MPK chce zamówić 40 nowych tramwajów. Wszystko wskazuje jednak na to, że pojazdy nie będą w 100 procentach niskopodłogowe. – Należałoby kupić wozy lepszej kasy – komentują aktywiści. – W obecnej, katastrofalnej sytuacji taborowej, MPK robi, co może – mówi były wiceprezes spółki.

Tramwaj Moderus Beta

fot. MPK Wrocław

W połowie maja wrocławskie MPK ogłosiło przetarg na dostawę 40 nowych, wieloczłonowych tramwajów. Wozy mają być klimatyzowane, a także całkowicie lub częściowo niskopodłogowe. I właśnie o tę niską podłogę rozpętała się burza. Bo – jak czytamy w dokumentacji przetargowej – tramwaj musi być niskopodłogowy minimum w 20 procentach.

Aktywiści: to zła i niezrozumiała decyzja

Gdy zestawiono liczbę zamawianych tramwajów, minimalny udział niskiej podłogi i szacunkową wartością zamówienia (192 mln zł bez VAT, z czego ponad 60 procent pokryje Unia Europejska), od razu pojawiły się głosy, że jesteśmy skazani na kolejne, niskopodłogowe zaledwie w 25 procentach Moderusy Beta, które już jeżdżą po Wrocławiu.

– To bardzo zła decyzja, kompletnie niezrozumiała – komentuje Piotr Szymański z Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia.

Jak tłumaczy aktywista, przede wszystkim dlatego, że to zamówienie – w zamyśle modernizujące istniejący tabor MPK – de facto oznacza zamówienie tramwajów przestarzałych technologicznie.

– Trudno sobie wyobrazić, by 20 procent niskiej podłogi było marzeniem młodych matek z dziećmi w wózku albo niepełnosprawnych mieszkańców. Należałoby kupić wozy lepszej klasy, natomiast pieniądze na ten cel zabrać z wydatków mniej potrzebnych miastu – mówi Szymański.

Zdaniem społecznika, trudno zrozumieć dlaczego miasto, w którym wszyscy stoimy w korkach, chce wydać 200 mln zł na nowy most (chodzi o planowaną budowę Alei Wielkiej Wyspy), a jednocześnie mówi, że nie podniesie jakości komunikacji zbiorowej.

– Efekt tego może być tylko jeden: więcej korków – podkreśla Piotr Szymański.

Ponad sto tramwajów do wymiany

Przedstawiciele MPK zapewniają, że dzięki zakupowi w sumie 56 nowych tramwajów (40 zamawianych teraz plus 16 dokupionych wcześniej w poznańskim Modertransie), we Wrocławiu do końca 2019 roku przybędzie blisko tysiąc kursów dostępnych dla osób o ograniczonej mobilności.

– Będziemy mieli już wtedy 63 procent taboru niskopodłogowego. W tej chwili mamy 40 procent, czyli można powiedzieć, że zamiast raz na godzinę, będzie można wypuścić tramwaj niskopodłogowy co pół godziny albo co 20 minut – tłumaczyła niedawno Jolanta Szczepańska, prezes MPK.

Przedstawiciele przewoźnika podkreślają, że przetarg wygra ten, kto zaoferuje najlepszy produkt w jak najniższej cenie. Jednym z kryteriów oceny ofert będzie udział niskiej podłogi, ale to nie on będzie decydujący.

– 80 procent to cena – to jest kryterium najwyżej oceniane. 15 procent to kryterium udziału niskiej podłogi. Są jeszcze dwa inne kryteria, w sumie 5-procentowe. 2 procent za dostawę tramwaju z odpowiednim hamulcem oraz kryterium, też dla nas bardzo istotne, czyli dostawa trzech pierwszych tramwajów przez końcem 2018 roku – wyliczała Jolanta Szczepańska.

W MPK tłumaczą, że aby zapewnić pasażerom lepsze warunki podróży, trzeba wymienić do 2022 roku ponad sto najbardziej wyeksploatowanych i przestarzałych tramwajów. Właśnie taką liczbę w taborze stanowią pojazdy Konstal 105 Na i 105 NWr z lat 1975–1991. Wszystkie są wysokopodłogowe, a ponad 30 z nich nie ma systemu zapowiedzi głosowych czy systemu monitoringu.

– Niektóre z nich mają prawie 40 lat i konieczna jest ich pilna wymiana. Nie ma miesiąca, by pasażerowie z jakiejś dzielnicy miasta nie prosili nas, abyśmy w ich rejon częściej puszczali nowe tramwaje. Dla jednych liczy się dostępność pojazdu, dla innych klimatyzacja czy zapowiedzi głosowe. W sytuacji, gdy mamy tylko 40 proc. takiego taboru, nie możemy spełnić wszystkich tych próśb. Ale zakup nowych tramwajów spowoduje, że takich pojazdów będzie w naszym taborze ponad 60 proc. To zdecydowanie podniesie komfort podróży w całym mieście – zapewniają przedstawiciele przewozowej spółki.

“MPK robi, co może”

Patryk Wild – radny Dolnego Śląska i były wiceprezes MPK – tłumaczy, że przy obecnej, katastrofalnej sytuacji taborowej, zarząd spółki robi, co może, by jak najszybciej wymienić tramwaje na takie o niedyskryminującym charakterze.

– Dlatego trudno mieć do nich pretensje, że chcą kupić jak najwięcej wozów, które będą choć w części niskopodłogowe. Oczywiście, najlepiej byłoby mieć wyłącznie w 100 procentach niskopodłogowe tramwaje, ale przelicznik jest mniej więcej taki, że jeden pojazd całkowicie niskopodłogowy kosztuje tyle, co dwa pojazdy klasy Moderusa Beta. Więc za pieniądze, którymi dysponuje MPK, można byłoby kupić tylko 20 takich tramwajów – mówi Wild.

Inną kwestią, jak zaznacza radny województwa, jest skandaliczne traktowanie transportu zbiorowego przez wrocławski magistrat.

– Żadne inne duże miasto w Polsce nie przeznacza tak mało pieniędzy na komunikację miejską. Za to urzędnicy podpisują z Mennicą Polską umowę na wdrożenie nowego systemu dystrybucji biletów, w myśl której ta firma będzie otrzymywać ponad 10 proc. przychodów ze sprzedaży biletów. Czyli, za około 170 mln złotych miasto kupuje sobie nowe kasowniki. To ordynarne przepompowywanie pieniędzy – podkreśla Patryk Wild.

Były wiceprezes MPK wylicza, że za tę kwotę można byłoby kupić 170 autobusów albo 40 tramwajów, a gdyby miasto samo zdecydowało się na wymianę urządzeń w pojazdach, zapłaciłoby o wiele mniej.