Wrocławianka Magda Knedler wraca z nową powieścią. O traumie, wolności i sile, by powiedzieć „dość”
Wrocławska pisarka Magda Knedler w nowej literackiej odsłonie. „Tam, gdzie jest miejsce przy stole” to skłaniająca do refleksji opowieść o poświęceniu oraz walce o siebie. Zaskakująca i pełna trudnych tematów książka dotyka wielu czułych strun, ukazując dramatyczne losy bohaterów oraz drogę, jaką musieli pokonać, by uwolnić się od demonów przeszłości.
Współczesny Wrocław, współczesne problemy… Czy ta powieść to odskocznia od dobrze nam znanych twoich powieści historycznych, czy początek nowej serii?
Nie jest to początek nowej serii, ta opowieść jest pojedyncza, osobna, zamknięta. Kończy się w jedyny możliwy sposób i kontynuacja tylko by tę książkę zepsuła. Natomiast rzeczywiście jest to jakaś odskocznia od tematów historycznych. Historia to moja wielka pasja i oczywiście do niej wrócę, ale czasami czuję też potrzebę zmierzenia się ze współczesnością, z codziennymi problemami, tym, co widzę wokół siebie. Wbrew pozorom o współczesnym świecie wcale nie pisze się prościej. Żyjemy w skomplikowanej rzeczywistości, mierzymy się ze zjawiskami, które czasem bardzo trudno ocenić i wobec których wielu ludziom trudno się odnaleźć. Dla mnie na pewno jest to wyzwanie, ale też coś ożywczego i inspirującego. Niekiedy mam wrażenie, że za długo żyję w przeszłości i potrzebuję napisać rzecz o ludziach, których mogłabym spotkać tuż za rogiem. Takich jak ja.
Co skłoniło cię do napisania historii Emilii, która w mroźny, wigilijny wieczór postanawia pozostawić za plecami dotychczasowe życie?
Obserwuję świat i ludzi, słucham wielu opowieści i czytam też to, z czym czasem chcą się dzielić moje czytelniczki i moi czytelnicy. Bywa że dostaję bardzo osobiste wiadomości. Jestem taką gąbką, która wchłania narracje, więc Emilia w zasadzie powstała sama. I uznała, że teraz pora na nią, na jej historię. Wydawało mi się też, że w jej sytuacji będzie mogło się przejrzeć wielu z nas.
Nadmierna kontrola, emocjonalne szantaże, manipulacja i brak własnego zdania – główna bohaterka musiała mierzyć się z tym przez wiele lat. W końcu znalazła w sobie siłę, żeby powiedzieć „nie”. Czy ta książka może być drogowskazem dla wielu uwikłanych w toksyczne związki?
Nie chciałam występować w roli terapeutki czy coacha i tłumaczyć ludziom, jak powinni postępować w danej sytuacji. Chciałam opowiedzieć konkretną historię i dać ludziom nadzieję. Nie zamierzałam też pisać bajki o jakichś cudach, które dzieją się w życiu bohaterki i je zmieniają. Dlatego to ona robi krok. I prosi o pomoc. Każdy ma swoją ścieżkę, ale jeśli już zależało mi na tym, by wskazać coś ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji, to właśnie to. Żeby nie czekać na cud, a jednak spróbować coś zrobić. I żeby nie bać się (i nie wstydzić) prosić o pomoc. Prawda jest taka, że w wielu sytuacjach trudno poradzić sobie zupełnie samemu.
Czujesz, że literatura obyczajowa to dobry sposób na przytoczenie problematyki traumy, trudnych relacji, strachu oraz odnajdowanie drogi ku wolności?
Oczywiście. Jestem daleka od twierdzenia, że dzięki książce rozwiążesz wszystkie swoje problemy. To bzdura. Ale wierzę w to, że literatura może spełniać funkcję terapeutyczną i że może otwierać nam oczy, nakierować nas na właściwy tor. Jestem też pewna, że w wielu narracjach odnajdujemy cząstkę swojego życia i że dzięki temu niektóre opowieści na długo w nas zostają. A jeśli zostają, to może coś z nich wykiełkuje.
Czy zdarza się, że czytelnicy piszą ci o tym, co najbardziej doceniając w twoich książkach?
Czytelnicy i czytelniczki piszą do mnie o różnych rzeczach. O moich książkach, o tym, co im się podobało, czasem o tym, co nie :) Ale piszą też o własnych doświadczeniach, o tym, że książka ożywiła jakieś wspomnienia albo wpłynęła na ich myślenie. To dla mnie bardzo cenne.
Wypatrzyłaś sobie w tej książce jakiś ulubiony cytat?
„Mamy grzane wino, a tobie chyba zimno” :) Kto by nie chciał usłyszeć czegoś takiego w wyjątkowo paskudny dzień?
Po jakie książki sięga Magda Knedler, gdy nie pracuje nad kolejną powieścią?
Po bardzo różne. Często wracam do klasyki, czytam to, co czytałam już wiele razy, albo nadrabiam zaległości. Z klasyki ostatnio ponownie przeczytałam „Frankensteina”, przed obejrzeniem nowej ekranizacji. Polecam i książkę, i film. I jeszcze „Rudą Kejlę” noblisty Singera, nieco mało chyba znaną powieść autora „Sztukmistrza z Lublina”. Bardzo mnie zaskoczyła i także polecam. Wcześniej czytałam „Zaledwie moment” Liane Moriarty, „Cassandrę” Christy Wolf (w angielskim przekładzie, bo niestety nie ma polskiego), a jeszcze wcześniej „Światło, którego nie widać” Doerra. Polecam również.
Wielu czytelników będzie chciało zdobyć egzemplarz „Tam, gdzie jest miejsce przy stole” wraz z autografem. Gdzie planujesz najbliższe spotkania i czy będzie można spotkać cię we Wrocławiu?
Na targach książki w Lublinie oraz, oczywiście, na targach książki Dobrych Książek we Wrocławiu. Bardzo serdecznie zapraszam!
Dziękuję za rozmowę.
Najpopularniejsze teraz
-
Kompetencje, zaufanie i jakość doradztwa, a nie najniższa cena – tym się kierują przy wyborze samochodu mieszkańcy naszego regionu
-
Ponad 2700 osób pobiegło w pierwszej edycji NightWave
-
Żłobek, praca czy opieka w domu? Jak działa babciowe na Dolnym Śląsku
-
SUGranty 2026: 16 wrocławskich szkół zamieni pomysły uczniów w nowe przestrzenie
-
Na Brochowie powstanie 200 mieszkań TBS. Ruszyła budowa
-
Studenci sprawdzają, jakie bakterie zostają w autobusach i tramwajach MPK
-
Tłumy na Student Day na Partynicach. Wyścigi w klimacie Dzikiego Zachodu
-
Dolny Śląsk stawia na rodzinę. Ruszyła kampania „Czas dla rodziny”
-
Co dalej z dziurą obok Stadionu Tarczyński Arena?
-
Czy po roku kaucji jest czyściej? Dane mówią: tak, ale nie dla szkła
-
Jarmark Jadwiżański 2026. Średniowiecze, które można poczuć
-
Wycieczka szkolna bez godzin w wyszukiwarce. Wrocław uruchomił platformę z blisko 350 propozycjami zajęć
-
Noc Bibliotek 2026 we Wrocławiu: książki po zmroku, escape room i nocowanie między regałami
-
Koniec remontów na Ignuta i Rdestowej. Wraca pełny ruch
-
K-pop, hanbok i koreańskie smaki. Korea Day już w październiku we Wrocławiu
Najpopularniejsze
Ponad 2700 osób pobiegło w pierwszej edycji NightWave
W sobotni wieczór w rejonie Tarczyński Arena Wrocław odbyła się pierwsza edycja biegu NightWave powered by Decathlon. Uczestnicy rywalizowali na dystansach 5 i 10 km. Łącznie oba biegi ukończyło 2767 osób.
Żłobek, praca czy opieka w domu? Jak działa babciowe na Dolnym Śląsku
Od stycznia do sierpnia 2026 roku na Dolnym Śląsku wypłacono ponad 339,4 mln zł w ramach programu „Aktywny Rodzic”. W całej Polsce kwota ta przekroczyła 4,48 mld zł. Największą część środków przeznaczono na dofinansowanie opieki żłobkowej. Jak wygląda skala wsparcia w regionie na tle kraju?

