Spora część rowerowej wyprawy za nami, ale to nie znaczy, że nie spotka nas już nic ciekawego. Wręcz przeciwnie, bo czas na osiedle, które jest imiennikiem głównej bohaterki naszego cyklu. A więc Widawa!

To najbardziej wysunięte na północ osiedle na trasie naszej rowerowej wyprawy nabrzeżami Widawy. Pierwsze wzmianki o tej dawnej miejscowości, włączonej w granice Wrocławia w latach 70-tych ubiegłego wieku, można było znaleźć w XII-wiecznej bulli papieża Celestyna. Dziś mieszka tu niespełna 1,7 tys. osób. Przemierzając to osiedle na „dwóch kółkach” zbaczamy nieco z wytyczonej nabrzeżami Widawy trasy, by przyjrzeć się kilku wyjątkowym obiektom. 

Przeczytaj poprzedniego odcinki cyklu „Brzegiem Widawy”

Zwiedzamy zabytki i oglądamy efekty starań mieszkańców

Pierwszy to gotycki kościół św. Anny przy ulicy Zduńskiej, zbudowany w latach 1344-48 i rozbudowany w drugiej połowie XVIII wieku. To właśnie wtedy, w trakcie rozbudowy, wedle projektu architekta Karola Geisslera, zbudowano wczesnoklasycystyczną nawę główną na rzucie krzyża greckiego z kopułą zwieńczoną latarnią. W 1945 roku zniszczeniu uległy dach nawy i kopuła. Świątynię odbudowano w 1948 roku, a w latach 70-tych XX wieku kościół odrestaurowano i przebudowano. 

Nieopodal kościoła, przy ulicy Fryzjerskiej, trafimy na dawny Pałac Glitterów, wzniesiony w końcu XVII stulecia jako trójskrzydłowy, dwukondygnacyjny budynek z trzema narożnymi, trójkondygnacyjnymi, cylindrycznymi wieżyczkami wzorowanymi na architekturze późnego renesansu. Była to okazała rezydencja szlachecka, wielokrotnie przebudowywana, która została niemal całkowicie zniszczona pod koniec II wojny światowej. Obecnie, po imponującym pałacu zachowały się jedynie ozdobne portyki, co nie znaczy, że nie warto się tam wybrać, by je obejrzeć. Jedziemy!

Jak już doskonale wiecie z poprzednich odsłon naszego cyklu, rejon Widawy i w ogóle północnego Wrocławia, to rejon pod względem fortyfikacji najciekawszy w naszym mieście. Na samym osiedlu Widawa znajduje się najlepiej zachowany we Wrocławiu, forteczny jaz o konstrukcji zasuwowo-belkowej St.W. IV Hünern z 1914 roku, z zachowanymi detalami zasuw oraz reliktami kraty fortecznej. Koniecznie trzeba go obejrzeć. 

Zwiedziliśmy już zabytkowe budowle, czas na coś nieco bardziej współczesnego. Warto zwrócić także uwagę na inwestycje, które na Widawie powstały w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego. Tych szukajmy choćby wzdłuż ulicy Kominiarskiej. Dzięki staraniom mieszkańców i pieniądzom z WBO 2016 powstał tam świetny plac zabaw dla dzieciaków z Widawy i Lipy Piotrowskiej. Z kolei rok później, podczas Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego 2017, udało się pozyskać miejskie środki na budowę wielofunkcyjnego boiska sportowego, również przy ulicy Kominiarskiej. Zresztą podobny obiekt, także w ramach WBO 2017, powstał na Lipie Piotrowskiej – przy ulicy Cynamonowej. A rok później, w WBO 2018, jednym ze zwycięskich projektów okazał się drugi etap rewitalizacji Parku Widawskiego.

Pomysłowy zaskroniec, niepozorny kumak i ropucha w moro

Jeśli od początku śledzicie naszą rowerową wyprawę, zapewne wiecie już, że Dolina Widawy to niezwykle ważna ostoja bogatej i zróżnicowanej fauny związanej z naturalnymi lasami dolin rzecznych, a dzięki starorzeczom i oczkom wodnym występują tu liczne gatunki płazów i gadów. 

Na osiedlu Widawa można spotkać choćby zaskrońca zwyczajnego. To pospolity, całkowicie niegroźny wąż, który najlepiej czuje się w wodzie. Jest świetnym pływakiem, dlatego jego pokarmem są głównie płazy, czasami także ryby. Łatwo można odróżnić go od pozostałych węży, bo ma na głowie jasne plamy zaskroniowe (stąd jego nazwa). 

Zaskroniec w swoim arsenale tricków ma trzy sposoby na odstraszenie drapieżnika. Po pierwsze: zwija się jak żmija, nadyma i pozoruje atak. Po drugie: kładzie się na ziemi brzuchem do góry, wysuwa całkiem język z pyska i udaje martwego, A po trzecie, wyrzuca z kloaki cuchnący płyn, który naprawdę trudno zmyć. Bądźcie więc czujni!

Na Widawie bogato reprezentowane są także płazy. Poznajcie kilka z nich. Ropuchę zieloną niektórzy nazywają „ropuchą w moro”. Jasne tło pokrywają bowiem nieregularne plamki w kolorze zielonym, ciemnozielonym i brązowym. To mały płaz, który dobrze się czuje blisko człowieka, bo lubi niezarośnięte, często nawet betonowe zbiorniki wodne. Samce wydają z siebie głośne trele, przypominające śpiew kanarka lub dźwięki turkucia podjadka.

Z kolei ropucha szara to płaz, którego niestety bardzo często spotyka tragiczny los i ginie pod kołami samochodu. Dzieje się tak ze względu na to, że wiosną te ropuchy ruszają masowo na gody i potrafią w ciągu jednej nocy przejść nawet kilka kilometrów. Samce często wskakują na grzbiet większych od nich samic i w ten sposób para ropuch zmierza w stronę zbiornika rozrodczego. Walka o znalezienie się z samicą w uścisku godowym (zwanym amplexus) jest bardzo zażarta – samce pod wpływem hormonów wzajemnie próbują się spychać, zdarza się też, że chwytają w uścisk przypadkowe zwierzęta i przedmioty – butelki, śnięte ryby, ludzką rękę. Odgłos godowy samców jest bardzo słaby (nie mają one jak inne płazy bezogonowe rezonatorów) i przypomina nieco dźwięki wydawane przez kury.

Kumak nizinny to z pozoru niezwracający na siebie uwagi mały płaz, bytujący w płytkich rozlewiskach, rowach melioracyjnych czy kałużach. Jego grzbiet jest jednolicie ciemnoszary lub brunatny, za to od spodu płaz ten jest czarny i pokryty żółtymi plamkami. Gdy kumak czuje się zagrożony, wygina swoje ciało do góry w łuk, pokazując drapieżnikowi jaskrawe ubarwienie brzucha i kończyn, co ma oznaczać: „nie próbuj, jestem trujący”. Odgłos godowy jest bardzo specyficzny, niektórzy określają go jako podobny do dźwięku, który powstaje, gdy podmucha się w szyjkę szklanej butelki.

Na Widawie spotkamy też żaby zielone. To grupa żab, w skład której wchodzą dwa gatunki: żaba śmieszka i żaba jeziorkowa oraz ich naturalny mieszaniec: żaba wodna. Płazy te wydają najbardziej charakterystyczne dla płazów dźwięki godowe, które doskonale powinien kojarzyć każdy z nas. Są szeroko rozpowszechnione i zasiedlają niemal wszystkie zbiorniki wody stojącej, w której spędzają praktycznie całe swoje życie. 

*****

Powoli zbliżamy się do końca naszej pełnej wrażeń wyprawy rowerowej. Przed nami jednak jeszcze jedno osiedle – w następnej odsłonie cyklu zawitamy na Pawłowice. Do zobaczenia!