Zakończył się kolejny etap prac konserwatorskich w Auli Leopoldyńskiej. – Przepisy polskiego prawa nie tylko nie ułatwiają nam zadania, ale przede wszystkim bardzo szkodzą zabytkom – mówi Anna Mossler, konserwator dzieł sztuki kierująca pracami przy malarstwie.

Fot. Maciej Kulczyński

Aula Leopoldyńska jest największą, najpiękniejszą i najbardziej reprezentacyjną częścią głównego gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego, unikatowym zabytkiem późnego baroku, kochanym przez wrocławian i chętnie odwiedzanym przez zwiedzających. Wzniesiona w latach 1728-1732 wraz z całym kompleksem budynków uniwersyteckich, otrzymała swoją nazwę na cześć cesarza Leopolda I, fundatora Uniwersytetu w roku 1702.

Milion złotych dotacji

Fot. Maciej Kulczyński

Dzięki dotacji gminy Wrocław (blisko 1 mln zł), przyznanej Fundacji Uniwersytetu Wrocławskiego w drodze konkursu organizowanego przez Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu, odrestaurowano sklepienie nad balkonem i malowidła w jednej z wnęk okiennych.

Dotacje podobnej wysokości pozwoliły sfinansować również prace wykonane wcześniej: konserwację, remont i wzmocnienie konstrukcji stropu nad Aulą (rok 2015) oraz kompleksową konserwację podium (rok 2016). – To pieniądze zainwestowane w przywrócenie świetności miejscu, które jest niezwykle cenne i unikalne – powiedział wiceprezydent Wrocławia Adam Grehl.

W Auli Leopoldyńskiej przeprowadzono także inne prace: konserwację malowideł w pozostałych niszach okiennych, konserwację balustrady, wzmocnienie i odnowienie konstrukcji balkonu. Źródłem finansowania był:  dotacje Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego i pełnomocnika rządu federalnego Niemiec ds. kultury i mediów oraz środki własne Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zły stan malowidła

Fot. Maciej Kulczyński

Zgodnie z zasadami postępowania, konserwacja była prowadzona w kilku etapach. Najpierw przeprowadzono konserwację zachowawczą, polegającą na odsłonięciu pierwotnych warstw malarskich i ich wzmocnieniu. Kolejnym etapem, bardzo złożonym, była konserwacja techniczna obejmująca m.in. uzupełnianie ubytków, iniekcje, podklejanie itp. Ta część prac – ze względu na zły stan zachowania malowidła – trwała blisko cztery miesiące (lipiec–październik 2017), i dlatego na ostatni etap – konserwację estetyczną, polegającą na opracowaniu faktury uzupełnień, wykonaniu retuszy malarskich, rekonstrukcji i złocenia – zostało bardzo mało czasu, bo niespełna dwa miesiące.

– Obecny wygląd jest jak najbardziej zbliżony do pierwotnego, ale nie jest dokładnie taki, jaki był w czasie powstania zabytku. Trzeba pamiętać, że my, konserwatorzy, scalamy malarsko dekorację do stanu zachowania warstw pierwotnych, zatem oryginalną warstwę malarską pozostawiamy z widocznym upływem czasu, czyli np. bledszą. Staramy się przy tym o jak najmniejszą ingerencję, co jest w wielu przypadkach trudne, szczególnie przy tak złym stanie zachowania, jak ta część Auli – mówi Anna Mossler, konserwator dzieł sztuki kierująca pracami przy malarstwie.

Podczas rekonstrukcji konserwatorzy opierali się na fotografii z końca XIX wieku, przechowywanej w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, a także na zdjęciach z 1944 r. wykonanych przez Rudolfa Jaguscha.

Przepisy szkodą zabytkom

– Przepisy polskiego prawa nie tylko nie ułatwiają nam zadania, ale przede wszystkim bardzo szkodzą zabytkom. Najpierw wiele czas zajmują sprawy związane z rozstrzygnięciami konkursów, czy analizą złożonych wniosków o dofinansowanie, a później kwestie dotyczące przetargów, podpisywania umów itp. W efekcie na prace konserwatorskie zostaje mniej czasu niż powinno się na nie przeznaczyć, tym bardziej, że dotacje ze środków publicznych, jak te przyznane na konserwację Auli, muszą być rozliczone w ściśle określonym terminie w danym roku budżetowym – wyjaśnia Anna Mossler.

– Niecałe pół roku na konserwację takiej powierzchni, jak sklepienie ponad emporą Auli czy nad jej podium, to zdecydowanie za mało. Zawsze mamy na uwadze dobro zabytku i chcemy wykonać swoje zadanie jak najlepiej, więc z tego względu jesteśmy zmuszeni pracować po kilkanaście godzin dziennie. Niestety zdarza się, że nasze dobre chęci nie wystarczają, bo nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak długo i ile razy będziemy musieli np. odsalać malowidło. To są procesy chemiczne, na które nie mamy wpływu, a to one wydłużają czas naszej pracy – dodaje Anna Mossler.

Osobny 6-osobowy zespół konserwatorów dzieł sztuki, kierowany przez dr Bożenę Opiłło, pracował równolegle przy rzeźbach i sztukateriach, jednakże w porównaniu z podium, zakres prac był tym razem znacznie mniejszy.