Czy likwidacja kolejnych oddziałów pozwoli na przetrwanie Straży Miejskiej, która jest w najgorszej sytuacji kadrowej od lat? Dlaczego Wrocław po 10 latach inwestowania we Wrocławskie Centrum Badań EIT+, oddaje je za darmo rządowi? Czy miasto podzieli się władzą i pieniędzmi z osiedlami, a przekazanie tym drugim kilkuset tysięcy złotych rocznie to dobry pomysł? To tylko niektóre sprawy, które wzbudziły dyskusje podczas Rady Miejskiej.

rada miejska marzec 2017

Straż Miejska pod kroplówką

Niskie zarobki, największe od 10 lat odejścia ze służby, nieskuteczne nabory i kilkadziesiąt miejsc pracy, na które nie ma chętnych. Taki jest obraz Straży Miejskiej. Wobec najgorszej sytuacji kadrowej od lat Komendant Zbigniew Słysz apelował do radnych o akceptację nowego regulaminu.

– Zmiana jest niezbędna. Musimy zachować sprawną realizację zadań straży. Konieczna jest redukcja liczby oddziałów z 7 do 4, co będzie oznaczać likwidację samodzielnych stanowisk. Oszczędności finansowe i kadrowe zostaną przekazane na zwiększenie wynagrodzeń dla strażników, którzy zarabiają najmniej – mówił Komendant Straży Miejskiej.

O ratowaniu albo likwidacji Straży Miejskiej dyskutuje się we Wrocławiu od lat. Zdaniem opozycji, potrzebuje ona zmiany, ale regulamin jest krokiem w tył. Radni klubu PiS odnieśli się do pisma, które 20 marca przesłało radnym NSZZ ,,Solidarność” – regulamin nie był konsultowany ze związkowcami.

– Zmiana rodzi obawy, czy zmierza we właściwym kierunku. Mniejsza liczba oddziałów to większe odległości. Czy nie wydłuży to czasu oczekiwania na interwencje? Czy nie wpłynie na mniejszą obecność strażników na osiedlach peryferyjnych? Wskutek zmian wielu funkcjonariuszy straci pensje i dodatki, które odpowiadały ich kompetencjom. Czy nie będzie to powodować kolejnych odejść? – pytał Marcin Krzyżanowski.

Zdaniem Sebastiana Lorenca, radnego niezrzeszonego, brak jest szansy na znalezienie osób chętnych do pracy w straży, a to przełoży się na poziom bezpieczeństwa mieszkańców.

– Program strażnika osiedlowego nie działa – na moim osiedlu od początku roku pojawił się tylko kilka razy. Podstawowy problem to poziom wynagrodzeń. Są strażnicy, którzy wykonują ten zawód z pasją i powinni być lepiej opłacani.

Zgadzał się z nim radny Jerzy Sznerch (PiS).

– Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które pracują w Straży Miejskiej od początku, od 1991 roku. Teraz stanowiska mają zostać zlikwidowane, więc ci zasłużeni pracownicy zostaną zdegradowani. Strażników jest mało, więc nie dziwię się im, że boją się wchodzić bez asekuracji na osiedla. Niektórzy członkowie patroli nie mają nawet rękawic. Kandydatom są opłacane kursy za 2,5 tys. zł, ale potem co piąty z nich nie pracuje w straży. Na początku straż zajmowała się tym, do czego została powołana – porządkiem w mieście. Po tym jak przestały funkcjonować fotoradary, poszła dramatycznie w dół? Czy ktoś odpowie za doprowadzenie straży do takiej sytuacji? Ten regulamin to jest zwykła kroplówka.

Mimo, że o podwyżkach mówiło się w ostatnich latach kilka razy, wnioski były odrzucane. Obecnie najsłabiej opłacani strażnicy otrzymują 2160-2260 zł brutto. Komendant Straży Miejskiej potwierdził, że likwidacja 3 oddziałów oznacza likwidację stanowisk naczelników, ich zastępców oraz kierowników. Chętnych do służby brakuje – jesienią przyszły trzy osoby, wiosną – sześć, ale kolejne odeszły. Wakatów jest 45, w tym 18 w oddziale na Kosmonautów. Jeżeli jedna osoba nie przyjdzie do pracy, służba się wali – przyznał Komendant.

Ostatecznie nowy regulamin został przyjęty większością radnych koalicji, ale można być pewnym, że dyskusja o finansowaniu i zadaniach Straży Miejskiej wróci jak bumerang.

Wrocław za darmo oddaje państwu Centrum Badań EIT+

W 2007 roku miasto Wrocław, województwo dolnośląskie oraz czołowe uczelnie (Uniwersytet Wrocławski, Politechnika Wrocławska, Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich oraz Uniwersytet Przyrodniczy) wspólnymi siłami utworzyły Wrocławskie Centrum Badań EIT+. Po 10 latach jego funkcjonowania Wrocław wystąpi ze spółki i pozbędzie się nieodpłatnie wszystkich udziałów o łącznej wartości ponad 7 miliardów złotych. na rzecz Skarbu Państwa. Prezydent Wrocławia oraz Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego podpisali już w tej sprawie wstępny list intencyjny, rozpoczęły się także rozmowy między rządem a uczelniami. Umowa między wszystkimi zainteresowanymi stronami ma zostać podpisana na początku kwietnia.

Wrocławskie Centrum Badań EIT+ powstało na Praczach Odrzańskich jako zaawansowany park technologiczny, który miał skoncentrować w jednym miejscu nowoczesną aparaturę i wysoko wykwalifikowaną kadrę. Od 2007 roku na terenie Kampusu Pracze powstało 40 nowoczesnych laboratoriów, w których zrealizowano ponad 70 specjalistycznych projektów badawczych i zgłoszono 15 patentów. Teraz potencjał tego miejsca chce wykorzystać rząd jako element Narodowego Instytutu Technologicznego oraz strategii rozwoju gospodarki opartej na wiedzy i innowacjach. Wrocław zachowa Centrum Nauki Humanitarium, które dalej będzie pełnić rolę edukacyjną.

– Plany rządu są ambitne, co daje gwarancję, że ten obszar będzie spełniał swoje pierwotne cele. Wrocław od lat opiera się na potencjale akademickim i przyciąganiu studentów. Chcemy, aby zostali mieszkańcami miasta, chcieli związać z Wrocławiem swoje plany i nie musieli wyjeżdżać zagranicę, aby realizować swoje naukowe ambicje – mówił Adam Grehl, wiceprezydent Wrocławia.

Jednocześnie nie jest tajemnicą, że oprócz nowej strategii rządu w dziedzinie nauki przyczyną decyzji jest sytuacja finansowa EIT+. Wrocław przekazał na jego działanie kilkadziesiąt milionów złotych, a i tak spółka miała problemy z bieżącym finansowaniem i notowała rok za rokiem straty.

Radni zgodzili się na zbycie przez Wrocław udziałów w spółce, ale nie bez dyskusji. Pytania dotyczyły m.in. tego, czy siedziba projektu pozostanie we Wrocławiu, dlaczego miasto zbywa swoje udziały za darmo oraz sytuacji finansowej i ewentualnego audytu spółki.

– Słyszymy, że Wrocław nie był w stanie utrzymać instytucja i była deficytowa od wielu lat. Czy ktoś robił analizy przed przystąpieniem miasta do tak drogiego projektu? – zgłaszała wątpliwości Katarzyna Obara-Kowalska (niezrzeszona).

Niektórzy radni bronili projektu.

– Kiedyś gdyby nie EIT+, obiekt po dawnych szkołach obróciłby się w gruzy. Teraz mamy okazję, by inwestować dalej w coś, co może pomagać mieszkańcom. Nie przekazujemy obiektu obcemu kapitałowi, ale naszemu państwu – argumentował. Henryk Macała (klub radnych Rafała Dutkiewicza)

– Centrum miało trudności, bo sam projekt był innowacyjny. Teraz skończył szkołę średnia i musi iść na studia. Muszą być zamówienia, ciągłość badań, możliwość współpracy z dużymi podmiotami krajowymi. Władze centralne to skoordynują – mówił Jan Chmielewski.

W odpowiedzi na pytania wiceprezydent Adam Grehl podkreślał, że instytucje kontrolne i skarbowe nie zgłosiły zastrzeżeń do sposobu wydawania środków. Centrum było deficytowe w perspektywie rocznej, ale, jak stwierdził, trudno rozliczać jednostkę badawczo-rozwojową w bilansie rocznym oraz systemie zysków i strat. Zaangażowanie ośrodka na potrzeby państwa pozwoli na dalsze funkcjonowanie tego miejsca.

Nie jest przesądzone, czy nowo tworzony Narodowy Instytut Technologiczny będzie miał siedzibę w naszym mieście. W jego ramach Wrocław ma natomiast szansę być pierwszym wzorcowym projektem i pozostać wiodącym ośrodkiem w całym kraju, który da pracę 100 naukowców. Rząd nie musi z kolei od podstaw budować nowego centrum. W ciągu 10 lat powstała infrastruktura i wyposażenie warte 500 milionów złotych. – To jest dobro publiczne. Nie chcemy sprzedawać, tylko przekazać jako organ publiczny organowi publicznemu. Tak też był warunek ze strony rządowej – podkreślił na koniec wiceprezydent.

Rekordowy budżet jeszcze wyższy

Przypomnijmy, że w 2017 roku budżet Wrocławia po raz pierwszy w historii przekroczy 4 miliardy złotych. Po ostatnich zmianach będzie jeszcze wyższy. Jak podkreślał skarbnik miasta Marcin Urban, nie wpłynie to na 165-milionowy deficyt, ponieważ zarówno dochody jak i wydatki Wrocławia wzrosną o taką samą kwotę 7,126 mln złotych.

Cieszy to, że Wrocław wyda więcej pieniędzy na wsparcie wrocławskich start-upów oraz projekt ,,Więcej sportu dla Wrocławia”. Rok Europejskiej Stolicy Kultury uwolnił potencjał tkwiący w organizacjach pozarządowych zasilanych energią wolontariuszy. W oparciu o te doświadczenia miasto chciałoby zachęcać dzieci i młodzież do działań kulturalnych, społecznych i na rzecz osób starszych. Więcej pieniędzy otrzyma także Wrocławski Fundusz Małych Inicjatyw, który ma pomóc w realizacji drobnych projektów mieszkańców, do 5 tysięcy.

Większe niż planowane wcześniej dochody mają źródło m.in. w środkach europejskich. ,,4 kąty na Trójkącie” czyli projekt w ramach rewitalizacji Przedmieścia Oławskiego otrzymał 1 mln dofinansowania. Zmiany w budżecie wiążą się także z powstawaniem Galerii Wrocławia, co pociąga za sobą zmianę układu drogowego w jej rejonie. W tych kosztach będą partycypować inwestorzy, ale nie wiadomo, czy mieszkańcy cieszą się z nowej galerii czy smucą.

Dwa miliony złotych mniej otrzyma Wrocław na oświatę. Niższa kwota subwencji wynika z przeliczenia liczby dzieci, które faktycznie uczą się we wrocławskich szkołach i przedszkolach. Skarbnik miasta potwierdził także, że trwają poszukiwania inwestora, który wykupi klub piłkarski Śląsk Wrocław. Od maja zeszłego roku gmina Wrocław ma większość udziałów w klubie, ale do tej pory nie była w stanie znaleźć chętnego kupca.

Jakie są najważniejsze inwestycje w 2017 roku? Na co Wrocław wyda najwięcej?

Reforma edukacji we Wrocławiu ostatecznie zatwierdzona

Od kilku miesięcy Urząd Miejski konsultował zmiany z dyrektorami i rodzicami. Nowy projekt sieci szkół otrzymał – obligatoryjną – pozytywną opinię Dolnośląskiego Kuratora Oświata. Podczas ostatniej sesji głosowano uchwały, które porządkują tę sieć i dostosowują wrocławskie placówki do reformy edukacji.

 

Co stanie się z gimnazjami?

Sprawdź, jakie zmiany czekają uczniów konkretnych szkół.

Gimnazja będą wygaszane, włączane do istniejących podstawówek lub przekształcane w nowe szkoły podstawowe. Zmiany oznaczą także zastąpienie zawodówek nowym rodzajem szkół branżowych oraz włączenie klas sportowych do szkół ogólnokształcących. Znamienne jest, że wszystkie kilkadziesiąt uchwał radni przyjęli jednomyślnie.

Dyrektor Departamentu Edukacji Jarosław Delewski przyjął podziękowania i wspomniał o sukcesie wrocławskich uczniów: W nagrodę za wysokie miejsca w Olimpiadzie Kreatywności siedem drużyn z Wrocławia pojedzie do Stanów Zjednoczonych. A my będziemy dalej pracować nad najlepszą edukacją w Polsce.

Wrocław łączy się z Islandią

Od 7 kwietnia Reykjavik dołączy do miast partnerskich Wrocławia. 120-tysięczne miasto jest stolicą Islandii, a największą mniejszość stanowią tam… Polacy. Co ciekawe, Reykjavik jest trzecim miastem partnerskim Wrocławia, które również było Europejską Stolicą Kultury. W 2011 roku uzyskało także stały tytuł Miasta Literatury UNESCO, podczas gdy Wrocław do kwietnia piastuje funkcję Światowej Stolicy Książki.

Miasta współpracują w zakresie kultury od 2014 roku. Wspólnie zrealizowały m.in. Międzynarodowy Festiwal Opowiadania czy Młodzieżową Pracownię Opowieści. Z Islandczykami Wrocław będzie wymieniał się doświadczeniami także w takich dziedzinach jak: turystyka, ochrona środowiska, gospodarka komunalna czy transport. Istnieje duża szansa na finansowanie wspólnych projektów z Norweskiego Mechanizmu Finansowe i środków EOG.

Od 31 maja wzajemne odwiedziny będą częstsze. Wizzair uruchomi bowiem bezpośrednie połączenie lotnicze między oboma miastami. Samoloty z Wrocławia do Reykjaviku polecą dwa razy w tygodniu.

Kilkaset tysięcy złotych dla każdego osiedla?

Wybory do rad osiedli odbędą się już za miesiąc 23 kwietnia. Równolegle do rejestracji kandydatów i kampanii toczy się dyskusja o tym, czy rady osiedla mają w ręku jakiekolwiek kompetencje. W porozumieniu z przedstawicielami około 20 osiedli klub radnych PiS zaproponował przyjęcie uchwały w sprawie Funduszu Rozwoju Osiedli. Co zakłada projekt opozycji?

Co roku 1% budżet miasta byłby zarezerwowany na inwestycje, które wskazywałyby same osiedla. Takie rozwiązanie wprowadził już np. Poznań. W obecnych realiach Wrocławia to dodatkowe 40 mln złotych, które miałyby zostać podzielone po równo między wszystkie osiedla. Zmiany weszłyby w życie najwcześniej od 2018 roku.

– Mechanizm byłby podobny jak we Wrocławskim Budżecie Obywatelskim. Rady osiedli same określą, na co wydać pieniądze, ale nie będą nimi dysponować w sensie fizycznym. Ciężar przeprowadzania przetargów będzie należeć do jednostek gminy. Kilkaset tysięcy złotych mogłoby rozwiązać wiele problemów np. oświetlenia, chodników, urządzania skwerów – tłumaczył Marcin Krzyżanowski (PiS).

Jego zdaniem ranga rady osiedli by wzrosła, bo mieszkańcy wreszcie mieliby poczucie, że one coś mogą załatwić, a osiedla skupiłyby wokół siebie liderów społecznych. Cztery lata temu 12 z 48 rad nie zostało wybranych ze względu na zbyt małą liczbę kandydatów. Według projektu, bez rady osiedla nie mogłyby sięgać po środki. Mieszkańcy nie chcieliby, aby pieniądze dla ich osiedla przepadły, dlatego chętniej startowaliby w wyborach lub zachęcali do tego innych.

Większość Rady Miejskiej uznała, że projekt wymaga dopracowania i zmian w Statucie Wrocławia i dlatego podjęli uchwałę o przesunięciu go do dalszych prac i drugiego czytania. Nie wiadomo, jednak, czy i kiedy projekt zostanie przyjęty oraz w jakim kształcie. Radni wyrazili szereg wątpliwości, głównie co do wysokości i zasad podziału środków.

Zdaniem Piotra Uhle (Nowoczesna) traktowanie każdego osiedla na równi jest niesprawiedliwe, a pula pieniędzy powinna odzwierciedlać liczbę mieszkańców, powierzchnię i infrastrukturę osiedla. Urszula Wanat (klub radnych Rafała Dutkiewicza) stwierdziła, że kwota ponad 800 tys. na jedno osiedle jest za duża. Jej zdaniem brakuje środków na programy już realizowane przez miasto m.in. ruchu pieszego, rowerowy czy oświetlenia miejsc niebezpiecznych.

Osiedla – przedmiot czy uczestnik działań?

Podczas dyskusji w imieniu Urzędu Miejskiego głos zabrał Jacek Sutryk. Z obszernej prezentacji można było dowiedzieć się, że w ramach Wieloletniego Planu Inwestycyjnego na lata 2015-2017 osiedla skorzystają z inwestycji wartych 900 milionów. Na tą kwotę składają się środki w ramach budżetu obywatelskiego, na wsparcie inicjatyw lokalnych, zieleń i infrastrukturę.

Dyrektor wymienił szereg inwestycji, które zostały zrealizowane w całym mieście – remonty podwórek i chodników, nowe boiska, tereny sportowe i place zabaw. Osiedla też skorzystały na roku Europejskiej Stolicy Kultury. Projekt ,,Wejścia od podwórza” pozostawił po sobie materialny ślad w postaci mikrocentrum aktywności społecznej na Komuny Paryskiej. – Nie budujmy sztucznej antynomii: miasto-osiedla. Gdzie są realizowane te działania? Przecież we Wrocławiu, korzystają na nich mieszkańcy.

Nasuwa się pytanie: Skoro jest tak dobrze, po co cokolwiek zmieniać?

– Osiedla to jedno, a rady osiedli to drugie. Rady osiedli nie mają nic do powiedzenia. Ich opinie są brane pod uwagę, kiedy są potrzebne, ale jeśli stoją w sprzeczności z interesem władz miasta – nie są uwzględniane – mówiła Katarzyna Obara Kowalska, radna niezrzeszona.

– Może powinniśmy powiedzieć otwarcie, że rady osiedla nie są miastu potrzebne? Ja widzę ich głęboki sens. Środki, o których mówimy, powinny być zaszyte w budżecie tak samo jak na budżet obywatelski. O dodatkowych pieniądzach osiedla rozmawiają od 2006 roku – mówił Sebastian Lorenc, również radny niezrzeszony.

Skoro od kilku lat funkcjonuje WBO, a osiedla mogą składać karty zadań inwestycyjnych, czy dodatkowy instrument ma sens? Prezentacja Urzędu Miejskiego pokazała, że jest wiele osiedli, które nie mogą przebić się w głosowaniu i w ogóle nie korzystają z WBO. Dzięki zmianom miałyby gwarancję, że i one będą mogły czerpać z miejskiego budżetu. Poza tym projekty do budżetu obywatelskiego mogą proponować tylko mieszkańcy, rady osiedla nie mają takiej możliwości.

Karty zadań inwestycyjnych wymagają akceptacji Urzędu Miejskiego i w praktyce nie są realizowane, bez określenia powodu. W przypadku funduszu rozwoju osiedli działania mogłyby nie dojść do skutku, tylko ze względu na konkretną przyczynę.