Gdybym startował na prezydenta dużego miasta, na pewno zwróciłbym uwagę na to, by przypadkiem nie poparła mnie jakaś Nowoczesna czy SLD. Pomijając inne względy, o których można pisać i pisać, również z przyczyn stricte pragmatycznych.

Takie wybory to bój o ponad połowę głosów, więc każdy, kto zna i rozumie mechanizm elektoratu negatywnego, wie, że słupków poparcia nie dodaje się do siebie tak po prostu. Okazuje się jednak, że to, kogo lokalnie poprze niejaka Unia Pracy (230 polubień profilu ogólnopolskiego na FB), potrafi, o dziwo, niektórych zainteresować zupełnie na poważnie.

Tematem przewodnim ostatniego czasu była piłka nożna i tutaj również nie obyło się bez niespodzianek. Zaskoczyła nas nasza reprezentacja, szczególnie podczas ostatniego kwadransa meczu z Japonią. Jedni stanęli, a drudzy się położyli. Niestety, nawet z tym położeniem się był kłopot. Kamil Grosicki miał z tym na tyle poważne problemy, że Kuba Błaszczykowski nie zaliczył swojego „okrągłego”, 101. występu w reprezentacji Polski. Na szczęście wakacyjne wydanie Wroclife kojarzy się z futbolem nie tylko z powodu mistrzostw.

Na okładce gościmy Piotra Celebana. Na szczęście, bo o turnieju u naszego wschodniego sąsiada będziemy chcieli jak najszybciej zapomnieć, a to wcale nie jest najlepszy pomysł. Z każdej przegranej warto bowiem wyciągać wnioski, a już z klęsk trzeba koniecznie. Większość katastrof to nieszczęśliwy splot okoliczności i zapewne tak było i tym razem. O wielu jej powodach już powiedziano, jednak w dalszej części turnieju, szczególnie przy półfinałach, w oczy rzucał mi się szczególnie jeden aspekt tej dyscypliny – duch drużyny. Mam nieodparte wrażenie, że obok zwyczajnego pecha oraz „bycia pod formą” kilku zawodników to właśnie ten element – a właściwie jego brak – przechylił szalę na naszą niekorzyść. I jestem pewien, że nawet gdybyśmy czysto piłkarsko prezentowali się znacznie lepiej, to i tak nic tam po nas. Same nazwiska nie grają. Nasi chłopcy okazali się niestety jedynie zbiorem nie najgorszych indywidualności, z których większość chciała przede wszystkim wygrać coś dla siebie, niekoniecznie dla drużyny. Nie tylko na mundialu, by osiągnąć sukces, potrzeba czegoś więcej.