadku Pomników Czasu mamy do czynienia z dużą kompresją egzystencji lodowej bryły w stosunku do czasu, jakim dysponuje człowiek. Dzięki plastycznemu umocowaniu, stwarzam artystyczny incydent, czyli sprzyjające warunki do umownej obserwacji czasu. W trakcie akcji poddawani jesteśmy próbie akceptacji nieuchronności zdarzeń, w której wszyscy uczestniczymy.

Maszyna Czasu to rodzaj stalowej konstrukcji (klatki), w której ażurowym wnętrzu odbywa się na oczach publiczności spektakl transformacji żywiołów. Widzowie mogą obserwować tą przemianę w kontekście fizycznego procesu zamiany ciała stałego w wodę i eteryczny gaz. Przy pomocy  działania czasu, który odgrywa kluczową rolę narratora i cichego bohatera, możemy zauważyć proces przemiany. Oczywiście nie bez znaczenia są pozostałe żywioły, odczuwamy je w kontekście temperatury, wilgotności powietrza oraz grawitacji. Spektakl odgrywany na żywo dzieje się na naszych oczach i jest rozpisany na wielogodzinny, a może wielodniowy proces monodramu jednego aktora – czasu.

Pomniki Czasu potrafią zatrzymać ludzi, zachęcić do partycypacji w niełatwej sztuce koncepcyjnej, a zwłaszcza w jej efemerycznej odsłonie. Wydaje mi się, że ten fenomen karmi się naszym strachem; witkacowskim bólem istnienia i tajemnicą bytu, nostalgią przemijania, „smutkiem szczęścia” Leopolda Staffa, a w końcu atawistycznym lękiem przed śmiercią. Pomniki Czasu w sposób metaforyczny przetransponowały te obawy i zahibernowały je w lodową bryłę tymczasowego przetrwania. W tak zaaranżowanej narracji przemijania odnalazłem swój język do opisania czasu w sztuce, a ponieważ ten wątek mechaniki świata dotyczy nas wszystkich, staje się uniwersalny. We wspólnym odczuwaniu upływu czasu tkwi siła oddziaływania tego cyklu. Używam abstrakcyjnej formuły do przedstawienia swoich przemyśleń i przeczuć, by po chwili poprowadzić odbiorcę do sedna i istoty mojej intencji. Gdy publiczność je odkrywa, staje się odrobinę silniejsza w swojej prywatnej bitwie z czasem.

Maszynę Czasu zaprojektowałem, wykorzystując pierwiastek hipnotyczno-magiczny, jaki występuje w relacji artysty z odbiorcą. To rodzaj niesymetrycznej symbiozy, społeczeństwo odrzuca pracę artystów, nie zdając sobie sprawy, jak wiele wnoszą w jego życie. Hipnotyzer-artysta ma za zadanie uwolnić widza od natarczywej potrzeby nazywania na rzecz poznania sztuki takiej, jaka ona jest w swej istocie. Ta natrętna potrzeba odwoływania się do realności wynika z archetypicznego lęku przed nieznanym. Warunkiem przeprowadzenia udanej terapii i seansu hipnotycznego jest współpraca. Kiedy artyście uda się uwolnić widza od strachu, on zaakceptuje niezdefiniowane.

W kontekście Pomników Czasu należy także wspomnieć o aspekcie ekologicznym, będącym integralnie wpisanym w ich przesłanie. Czy na początku lat dziewięćdziesiątych ktoś słyszał o topniejących lodowcach? W ogóle mówiło się mało, zwłaszcza w Polsce, o narastającym problemie globalnego ocieplenia i jego konsekwencjach, a jeżeli już, to najwyżej wspominano o rosnącej dziurze ozonowej, z którą świat uporał się, zatrzymując jej rozrost. Niewątpliwie Pomniki Czasu, nawet jeśli oparte tylko na intuicji, antycypowały zagrożenie topnieniem lodowców, z jakim ludzkości przyszło się zmierzyć na początku nowego stulecia. Dzisiaj to już nie intuicja artysty, lecz realne zagrożenie dla świata i wielkie wyzwanie dla ludzkości.

Wydarzenie realizowane w ramach Sympozjum Wrocław 70/20 

Projekt współfinansowany jest z Budżetu Województwa Dolnośląskiego 

Organizatorzy: Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego, Muzeum Współczesne Wrocław oraz Gmina Wrocław – fundator  indywidualnego stypendium artystycznego 

Patronat honorowy:
Cezary Przybylski – Marszałek Województwa Dolnośląskiego
Jacek Sutryk – Prezydent Miasta Wrocław 

Partner: Ice Art