W niedzielę 6 maja 1945 roku o godzinie 18 Festung Breslau, ostatnia twierdza Hitlera, poddała się. W Moskwie upadek niemieckiego Breslau uczczono salutem z 224 dział.

Fot. Fotopolska.eu

Pod koniec II wojny światowej, w 1944 roku, niemiecki Breslau został ogłoszony twierdzą, a Adolf Hitler nakazał obronę miasta do ostatniego ludzkiego istnienia. W następnym roku Festung Breslau okrążyli Sowieci, którzy dwukrotnie, w lutym i kwietniu 1945 roku pojęli próbę zdobycia miasta. W efekcie walk miasto zostało zupełnie zrujnowane, a ich skutki jeszcze długo potem odczuwali jego mieszkańcy.

Pierwszy szturm na Festung Breslau rozpoczął się od lutowych ataków Rosjan na miasto od strony południa. Atakujący przełamali w drugiej połowie lutego 1945 roku linię nasypu kolejowego na wysokości obecnej siedziby wrocławskich ośrodków radia i telewizji i wdarli się w głąb miasta na głębokość około 2-2,5 kilometra. Później jednak 6. Armia generała Władymira Głuzdowskiego utknęła w gęstej zabudowie i wobec twardej obrony Niemców, szturm Sowietów zgasł.

Fot. Fotopolska.eu

– Szósta Armia sowiecka szturmująca stolicę Dolnego Śląska była bardzo słaba jak na sowieckie standardy – mówi profesor Tomasz Głowiński z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. – Nie była ona dostatecznie dobrze wyposażona do szturmowania dużego miasta i nie posiadała broni pancernej. Formowano ją, trzeci raz z rzędu, na jesieni 1944 roku z wołyńskich chłopów, którzy nie byli dostatecznie wyszkoleni i uzbrojeni. Co więcej, oddziały atakujących Sowietów były liczebnie zbliżone do formacji broniących miasto – dodaje prof. Głowiński.

Rosjanie ponownie zaatakowali miasto pierwszego kwietnia 1945 roku, w święto Wielkiejnocy. – Przemówiły wówczas ambicje marszałka Iwana Koniewa, który polecił Sowietom kolejne natarcie. Logika podpowiadałaby raczej, że należałoby odpuścić, wojna była przecież rozstrzygnięta – stwierdza wrocławski historyk.

Drugi szturm na Festung Breslau przygotowano lepiej niż pierwszy. Po pierwsze, zaatakowano od strony lotniska na Gądowie, gdzie samolotami Niemcy wywozili rannych i dostarczali amunicję oraz medykamenty do twierdzy. Po drugie, szturm poprzedził tzw. nalot wielkanocny, który zniszczył historyczne centrum Wrocławia. Rosjanie zakładali, że straty w cywilach zmuszą Niemców do kapitulacji. Breslau był jednak jako stolica prowincji Dolny Śląsk ważnym punktem na mapie Niemiec. Można nazwać go ostoją nazizmu – w wyborach z 1933 roku NSDAP zdobyła w Breslau bezwzględną większość głosów. Wrocław był też wówczas w pierwszej dziesiątce największych niemieckich miast.

Cywile w nadodrzańskim Monte Casino

Walki uliczne w mieście trwały w czasie oblężenia niemal codziennie. „Prawdopodobnie rzadko ludzkie oczy mogą zobaczyć to, co ja tutaj ujrzałem. Byłem zdumiony, oszołomiony, wstrząśnięty do głębi. Za mną wielkie płomienie wież katedralnych (…) , cały Ostrów Tumski był ogarnięty szalejącą i ryczącą burzą ogniową. Pięciopiętrowe kamienice stały w ogniu, wszystkie okna oświetlone, jak gdyby odbywał się jakiś festiwal świateł” – pisał po Wielkanocy w swoim dzienniku ksiądz Walter Lassmann.

W tym ogromnym zamieszaniu musieli odnaleźć się niemieccy cywile z Breslau. Co prawda jeszcze w grudniu 1944 roku komendant twierdzy, generał Johannes Krause, zaproponował ewakuację 200 tysięcy starców i matek z dziećmi, ale gauleiter Dolnego Śląska, Karl Hanke, nie wydał na nią zgody. Z Breslau chciał uczynić Monte Casino nad Odrą. Cywile byli grupą, z którą nikt w mieście się nie liczył. Najczęściej mieszkali w piwnicach. Pod ziemią powstawały schrony, które często były ze sobą łączone korytarzami. Po mieście można było się przemieszczać wyłącznie z przepustką. Wobec trudnej sytuacji oraz przegranej wojny, niektórzy z cywilów okazywali publicznie swoje niezadowolenie. Przykładem może być demonstracja kobiet pod siedzibą lokalnej Orstgruppe, które domagały się zakończenia wojny i powrotu ich mężczyzn z frontu. Niektóre z nich zostały aresztowane.

– Oczywiście, byli tacy, którzy od początku wojny sprzeciwiali się działaniom III Rzeszy – mówi prof. Tomasz Głowiński. – Sceptyczna wobec Hitlera była między innymi część inteligencji oraz duchowieństwa, ale to nie była duża część mieszkańców miasta. Na terenie twierdzy obowiązywały w trakcie walk drakońskie zasady. Żandarmeria miała pełnię praw, włącznie z wykonaniem na miejscu egzekucji – dodaje.

Wiarę powoli tracili również niemieccy żołnierze. Heinz Liedtke pisał pod koniec kwietnia do swojego brata: „Siedzimy w Breslau jak szczury schwytane w pułapkę i czekamy na koniec. Już prawie straciłem wszelką nadzieję, że kiedyś wydostanę się z tego gówna. Walczymy, pijemy z rozpaczy (jeśli zdołamy załatwić coś do picia) i prowadzimy rozwiązłe życie z dziwkami różnych narodowości – nie brakuje ich tutaj”.

Wzór dla narodu niemieckiego

W oblężonym Breslau robiło się coraz bardziej gorąco, a sytuacja Niemców stawała się trudniejsza. Najpierw zostali zmuszeni do zmiany siedziby kwatery głównej dowództwa twierdzy. Poprzednia lokalizacja – bunkier pod obecnym Wzgórzem Partyzantów – znajdował się od strony włamania się Sowietów. Generał Hermann Niehoff, ostatni dowódca twierdzy, zadecydował o przeniesieniu siedziby dowództwa do pomieszczeń do niedawna zajmowanych przez Bibliotekę Uniwersytecką, przy obecnej ul. Świętej Jadwigi. Poklasztorny budynek miał solidne, bezpieczne mury i znajdował się za Odrą.

Dużym problemem dla Breslau okazały się braki w zaopatrzeniu. W jedną noc niemieckie samoloty były w stanie przetransportować do twierdzy nawet 60 ton amunicji, co nie pokrywało jednak rosnących potrzeb. Od początku kwietnia lotnisko na Gądowie przestało działać i tylko niewielka część zaopatrzenia docierała do twierdzy poprzez nowe lotnisko wybudowane na obecnym placu Grunwaldzkim. Obrońcom miasta zaczęło brakować środków do jego obrony. Do tego w ostatni dzień kwietnia w Berlinie samobójstwo popełnił Adolf Hitler.

– To był moment, w którym generał Niehoff, komendant twierdzy, doszedł do wniosku, że dni obrony Breslau są policzone. Śmierć wodza III Rzeszy zdecydowanie przybliżyła kapitulację Niemców – mówi profesor Tomasz Głowiński.

Ich reakcje były skrajne. Pytali się wzajemnie o przyszłość twierdzy i narodu. Niektórzy, tak, jak oficer Herbert van Burck, wciąż namawiali do pielęgnowania nazizmu i wierzyli w zwycięstwo. Dalszą walkę propagował również gauleiter Karl Hanke. Inni cieszyli się ze śmierci Hitlera. „Zapanował radosny nastrój, teraz mamy kluczowy warunek do pokoju” stwierdził ksiądz Helmut Richter.

Wkraczając na mroczną ścieżkę

Zakończenie upartej obrony miasta zaczęło się 4 maja. Wtedy to obecni w mieście duchowni zasugerowali generałowi Niehoffowi poddanie się. Wieczorem gauleiter Karl Hanke dowiedział się o decyzji generała i następnego dnia uciekł awionetką w kierunku Świdnicy. Kapitulacji Breslau spodziewała się już cała Rzesza.

„Hitler nie żyje. Berlin upadł. Alianci ze Wschodu i Zachodu podali sobie dłonie w sercu Niemiec. Nie ma już żadnego powodu, żeby kontynuować bitwę o Breslau. Jakiekolwiek dalsze poświęcenie byłoby zbrodnią” – mówił 5 maja swoim żołnierzom generał Niehoff. Następnego dnia niemiecki dowódca udał się na pertraktacje z generałem Głuzdowskim. Sowieci zaproponowali warunki rozejmu, które zapewniały niemieckiemu garnizonowi przeżycie, żywność oraz pozostawienie osobistego majątku i odznaczeń. W innym punkcie wspomniano również o udzieleniu pomocy wszystkim chorym. Cywile mieli mieć zagwarantowane bezpieczeństwo i normalne warunki życia. Jak się jednak później okazało, obietnice te nie zostały spełnione.

„Była niedziela, przepiękny wiosenny dzień. Ale nie było nam wesoło. Nie padł już żaden strzał i ludność cywilna wyległa na ulice. Nasza kampania przemaszerowała 7 maja przez Friedrich-Wilhelm-Straße (dziś ul. Legnicka), (…) wkraczając na mroczną ścieżkę ku wieloletniej niewoli, z której wielu z nas miało już nigdy nie powrócić do ojczyzny” – pisał kapitan Hartmann.

Sowieci zostali przywitani we Wrocławiu dość ciepło. Mieszkańcy miasta wywieszali napisy z podziękowaniami dla rosyjskich żołnierzy, a kobiety wręczały im nawet kwiaty czy butelki wina. Traktowano ich, przynajmniej oficjalnie, jak wybawicieli. Okazało się jednak, że na niewiele się to zdało. Mieszkańców miasta miały czekać tygodnie grozy – gwałtów, rabunków, rozbojów i irracjonalnych dewastacji. Ich kres miał nastać dopiero po wycofaniu z miasta większości jego „wyzwolicieli”.

Zaleczając wojenne rany

Fot. Fotopolska.eu

„Wydawało się, że z miasta prawie nic nie pozostało” – pisał bibliotekarz Friedrich Grieger. Według ustaleń zniszczono około 70 procent budynków w mieście.

– Do dzisiaj widać pas bombardowania wielkanocnego, które zdewastowało Wrocław w pasie od północy do okolic obecnego Placu Dominikańskiego oraz całej wschodniej części Starego Miasta i Ostrowa Tumskiego – zaznacza profesor Tomasz Głowiński. – Skutki szturmu wielkanocnego można dostrzec również na Popowicach, które w czasie oblężenia twierdzy zostały zrównane z ziemią.

W miejscu ruin Breslau, a od 6 maja 1945 roku polskiego Wrocławia, powstawały nowe mieszkania i bloki, które na nowo stworzyły tu tkankę miejską. Nie sposób było jednak nie zauważyć w mieście przez całe dziesięciolecia śladów tamtych walk. Uważniejsi obserwatorzy jeszcze dziś mogą znaleźć strzałki z niemieckimi napisami, które niegdyś kierowały ludność Breslau do schronów przeciwlotniczych. Jak powiedział profesor Głowiński – Wrocław powoli, choć systematycznie, zaleczał jednak wojenne rany, wracając do swej roli stolicy Dolnego Śląska.

Fot. Fotopolska.eu

Fot. Fotopolska.eu