Coś za coś. Nie znajdziesz w okolicach Limy ciepłych wód, w jakich możemy się pluskać w Morzu Śródziemnym. Nie potrafię skakać tu przez fale dłużej niż 20 minut. Zimny prąd Humbold, opływający wybrzeża Peru i Chile, ochładza je i tym samym odpowiada za pustynny krajobraz costy.

Zimne wody z głębin oceanu przynoszą jednak także wielką ilość odżywczego głębinowego planktonu, które z kolei przyciąga niesamowite bogactwo ryb. Tradycja rybołóstwa sięga tu ery prekolumbijskiej, a obecnie stanowi ogromną część gospodarki państwa.*

Tym samym mieszkaniec wybrzeży Peru nie zna ryb mrożonych (owszem, podobno używa się ich….w eleganckich restauracjach dla turystów!). Prawdziwy mieszkaniec costy, chcąc zjeść na obiad (lub śniadanie!) rybkę, zakupi ją rano świeżutką, prosto z nocnego połowu. Najlepiej – na rybnym targu, czyli w pescero. Popatrzcie.

* W Paracas można tu zobaczyć prawdopodobnie najstarszą zachowaną sieć rybacką świata.