Bezpartyjny Wrocław chce, by nasze miasto – wzorem amerykańskiego Chicago – uruchomiło bazę informacji i otwartych danych dotyczących stolicy Dolnego Śląska. – Jesteśmy zwolennikami pełnej transparentności wszystkich miejskich instytucji i spółek – mówią kandydaci na radnych.

– Całkiem niedawno pewien wrocławski urzędnik miejski na partyjnej konwencji Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej powiedział, że we Wrocławiu już od dawna nie podejmuje się decyzji w cieniu gabinetów. Uznaję to za żart roku, ponieważ jeśli chodzi o szeroko pojętą transparentność i ujawnianie decyzji zapadających właśnie w cieniu gabinetów, Wrocław ma jeszcze bardzo wiele do zrobienia – podkreśla Katarzyna Obara-Kowalska, kandydatka Bezpartyjnego Wrocławia na prezydenta naszego miasta.

Jak dodaje Obara-Kowalska, czas odpowiadania na pisma mieszkańców daleko odbiega o przewidzianych w Kodeksie postępowania administracyjnego terminów.

– Wrocław woli płacić kary za nieujawnianie wyroków i umów niż je ujawnić. My jako Bezpartyjny Wrocław mamy w naszym programie cel: Wrocław będzie jak Chicago – zapowiada kandydatka na prezydenta.

„Nie bójmy się transparentności”

Co dokładnie oznacza hasło „Wrocław jak Chicago”?

– Chcemy wzorować się na najbardziej innowacyjnych rozwiązaniach, jeśli chodzi o otwartość miasta, instytucji miejskich względem obywateli, budując zaufanie mieszkańców do władz i udostępniając wszelkie informacje publiczne, które miasto zbiera. Będziemy korzystać z modelu wypracowanego właśnie w Chicago, modelu zbudowanego na open-source’owych bazach i narzędziach, które są wykorzystywane właśnie po to, żeby promować odpowiedzialność władz względem mieszkańców, a także zaangażowanie mieszkańców w sprawy miasta – tłumaczy dr Małgorzata Burnecka, kandydatka do Rady Miejskiej Wrocławia z okręgu nr 4.

Bezpartyjny Wrocław chce uruchomić jedną, wspólną bazę informacji i otwartych danych miasta, zaprojektowaną na wzór serwisu informacyjnego miasta Chicago.

Ma tam się znaleźć choćby ewidencja przejazdów służbowych, szczególnie urzędników korzystających z usług kierowców, a także terminy realizacji poszczególnych projektów i zobowiązań. Do informacji publicznej zostaną również podane jednostki organizacyjne i dane osób odpowiedzialnych za konkretny obszar, projekt czy decyzję.

– Ten model jest nam bardzo potrzebny, możemy być jak Chicago, nie bójmy się tego. Potrzebujemy tylko woli politycznej i odwagi, a tego na razie w naszym mieście brakuje – dodaje dr Małgorzata Burnecka.

Jak podkreśla Bartłomiej Matura z Klubu Jagiellońskiego, kandydat na radnego miejskiego w okręgu nr 5, we Wrocławiu mamy dwa poważne przykłady braku transparentności i jawności.

– Pierwszy to kolegia prezydenckie. Jestem z wykształcenia historykiem i tajne rady były w XVIII wieku. Miarą XXI wieku są otwarte dane, transparentność i jawność życia publicznego. Drugi przykład to brak publikacji wniosków i skarg mieszkańców oraz odpowiedzi na nie – wylicza Matura.

Na co idą nasze pieniądze?

Z kolei Marek Granowicz ze Stowarzyszenia Libertariańskiego, analizującego od lat dług miasta, kandydujący do rady miejskiej w okręgu nr 4, zauważa, że bardzo ważną kwestią jest też odpowiedzialność za sprawy finansowe.

– Warto, by mieszkańcy wiedzieli, na co idą ich ciężko zarobione pieniądze. We Wrocławiu co prawda publikuje się sprawozdania finansowe, natomiast one dotyczą tylko budżetu i są bardzo niejasne. A bardzo duża część wydatków miejskich idzie przez różne spółki miejskie, tam są też poukrywane różne długi – zaznacza Granowicz.

Dlatego też Bezpartyjny Wrocław, jako jeden ze swoich postulatów, wymienia jawność nie tylko umów zawieranych przez miasto, ale też przepływu każdej złotówki, która wpada do miejskiego budżetu. Dzięki temu mieszkańcy otrzymają łatwy i stały dostęp do szczegółów wszystkich wydatków, przychodów i transakcji zawieranych przez miasto.

Chodzi m.in. o przychody z podatków i innych źródeł, wydatki ponoszone na zarządzanie urzędami i instytucjami miejskimi, rejestry wszystkich faktur oraz skany umów miasta czy wynagrodzenia na poszczególnych stanowiskach we wszystkich miejskich organach.

– Mieszkaniec Wrocławia będzie wiedział, jaka ilość pieniędzy przechodzi przez każdą instytucję miasta, na co i w jakim zakresie wydawane są miejskie fundusze w takich dziedzinach życia jak: edukacja, opieka zdrowotna, bezpieczeństwo, zieleń miejska, zabytki, infrastruktura, kultura czy komunikacja – wyliczają przedstawiciele Bezpartyjnego Wrocławia.

Dr Małgorzata Burnecka podkreśla, że transparentność pozwoli na odbudowanie zaufania publicznego i zaufania społecznego do władz miasta.

– Ale to nie wszystko. Pozostaje jeszcze kwestia prawdziwych oszczędności, które miasto może zyskać na udostępnieniu informacji finansowych na temat przepływów, ponoszonych wydatków i podejmowanych decyzji. Jak już w 2010 roku pokazało ogólnoświatowe badanie ONZ, niektóre miasta zaoszczędziły miliony dolarów na wprowadzeniu pełnej jawności i transparentności w przypadku przepływów finansowych. To wymaga bowiem dyscypliny przy podejmowaniu decyzji o wydaniu każdej złotówki, jeśli wiadomo, że wszystkie informacje są otwarte i dostępne – wylicza dr Burnecka.

Transparentność nie kłóci się z RODO

Adwokat Anna Kuś, startująca do rady miejskiej z okręgu nr 1, przyznaje, że pojawiają się pytania, czy postulowane przez Bezpartyjny Wrocław zwiększenie transparentności nie pozostaje w sprzeczności z RODO.

– RODO nie stanowi samoistnej przeszkody do tego, by zwiększyć transparentność funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego. Poza całkowitym zainteresowaniem RODO pozostają takie kwestie, jak upublicznienie informacji na temat projektów czy inwestycji, ponieważ w związku z upublicznieniem tego typu informacji nie następuje wykorzystanie danych osobowych i ich szeroko pojęta „obróbka” – tłumaczy adwokat Anna Kuś.

Jeśli zaś chodzi o kwestie związane z podaniem do publicznej wiadomości wynagrodzeń osób zatrudnionych w strukturach jednostek samorządu terytorialnego, to – jak podkreśla adwokat Kuś – preambuła RODO mówi wprost, że tego typu informacje państwo członkowskie powinno móc wykorzystać.

– Innymi słowy, państwo członkowskie powinno móc wykorzystać informacje znajdujące się w dokumentach, będących w jego posiadaniu. Podsumowując, przedstawiane przez nas kwestie i postulaty pozostają w zgodzie z RODO – zapewnia adwokat Anna Kuś.

Skargi mieszkańców na początku, a nie na końcu sesji

Katarzyna Obara-Kowalska podkreśla, że podejście obecnych władz do kwestii transparentności i jawności widać także w pracach rady miejskiej.

– Zobaczmy, na którym miejscu jest punkt „skargi i wnioski mieszkańców”. One są rozpatrywane na końcu, nie są transmitowane, bo wtedy wyłączana jest transmisja internetowa, więc oglądający tę transmisję nie są w stanie dowiedzieć się, na co mieszkańcy się skarżą. Nie ma już wtedy na sesji rady miejskiej prezydenta i jego zastępców, ani dyrektorów departamentów. Nie ma już nawet dziennikarzy, bo najczęściej skargi rozpatrywane są w późnych godzinach wieczornych. To jest rzecz, która została zmieniona we Wrocławiu. Będziemy walczyć o to, by statut rady miejskiej został przywrócony i żeby skargi, interpelacje i zapytania były na początku sesji. Wtedy, kiedy wszyscy zainteresowani są obecni, kiedy są media i kiedy mieszkańcy mogą dowiedzieć się, co tak naprawdę boli we Wrocławiu – dodaje Obara-Kowalska.