Ryota Morioka to póki co jeden z najciekawszych zimowych transferów do Ekstraklasy. Wszystko wskazuje na to, że dla Śląska Wrocław będzie to znaczące wzmocnienie.

O ile kibice wrocławskiej drużyny są pewni, że istnieje piłkarskie życie po odejściu Sebastiana Mili do Lechii Gdańsk, to wiedzą również, że nie jest to raj. Przynajmniej na tę chwilę. Śląsk okupuje dzisiaj dolne rejony tabeli i jest bardzo wątpliwe, że w tym sezonie zagra o coś więcej niż utrzymanie się w Ekstraklasie. Choć obowiązujący od sezonu 2013/14 system rozgrywek nie wyklucza nawet walki jeszcze w tym roku o europejskie puchary.

09_Ryota Morioka_28_01_2016_flaga

Tym większe słowa uznania należą się zarządowi, któremu udało się pozyskać do naszej drużyny reprezentanta Japonii. Chociaż kadra Kraju Kwitnącej Wiśni to dla Ryota Morioka jedynie dopiero co rozpoczęty rozdział (zagrał z Brazylią i Urugwajem), to już w lidze japońskiej radził sobie całkiem dobrze, regularnie grał, zdobywał bramki i asystował.

Kiedy dziennikarze zaczęli go łączyć z ligą belgijską, turecką i hiszpańską ten niespodziewanie pojawił się we Wrocławiu, gdzie pozytywnie przeszedł badania lekarskie i podpisał kontrakt obowiązujący do czerwca 2018 roku. Do Wojskowych trafił jako wolny zawodnik, dlatego klub nie musiał zapłacić za niego jego poprzedniemu pracodawcy ani grosza. Piłkarz był obserwowany od dłuższego czasu.  W swoim pierwszym występie, w meczu sparingowym przeciwko GKS Bełchatów, wpisał się na listę strzelców i był wyróżniającą się postacią.

Widać, że jego atutami są zwrotność, technika oraz strzał z dystansu. Kibice mają nadzieję, że to nie koniec wzmocnień.