W ostatnim numerze „Wroclife” ukazał się artykuł „Na Zachód z Wrocławia”. Bohaterowie tekstu opowiadali o powodach, które motywują ich wyjazdy do pracy za granicą lub przeciwnie – do pozostania w swoim mieście. W przypadku wyjazdu decydują oczywiście kwestie ekonomiczne. W przypadku kiedy rozważany wyjazd jednak nie dochodzi do skutku, decydująca okazać się może „miłość do miasta”.

Oczywiście trudno traktować taką zbitkę wypowiedzi jako reprezentatywną. Przecież jeśli ktoś wyjeżdża za granicę, wcale nie oznacza to, że nie kocha swojego miasta czy kraju. Jednak tego typu artykuły przypominają, że małe bezrobocie, rozpędzona gospodarka i lepsze świadczenia socjalne to wciąż za mało, by zatrzymać w Polsce tysiące młodych ludzi. A już z pewnością za mało, by nakłonić setki tysięcy do powrotu.

Na „miłość do miasta” zapewne możemy sobie pozwolić wtedy, gdy nasza sytuacja ekonomiczna jest na tyle do zniesienia, by nie stawać przed koniecznością wyjazdu. Trudno też nie zgodzić się z konkluzją wspomnianego artykułu, że poprawa jakości transportu, sytuacji mieszkaniowej czy podniesienie pensji mogłyby zmienić obraz sytuacji.

Zgadza się: Polska potrzebuje wzrostu gospodarczego na znacznie wyższym poziomie, co więcej – opartego na solidnych fundamentach, takich jak rozwój małej i średniej przedsiębiorczości. Potrzebujemy rewolucji w podejściu państwa do obywatela, wyczekiwanej od lat, dobrze rozumianej odpowiedzialności urzędników i polityków przed obywatelami. To właśnie te cechy można przypisać Wielkiej Brytanii, najczęściej wybieranej jako cel ekonomicznych podróży młodych Polaków.

Z kolei na szczeblu lokalnym dochodzi do tego szereg zagadnień od lat zaniedbanych. Polski rozwój ostatnich dekad oparty był w dużej mierze na rozwoju wielkich aglomeracji. Jednym z takich miast był i jest Wrocław – kolejny symbol ekonomicznego sukcesu Polski. Tysiące inwestorów, setki tysięcy nowych miejsc pracy, wielkie inwestycje infrastrukturalne. To obraz sukcesu Wrocławia, ale obraz niekompletny. Zaniedbany transport czy niespójna polityka mieszkaniowa widoczne są gołym okiem. To oczywiście odpowiedzialność nie tylko samorządu gminnego, ale też regionu i całego państwa. Skoro z wymienionej w cytowanym artykule Ścinawy dojazd do Wrocławia (oddalonego o 70 km) zajmuje nawet 1,5 godziny, a do Londynu możemy dostać się nawet w dwie godziny, to oznacza, że nasz region jest transportową prowincją. Sytuacja oczywiście zmienia się na korzyść, ale skala opóźnienia cywilizacyjnego nadal jest duża. Miejmy nadzieję, że zajęci sporami politycy nie stracą z oczu dziejowej szansy, by to zmienić. Polacy nie potrzebują niekończących się zmian kursu i „cudownych planów” – wszyscy potrzebujemy Polski, która będzie po prostu fair.