Urodzony wrocławianin, obecnie na studiach doktoranckich na AWF we Wrocławiu. Pochodzący z Kłodzka absolwent SMS we Wrocławiu, teraz żołnierz. Wreszcie kibol Lecha Poznań, na etacie w WKS Śląsk. To trójka lekkoatletów związana z Wrocławiem, z czwórki sztafety 4×400 m, która zdobyła złoty medal halowych mistrzostw świata w Birmingham, bijąc przy okazji fenomenalny rekord świata.

O tej wspomnianej na wstępie trójce lekkoatletów za chwilę. Zacznijmy zatem od czwartego uczestnika złotej sztafety 4×400 m, która podczas halowych MŚ w lekkiej atletyce zaskoczyła swoim czasem (3:01,77) nie tylko cały świat, ale i samych siebie. Jego akurat z Wrocławiem niewiele łączy, choć trudno tak powiedzieć, skoro trzech jego kolegów z ekipy z tym miastem jest bardzo silnie związanych. To Karol Zalewski – najmłodszy (rocznik 1993) z czwórki biegaczy, który rozpoczął sztafetę w finale w Birmingham. Pochodzi z Reszla i reprezentuje jeszcze AZS UWM Olsztyn. Jeszcze, bo… z powodu braku hali w Olsztynie do treningu lekkoatletycznego nosi się z zamiarem przejścia do AZS AWF Warszawa.

Wrocław to ewenement na skalę światową
No właśnie, może jeszcze ten brak hali do trenowania lekkiej atletyki łączy Karola Zalewskiego z kolegami z Wrocławia. – To jest generalny problem w Polsce, ale we Wrocławiu, takim dużym ośrodku, gdzie jest wielu dobrych lekkoatletów, hala byłaby zbawieniem, a sukcesów byłoby z pewnością więcej – mówi Rafał Omelko (rocznik 1989, ur. we Wrocławiu), który dzieciństwo spędził w podwrocławskich Krzyżanowicach, a w Birmingham biegł na drugiej zmianie złotej sztafety.

– Przede wszystkim młodzież miałaby gdzie trenować, bo my jeździmy jeszcze na zgrupowania. Choć też nie da się tego organizować cały czas za granicą. W kraju jesteśmy skazani na Spałę, ale na tamtejszym obiekcie trenuje czasami jednocześnie 300 osób! – kontynuuje nasz złoty medalista.
Rafał Omelko mówi, że pod względem obiektów sportowych stolica Dolnego Śląska to ewenement na skalę nie tylko Polski, ale i świata. – Nieporównywalna jest skala osiągnięć wrocławskich lekkoatletów w porównaniu do tego, jakie mają warunki do trenowania. W hali AWF przy ulicy Witelona do sprintu jest do dyspozycji 40 metrów bieżni, bo 20 metrów trzeba liczyć na wyhamowanie. W szkole przy ulicy Parkowej jest jeszcze krótszy odcinek. To wszystko. Od początku mojej kariery słyszę, że hala powstanie. Ostatnio, że to ma być w roku 2021, ale przecież żadne prace nawet nie ruszyły, więc za moich czasów hali nie będzie. Nawet w lecie jest problem, bo bieżnia na stadionie lekkoatletycznym przy Paderewskiego jest w opłakanym stanie. Dzięki życzliwości ludzi możemy potrenować w Oleśnicy – kończy ten smutny temat Rafał Omelko.

(L-R) Poland’s Jakub Krzewina, Poland’s Karol Zalewski, Poland’s Rafal Omelko and Poland’s Lukasz Krawczuk celebrate with their flags after setting a new world record time in their victory in the men’s 4x400m relay final at the 2018 IAAF World Indoor Athletics Championships at the Arena in Birmingham on March 4, 2018. / AFP PHOTO / Ben STANSALL

250-300 dni w roku na zgrupowaniach
Jak zaczynał nasz mistrz świata? – W podstawówce zdarzało się, że biegałem na orientację i parę razy zgubiłem się w Lesie Osobowickim. Poważniejsze bieganie zaczęło się, gdy byłem w gimnazjum przy ul. Pieszej, gdzie zresztą skończyłem też X LO. Za sprawą mojego obecnego trenera, Jacka Skrzypińskiego, najpierw zaczynałem od biegów ulicznych. Potem trafiłem do MKS MOS Wrocław do Williama Rostka. W końcu, przez studia, znalazłem się w AZS AWF Wrocław i trafiłem pod opieką trenera Marka Rożeja – wspomina Rafał Omelko. – Teraz rzadko mam okazję trenować we Wrocławiu, bo około 250-300 dni w roku spędzam poza nim, na zgrupowaniach. Gdy jestem na miejscu, trenuję 2-3 godziny dziennie – dodaje.

Omelko jest obecnie w trakcie studiów doktoranckich na AWF we Wrocławiu. – Przewodu doktorskiego jeszcze nie otworzyłem. Przymierzam się do tego, a w maju chce przeprowadzić kolejne badania. Oczywiście poruszam się w temacie lekkiej atletyki i biegów na 400 metrów. To badania na sobie samym i kolegach z kadry, dotyczące m.in. biomechaniki biegu czy fizjologii, no i jak można to później wykorzystać w treningu – tłumaczy wrocławianin.
O relacjach w kadrze mówi, że są bardzo koleżeńskie. – To nie są jakieś zażyłe przyjaźnie, ale najważniejsze w sporcie jest to, by w grupie, jaką tworzymy, wzajemnie się szanować. Na krajowym podwórku rywalizujemy ze sobą indywidualnie, a potem musimy stworzyć drużynę w sztafecie – kończy Rafał Omelko.

Wymiotował, ale zauważył czas
Jako trzeci pałeczkę podczas finału HMŚ w Birmingham przejął Łukasz Krawczuk. Urodzony (rocznik 1989) w Kłodzku zawodnik jest żołnierzem Wojska Polskiego i reprezentuje barwy WKS Śląsk Wrocław. Wcześniej ukończył Szkołę Mistrzostwa Sportowego w stolicy Dolnego Śląska.

Jak każdy z tej złotej czwórki na bieżni w Birmingham pobiegł nieprawdopodobnym tempem. Do tego stopnia, że za to zapłacił. „Polska ekipa dała z siebie wszystko. Na płycie wymiotował Krawczuk. Boże, jak ja im zazdroszczę!!! This is Poland!!!!!!” – napisał na Twitterze zaraz po biegu Marek Plawgo, przed laty m.in. brązowy medalista MŚ – właśnie w sztafecie 4×400 m. Podczas HMŚ w Birmingham pracował jako komentator TVP.
I choć Łukasz Krawczuk wymiotował z wysiłku, to jako pierwszy z całej ekipy zauważył fenomenalny rezultat. Tak wspomina to trener naszej sztafety, 62-letni wrocławianin Józef Lisowski. – W takich biegach na stoper się nie patrzy. Kiedy nasi wpadli na metę, najpierw była radość ze zwycięstwa, a dopiero po chwili Łukasz Krawczuk wrzasnął: „Rekord świata!” – mówi szkoleniowiec, który z kadrą naszych czterystumetrowców pracuje od 1994 roku! Wówczas trójka z jego złotych chłopaków z Birmingham miała 5 lat, a Karol Zalewski zaledwie roczek!

Trener Lisowski to legenda, a od jego nazwiska polscy czterystumetrowcy już od lat nazywani są „Lisowczykami”. Jest absolwentem AWF we Wrocławiu. Jako trener zaczynał pracę w szkołach sportowych, potem w Śląsku Wrocław, a od 2002 roku w AZS AWF Wrocław. Za jego kadencji polska męska sztafeta 4×400 m osiągnęła następujące sukcesy: trzykrotnie pobiegła w finałowym biegu igrzysk olimpijskich (1996, 2000, 2008); zdobyła złoty (1999) i trzy brązowe (1997, 2001, 2003) medale MŚ; srebrny (1998) i brązowy (2002) medal ME; dwa złote (2001, 2018), dwa srebrne (1998, 2006) i brązowy (2003) medal HMŚ; dwa złote (2002, 2018) i dwa brązowe (2007, 2009) medale HME. Kolejny cel? Złoto mistrzostw Europy w Berlinie, w sierpniu tego roku.

Sprinter Śląska i kibic Lecha
Na ostatniej zmianie podczas HMŚ pobiegł Jakub Krzewina, który w swojej karierze walczył nie tylko z rywalami na bieżni, ale i z licznymi kontuzjami. W Birmingham na ostatnich kilkudziesięciu metrach minął Amerykanina i na metę wbiegł pierwszy, zapewniając polskiej sztafecie złoty medal, do tego okraszony rekordem świata.
To bardzo barwna postać. Urodzony w Kruszwicy, na Kujawach, na co dzień reprezentuje WKS Śląsk Wrocław – jako żołnierz Wojska Polskiego. Ale tutaj ciekawostka. Etatowy pracownik WKS Śląsk jest zagorzałym kibicem… Lecha Poznań. Na każdym meczu przy ul. Bułgarskiej w Poznaniu stoi w tzw. kotle, gdzie – jak mawiają poznańscy kibole (w gwarze poznańskiej kibic to kibol) – się kibicuje, a nie ogląda mecz. Przyznaje też, że jest fanem Cracovii. Te sympatie we Wrocławiu nie są mile widziane.

W stolicy Dolnego Śląska spędził w sumie 4 lata, teraz zdecydowanie częściej przebywa w Poznaniu. W ubiegłym roku rozstał się z trenerem, którym był… Józef Lisowski, bo – jak mówi Krzewina – nie pasowali do siebie pod względem charakteru i nie dogadywali się w kwestiach treningowych. Obecnie pracuje pod okiem Marka Rożeja.
Uwielbia historię Polski, namiętnie czyta książki na ten temat, a swoje poglądy eksponuje efektownymi tatuażami. Na jednym jest napis „Bóg, Honor, Ojczyzna”, gdzie indziej „Chwała Wielkiej Polsce” oraz „Śmierć wrogom ojczyzny”. Malowidło Szczerbca, czyli miecza koronacyjnego królów polskich, i znak Polski Walczącej. Są też trzy zwrotki piosenki żołnierskiej „Wojenko, Wojenko”. Na ręce jest również napis „Wrzesień 1939” oraz nalot na Wieluń. Obok – polscy ułani i polska flaga.
Marzeniem Jakuba Krzewiny jest złoto podczas igrzysk w Tokio, jednak trapiony kontuzjami sprinter Śląska wie, że do tego potrzeba jeszcze wiele pracy i wyrzeczeń. Jednak – jak każdy z naszej złotej sztafety z Birmingham – jest na to gotowy.

01.03.2018 Wielka Brytania Birmingham IAAF Halowe Mistrzostwa Swiata 2018 N/z Natalia Kaczmarek, Joanna Linkiewicz Fot. Lukasz Szelag/REPORTER

Wrocławianki ze srebrem
Podczas HMŚ w Birmingham polska żeńska sztafeta 4×400 m zdobyła srebrny medal. Co prawda w finale nie pobiegły, ale walczyły dzielnie w eliminacjach i medale otrzymały jak najbardziej zasłużenie dwie zawodniczki AZS AWF Wrocław: Joanna Linkiewicz (na zdj. z lewej) oraz Natalia Kaczmarek (na zdj. z prawej). Pozostały skład naszej srebrnej sztafety: Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz, Aleksandra Gaworska i Małgorzata Hołub-Kowalik.