Wrocław znów stara się o tytuł Zielonej Stolicy Europy. – To zagrywka PR-owa – komentują znawcy tematu. I dodają, że nie byłoby w tym nic złego, gdyby oprócz pomysłu, realizowano jakąś strategię w zakresie zieleni czy choćby czystego powietrza. – A tego jak wszyscy wiemy, po prostu nie ma – kwitują.

CC0 Public Domain

Komisja Europejska tytuł Zielonej Stolicy Europy przyznaje od 2010 roku. Otrzymuje go miasto powyżej 100 tysięcy mieszkańców jednego z państw członkowskich i kandydujących Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Kandydatów ocenia się m.in. pod kątem ochrony przyrody i różnorodności biologicznej, jakości wody, gospodarowania terenami zielonymi czy ekoinnowacji. Do tej pory tytuł ten zdobył Sztokholm, Hamburg, Vitoria, Nantes, Kopenhaga, Bristol, Lublana, Essen, Nijmegen i Oslo.

Już w zeszłym roku Wrocław złożył aplikację i ubiegał się o bycie Zieloną Stolicą Europy w 2019 roku. Bezskutecznie – nasze miasto nie zakwalifikowało się nawet do grona finalistów. To jednak nie zraziło włodarzy, którzy od razu zapowiedzieli, że stolica Dolnego Śląska będzie kandydować o tytuł także w roku kolejnym, czyli 2020. Tak się stało – Wrocław właśnie złożył aplikację po raz drugi.

„Konkurencja będzie duża”

W 2020 roku, po raz pierwszy, zwycięskie miasto otrzyma również wsparcie finansowe w wysokości 350 tys. euro. Te pieniądze mają zostać przeznaczone na działania informacyjne i promocyjne Zielonej Stolicy Europy z perspektywy aplikujących miast, na poziomie europejskim.

– Spodziewam się w tym roku dużej konkurencji, gdyż coraz więcej europejskich miast ma ambicje być wysoce zrównoważonymi i „zielonymi” – mówi Magdalena Piasecka, wiceprezydent Wrocławia nadzorująca przygotowania.

Urzędnicy przypominają, że miasta, które dotychczas otrzymały ten tytuł, musiały starać się o niego kilka razy, a zwycięskie w ubiegłym roku Oslo, aplikowało do tytułu aż czterokrotnie.

– Od ubiegłego roku, oprócz innowacji w zarządzaniu, wprowadziliśmy ideę zrównoważonego rozwoju jako główne założenie przyświecające rozwojowi miasta. Uwidacznia się to w różnych obszarach aplikacji, dotyczących np. zagospodarowania gruntów, mobilności, wody w mieście i oczywiście tych związanych ze zmianami klimatu, co pokaże Komisji progresję i konsekwencję w działaniu – zapewnia Magdalena Piasecka.

Oprócz wprowadzenia elementu finansowego, zmianie uległy także dokumenty aplikacyjne. Zdecydowanie więcej uwagi Komisja Europejska poświęca zmianom klimatu. Zatem – jak tłumaczą w magistracie – kwestie adaptacji do tych zmian są dla miast najistotniejsze.

– Radzenie sobie z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi występującymi coraz częściej i coraz intensywniej, np. falami upałów, deszczami nawalnymi czy gwałtownymi wichurami jest prawdziwym wyzwaniem. Dlatego działania przystosowujące miasto i jego mieszkańców do zmian klimatu są niezbędne. W aplikacji pokazujemy nasze projekty w zakresie tzw. „usług ekosystemowych”, czyli mikrozieleni i lokalnego zagospodarowania wód opadowych – dodaje Piasecka.

Co zrobiło miasto?

Urzędnicy, wśród swoich postępów w zakresie ekologii, wymieniają m.in. utworzenie Departamentu Zrównoważonego Rozwoju, powołanie Ogrodnika Miejskiego, zwiększanie nacisku na projekty „zielone” w budżecie obywatelskim czy stworzenie ram systemowego podejścia do zagadnień związanych z gospodarką wodną czy zielenią jako narzędzi poprawy warunków środowiskowych w mieście i jakości życia mieszkańców.

Agnieszka Cybulska-Małycha, dyrektor Departamentu Zrównoważonego Rozwoju, zaznacza, że przez rok od złożenia pierwszej aplikacji we Wrocławiu przede wszystkim realizowano planowane projekty podnoszące jakość przestrzeni publicznej.

– To nowe przejścia dla pieszych np. na rondzie Reagana czy na ul. Świdnickiej, nowe odcinki dróg rowerowych (m.in. na Traugutta, Ślężnej, Powstańców Śląskich), kontrapasy rowerowe w centrum miasta czy nowe przejazdy pod mostami, zapewniające ciągłość tras wzdłuż rzeki. Posadzono 3000 drzew przy ulicach, w parkach i zieleńcach, zrealizowano nowe zieleńce i kolejne odcinki bulwarów – wylicza Cybulska-Małycha.

Finalistów w walce o tytuł Zielonej Stolicy Europy 2020 poznamy w kwietniu przyszłego roku.

„To zagrywka PR-owa”

Bartosz Jungiewicz, radny osiedla Grabiszyn-Grabiszynek i autor projektów związanych z zielenią w ramach WBO, podkreśla, że start w rywalizacji o tytuł Zielonej Stolicy Europy jest przede wszystkim działaniem PR-owym.

– Tak jak starania o każdą inną nagrodę. Nie byłoby w tym nic złego, bo miasta powinny dbać o dobry PR, gdyby oprócz pomysłu, była realizowana jakaś strategia w zakresie zieleni czy choćby czystego powietrza we Wrocławiu. A tego jak wszyscy wiemy, po prostu nie ma – zaznacza Jungiewicz.

W podobnym tonie wypowiada się Patryk Wild, radny Dolnego Śląska i były wiceprezes MPK.

– To zagrywka PR-owa, która ma wykazać, że miasto coś istotnego robi w tym zakresie. Wrocław ma obecnie bodaj najmniej podstaw do starania się o taki tytuł ze wszystkich dużych polskich miast będących ośrodkami metropolitalnymi. Bo ze wszystkich tych miast wydaje najmniej na transport zbiorowy, licząc udział wydatków na transport w stosunku do całego budżetu. I ma najwięcej mieszkań komunalnych ogrzewanych piecami na paliwa stałe. Stąd katastrofalna jakość powietrza w mieście w sezonie grzewczym i nieracjonalny model miejskiego transportu, którego widocznym rezultatem są stojące w korkach pojazdy, produkujące frustracje kierowców oraz zanieczyszczenie środowiska – wylicza Wild.

Walka ze smogiem największym wyzwaniem

Zdaniem Bartosza Jungiewicza, priorytetem władz miasta, jeśli chodzi o ekologię, powinna być walka ze smogiem.

– Miasto musi podjąć realne działania, począwszy od inwentaryzacji źródeł ciepła we Wrocławiu, stworzenia i realizacji planu podłączenia komunalnych kamienic do sieci ciepłowniczej czy gazowej – wylicza Jungiewicz.

Z kolei w zakresie zieleni – jak mówi Bartosz Jungiewicz – przydałoby się więcej parków.

– Nawet jeśli w tej chwili nie ma pieniędzy, żeby co roku tworzyć nowy park, można by pomyśleć chociażby o zarezerwowaniu pod nie miejsca na terenach dzisiejszych ogródków działkowych, zamiast przeznaczać wszystko jak leci pod działki dla deweloperów. Zwracaliśmy na to uwagę jako rada osiedla w trakcie konsultacji obecnej propozycji studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Wrocławia – dodaje.

Również Patryk Wild przekonuje, że smog to jeden z największych problemów, z jakimi boryka się stolica Dolnego Śląska.

– Oprócz kwestii transportowej, o której mówiłem już wielokrotnie, miasto powinno postawić sobie za cel aby w 2-3 lata usunąć z wielorodzinnych budynków komunalnych piece indywidualne na paliwa stałe znajdujące się w mieszkaniach. W szczególności problem ten dotyczy budynków komunalnych i takich, w których współwłaścicielem części mieszkań jest gmina – tłumaczy Wild.

Zaznacza, że wszystkie budynki wielorodzinne w mieście powinny mieć centralne ogrzewanie – tam, gdzie to jest możliwe – zasilane węzłem ciepłowniczym, a tam, gdzie nie jest – kotłownią gazową lub nowoczesną kotłownią na paliwo stałe ze zautomatyzowanym systemem dozowania paliwa.

– Taki program jest całkowicie w zasięgu możliwości miasta, ale trzeba zmienić priorytety. To pierwszy przykład dbania o środowisko i najbardziej oczywisty, gdyż dotykający nie tylko komfortu życia, ale również poważnego problemu zdrowotnego, jakim są choroby spowodowane zanieczyszczeniem powietrza – dodaje Patryk Wild.