Czy utracona równowaga cywilizacji i przyrody jest dziś jeszcze do odzyskania? Czy spojrzenie na horyzont życia wypełniony środowiskiem naturalnym jest jeszcze możliwe? Dla tych, którzy zechcieliby spojrzeć wstecz, na oddalające się poczucie bliskości z przyrodą, Cystersi pozostawili kilka ważnych lekcji, które uważny obserwator odkryje na Dolnym Śląsku. 

Początkowo Ziemia udomowiła człowieka, a gdy ten rozgościł się na dobre, odkrył możliwość wprowadzenia „poprawek” i postanowił pozmieniać widok za oknem. Przyglądając się poczynionym do tej pory zmianom można odnieść wrażenie, że celem ludzkich działań jest zorganizowanie najdoskonalszego widoku na śmietnik. Widoku dostępnego z każdego okna. Na szczęście, nie zawsze tak było i można spróbować odnaleźć utraconą równowagę i niegdysiejsze spojrzenie na horyzont wypełniony środowiskiem naturalnym. Jest nadzieja, że zdążymy, zanim powietrze zmętnieje i wszystko stanie się zupełnie niejasne.

Spróbujmy zatem zerknąć na kilka przykładów współpracy z przyrodą, które warte są miana inspiracji. Dzięki nim można podziwiać to, co powstało we współpracy z naturą. Wędrówkę warto rozpocząć od obserwacji najbliższego otoczenia. Tym bardziej, że na terenie Dolnego Śląska pozostały liczne ślady po wielowiekowej obecności Cystersów – prawdopodobnie pierwszych europejskich ekologów. Może nie odeszliśmy aż tak daleko od dobrych tradycji, by nie można było do nich wrócić.

Najpierw jednak kilka słów o historii. Cystersi byli jedną z grup zakonnych najbardziej oddziałujących na swoją epokę. Zakon założony w Citeaux w 1098r. przez Roberta de Molesme zyskał ogromną popularność w XIIw., szerzył swoją działalność nie tylko na terenie Francji, ale także Europy. Monastyczny tryb życia połączony z pracą na roli miał zapewnić spokój, wyciszenie i zdystansowanie od problemów epoki, a przy tym niezależność wynikającą z pracy rąk własnych.

Konieczne było rozwinięcie przyklasztornych ogrodów i zapewnienie mnichom wyżywienia. Obowiązujące reguły ascezy i milczenia nie stały w sprzeczności z przekazywaniem informacji. Można sądzić, że dzięki pielgrzymowaniu szarych mnichów, Europę przemierzały nie tylko intencje i modlitwy, ale także cenne dla rozwoju społeczeństw informacje. W ten sposób rozprzestrzeniała się średniowieczna myśl techniczna: upowszechniono trójpolówkę, systemy nawadniania gleb, sposób wytopu żelaza, budowano mosty, powstawały młyny, browary i tartaki.

Z pewnością dzisiejszy świat technologii ma odpowiednie kanały informacyjne i nie potrzebuje wsparcia, by proponować nowe rozwiązania. Wsparcia za to potrzebujemy my, by odkryć to, co przesłania nam lub niszczy nadmiar technologii. Oto trzy przykłady wykorzystania niepozornych, a czasami nawet zniechęcających warunków naturalnych, które przekształcono w udany sposób i inspirujący po dziś dzień.

Stawy Milickie

Refleksje natury przyrodniczej rozpocząć należy od pozornie nieciekawego pasma mokradeł znajdującego się w Dolinie rzeki Barycz, które z czasem zyskało miano rezerwatu „Stawy Milickie”. Jest to największy w Europie kompleks stawów hodowlanych założony przez Cystersów w XIIIw. Liczba stawów jest trudna do określenia ze względu na ich zmienną formę. W zależności od warunków zewnętrznych i procesów toczących się naturalnie, niekiedy stawy ulegają zarośnięciu, wyschnięciu itp.

Milickie stawy znajdują się na terenie największego parku krajobrazowego w Polsce, którego ranga wykracza poza ramy krajowe. Ze względu na rozmiar i znaczenie zbiorników wodnych, został on wpisany na listę Living Lakes (ang. żyjące jeziora) – zbiorników wodnych o wyjątkowych walorach przyrodniczych. Mozaikowo ułożone zbiorniki tworzą bezpieczną przystań dla tysięcy gatunków ptaków.

Uprawa lnu

Parę kilometrów na południe od słynnej „perły baroku”, jaką jest opactwo w Krzeszowie, znajduje się miejscowość Chełmsko Śląskie, w której do dzisiaj można podziwiać unikatowe na skalę europejską Domy Tkaczy. Miejscowość od końca XV wieku znana jest z upraw lnu i tkactwa, będąc niepowtarzalnym przykładem współpracy człowieka z przyrodą. Łagodne, słoneczne zbocza, na których suszono len, łatwy dostęp do strumienia potrzebnego do moczenia surowego płótna i lasy, które dostarczały drewna, by uzyskać potaż niezbędny do bielenia tkanin. Wszystko to stanowiło o powodzeniu działań zakonnych na mało urodzajnych terenach południowego krańca Doliny Krzeszowskiej.

Do tego stopnia powiodła się uprawa lnu, że w miejscowości zbudowano 12 drewnianych domków tzw. „Dwunastu Apostołów” z rzędem malowniczych podcieni, by zasiedlić je przez tkaczy czeskich oraz domy murowane dla bawarskich tkaczy adamaszku. Do dzisiaj na terenie Chełmska Śląskiego podtrzymywana jest pamięć o dawnej tradycji tkackiej za sprawą corocznych Jarmarków Tkaczy Śląskich i wizyt w Izbie Tkackiej, gdzie każdy przybysz może wprawić w ruch zabytkowe krosna i zmierzyć się z dawnym sposobem obróbki lnu.

Parki przyklasztorne i ogrody

Pierwotnie kościoły cysterskie nie posiadały widocznych z dala wież, co zapewniało spokój i ciszę gromadzącym się w nich braciom. Każdy kontakt z przyrodą posiadał przecież wymiar przeżycia sakralnego, dotknięcia tajemnicy stworzenia i przywileju uczynienia sobie ziemi poddanej. Zgodnie z przekazem cysterskim, przyroda jest cichym głosem Stwórcy. Przyklasztorne założenia zieleni stały się nie tylko miejscami pracy, jak ogrody warzywne i ziołowe, ale też przestrzenią odpoczynku i kontemplacji, którą można było odnaleźć w sadach i parkach, a niekiedy w winnicach.

Ciekawostką jest, że ostatnim ogrodem Cystersów był cmentarz przypominający delikatnie prowadzoną roślinnością, że przyszliśmy, jesteśmy i odejdziemy pozostawiając po sobie mniej lub bardziej znaczący ślad. Jesteśmy zgodni, że obojętność na otaczający nas świat roślin i zwierząt sprowadza apokaliptyczne wizje o końcu ery człowieka. Złowieszcze samounicestwienie. Dla tych, którzy zechcieliby spojrzeć wstecz na oddalające się poczucie bliskości z przyrodą, pozostawią Cystersi kilka ważnych lekcji, które uważny obserwator odkryje na Dolnym Śląsku. Oprócz interesującej architektury, wielu zabytków i dróg, pozostaje dziedzictwo relacji z przyrodą i szacunek dla niej.

Teresa Marcinów