Determinacja i uczciwość. To cechy absolutnie niezbędne przy pracy kreacyjnej. Dodatkowo, jako trzecią, konieczną wartość, dodałbym umiejętność podejmowania ryzyka. A jeżeli decydujemy się na podejmowanie ryzyka, musimy liczyć się z możliwością porażki. Tomasz Domański, autor rzeźb, instalacji, obiektów, performansów, rysunków i fotografii w rozmowie z Izą Jóźwik o Pomnikach Czasu.

Sublimatory, pierwszy obiekt z cyklu Pomniki Czasu został zrealizowany w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku już około 30 lat temu. Jaka była wówczas jego koncepcja?

Sublimatory były jednym z pierwszych projektów ukazujących procesualny charakter rzeźby-instalacji-idei. Idea rzeźby w procesie, ciągłej przemiany, która po uruchomieniu nigdy się nie skończy. Kompozycja ta jest plastyczną interpretacją naturalnej równowagi Yin–jang. Jej kontemplacyjny charakter opiera się na zasadzie kontrastu obserwowanego w zjawiskach codziennych, skrajnościach, które się wzajemnie uzupełniają; twarde – miękkie, mokre – suche, ciepłe – zimne, pełne – puste, ciekłe – stałe, jasne – ciemne, widzialne i niewidzialne. Kontrast jest także jednym z podstawowych elementów budowania rzeźby, obok światła, rytmu i ciężaru. W tej instalacji pośrednio odwołuję się do „wzniosłości związków czystych” Barnetta Newmana. Jego poszukiwania sztuki wzniosłej (sublime) w malarstwie wyznaczyły moją drogę do prostoty i sublimacji formy.

Czas płynie, Pomniki Czasu powstają, trwają, rozwijają się, znikają. Ewoluują. Czy pamięta Pan momenty kluczowe dla ich transformacji?

Od pierwszych realizacji zdawałem sobie sprawę, że uruchamiam długofalowy program na całe artystyczne życie. W takim rozumieniu zjawiska, trudno wskazać kluczowe momenty w historii konkretnego projektu. Po prostu Pomniki Czasu rozwijały się w każdej swojej nowej odsłonie, wykorzystując różne konteksty materiałowe, rozszerzając swoją „zmysłowość” o wykorzystanie dźwięku albo włączenie w strukturę nowych mediów np. filmów. 

A wspomniany przez Panią kluczowy moment w mojej pracy pojawił się na jej początku, gdy pojechałem realizować swoje idee w region najbardziej dla nich optymalny. Pojechałem na Alaskę do Fairbanks i uruchomiłem Lodowy zegar. Z wody, stali i ognia skonstruowałem metaforyczną maszynę, wyrażającą wciąż żywą tęsknotę człowieka do zbudowania urządzenia samonapędzającego się – perpetuum mobile. Była to dla mnie szczególnie ważna instalacja, jej industrialna spektakularność i skala dodały mi koniecznej wiary w samego siebie i, co najważniejsze, w to, że jestem w stanie tą energią pozytywnie zainfekować innych.

W późniejszej mojej działalności widać, jak bardzo ważny i niezbędny był to dar – wykrzesania energii z innych ludzi w celu współrealizacji abstrakcyjnych idei. Zawsze to podkreślam, Pomniki Czasu mogły zaistnieć dzięki zaangażowaniu i pasji wielu ludzi, ja jestem tylko inicjatorem działań.

Próba plastycznego zwizualizowania czasu, czyli tworzenia sprzyjających warunków do umownej jego obserwacji, nawet z zaangażowaniem innych, wydaje się nie tylko wymagającym wyzwaniem, ale również jak wszystkie tego typu działania, związanym z ryzykiem wyczerpania, dojścia do ściany, końca poszukiwań. Czy był jakiś moment graniczny, kiedy zwątpił Pan w sens kontynuacji Pomników?

Nie miałem takiego momentu. A wynika to z prostej zasady agrarnej jaką jest płodozmian. Jak wiemy, prawidłowo opracowany płodozmian jest najtańszym sposobem poprawy żyzności gleby i ma decydujący wpływ na zwiększenie ilości i jakości produkcji roślinnej. W moim przypadku płodozmian dotyczył szerokiej aktywności na polu sztuki. Zajmuję się performansem, fotografią, „rzeźbiarskim malarstwem”, rysunkiem i filmem. Swobodne poruszanie się w tak szerokim spektrum różnych mediów, pozwala na ucieczki i powroty, możliwość ważka w momentach znużenia, ale tak naprawdę z Pomnikami Czasu nigdy nie miałem poczucia wyczerpania tematu.

W Pomnikach Czasu próbuje Pan zamknąć go w formie, materii mniej lub bardziej kruchej, często efemerycznej. Mam pytanie proste i pewnie nazbyt tendencyjne, ale może właśnie dlatego wydaje mi się ważne. Czym dla Pana osobiście jest czas? Chodzi mi o próbę ujęcia czasu tym razem w materii języka?

Staram się unikać odpowiedzi na to pytanie. Raczej widziałbym siebie w roli tego, który testuje zjawisko, aby uwypuklić jego urodę i znaczenie. W materii języka, jak to Pani nazwała, nie mam swojej definicji, a w mojej indywidualnej interpretacji punktem odniesienia jest człowiek wobec czasu. W końcu przecież wszyscy jesteśmy Pomnikami Czasu.

Jak projekt wpłynął na Pana percepcję pojęcia czasu?

Wydaje mi się, że jest dobrym narzędziem w oswajaniu czasu. Obaw przed jego skutkiem – czyli przemijaniem, a w konsekwencji śmierci. Wyrażonej w literaturze; witkacowskim bólem istnienia i tajemnicą bytu, nostalgią przemijania, „smutkiem szczęścia” Leopolda Staffa, a w końcu atawistycznym lękiem przed śmiercią. Pomniki Czasu w sposób metaforyczny przetransponowały te obawy i zahibernowały je w lodową bryłę tymczasowego przetrwania. W indywidualnym i zbiorowym odczuwaniu upływu czasu tkwi siła oddziaływania tego cyklu. Może przez te lata stałem się odrobinę silniejszy w swojej prywatnej bitwie z czasem.

Skoro nie było momentu granicznego, czy to znaczy, że zamierza Pan kontynuować Pomniki Czasu? 

Sytuacja z pandemią wprowadza pewne perturbacje, ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję na przełomie roku powrócić na wrocławski Rynek z nowym monumentalnym projektem pt. Maszyna Czasu. 

Na wrocławskim Rynku na początku lat dziewięćdziesiątych uruchomiłem Lodowe Pomniki, które odmierzały czas mieszkańców miasta. Z lodu, granitu, stali i ognia konstruowałem metaforyczne kompozycje (Topnienie 1993, 1 m wody = 1 m ognia 1994, Ciepło topnienia 1995). 

Maszyna Czasu to rodzaj stalowej konstrukcji (klatki), w której ażurowym wnętrzu odbywa się na oczach mieszkańców miasta spektakl transformacji żywiołów. Publiczność może obserwować tą przemianę w kontekście fizycznego procesu zamiany ciała stałego w wodę i eteryczny gaz. Przy pomocy działania czasu, który odgrywa kluczową rolę narratora i cichego bohatera, możemy zauważyć proces przemiany. Oczywiście nie bez znaczenia są pozostałe żywioły, odczuwamy je jako temperaturę, wilgotność powietrza oraz grawitację ciążącego ku ziemi kamienia. Spektakl dzieje się na naszych oczach i jest rozpisany na wielogodzinny, a może nawet wielodniowy proces monodramu, w którym aktorem jest czas. 

Co jest najważniejsze dla twórcy przy zaangażowaniu się w pracę przy projekcie trwającym kilkadziesiąt lat?

Determinacja i uczciwość. To cechy absolutnie niezbędne przy pracy kreacyjnej. 

Dodatkowo, jako trzecią, konieczną wartość, dodałbym umiejętność podejmowania ryzyka. A jeżeli decydujemy się na podejmowanie ryzyka, musimy liczyć się z możliwością porażki. Jeżeli uda nam się przezwyciężyć gorycz niepowodzenia, to uda nam się kontynuować proces, a dla tego projektu nie tyle jest ważne doświadczenie, wynikające z wieloletniej pracy, ale doświadczenie rozumiane jako eksperyment, którego wynik jest nieznany. 

Zapraszamy na wystawę Tomasz Domański | POMNIKI CZASU / MONUMENTS OF TIME | Retrospektywa do Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, która będzie trwała od 7 listopada 2020 do 31 stycznia 2021. 

Program towarzyszący:
7 listopada 2020, godz. 12:00
dzień otwarty z udziałem Artysty

31 stycznia 2021, godz. 12:00
oprowadzanie autorskie

Organizatorzy:
Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i z Budżetu Województwa Dolnośląskiego.