Wrocław powinien w lipcu przykuć uwagę internautów – w końcu organizował sportowe wydarzenie roku, czyli Światowe Igrzyska The World Games. Zmagania sportowców nieolimpijskich trwały 10 dni i miały przyciągnąć dziennikarzy nie tylko z Polski, ale całego globu. Wiadomości, na które najbardziej liczyły władze Wrocławia, zostały właściwie przemilczane przez krajowe portale informacyjne. Ogólnopolskie media nagłaśniały natomiast sprawy głównie bulwersujące, w tym pobicie 82-letniej kobiety przez policjantów. Nie zabrakło również licznych wspomnień powodzi tysiąclecia z 1997 roku, polityki czy informacji o znalezieniu bomby… z okresu drugiej wojny światowej.

Wrocław w lipcu. Media ogólnopolskie

W lipcu Wrocław owszem często trafiał na czołówki ogólnopolskich mediów, ale głównie w ponurym wydaniu. Pod koniec lipca najwięcej można było przeczytać o pobiciu 82-letniej kobiety, mieszkanki naszego miasta. Wcześniej dziennikarze przypomnieli bestialskie znęcanie się nad zwierzętami przez dwójkę wrocławian czy spalenie zwłok dziecka przez małżeństwo z Radwanic.

Przepłacone igrzyska?

Wielkie nadzieje, jakie Wrocław pokładał w Igrzyskach Sportów Nieolimpijskich, niestety się nie ziściły. Podczas inauguracji The World Games media żyły przede wszystkim protestami przeciw zmianom w sądownictwie, co odciągnęło uwagę od ,,największej imprezy sportowej w historii Polski”. W efekcie o Ceremonii Otwarcia pisały wyłącznie polskathetimes.pl i dział sportowy Wirtualnej Polski. Władze Wrocławia zakładały, że igrzyska będą doskonałą promocją miasta, ale czy tak było w rzeczywistości? Niestety oddźwięk, jaki wywołały może świadczyć o tym, że władze Wrocławia ponownie postanowiły „żyć ponad stan” i realizować nietrafione inwestycje. O samych igrzyskach i ich kosztach obszernie pisaliśmy w kilku artykułach (World Games 2017 w liczbach i pieniądzach, Ceremonia Otwarcia za gigantyczną sumę, The World Games – stać nas!).

Powódź `97 i bomba lotnicza z czasów drugiej wojny światowej

Na początku lipca serwis wyborcza.pl w kilku artykułach wspominał wielką powódź, która nawiedziła Wrocław w 1997 roku. Przypominano między innymi dramatyczny los mieszkańców wioski Łany. Nie chcieli oni dopuścić do przerwania wałów i zalania swoich domów. W efekcie nie udało się zatrzymać fali powodziowej, która zalała stolicę Dolnego Śląska. Trzeba pamiętać, że mieszkańcy Wrocławia i całego regionu wykazali się w tamtych dniach wielką solidarnością i poświęceniem, dlatego przywoływanie akurat tego wydarzenia przez internetowe wydanie Gazety Wyborczej jest nieco niestosowne. Obarczanie odpowiedzialnością za zalanie Wrocławia ludzi, którzy bronili swoich domów i dorobku życia, pogłębia trwające do dziś urazy.

Historia dała o sobie znać po raz wtóry 21 lipca. Interia i Wirtualna Polska informowały tego dnia o znalezieniu na placu budowy przy ulicy Legnickiej bomby lotniczej z czasów drugiej wojny światowej. W efekcie ewakuowano kilkaset osób. Sami wrocławianie są już chyba przyzwyczajeni, że w ich mieście co i rusz odkrywane są niewybuchy z czasów różnych konfliktów. Właściwie nie ma miesiąca, w którym nie słyszeliśmy o odkopaniu nowego ładunku. Całą sytuację doskonale podsumowuje stara anegdota: kiedy gdzieś w Polsce na budowie znajdzie się niewybuch, ściąga się saperów i blokuje na pół dnia pół miasta. Kiedy na budowie we Wrocławiu znajdzie się niewybuch, odkłada się go pod płot, żeby nie przeszkadzał w pracy, bo saperzy odbierają je hurtem raz w tygodniu.

Czarne karty lipca

Pod koniec miesiąca praktycznie wszystkie serwisy informowały o pobiciu, którego dopuścili się wrocławscy policjanci wobec starszej kobiety podejrzanej o kradzież w sklepie. Jako pierwszy o zajściu napisał ,,Super Express”. Zdarzenie jest o tyle bulwersujące, że doszło do niego w grudniu 2015 roku, a dopiero w lipcu tego roku sprawa znalazła swój finał. Tym razem reakcja policji była natychmiastowa – policjantów, którzy dopuścili się czynu dość, szybko spotkały odpowiednie konsekwencje. To już drugi przypadek brutalności wrocławskiej policji w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Biorąc pod uwagę, że ofiarą padła 82-letnia kobieta wydaje się, że wrocławska Policja musi poważnie podejść do weryfikacji swoich szeregów i pozbycia się osób, które nigdy nie powinny założyć munduru.

Nie jest to niestety jedyny przykład brutalności mieszkańców naszego miasta. Na początku lipca portal Polska The Times pisał o parze zwyrodnialców – Wojciechu K. i Natali S., którzy w wyjątkowo bestialski sposób znęcali się nad psami. Zwierzęta były bite, duszone i zmuszane do picia środka do dezynfekcji rur. Prokuratura zażądała dla oprawców raptem roku (dla Wojciecha K.) i ośmiu miesięcy (dla Natali S.) pozbawienia wolności. Wyrok w sprawie ma zapaść w sierpniu.

To niestety nie koniec złych wiadomości ze stolicy Dolnego Śląska. Wróciła sprawa małżeństwa B. z Radwanic pod Wrocławiem. Latem ubiegłego roku rodzice nie udzielili pomocy swojemu nowonarodzonemu dziecku. Zaniedbanie spowodowało śmierć dziecka. Ojciec spalił jego ciało w przydomowej kotłowni. W maju zostali skazani na dwa lata więzienia. Prokuratura złożyła jednak apelację, domagając się jeszcze wyższej kary dla obojga zatrzymanych. O zdarzeniu informował portal wp.pl.

Polityka podgrzewała emocje

Nie zabrakło oczywiście informacji politycznych dotyczących naszego miasta. Wirtualna Polska informowała o proteście, jaki odbył się przed domem Grzegorza Schetyny. Była to swoista odpowiedź środowisk skrajnie prawicowych na udział przewodniczącego Platformy Obywatelskiej w protestach wobec zmian w sądownictwie. W manifestacji wzięło udział około 70 osób.

Z kolei dziennik.pl informował o sprawie Piotra Rybaka skazanego za spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku. Piotr Rybak zwrócił się do sądu o możliwość odbywania kary w systemie dozoru elektronicznego, jednak ten nie wyraził na to zgody. Obrońca oskarżonego zapowiedział odwołanie się od decyzji. Wcześniej sąd wstrzymał wykonanie kary więzienia do czasu rozpatrzenia wniosku o dozór elektroniczny.

Wróciła również sprawa afery w Polskim Czerwonym Krzyżu. Portale Polska The Times i Wyborcza.pl donosiły o finansowaniu kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości ze środków wrocławskiego oddziału PCK. Sprawa, która wciąż nie jest do końca wyjaśniona, budzi niesmak, skoro zarzut nieprawidłowości finansowych dotyczy jednej z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych w Polsce organizacji charytatywnych.