Ile szczęścia, a ile traumy kryją w sobie wrocławskie „Ziemie obiecane”? Rozmowa z wrocławską pisarką Malwiną Ferenz
„Ziemie obiecane” to nowa powieść wrocławskiej pisarki Malwiny Ferenz, która zabiera nas w czasy zrujnowanego po wojnie miasta. Akcja toczy się w 1945 roku, gdy do Wrocławia przybywają tłumy ludzi. Są wśród nich więźniowie wyzwolonych obozów, żołnierze najróżniejszych armii, dotychczasowi mieszkańcy, ale i bandyci, szabrownicy oraz wszyscy, którzy chcą zatrzeć za sobą ślad. Ziemie odzyskane wydają się składać obietnicę, ale czy na zgliszczach dawnego życia da się zbudować nowe?
Obecnie jesteś autorką poczytnych i chętnie wypożyczanych książek o tematyce zarówno obyczajowej, jak i historycznej (w bibliotekach trzeba się na nie zapisywać). Jak wspominasz czasy swojego debiutu?
Ha! Trochę chce mi się z samej siebie śmiać, jak o tym pomyślę, bo przy debiucie popełniłam wszelkie możliwe błędy, jakich popełniać nie powinnam. Weszłam na rynek, nie mając pojęcia o tym, co i kto pisze, co się czyta, co się sprzedaje, ile się tego sprzedaje, jakie wydawnictwa funkcjonują i jak się z nimi kontaktować. Miałam po prostu historię do opowiedzenia, wysłałam więc swoje propozycje wydawnicze (bo tak to się nazywa) we wszystkie możliwe miejsca, które podpowiedziała mi Wikipedia po wpisaniu hasła „wydawnictwa w Polsce”. Kompletnie nie były zainteresowane moim tekstem. W końcu wysłałam powieść do jeszcze jednego wydawcy, którego oferty kompletnie nie sprawdziłam i na którego natrafiłam zupełnie przypadkiem, i tym razem, tadam! Udało się. Skontaktowali się ze mną telefonicznie po tym, jak nie dostali ode mnie odpowiedzi na maila. A nie dostali, bo ich mail wpadł mi do spamu. Niewiele więc brakowało, by debiut w ogóle nie nastąpił, czyli wszystko to mogę podciągnąć pod powiedzenie, że więcej szczęścia niż rozumu.
Jak myślisz, co ukształtowało twoją wyobraźnię, literacką wrażliwość oraz chęć tworzenia powieści?
Nie wiem. Albo inaczej, wiem tylko częściowo. Literacką wrażliwość i wrażliwość w ogóle oraz wyobraźnię mam wrodzone. Tak po prostu jest. Deficyty można odnotować na innych polach mojej osobowości, ale akurat w tym zakresie natura wyposażyła mnie dość hojnie. Natomiast chęć tworzenia i pisania wynikała z potrzeby życiowej. Powiem wprost – to sposób ucieczki od rzeczywistości, sposób na rozładowanie emocji, przeanalizowanie rozmaitych spraw, metoda opowiadania sobie świata, oswajania go. Pisałam, odkąd pamiętam. Odkąd nauczyłam się pisać, zawsze coś powstawało. Jak nie wiersze, to opowiadania, jak nie opowiadania, to scenariusze filmu, a jak żadne z tych, to chociaż zapiski prowadzone w pamiętniku. Całe szczęście świat nie poznał tej erupcji mojego umysłu. Film nigdy nie powstał. Wymyślaliśmy go z kolegami w trzeciej klasie podstawówki.
Przez wiele lat dałaś się poznać jako autorka powieści obyczajowych z głębokim tłem społecznym oraz rozbudowanymi literacko postaciami. „Ziemie obiecane” to literatura historyczna, oparta na wydarzeniach, które miały miejsce w realu. Skąd pomysł, by pójść tą drogą?
Nie zaczęło się od „Ziem obiecanych”. To właściwie trzeci tom czegoś, co ja i czytelnicy zgodnie określamy jako „trylogia wrocławska”. Zaczęło się od „Brulionu”, którego akcja rozgrywa się w latach 1936–1938 we Wrocławiu. Potem było „Miasto w płomieniach” opowiadające krytyczny moment podczas oblężenia Breslau w 1945 roku, aż w końcu „Ziemie obiecane” z akcją rozpisaną od momentu kapitulacji w maju 1945 roku do 1946 roku. I te trzy książki łącznie to faktycznie zwrot w kierunku literatury historycznej. Jedna uwaga – „Ziemie obiecane” nie są oparte na faktach. Są bardzo mocno osadzone w rzeczywistości z tamtych lat, a wiernemu odtworzeniu realiów poświęciłam sporo czasu i sił, ale sama fabuła jest fikcyjna. Aha, ważne: powieści z „trylogii” nie są ze sobą związane wątkami czy ogólnie akcją. Łączy je wyłącznie Wrocław i tło historyczne. Skąd pomysł? Po części z przypadku. Inspirację do „Brulionu” znalazłam podczas jednego ze spacerów zorganizowanych dla fotograficznych „freaków”. Bardzo kręci mnie fotografowanie miast, zwłaszcza Wrocławia, a już szczególnie miejsc na co dzień niedostępnych, wzięłam więc udział w spacerze po opuszczonym wtedy budynku szpitala przy ulicy Wiśniowej. To, czego się tam dowiedziałam, sprawiło, że w umyśle wybuchła mi wręcz historia i pomyślałam, że albo ją przełożę na papier, albo zwariuję. Pozostałe części „trylogii” wyrosły już na tak przygotowanym gruncie. Drugi powód oprócz przypadku to moja prywatna chęć oswojenia miasta, w którym urodziłam się i mieszkam cały czas, a w którym do tej pory, z racji skomplikowanej historii mojej rodziny, czułam się jak gość. Jakbym przebywała tu tylko tymczasowo. To oswajanie miasta przez ludność napływową jest opisane w „Ziemiach obiecanych”.
Trzy Niemki, bohaterki książki „Ziemie obiecane”, to mieszkanki miasta, które próbują przetrwać i poradzić sobie w zrujnowanym Breslau. Są świadkami podnoszącego się z kolan Wrocławia, który odradza się z popiołów. Marie, Martha i Gertrude są tu niechciane. Ich tragiczne losy wprawiają czytelnika w osłupienie. Ta książka to obraz niesprawiedliwości oraz nie do końca wyzwolonej rzeczywistości. Jak radzisz sobie w zetknięciu z takimi emocjami?
Lepsze byłoby określenie, że sobie nie radzę. Żeby realistycznie i wiarygodnie oddać panujące wtedy realia, przeczytałam bardzo dużo wspomnień, opracowań historycznych, artykułów. Co więcej, musiałam zwizualizować sobie przejścia poszczególnych osób, zwłaszcza kobiet, wniknąć w nie, a potem i tak wracać do nich raz po raz przy pisaniu kolejnych scen. Efekt był taki, że przez rok po napisaniu „Ziem obiecanych” nie byłam w stanie zacząć niczego nowego. Pisanie tej książki sponiewierało mnie i wypaliło. Mało tego, doszłam do momentu, gdy pomyślałam, że wystarczy tego dobrego, zostawiam pisanie i nie zamierzam tego kontynuować. I gdyby nie to, że obecne wydawnictwo zaproponowało mi umowę na trzy kolejne książki, zanim „Ziemie…” zdążyły się ukazać, to być może tak by się stało.
Czytając „Ziemie obiecane”, czuć, że zebrałaś mnóstwo informacji oraz dokładnie zagłębiłaś się w historię miasta. Komu poleciłabyś zetknięcie się z tą niezwykle poruszającą książką?
Bardzo, ale to bardzo zależy mi na tym, byśmy przekroczyli ramy pojmowania historii i wiedzy historycznej w ogóle, w których teraz zbiorowo siedzimy. Ponieważ do 1945 roku Wrocław był niemieckim miastem, w lekcjach historii współczesnej praktycznie nie występuje. Jest piastowski Śląsk, potem długo, długo nic, a dopiero potem hop, Wrocław po 1945, który stał się polskim miastem. Nasza wiedza historyczna z okolic II wojny światowej z różnych przyczyn ogranicza się do Powstania Warszawskiego, obozów i ewentualnie Wołynia. Koniec. Na dodatek patrzymy na wszystko w bardzo upraszczający i wykrzywiający, czarno-biały sposób. Książkę polecam więc wszystkim, którzy chcą cokolwiek wiedzieć ponad to, co wiedzą dziś. Ziemie włączone po II wojnie w granice państwa polskiego są pomijane w przekazach, a wiedza o tym, co tu się działo, jest powszechnie – powiedzmy to sobie wprost – szczątkowa lub nawet żadna. A działo się tak dużo, tak intensywnie, w takim tempie i tak tragicznie, że powinno się o tym mówić znacznie więcej, niż mówi się teraz. Wrocław ma niezwykle burzliwą historię, a na tę historię składają się dramatyczne losy wielu nacji, jakie się przez nasze miasto przewinęły. Nasze miasto, moje, w końcu oswojone, miasto zasługuje na to, by było o nim głośniej.
W tym roku nakładem Wydawnictwa Skarpa Warszawska ukaże się twoja kolejna powieść. Czy możesz zdradzić naszym czytelnikom coś więcej?
Hm, mogę powiedzieć, że akcję znów – co za zaskoczenie – umieściłam we Wrocławiu i że rozgrywa się ona w latach osiemdziesiątych XX wieku, czyli w PRL. Mogę też powiedzieć, że główny bohater – bo jest to mężczyzna – jest postacią złożoną i wymykającą się jednoznacznym ocenom, bo ma sporo za uszami. Wkopuje się w coś, co go przerasta, potem próbuje się wyplątać, co pociąga za sobą łańcuch wydarzeń, których niekoniecznie by sobie życzył. Pomysł na fabułę trafił do mnie przypadkiem podczas zapoznawania się z dokumentami z IPN, w których grzebałam z zupełnie prywatnych powodów. Mogę w końcu też powiedzieć, że u osób, które już czytały tę powieść, wywołała ona bardzo silne emocje. To zaskoczenie nawet dla mnie, nie spodziewałam się aż tak mocnej reakcji. Ale to dobrze, chciałabym, żeby było głośno o tej powieści.
Gdzie w najbliższym czasie Twoi czytelnicy będą mogli Cię spotkać, zdobyć autograf oraz porozmawiać o książkach?
Pod koniec marca będzie spotkanie autorskie w CAL na Maślicach, a 11 kwietnia w CAL na Księżu Małym. Zapraszam serdecznie, będzie ciekawie.
Dziękuję za rozmowę.
Najpopularniejsze teraz
-
Polanica-Zdrój, czyli sztuka kurortowego umiaru
-
Peugeot seria Edition - cena WOW
-
Znamy sparingpartnerów Śląska Wrocław. Pierwszy transfer może zostać dopięty jeszcze w tym tygodniu.
-
Rozmawialiśmy z Turkami o Dembélé. „Bardzo wartościowe ogniwo zespołu”
-
Malaly Dembele w Śląsku Wrocław
-
Mieszkańcy Wrocławia mogą ponownie ubiegać się o najem mieszkania w ramach Społecznej Agencji Najmu
-
Znamy terminarz Ekstraklasy. Na początek wymagający rywale
-
David Matsumoto: nasza twarz mówi dużo, ale nie wszystko [Re_Mind]
-
Zielony Klin Południa coraz bliżej. Ruszają przygotowania do wielkiej inwestycji
-
Kolej w Bielawie pojedzie nad jezioro i do Gór Sowich
-
Drogowcy nie jadą na urlop. We Wrocławiu szykuje się remontowe lato
-
Nad Odrę nie tylko na spacer. W Marinie Kleczków można spędzić także muzyczny wieczór
-
Beże i brązy nie muszą być nudne! Jak ciekawie wkomponować je do swojego wnętrza?
-
Wrocław Jazz Meeting na Bastionie Sakwowym. Cztery pokolenia muzyków na jednej scenie
-
Woda w restauracji za darmo. Właściciele lokali podchodzą do pomysłu z dystansem.
Najpopularniejsze
Peugeot seria Edition - cena WOW
Marka PEUGEOT wprowadziła na polski rynek nowe serie specjalne Edition swoich popularnych modeli PEUGEOT 208 i 2008. Wyróżniają się one nie tylko, typowym dla francuskiej marki spod znaku lwa, odważnym i wyrazistym stylem oraz przyjemnością z jazdy, ale również atrakcyjnym stosunkiem ceny do wartości.
Znamy sparingpartnerów Śląska Wrocław. Pierwszy transfer może zostać dopięty jeszcze w tym tygodniu.
Zawodnicy Ante Simundzy przebywają na urlopach, gdzie realizują rozpisane indywidualne plany treningowe. Zgodnie z zapowiedziami sztab nie zasypia gruszek w popiele i pracuje nad wzmocnieniami kadry.

