Władze województwa i Kolei Dolnośląskich sprzeciwiają się przygotowanemu przez PKP PLK nowemu cennikowi dostępu do infrastruktury kolejowej. – Nie godzimy się na sytuację, w której musielibyśmy podnosić przez to ceny biletów lub redukować połączenia – komentuje Jerzy Michalak.

Najpierw, w połowie kwietnia, projekt nowego cennika PKP PLK negatywnie zaopiniowały Koleje Dolnośląskie. Przedstawiciele KD sprzeciwiali się przede wszystkim wzrostowi opłat za przejazd lekkimi pojazdami szynowymi po liniach drugorzędnych. Ich zdaniem cennik opłat za korzystanie z infrastruktury kolejowej, który ma wejść w życie od 9 grudnia 2018 roku, może mieć negatywny wpływ na dalszy rozwój transportu kolejowego na Dolnym Śląsku.

– Każdą trasę, po której Koleje Dolnośląskie uruchamiają lub planują uruchomić pociągi przeanalizowaliśmy bardzo dokładnie. W naszej opinii, z uwagi na duży wzrost procentowy opłat, szczególnie na liniach drugorzędnych, zaproponowany model naliczania należności z tytułu dostępu do infrastruktury jest nie do przyjęcia – mówił prezes Kolei Dolnośląskich Piotr Rachwalski.

Teraz głos w tej sprawie zabrały władze Dolnego Śląska.

– Około 25% kosztów naszych przejazdów to koszty, które płacimy za dostęp do infrastruktury. Te koszty mają się radykalnie podnieść, ponieważ PKP PLK wniósł do Urzędu Transportu Kolejowego projekt cennika, który ma być zaopiniowany. My zdecydowanie sprzeciwiamy się nowemu cennikowi – tłumaczy Jerzy Michalak, członek zarządu województwa.

„Będzie zdecydowanie drożej”

Jak zaznacza Michalak, sprzeciw wobec cennika ma dwa główne powody.

– Po pierwsze, cennik zdecydowanie podnosi koszt dostępu do torów na tych liniach, na których nam najbardziej zależy. Czyli tych, na których odbywa się ruch lokalny. A po drugie, cennik zrównuje dostęp dla ciężkiego sprzętu, jakim są lokomotywy, z tym dla autobusów szynowych. Innymi słowy, ma być drożej, zdecydowanie drożej – wyjaśnia Jerzy Michalak.

Przykładowo, jak podają władze województwa, na nowej linii, która ma być uruchomiona od grudnia – z Lubina do Legnicy – wzrost cen wyniesie 60 procent, a z Wałbrzycha do Kłodzka – 75 procent.

– Na taką podwyżkę cen nie możemy się zgodzić, bo to jest trochę tak: PLK mówi, że musi podnieść koszty, bo ma ogromne projekty infrastrukturalne, więc ktoś musi dołożyć się do tych projektów. Nowy cennik jest też sprzeczny z planem premiera Morawieckiego, który mówi wyraźnie o likwidacji wykluczenia komunikacyjnego. A przecież te najmniejsze linie, gdzie wzrost cen ma być najwyższy, to linie, na których my prowadzimy ruch niwelujący to wykluczenie. Po wzroście cen, będziemy musieli zastanowić się albo nad wzrostem cen biletów, do czego nie chcemy doprowadzić, albo nad zmniejszeniem liczby połączeń – podkreśla Michalak.

fot. Koleje Dolnośląskie

O ile więcej zapłacą Koleje Dolnośląskie?

Jak wylicza Michalak, całość kosztów, które urząd marszałkowski ponosi na rzecz PKP PLK za dostęp do linii to około 40 mln zł rocznie. A po wprowadzeniu nowego cennika, całościowy wzrost cen może wynieść od 10 do 20 proc., czyli od 4 do 8 mln złotych.

– Dziś na linii z Wałbrzycha do Kłodzka mamy stawkę dostępu 2 zł za jeden przejechany przez nasz pociąg kilometr. Według projektu, ta stawka wzrośnie do poziomu 3,5 zł za kilometr. Wzrosty powyżej 40 proc. mamy na kilku naszych kluczowych liniach obsługiwanych przez pociągi spalinowe, m.in. z Legnicy do Żagania i Żar, z Legnicy przez Jaworzynę, do Dzierżoniowa i Kamieńca, z Kłodzka do Kudowy Zdrój. Na tych wszystkich liniach, wedle projektu, notujemy wzrost od 40 do 80 proc. cen – wylicza Piotr Malepszak, wiceprezes Kolei Dolnośląskich.

Jerzy Michalak dodaje:

– Zupełnie skandaliczne jest to, że – tak jak w przypadku linii lubińskiej – gdy mamy wchodzić i odnawiać połączenie, mamy zachęcać ludzi, żeby wrócili do pociągów, od razu, na sam początek, dostajemy 60-procentową podwyżkę ceny, niejako karę za to, że chcemy tam wrócić z pociągami.

Piotr Malepszak podkreśla, że linie dla przewozów spalinowych to linie o słabych parametrach.

– Trudno nam uzasadnić decyzję o znaczącej podwyżce stawek dostępu, biorąc pod uwagę, że na tych liniach jeździmy z najmniejszymi prędkościami, na tych liniach pojawia się coraz więcej ograniczyć eksploatacyjnych i ograniczeń prędkości. Ten skrajny, 75-procentowy wzrost dotyczy linii, gdzie regularnie wydłuża nam się czas przejazdu. Jest to całkowicie sprzeczne z logiką. Zakładamy, że ewentualny wzrost stawek dostępu powinien dotyczyć linii, gdzie parametry rosną, gdzie możemy skrócić czas przejazdu, zaoferować nową jakość usług – zaznacza Malepszak.

Zgodnie z wyliczeniami Kolei Dolnośląskich, dla najniższych przedziałów masy, głównie dla autobusów szynowych i elektrycznych zespołów trakcyjnych użytkowanych przez spółkę, wzrost kosztów dostępu do infrastruktury wynosić będzie odpowiednio:

  • Kudowa Zdrój – Kłodzko Główne – Wałbrzych Główny – wzrost o 76%
  • Legnica – Dzierżoniów Śląski wzrost o 49%
  • Legnica – Żary wzrost o 47%
  • Wrocław – Kudowa Zdrój wzrost o 33%
  • Wrocław – Rawicz wzrost o 29%
  • Jelenia Góra – Goerlitz wzrost o 30%
  • Wrocław – Międzylesie wzrost o 21%
  • Wrocław – Szklarska Poręba wzrost o ok 10%

Czekają nas likwidacje połączeń?

Jerzy Michalak przyznaje, że istnieje nawet zagrożenie likwidacji linii Kłodzko-Wałbrzych.

– Ale żeby do tego nie dopuścić, będziemy w sposób jasny i zdecydowany sprzeciwiać się wejściu w życie takiego cennika. To byłaby absolutna ostateczność – dodaje Michalak.

Piotr Rachwalski zauważa, że taka sama sytuacja dotyczy wszystkich lokalnych linii spalinowych, czyli tych o najniższych parametrach.

– One najbardziej zostaną poszkodowane. To tym bardziej niezrozumiałe, że to linie najsłabsze ekonomicznie, na których prowadzenie ruchu jest najbardziej deficytowe. Z kolei są one bardzo ważne społecznie dla terenów wykluczonych, zwykle przebiegają przez obszary położone z daleka od aglomeracji i są jedynym kontaktem tych obszarów ze światem. To jakby plan wygaszania popytu, czyli doprowadzania do tego, żeby na tych liniach nic nie jeździło, a PKP PLK mogło spokojnie je zamknąć – podkreśla Rachwalski.

Koleje Dolnośląskie

mat. prasowe

PKP: w nowym cenniku stawki zmaleją

O komentarz do całej sprawy poprosiliśmy też przedstawicieli PKP PLK. W informacji, którą otrzymaliśmy, czytamy, że jeśli UTK zaakceptuje projekt cennika PLK, na okres obowiązywania rozkładu jazdy pociągów 2018/2019, stawki jednostkowej opłaty podstawowej zmaleją.

– Według projektu cennika na 2018/19, przygotowanego przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., średnia stawka jednostkowa opłaty podstawowej za zrealizowany przejazd pociągu jest mniejsza o 4,7% od średniej stawki według obecnie obowiązującego cennika. Dla przewoźników osób spadek wynosi średnio 5,4%, a dla przewoźników rzeczy 4,8% – wylicza PKP PLK.

Kolejarze tłumaczą, że zmiana systemu ustalania opłat za korzystanie z infrastruktury kolejowej wynika ze zmiany rozporządzenia Ministra Infrastruktury i Budownictwa w sprawie udostępniania infrastruktury kolejowej, które jest aktem wykonawczym ustawy o transporcie kolejowym zmienionej w wyniku implementacji Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady UE.

– Zgodnie z przepisami prawa, PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. nie mogą dowolnie kształtować stawek jednostkowych np. w preferencyjny sposób ustalać stawek jednostkowych dla pociągów korzystających wyłącznie z określonej grupy linii np. linii lokalnych. W systemie ustalania opłat, nie ma parametru natężenia ruchu. Dotychczas ten parametr powodował, że linie o małym natężeniu przypisywane były do niższej kategorii linii, tym samym stawki dostępu były niższe, a dla linii o wyższym natężeniu parametr ten powodował zwiększenie stawki – wyjaśniają przedstawiciele PKP.

Tłumaczą, że PLK ma niższe stawki za dostęp do infrastruktury kolejowej niż stawki na liniach w zarządzie województw.

– Na przykład w województwie dolnośląskim, przy uwzględnieniu parametrów technicznych linii kolejowej nr 326 Wrocław Zakrzów – Trzebnica, obecnie obowiązujące na niej stawki i stawki według projektu cennika 2018/2019 są wyższe niż stawki PLK – dodają.