Umowa na nowy system dystrybucji biletów MPK opiewa na blisko 175 milionów złotych. – Te koszty są radykalnie zawyżone – podkreślają przedstawiciele Bezpartyjnego Wrocławia. I dodają, że za te pieniądze, zamiast nowych kasowników i biletomatów, można było kupić 170 autobusów.

Nowy system sprzedaży biletów MPK powstał w ramach podpisanej przez miasto 8,5-letniej umowy z Mennicą Polską. Jej wartość to 173,9 mln złotych brutto, a wysokość wynagrodzenia dla operatora systemu wynosi 10,49% od dochodu ze sprzedaży biletów. W porównaniu do poprzedniego kontraktu prowizja wzrosła o prawie 2,5%.

Najważniejszą, ale i wywołującą największe kontrowersje zmianą było wprowadzenie zapisu biletu bezpośrednio na zbliżeniowej karcie płatniczej. To oznacza, że płacąc za przejazd w autobusie lub tramwaju, nie dostajemy już papierowego biletu. Docelowo nowych, elektronicznych kasowników w pojazdach MPK pojawi się 3,3 tysiąca.

– Pasażerowie otrzymają możliwość kupienia biletu jednorazowego lub czasowego bezpośrednio w kasowniku, w modelu „bilet na karcie”. System Urbancard będzie automatycznie przypisywać taki bilet do numeru karty płatniczej, którą był dokonany zakup. Dzięki temu papierowy bilet w ogóle przestanie być potrzebny, a jego rolę z powodzeniem przejmie karta zbliżeniowa – tłumaczyła Kamila Kaliszyk, dyrektor ds. rozwoju rynku w polskim oddziale Mastercard Europe.

Nowe rozwiązanie już przed startem budziło obawy części wrocławian, którzy niepokoili się zarówno o bezpieczeństwo danych zakodowanych na karcie, jak i po prostu – o bezpieczeństwo swoich pieniędzy na koncie bankowym. Także tuż po uruchomieniu pojawiły się problemy techniczne. Elektroniczne kasowniki nie akceptowały niektórych kart bankowych i blokowały się w trakcie próby zapłaty aplikacją Google Pay.

„Koszt nowego systemu jest szokujący”

Na nowym systemie dystrybucji biletów suchej nitki nie zostawiają przedstawiciele Bezpartyjnego Wrocławia, którzy tłumaczą, że to jeden z wielu przykładów niewłaściwego wydawania pieniędzy przez magistrat.

– Wrocław wciąż jest miastem metropolitalnym, które w Polsce relatywnie – w stosunku do budżetu – wydaje najmniej środków na komunikację zbiorową. I większość problemów Wrocławia, związanych z korkami, jest efektem wadliwego systemu wydawania pieniędzy – podkreśla Patryk Wild, członek rady programowej Bezpartyjnego Wrocławia, były wiceprezes MPK, a obecnie radny Dolnego Śląska.

Zdaniem Bezpartyjnych opiewające na blisko 175 mln zł koszty budowy systemu biletowego są radykalnie zawyżone. – Kwoty, które miasto płaci za system sprzedaży biletów, czyli tak naprawdę za kasowniki w 600 pojazdach i biletomaty, są szokujące. To jest równowartość 170 autobusów – wylicza Patryk Wild. I dodaje: Ten wydatek, 175 milionów złotych, jest też całkowicie poza budżetem, bo to prowizja ze sprzedaży biletów, którą otrzymuje operator systemu, czyli Mennica Polska. Samo w sobie to też jest zaskakujące – zaznacza radny Dolnego Śląska.

Wild podkreśla, że z punktu widzenia pasażera ten system żadnych przełomowych zmian nie przyniósł. – Tak jak wcześniej można było kupić bilet w każdym z pojazdów, tak i dzisiaj można go kupić. A to, że jest trochę więcej biletomatów w mieście, to nie jest żaden radykalny przełom – zaznacza. Jak dodaje Patryk Wild, w niektórych przypadkach jest nawet trudniej kupić bilet, bo teraz w pojeździe można płacić jedynie kartami zbliżeniowymi.

– Przypominam również, że gmina te urządzenia tylko dzierżawi od Mennicy Polskiej, co oznacza, że po zakończeniu umowy Wrocław zostanie bez własnych biletomatów i kasowników. Czyli tak naprawdę pożyczamy biletomaty i kasowniki na 8,5 roku i kosztuje to tak gigantyczną kwotę – tłumaczy były wiceprezes MPK.

„System można było zbudować dużo taniej i samemu”

Jak wylicza członek rady programowej Bezpartyjnego Wrocławia, jeden biletomat kosztuje mniej więcej 100 tys. złotych, czyli wszystkie biletomaty kosztowały około 17 mln złotych.

– A przeciętny kasownik elektroniczny, jaki można znaleźć na stronie producentów, mający te same funkcje, co wrocławskie kasowniki, to koszt 200-300 dolarów. Zakładając nawet, że nasze wrocławskie są dwa razy lepsze i kosztują 500 dolarów, to razem wszystkie koszty są w granicach dwudziestu kilku milionów złotych plus obsługa tego systemu. Reszta ze 175 mln zł to zarobek prywatnej firmy. Właścicielowi tej firmy gratulujemy, bo zrobił świetny interes, natomiast Wrocławiowi nie gratulujemy. Wrocław przepompował kilkadziesiąt milionów złotych do prywatnej firmy, kupując coś, co można było kupić dużo taniej – mówi członek rady programowej Bezpartyjnego Wrocławia.

Taki system, jak zaznacza Patryk Wild, można było także zbudować samemu. – Bo w MPK są, a przynajmniej były, kompetencje do zbudowania takiego systemu samodzielnie. A dzięki temu, że Wrocław zapłacił 175 mln zł, nie ma teraz pieniędzy na kolejne kilkadziesiąt, jak nie 100 autobusów. Jeżeli tak miasto będzie wydawać pieniądze, że za nie do końca przełomowe innowacje dla pasażerów przełomowe zarobki będzie miała prywatna firma, to my nigdy nie zbudujemy dobrej jakości komunikacji. Zawsze będzie brakowało pieniędzy na autobusy czy na nowe linie – wyjaśnia były wiceprezes MPK.

Jego zdaniem w najbliższej kadencji samorządu, nawet gdyby nie udało się rozwiązać umowy z Mennicą Polską, trzeba zbudować nowy system biletowy, który, gdy przestanie obowiązywać obecny kontrakt, zostanie postawiony. – I on już powinien być własnością miasta: powinien zostać zbudowany albo przez informatyków miejskich, albo przez informatyków MPK – wyjaśnia Patryk Wild.

Co na to operator?

Z tymi wyliczeniami nie zgadza się Jacek Sieński, dyrektor Działu Handlowego Pionu Płatności Elektronicznych w Mennicy Polskiej. – Przy założonej przez Gminę Wrocław funkcjonalności oraz skali projektu nakłady na stworzenie systemu Urbancard kształtują się na poziomie około 50-60 mln złotych. Wynika to zarówno z ofert firm, które przystąpiły do przetargu, jak i z opracowania przygotowanego przez Grupę Doradczą Sienna w lipcu 2016 roku na zlecenie Gminy Wrocław – wyjaśnia Jacek Sieński.

Przedstawiciel operatora systemu zwraca też uwagę na fakt, że system Urbancard, poza jego wytworzeniem i uruchomieniem, musi być obsługiwany przez 102 miesiące. – Na koszty obsługi składają się między innymi takie elementy składowe, jak: koszt utrzymania 24 serwisantów, 20 osób w biurach obsługi klienta, a sezonowo kolejnych osób w Biurach Obsługi Studentów i w centrali 5 osób. A ponadto koszty prowizji dla kioskarzy, koszty agentów rozliczeniowych i wiele, wiele innych. Podsumowując, miesięczne koszty utrzymania tak wielkiego systemu sięgają około miliona złotych – wylicza dyrektor Sieński.

Przedstawiciel Mennicy Polskiej dodaje, że dystrybucja biletów – niezależnie od tego, czy jest to nowoczesny informatyczny system, czy tradycyjny system biletów papierowych – zawsze generuje koszty. – Analizy wskazują, że w przypadku sprzedaży tradycyjnych biletów papierowych koszt dystrybucji biletów również wynosi około 10% wartości sprzedaży biletów. Na koszty te składają się takie elementy, jak: zakup biletów papierowych w drukarni, koszt postępowań przetargowych związanych z zamówieniem biletów, koszty magazynowania biletów, koszty osobowe oraz lokalowe związane ze sprzedażą biletów kioskarzom, koszty prowizji dla kioskarzy, straty wynikające z utylizacji biletów, które straciły aktualność np. w wyniku zmiany systemu taryfowego itp. – wylicza Jacek Sieński.

Pierwsze miesiące działania nowego systemu

Nowy system dystrybucji biletów komunikacji miejskiej zaczął działać 8 marca. – Podstawowym wymogiem stawianym przez miasto dla nowego systemu było przejęcie całości dystrybucji biletów ze starego systemu. Nowy system został zaprojektowany i od początku działa w trybie on-line, a nie jak dotychczas w trybie offline, i wykorzystuje nowoczesne technologie. Z uwagi na te założenia przed operatorem zostało postawione zadanie zaprojektowania i zbudowania zupełnie nowego systemu dystrybucji biletów – tłumaczy Małgorzata Szafran z biura prasowego magistratu.

Jak podkreślają urzędnicy, miasto kładło nacisk na to, aby zapewniona została ciągłość obsługi Urbancard mimo zmiany standardu karty z Mifare Plus na Desifre (to karta zaawansowana technologicznie).

– Na nowej karcie można zakodować środki finansowe, którymi można dokonywać płatności za bilety zakupione w kasownikach zamontowanych w pojazdach – wyjaśnia Małgorzata Szafran.

Miasto zapewniło wszystkim pasażerom, którzy chcą korzystać z nowej karty (nie jest to konieczne), bezpłatną wymianę kart Urbancard na karty Urbancard EP. Od początku funkcjonowania nowego systemu wydano 13 779 sztuk tej drugiej z kart. – Dzięki zastosowaniu systemu on-line pasażerowie nie muszą już kodować biletów okresowych w urządzeniach, gdyż są one zapisane w systemie centralnym, a karta służy jako identyfikator. Jest to bardzo duże udogodnienie dla pasażerów – zapewnia przedstawicielka biura prasowego miasta.

Pojawiła się również możliwość zakupu biletów okresowych przez smartfony, gdzie nie jest wymagane posiadanie Urbancard i Urbancard EP. Wprowadzono także nowe możliwości płatności: zbliżeniowe, BLIK, przy użyciu urządzeń mobilnych – NFC/HCE. Jak tłumaczą urzędnicy, przy każdym nowym systemie informatycznym, wdrażanym na tak dużą skalę, pojawiają się problemy. – Mając na uwadze zakres wdrażanego projektu czy zmiany w przyzwyczajeniach pasażerów występujące na początku wdrażania projektu, to można stwierdzić, że projekt był wdrażany poprawnie i osiągnął zakładane przez miasto cele – dodaje Małgorzata Szafran.

Nowy system w liczbach

W ramach nowej umowy dotychczasowe automaty stacjonarne (było ich 125) wymieniono na 154 nowe biletomaty. Docelowo urządzeń ma być 170.

– Przez wprowadzenie systemu on-line można było odejść od sposobu zapisywania biletów na karcie w odpowiednich kieszeniach. Zapisywanie biletu powodowało czasami usunięcie biletu z karty. Obecnie czytniki kontrolerskie, łącząc się z systemem, „widzą” wszystkie bilety ważne oraz z datą przyszłą, czyli oczekujące na rozpoczęcie daty ważności – wyjaśnia Szafran.

W pierwszym etapie wprowadzania systemu operator był zobowiązany uruchomić co najmniej dwa kasowniki w każdym pojeździe. We Wrocławiu jest aktualnie około 740 pojazdów/wagonów komunikacji miejskiej, co oznacza, że wymagana liczba kasowników wynosiła około 1480 sztuk. Dostawca zainstalował w pojazdach prawie 2600 kasowników, z czego pierwszego dnia uruchomił około 2350 urządzeń.

– Podstawowe założenia miasta dla nowego systemu zostały zrealizowane, co nie wpłynęło na dochody miasta z tytułu sprzedaży biletów, gdyż są one na tym samym poziomie, co w analogicznym okresie ubiegłego roku – tłumaczy Małgorzata Szafran.

Zgodnie z wyliczeniami magistratu, w okresie marzec-kwiecień 2017 roku sprzedaż biletów MPK opiewała na 24 mln 890 tys. złotych. W analogicznym okresie bieżącego roku wyniosła 25 mln 700 tys. złotych.

Średnia dzienna sprzedaż biletów jednorazowych i czasowych za pomocą kasowników pokładowych w okresie od 8 marca do 7 maja wyniosła około 45 500 sztuk. Na wynik ten złożyło się 2 761 692 biletów zakupionych przy pomocy karty płatniczej w nowych urządzeniach oraz 13 833 biletów nabytych z użyciem nowej Urbancard z funkcją Elektronicznej Portmonetki.