Idźmy 23 kwietnia na wybory do rad osiedli. Niech nasze osiedla rozkwitają, a ludzie, którzy je tworzą, mają wpływ na ich kształt!

Wroclife Przemysław Filar TUMW

Wroclife numer specjalny Przemysław Filar

Ponad ćwierć wieku po przemianach demokratycznych w Polsce, często zastanawiamy się, co się udało, a co udało się mniej. Powstanie samorządów należy generalnie zaliczyć do sukcesów, szczególnie od momentu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej. Narzucone przez nią przepisy oraz gigantyczne środki finansowe odmieniły miasta i regiony – nawet najmniej zwrócone ku obywatelom władze muszą konsultować swoje inwestycje i działania. Symbolem tych przemian stała się zwycięska batalia o obwodnicę Augustowa poza terenem Doliny Rospudy w latach 2007-2009. Ówczesny rząd chciał poprowadzić trasę międzynarodowego tranzytu przez unikatowe obszary, jednak Komisja Europejska, ekolodzy i, społecznicy (trzeba tu wymienić Siskom, warszawski think-tank drogowy) doprowadzili do wybudowania drogi w innym, nie ingerującym w przyrodę (i prostszym!) wariancie. Podobną sytuację znamy z Wrocławia, gdzie władze miasta wbrew mieszkańcom próbowały doprowadzić do budowy tzw. metrobusa na Nowy Dwór, czyli trasy autobusowej, zamiast planowanego planowanej od lat trakcji tramwajowej. Powstała wtedy koalicja naukowców i społeczników, która walczyła o rozpatrzenie innych wariantów. Część miejskich aktywistów stała się stroną postępowania środowiskowego, inni społecznicy przygotowali inicjatywę referendalną. Tak mocny nacisk społeczny doprowadził do zmiany decyzji przez prezydenta Rafała Dutkiewicza. Te przykłady pokazują, że każda władza musi być na bieżąco kontrolowana i konsultować swoje decyzje z mieszkańcami. Równocześnie zasada subsydiarności, czyli przenoszenia podejmowania decyzji najbliżej mieszkańców, musi być poparta ciągłym wsparciem silnych podmiotów, które zagwarantują równowagę sił.
Podejmowanie decyzji w samorządach nie należy do rzeczy łatwych. Różnorodne interesy, nieznajomość przepisów przez mieszkańców, postawa NIMBY („nie na moim podwórku”), wymogi środowiskowe, rozlewanie się miast czy nacisk bogatych inwestorów nie ułatwiają władzom wyboru, zwłaszcza takiego, który będzie najlepszy dla miejscowych.
Można jednak spojrzeć na to inaczej: im większy nacisku społeczny, tym łatwiej władzom wybrać rozwiązanie optymalne. Wśród zajmujących jakiekolwiek stanowiska w dyskusjach o mieście mamy polityków, deweloperów, organizacje społeczne, ruchy miejskie. Czy jednak te głosy to wszyscy? Na pewno nie. Coraz wyraźniej można zauważyć we Wrocławiu kryzys rad osiedli. Jedni mówią, że te są słabe, nie mają mocnego mandatu społecznego, bo frekwencja w wyborach do nich jest bardzo niska. Inni przekonują, że bez większych środków i decyzyjności nie mają one możliwości działania. Takie stawianie problemu doprowadziło do błędnego koła. Mieliśmy coraz mniej chętnych do startu w tych wyborach, a z drugiej strony – władze miasta ignorowały ich opinię. A przecież ostatnie lata pokazały, że wszystkim brakuje wiedzy o tym, co tak naprawdę potrzebne jest osiedlom. Dopiero Wrocławski Budżet Obywatelski stał się narzędziem, które można uznać za sondę potrzeb w skali mikro. Tylko czy WBO powinno decydować o przebiegu linii autobusowych, naprawie chodnika czy uspokojeniu ruchu wokół szkoły? Te istotne dla setek i tysięcy ludzi sprawy są gubione przez magistrat, przez co rodzą się konflikty.
Kompletnie niepotrzebnie, wystarczy decyzje na tym poziomie oddać osobom zaangażowanym w sprawy najbliższej okolicy. Potrzebujemy silnych rad osiedli, potrzebujemy pięknego i wygodnego Wrocławia. Nasze miasto i najbliższa okolica muszą sprawiać nam radość i cieszyć oko. Wszyscy na tym zyskamy, bez względu na poglądy polityczne. A jeśli nie będziemy się zgadzać, to przynajmniej w dyskusji wypracujemy optymalny kompromis.

 

Tekst został opublikowany w Wydaniu specjalnym magazynu „Wroclife” kwiecień 2017, dystrybuowanym w nakładzie 40 000 sztuk do mieszkańców Wrocławia.